Perełki rozświetlające, Avon

Hejka! Dzisiaj zaprezentuję Wam produkt, którego używam do rozświetlania twarzy. Z Avonem jestem w tak zwanym love/hate relationship. Z niektórych produktów jestem bardzo, bardzo zadowolona (jak np. kredki SuperShock ) a z innymi wolałabym już nigdy nie mieć do czynienia ( klik, klik )
A teraz przyszedł czas na produkt, z którego sama nie wiem, czy jestem zadowolona, czy nie. To znaczy, że po prostu nie jestem w stanie się zdecydować, czy je lubię, czy jednak wolałabym ich nie mieć.

Polowałam na nie dość długo. Za każdym razem, jak była na nie promocja, to akurat nie miałam możliwości ich zamówić. Ich regularna cena, to około 50zł - gruba przesada. Nie ma mowy, że tyle bym za nie zapłaciła. Ja dałam 25zł. 

Opakowanie jest przyjemne i praktyczne (ale tylko do przechowywania w domu). W środku zabezpieczone dodatkowo sporą gąbeczką, żeby nam się czasem coś nie wysypało na ziemię przy odrobinie nieuwagi. Trochę spore w porównaniu z tym, co mamy w środku. Przez co, według mnie, nie nadaje się do podróży. Zajmuje trochę miejsca.


Perełek w środku jest całkiem sporo i nie rozpadają się one pod naciskiem pędzla. Z drugiej strony mam wrażenie, że są odrobinę za twarde. Czasem nabierając produkt na pędzel prawie nic się na nim nie znajduje. Innym razem nabiera się go całkiem sporo. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, bo sama nie wiem, czy to ja robię coś źle, czy to one współpracują tylko, jak mają dobry humor.


Jednak radzę sobie i w takiej sytuacji. Gdy nie chcą współpracować, to zbieram osypany pyłek z dna pudełeczka na pędzel. Taka jestem cwaniara ;)

Perełki mają trzy kolory. Jeden bardziej brzoskwiniowy, drugi pudrowo-różowy i trzeci szampański - bardzo rozświetlający. Razem dają ładny efekt rozświetlenia na skórze, ale niestety nie utrzymuje on się zbyt długo. Liczyłam raczej na to, że trochę pobędą na twarzy, ale to jakieś maksymalnie dwie godziny. Przez to, że opakowanie jest bardzo niepraktyczne - nie zabieram go nigdzie ze sobą w ciągu dnia. W związku z tym, nie mogę sobie pozwolić na żadne poprawki. 




Efekt jaki dają na skórze jest zadowalający, ale nie oszalałam na jego punkcie. Niestety, nie jest moim ideałem i od dawna ślinię się na Mary-Lou Manizer z The Balm. Niedługo wpadnie w moje łapki i będę przeszczęśliwa.


Naładowałam na rękę naprawdę sporo produktu, żeby pokazać Wam, co daje. Co prawda, ciężko mi było to uchwycić na zdjęciu i nadal nie jestem zadowolona, bo to nie do końca to, co daje na twarzy. W każdym razie, możecie zauważyć, jaki kolor ma to rozświetlenie. Daje zdrowy wygląd skórze.

Ja szukam swojego ideału i mam nadzieję, że poszukiwania zakończę na produkcie z wishlisty. Zastanawiałam się też trochę nad meteorytami z Guerlain, ale chyba sam puder mi wystarczy. A Wy? Macie jakiś produkt-cud rozświetlający?



POPRZEDNI
NASTĘPNY

26 comments :

  1. Ja mam Revlon i jestem bardzo zadowolona :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kiedyś chciałam rozświetlacz z Revlonu, ale pojawiły się inne, które mnie bardziej kuszą :)

      Delete
  2. Nie są złe, ale cena regularna to rzeczywiście przesada..

    ReplyDelete
    Replies
    1. No, trochę ich poniosło. Wiem, że teraz mają być chyba wycofane i zastąpione prasowanym rozświetlaczem.

      Delete
  3. Mam je od dawna (od jakichś dwóch lat), ale po czasie przestają on działać, bo zaczynają oblepiać się np od podkładu i ja rozdrabniam wtedy kilka, bo inaczej ciężko je ocalić ;/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, jeszcze nic takiego się nie stało, ale czasem też nie mają zamiaru współpracować, a czasem są idealne.

      Delete
  4. Replies
    1. Ja na razie na nic brązującego się nie rzucam. Nie umiem tego dobrze rozprowadzić i źle się z bronzerem na buzi czuję.

