To ich najnowszy produkt, który jest skierowany głównie w kierunku osób ze skórą wrażliwą. Moja jakoś najwrażliwsza na świecie nie jest, mimo to jednak sprawdziła się u mnie nieziemsko.
Pianka naprawdę świetnie się sprawdza i używam ją od momentu wyjazdu na wakacje do Wrocławia, czyli ponad miesiąc. A zużycie jest spore, ale jeszcze jej nie skończyłam. Jest bardzo wydajna i nie podrażnia skóry. Zostawia czasem (choć bardzo rzadko) delikatne uczucie ściągnięcia skóry, ale nigdy mi jej nie wysuszyła.
Ma przepiękny zapach. Niby taki neutralny, ale jest niezwykle przyjemny i delikatny. Nawet Kubie zdarza się podkraść mi tę piankę i sam potwierdził, że zapach ma bardzo fajny.
Tyle wynosi jedna pompka tego produktu. Ja z reguły używam dwie takie pompki i starcza mi to na całą twarz. Co ważne - i według mnie jest to NAJWIĘKSZA ZALETA tego produktu - można nią zmywać makijaż oczu. Nie ma mowy o żadnym szczypaniu itp. Pierwszy raz mam do czynienia z produktem, który nie robi mi żadnej krzywdy. Bez problemu radzi sobie z cieniami, kredkami, maskarą, a nawet z wodoodpornym eyelinerem.
Produkt ten ma jednak jeden, w sumie największy minus. To jego cena. Za 150 ml pianki musimy zapłacić od 40 złotych w sklepach/aptekach internetowych, do nawet 60 w aptekach stacjonarnych. Także warto polować na okazje i szukać dobrych cen. Mimo to jednak uważam, że produkt jest wart swojej ceny i na pewno kupię go ponownie, tym razem w pełnowymiarowym opakowaniu. Dla mnie REWELACJA.