      Delete
  5. Ja mam świetny rozświetlacz z The Body Shop, ale daje on powłokę złocistą. Nie każdemu może się podobać.
    Natomiast mam też owe kuleczki z Avonu i brązujące i rozświetlające. I mam takie podobne zdanie do Twojego - lubię ale bez szału. Ja mam tak bladą cerę, że mogę ich nawet używać jako różu, gdy chcę uzyskać rozświetlający efekt, lub muskam nimi po matowym różu dla uzyskania rozświetlenia. A fakt, że pudełeczko jest wysokie uważam jako plus, przy recenzji kuleczek z Essence napiszę dlaczego :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie wypadają :D Mnie wkurza tylko to, że nie zabiorę ich ze sobą. A pewnie i tak, jak kupię ten z The Balm, to - teraz gadam - a potem nie będę go do torebki wrzucać i tak :)

      Delete
    2. Tak, kobieta chciałaby mieć w swojej torebce wszystko pod ręką :) Ja ograniczam się jedynie z kosmetyków do pudru w kamieniu koniecznie z lusterkiem i błyszczyków (ale ich to z każdym dniem w torebce jest więcej).

      Delete
  6. Moja siostra używa tych kulek jako różu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dla mnie zdecydowanie za jasne to na róż :) Aż taka blada jednak nie jestem :)

      Delete
  7. Mary-Lou wymiata. Moim zdaniem nie ma lepszego rozświetlacza do szczytu kości policzkowych. Połysk daje mocniejszy niż ten Avon, efekt oczywiście można stopniować.

    Ja szukam teraz czegoś w stylu odpowiednika Meteorytów Guerlain, bo przydałby się puder który fajnie wykończy makijaż i jednocześnie da delikatnie satynowy efekt. zastanawiam się nad kulkami rozświetlającymi Oriflame.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieję, że i u mnie wymiecie. Bardzo na niego liczę i mam nadzieję, że będę niezwykle zadowolona.
      Ja na razie nie chcę kupować Meteorytów, bo nie potrzebuję aż tylu kosmetyków, ale zajrzyj może do mojej wishlisty, tam pisałam o pudrze tej samej firmy, który robi to, co by Ci się przydało :) Ja się w niego zaopatrzę pewnie dopiero w ramach prezentu świątecznego :)

      Delete
  8. miałam kulki a Avonu, ale w wersji brązowej i bardzo je lubiłam, a rozświetlacza na co dzień nie używam i nie znalazłam tego idealnego.
    PS. zostaję już tutaj na stałe:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nie używałam, ale zauważyłam, że jednak robi sporą różnicę. Zwłaszcza na większe wyjścia, bardzo polecam.
      Dzięki ;)

      Delete
  9. Moja mama miała kiedyś te kuleczki i była zadowolona. Ja mam podobnie jak Ty, niektóre produkty z Avonu lubię, ale większości nienawidzę, więc wolę już nic nie kupować, by potem nie przeżywać rozczarowania, albo co gorsza nie dostać znów uczulenia :)
    Pozdrawiam ;*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety do tej pory miałam znajomą, która była konsultantką, ale teraz już się nie widujemy - lepiej dla mojego portfela. Zawsze coś z katalogu mnie zainteresowało i zawsze "musiałam to mieć". Czasami potrafiłam się opanować. Z niektórymi produktami się nie lubię, jest katastrofa, ale np. kredki SuperShock i pewien tonik, o którym jeszcze nie pisałam - są dla mnie rewelacyjne.

      Delete
  10. ja mam trójeczkę Gerlę meteorków i już nic innego mi nie trza :) tych nie znam:/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak bardzo zazdro! :)
      Niedługo będę mieć puder i się wcale nie chwalę :D

      Delete
  11. Mam brązujące i bardzo lubię :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widzę, że sporo osób ma te brązujące :)

      Delete
  12. Miałam kiedyś brązujące ale nie współpracowały ze mną na tyle dobrze bym je używała na co dzień :) wydałam koleżance której bardzo służą. Osobiście wolę te z oriflame, ale też mam tylko brązujące... z rozświetlającymi nie miałam do czynienia :) Pozdrawiam i czekam na recenzję NewVitalash :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Recenzja i rezultaty będą jutro :) Nawet słowem teraz nie pisnę, czy jest ok, czy nie :)
      Ja stwierdziłam, że jak kuleczki, to chyba tylko Guerlain. Miałam z nimi do czynienia u znajomej i jednak jest szał.

      Delete
  13. Tak z tymi kuleczkami jest. :) Miałam kiedyś ale nie służyły mi za bardzo i oddałam dalej. :)

    ReplyDelete

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY