Makijaż świąteczny #WINTERWEEK

Wednesday, December 7, 2016 -


makijaz-swiateczny

Świąteczny makijaż, to dla mnie co roku ta sama zabawa. Nic się w tej kwestii nie zmienia i mam nadzieję, że przez najbliższy czas się też nie zmieni. Kocham świąteczny klimat, więc staram się w stu procentach dopasowywać do panującej aury. 

Mój wygląd jest zawsze zwieńczony czerwoną szminką, ale co wcześniej? 
Używam bardzo nawilżającej bazy pod makijaż, która daje mi efekt nawilżonej i świetlistej cery. Następnie nakładam ulubiony o tej porze roku podkład marki Shiseido, który łączy w sobie właściwości kremu pielęgnacyjnego. Już Wam kiedyś o nim pisałam TUTAJ.

makijaz-swiateczny

Używam kremowego produktu do konturowania z NARSa, którym delikatnie zaznaczam kości policzkowe, po czym sztyftem rozświetlającym z Revlonu, zaznaczam wszystkie miejsca na twarzy, które chcę, aby skupiały światło. Nie żałuję sobie jednak rozświetlacza i na kremowy produkt nakładam zaraz później prasowany rozświetlacz z Wibo, który kocham już od bardzo dawna - klik. Ten sam produkt wklepuję w powieki palcem, by uzyskać intensywny blask. Zacieram tylko granicę załamania powieki beżowym cieniem. Linię rzęs zaznaczam brązowym eyelinerem NARS i rozcieram go, by uzyskać efekt zagęszczenia. Tuszuję rzęsy maskarą Volume Million Lashes Fatale od L'Oreal. Brwi, to jak zwykle cień z ABH

makijaz-swiateczny

Na policzki nakładam jeszcze lekką ręką, odrobinę różu Air Blush w kolorze Kink&Kisses od Marca Jacobsa. A na usta? Na usta wędruje królowa wieczoru. Najpierw obrysowuję wargi konturówką do ust z Golden Rose. One sprawdzają mi się najlepiej od lat. Następnie dokładnie zaznaczam usta pomadką Vice Lipstick w kolorze Mrs. Mia Wallace od Urban Decay, którą na pewno na dniach pokażę Wam z bliska. 

makijaz-swiateczny

makijaz-swiateczny

makijaz-swiateczny

Układam włosy, robię lekkie loki i zakładam sukienkę. Taki makijaż zajmuje mi naprawdę niewiele czasu, a jest niezwykle efektowny. I zwraca uwagę. A na tym właśnie mi zależy. Chcę dawać wszystkim do zrozumienia, że naprawdę postarałam się podczas przygotowań do kolacji, a tak naprawdę zajęło mi to pół godzinki bez większego wysiłku.

To już trzeci dzień naszego świątecznego wyzwania!
Wpadajcie na blogi dziewczyn!


A jaki Wy planujecie makijaż? 

NARS, zimowa kolekcja Sarah Moon #WINTERWEEK

Tuesday, December 6, 2016 -

NARS-pomadki

Dostępna w Sephorze kolekcja marki NARS, to gratka dla fanek limitowanych produktów. Powstała przy współpracy z Sarah Moon, znaną na świecie panią fotograf. Była ona mocą sprawczą kolekcji NARS x Sarah Moon. Ma być wyraziście, mocno, intensywnie. Przy czym, kobieco i delikatnie, równocześnie. Kolekcja ta jest dla mnie skrajna, jak skrajna potrafi być każda z nas. Raz chcąc zachować lekkość makijażu, decydujemy się na klasyczne barwy. By kilka godzin później, gdy zastaje nas wieczór, chcieć być tajemniczą - przy pomocy czerwonej szminki, rzecz jasna. Zapraszam Was na prezentację najnowszej kolekcji makijażu marki NARS

NARS już chyba każdej z nas kojarzy się z najwyższej klasy kosmetykami. Produkty oczywiście, zamknięte zostały w opakowaniach o matowym wykończeniu, z białym, limitowanym printem NARS Sarah Moon. Kolekcja ta ma znacznie więcej elementów, jednakże ja dzisiaj pokażę Wam tylko kilka z nich. Jeśli chcecie zobaczyć prześliczną szkatułkę, która skrywa w sobie dwie pomadki oraz maskarę, wpadajcie na bloga Kasi!

NARS-czerwona-pomadka

Gwiazdą kolekcji jest matowa pomadka Moon Matte Lipstick. Jej cena, to 129zł i występuje w trzech odcieniach:  malinowym Rouge Improbable, intensywnej czerwieni Fearless Red oraz czerwieni geranium Rouge Indiscret, którą prezentuję Wam dzisiaj na ustach. Jej matowa konsystencja bardzo mnie zaskoczyła, pozytywnie. Jest bardzo kremowa i sunie po ustach, jak masełko. Jej kształt pozwolił mi na dowolne wyrysowanie ust pomimo braku użycia konturówki. Niezwykle trwała formuła jest bardzo komfortowa. Intensywny pigment znakomicie zachowuje się w ciągu dnia. Dlatego uważam ją za jedną z ciekawszych pomadek tego sezonu. 

NARS-czerwone-szminki

O tym, że jestem sporą fanką słynnych pomadek Audacious Lipstick, już wiecie. Teraz, najsłynniejsza czerwień, czyli Rita (145zł), została zamknięta w świątecznej wersji szaty kolorystycznej. Jest obiektem pożądania. Ultralekka, supernapigmentowana, hipnotyzująca i niezwykle odważna. Pozwala na szybkie pokrycie ust, intensywną barwą, już przy jednym ruchu. Jest kremowa, niczym masło i znakomicie stapia się z ustami. Ma przyjemną formułę, która niestety nie jest najtrwalsza na świecie i wymaga konturówki, ale myślę, że za tę barwę, można jej to wybaczyć. 

NARS-czerwone-szminki

NARS-Velvet-Lip-Glide

Jako jedyny zestaw, prezentuję Wam dzisiaj sześć miniaturowych pomadek Velvet Lip Glide w zestawie o nazwie Mind Game, które zachwycają swoją formułą. Pisałam o niej już tutaj - poczytajcie. W tym świątecznym prezencie idealnym, znajdziemy 6 mini pomadek w 6 ekskluzywnych kolorach: Bound (mój ulubieniec!), No 675, Chez Claude, Unspeakable, Plato's oraz Toy. Cena tego cuda, to 195zł. Żałuję jedynie, że nie jest zapakowane w luksusową szkatułkę. Wtedy byłoby idealnie! Powiedzcie mi, czy chcecie zobaczyć wszystkie te kolory na ustach. Nie byłam pewna, czy dawać je do dzisiejszego wpisu, bo już i tak pokazuję Wam dziś dwie czerwienie na ustach. Uznałam więc, że nie będę Wam za bardzo mącić w głowie. Dlatego, dajcie znać w komentarzach, czy macie ochotę na osobny post ze wszystkimi Lip Glide'ami. 

NARS-Isadora-Sarah-Moon-róż-do-policzków

Makijaż twarzy o zimowej porze roku, to przede wszystkim róż. W tym wypadku, powstał nowy kolor, noszący nazwę Isadora (155zł), który jest różem o tak zwanej tonacji mauve, czyli zawierającej w sobie odrobinę jesiennego fioletu fiołków.  Połyskujące drobinki są widoczne na skórze w formie odbijającej światło tafli, która sprawia wrażenie bardzo nawilżonego i zdrowego lica. Jest intensywny, więc radzę z nim uważać. Szczerze. Mnie, przez nieuwagę, kilkukrotnie zdarzyło się zrobić sobie nim plamy. Dlatego lekka ręka, puchaty pędzel i okrągłe ruchy - to przepis na idealny woal jesiennej barwy "zmarzniętych" policzków.



NARS-cienie-do-powiek

Duet cienie do powiek Quai Des Brumes (169zł), to perłowa szarość mauve oraz brokatowy antracyt. Z uwagi, że jestem sroką, to właśnie brokatowa szarość kupuje mnie swoimi drobinkami. Mimo tego, że antracyt ma w sobie pewną dozę migoczących drobinek, ja nie jestem fanką grafitu na moich powiekach. Nie wyglądam w tym kolorze korzystnie. Za to srebro jest warte przemycenia do makijażu, zawsze. Oba kolory są dobrze napigmentowane i nie osypują się podczas aplikacji na powiekę. Dobrze się rozcierają przy użyciu puchatego pędzla, jednak srebro wygląda najlepiej wklepane po prostu opuszkiem palca. Z propozycji produktowych do makijażu oczu, ja jestem jednak najbardziej zakochana w rdzawym brązie, który znajdziecie w eyelinerze Sichuan (125zł). Kremowy kohliner, to ostatnio moja niewątpliwa miłość i namiętnie używam go w każdym makijażu, jako kosmetyk, którym zagęszczam górną linię rzęs. Spisuje się w tej roli znakomicie. Jest intensywnie napigmentowany a przy tym niezwykle kremowy. Dzięki czemu łatwo się nakłada, jak i bardzo łatwo się rozciera. Praca z nim nie stanowi żadnych problemów. A gdy już zastygnie na powiece - nie znika z niej. 


Na ustach powyżej widzicie pomadkę Audacious Lipstick w odcieniu Rita, na twarzy oprócz tego mam dosłownie odrobinę różu Isadora, stick do konturowania Sculpting Multiple Duo w kolorze Copacabana/ Sidari Beach, kohliner w kolorze Sichuan.

Koniecznie zajrzyjcie na blogi pozostałych dziewczyn biorących udział w akcji:
Agnieszka www.agwerblog.pl
Paulina: www.paulinablog.pl 
Olga: www.apieceofally.pl
Klaudyna: www.ekstrawagancko.blogspot.com

No to teraz powiedzcie mi szczerze, czy zadrżało Wam mocniej serce?

Idealne prezenty dla blogerki #WINTERWEEK

Monday, December 5, 2016 -

prezenty-na-mikołajki-swieta

Znów organizujemy wspólnie z Agnieszką aGwer blogerską akcję, w której udział brać będzie kilka fantastycznych dziewczyn z przepięknymi stronami w sieci! Tym razem akcja nazywać się będzie #winterweek i dokładnie codziennie, przez najbliższy tydzień, będziecie mogły dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat naszych sposobów na przeżycie świątecznego okresu :)

Zimą jest jedna rzecz, która mnie zawsze cieszy. Chociaż, im jestem starsza, tym mniej czuję magię świąt, to jednak świąteczny klimat zawsze pozytywnie wpływa na mój nastrój. Dlatego dzisiaj podzielę się z Wami moimi pomysłami na idealne prezenty dla blogerki.

Zacznijmy więc od spraw czysto technicznych. Nie oszukujmy się, cały osprzęt do cykania zdjęć nie jest tani i często lubi się psuć. Dlatego takich prezentów nigdy dość!
* aplikacja - jeśli Wasza koleżanka/dziewczyna jest Instagramomaniaczką, polecam zaoferować się, że jej prezentem będzie jakiś pakiet fajnych, płatnych aplikacji do obróbki zdjęć. Jest kilka, które oferują naprawdę bombowe opcje, a nie każdy ma ochotę płacić za nie w AppStorze czy sklepie Google (tak on się nazywa?). Osobiście serdecznie polecam Facetune oraz Enlight, ale sami na pewno znajdziecie najlepsze, które będą odpowiadać bliskiej osobie.
* zewnętrzny dysk/ pendrive - kolejny pendrive przyda się, jak kolejna para skarpetek. Tego nigdy zbyt wiele. Jeśli jednak macie znacznie większy budżet na prezent, polecam wybrać zewnętrzny dysk. To już niezbędna rzecz, która przydaje się nie tylko blogerkom. Chyba nikt nie chce zostać na lodzie z zepsutym komputerem, pełnym wartościowych plików, których już nie da się odzyskać.
* karta pamięci - nie oszukujmy się, karty się gubią, łamią, psują i znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Poza tym, okazuje się też w pewnym momencie życia, że rozmiar ma ogromne znaczenie, więc im większa pojemność takiej karty, tym lepiej. 

prezenty-na-mikołajki-swieta

* pilot do aparatu/ lenspen pisałam Wam o nich tutaj w poście o gadżetach blogerki. Nadal podtrzymuję moje zdanie, że są to jedne z bardziej niezbędnych rzeczy dla każdej szanującej się blogerki. Lenspen czyści zabrudzony obiektyw, jak nic innego. A oryginalny pilot sprawdza się super podczas robienia sobie selfie. 

prezenty-na-mikołajki-swieta

prezenty-na-mikołajki-swieta

Planner na kolejny rok 
2017 już za pasem... nie wiem, kiedy to minęło, bo przecież jeszcze chwilę temu był styczeń! W sumie, za chwile też będzie :) Taki świąteczny okres to idealny moment na to, aby zaopatrzyć bliską osobę w idealny planner. Na rynku jest ich całe mnóstwo. Osobiście odradzam HappyPlanner (czytałyście o nim tutaj), za to z ręką na sercu polecam Norinommo (klik). Polecam Wam też zerknąć na stronę noteka.pl, na której znajdziecie całe mnóstwo pięknych notesów i przyborów, które przydadzą się podczas prowadzenia swojego kalendarza.

prezenty-na-mikołajki-swieta

Luksusowe kosmetyki 
I tutaj jakoś nie chodzi mi szczególnie o konkretne kosmetyki. Wpadacie do perfumerii i szukacie najbardziej luksusowych w wyglądzie. Tych, które będą się znakomicie fotografować, bo mają przepiękne opakowania. Zawartość oczywiście też się liczy i najlepiej by było, gdyby produkt przypasował przyszłej właścicielce. Skupcie się więc na szafach Marca Jacobsa, niekwestionowanego króla boskich opakowań. Zerknijcie też do Diora, Chanel, Shiseido oraz Guerlain. Kobiety są próżne, a te które prowadzą blogi, uwielbiają takie "instagramable" produkty. Nie będzie to kasa wyrzucona w błoto :) 

prezenty-na-mikołajki-swieta

prezenty-na-mikołajki-swieta

Możecie też wydrukować taki album, w którym zbierzecie wszystkie zdjęcia z ostatnich lat. Niekoniecznie tylko te blogowe, chociaż to też idealna okazja do stworzenia swojego rodzaju pamiętnika i miejsca, w którym znajdą się fotografie, z których bliska osoba jest dumna. Ja swój Instabook podzieliłam na dwie części. W jednej z nich zebrałam wszystkie zdjęcia, z których jestem dumna i które przydadzą mi się podczas fotografowania blogowego. Zaś w drugiej części zawarłam wszystkie ważne dla mnie chwile z zeszłego roku. Moją rodzinę, znajomych, bliskie mi osoby oraz miejsca, które odwiedziłam. Swój Instabook ze zniżką 15% możecie zrobić tutaj

Pomysłów na prezenty jest naprawdę całe mnóstwo! Zawsze przydadzą się też elementy dekoracyjne, które urozmaicą w jakiś sposób zdjęcia a przy okazji przystroją wnętrze na co dzień.

Koniecznie zajrzyjcie na blogu pozostałych dziewczyn biorących udział w akcji:

Agnieszka www.agwerblog.pl
Paulina: www.paulinablog.pl 
Olga: www.apieceofally.pl
Klaudyna: www.ekstrawagancko.blogspot.com
Justyna: www.okiemjustyny.blogspot.com
Agnieszka: www.agnieszkabloguje.pl
Agnieszka: www.whitepraline.pl
Kasia: www.minimalniee.blogspot.com

Macie już kupione wszystkie prezenty, czy tak jak ja, zostawiacie to na ostatnią chwilę? :)

NARS, Audacious Lipstick oraz Velvet Lip Glide

Saturday, December 3, 2016 -


NARS, to marka, która jest pożądana przez wszystkie kobiety na świecie. Piękne róże, fantastyczne pomadki, genialne formuły. I ja nie pozostałam obojętna. Dzisiaj pokazuję Wam z bliska dwie pomadki o dwóch skrajnie różnych formułach, ale porównywalnie pięknych kolorach. 





Najnowsza, jesienna kolekcja NARSa, to ultranawilżająca i ekstremalnie błyszczące pomadki Velvet Lip Glide (125zł). W kolekcji znajdziecie osiem fantastycznych kolorów. Płynna konsystencja jest niezwykle komfortowa nie tylko podczas noszenia, ale też podczas aplikacji produktu. Łączy w sobie bowiem błyszczyk z trwałą pomadką - to typowa hybryda. Produkt został wzbogacony o kompleks Oil Infusion Complex, który zapewnia ustom wyjątkowe i trwałe nawilżenie przez cały czas noszenia. Nietrudno więc zakochać się w tym produkcie. Na moich ustach możecie zobaczyć odcień Danceteria, który jest intensywną, żywą fuksją. Szminka oczywiście w związku ze swoim nawilżającym usposobieniem, nie utrzymuje się na ustach zbyt długo, aczkolwiek uznaję ją za trwałą. Zjada się równomiernie i pozostawia po sobie odrobinę wgryzionej w wargi barwy.



Natomiast, jeśli chodzi o pomadkę Audacious Lipstick w kolorze Apoline(135zł), to same możecie zauważyć, że barwa jest zdecydowanie lżejsza, delikatniejsza i odpowiednia na każdą okazję. Pomadka została zamknięta w ciężkim opakowaniu, które zamykane jest na magnes. Zawsze mnie takie rozwiązania cieszą. Nie lubię, gdy pomadki otwierają mi się w torebce, więc takie udogodnienie jest przeze mnie zawsze mile widziane. Czarna, matowa, klasyczna skuwka została urozmaicona o połyskliwy napis z nazwą marki, który został zachowany w tej samej kolorystyce. Sam sztyft również posiada ciekawe tłoczenie. Zachwyca jednak przede wszystkim formuła, która jest kremowa i satynowa. Znakomicie się aplikuje, wygodnie sunie po ustach i świetnie się utrzymuje. Dobrze się utrzymuje i nie znika magicznie z ust. Apoline, to dla mnie jeden z tych kolorów nude, które pasują idealne do jesiennej i zimowej aury. Ciepła, beżowo-brązowa, ale stonowana i niewybijająca się na pierwszy plan. 


Osobiście mam ciągle ochotę na dwa kolejne kolory z serii Audacious Lipstick. Ta "bezczelna" szminka rozkochała mnie w sobie niesamowicie i mam głód posiadania odcieni Anita oraz Annabella

A Wy? Czaicie się na coś z NARSa?
                      

Coach EDP

Friday, December 2, 2016 -

coach-the-fragrance-perfumy

Zapach Coach Eau de Parfum, to nowość ze stajni Chloe. Twarzą zapachu została Chloe Moretz, która uosabiać ma podstawowe wartości zapachu Coach. Jako prawdziwa, amerykańska dziewczyna, jest młoda, nowoczesna i naturalna. I pragnie wolności. 
Ciężki flakon o owalnym kształcie jest i będzie znakiem rozpoznawczym marki. Ciekawym rozwiązaniem stał się obrotowy korek, którym możemy uniemożliwić wydostanie perfum z buteleczki. To szczególnie przydatne, zwłaszcza że flakon pozbawiony został zatyczki. Na froncie wygrawerowany został symbol rzemieślniczej doskonałości marki (Coach znany jest głównie z torebek), czyli koń zaprzężony do trójkołowej bryczki.

coach-the-fragrance-perfumy

coach-the-fragrance-perfumy

coach-the-fragrance-perfumy

Zapach mnie zaskoczył. Nie tylko mnie, również moje znajome, którym rozwinięta woń niezwykle się podoba. To cudowna mieszanka liści maliny, gruszki, gardenii, różowego pieprzu, cyklamenu i zamszu oraz drewna kaszmirowego. Jest słodko, ale i wyszukanie. Nienudno. Nowocześnie. 

Jestem nim zauroczona. Ciepło, którym otula skórę idealnie wpisuje się w jesienno-zimową aurę i myślę, że będę po niego sięgać niezwykle często. 

Jesteście zaintrygowane?

Trzy korektorowe niewypały

Monday, November 28, 2016 -

korektory-smashbox-dior-bareminerals

Korektorów u mnie nigdy dość. Uwierzycie, że mam ich kilkanaście? I jeszcze żaden nie poradził sobie idealnie w okolicach pod moimi oczami. Generalnie, mam swoich większych i mniejszych faworytów, ale nie znalazłam jeszcze tego produktu, który byłby remedium na wszelkie smutki. W każdym razie, dzisiaj wpadam Wam poopowiadać o trzech korektorach, na które szkoda wydawać kasę. Zaczynamy!

korektory-smashbox-dior-bareminerals

Smashbox , Studio Skin 24 HOUR Waterproof Concealer (109zł)
Zapowiadał się fajnie. Słyszałam same zachwyty nad tym korektorem, wśród naszych rodzimych blogerek, które twierdziły, że jest to korektor idealny. Jednak, kolejny raz potwierdziło się u mnie to, że komuś coś pasuje, nie znaczy, że będzie pasować i mnie. Generalnie, byłby fajny, gdyby nie fakt, że okropnie ciemnieje i wchodzi w zmarszczki. W związku z tym nie nadaje się pod oczy w ogóle, mimo że znakomicie zakrywał moje cienie. Jednak, w ciągu dnia migrował w załamania mimo przypudrowania go na różne sposoby. Oksydacja to też spory problem. Korektor dosłownie w kilka sekund z fajnego, jasnego koloru, staje się pomarańczą... No szkoda.

BareMinerals Blemish Remedy Concealer (119zł)
Ten gagatek to już w ogóle się u mnie nie spisuje. Kompletnie nie wiem, jakim cudem można go dobrze używać, bo jest kompletnie  niewidoczny na twarzy. Oczywiście, rozumiem że wszyscy producenci dążą do perfekcji, ale tutaj już przesadzono - produkt po prostu znika z twarzy. Nie zakrywa przebarwień i większych niespodzianek na twarzy. Dlatego, dla mnie po prostu jedno wielkie "NIE". 

Dior Flash Luminizer Radiance Booster Pen (185zł)
Jakiś czas temu widziałyście pewnie pełną recenzję tego produktu na blogu Obsession. Kasia pisała wtedy, ze ten korektor, to mały koszmarek. Nie do końca jej wtedy wierzyłam, bo przecież Dior! No jak to tak?! Sięgnęłam po niego sama i niestety... zgadzam się kropka w kropkę z tym, co twierdzi na jego temat Kasia. Korektor nieestetycznie warzy się pod oczami i zbiera w zmarszczkach. U mnie wygląda, jakby "pływał" po powierzchni skóry, kompletnie się z nią nie stapiając. Wygląda bardzo nieestetycznie i jeśli taki korektor miałby sprawić, że będę wyglądać promiennie, to ja jednak wolę moje naturalne sińce pod oczami 24/h. 

korektory-smashbox-dior-bareminerals
Od lewej: Smashbox, bareMinerals, Dior

korektory-smashbox-dior-bareminerals

A Wam jaki korektor się ostatnio kompletnie nie sprawdził?

Azjatyckie maseczki - Elizavecca

Friday, November 25, 2016 -


azjatycka-pielegnacja-elizavecca

Ostatnio coraz bardziej skłaniam się ku koreańskim kosmetykom. Jakoś tak już nie potrafię się dłużej opierać zapewnieniom koleżanek po fachu, jakie te produkty są super. Zdecydowałam się na dwie maseczki (zamówienie z innymi kosmetykami już do mnie leci), ale dzisiaj chcę Wam pokazać produkty marki Elizavecca. Zacznę od maseczki, która jest oczyszczająca i schodzi z twarzy w jednym płacie. Peel-off, to mój ulubiony rodzaj takiego typu produktów, nie ukrywam. 

Elizavecca znana jest ze swoich zabawnych opakowań, których motywem przewodnim jest zawsze świnka. Maseczka Hell-Pore Clean Up Mask jest produktem, który znajduje się w 100ml tubeczce. Łatwo się go z niej wydostaje, dlatego nie ma najmniejszych problemów przy aplikacji. Co więcej, kosmetyk nie rozlewa się na zewnątrz, więc nie trzeba się obawiać zalania innych przedmiotów. 

maseczka-peel-off-do-sciagania

Maseczka ma lekko alkoholowy zapach, jednak nie bardziej, niż inne znane mi produkty z tej kategorii (np. maseczka z Origins). Jest szara i po nałożeniu na skórę twarzy nie zmienia swojego koloru. Zastyga w około 20 minut, w zależności od tego, jak grubą warstwę nałożymy. Po kilku użyciach nauczyłam się już, ile produktu jest mi potrzebne. 

maseczka-peel-off-do-sciagania

Skład:
Water, Polyvinylpyrrolidone, Alcohol, Polyvinyl Alcohol, Charcoal powder, Titanium Dioxide, Salicornia Herbacea Extract, Rhus Semialata Gall Extract, Diospyros Kaki Leaf Extract, Prunus Serrulata Flower Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Camellia Japonica Flower Extract, Nymphaea Alba Flower Extract, Rosa Hybrid Flower Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Butylene Glycol, Illicium Verum Fruit Extract, Aluminum hydroxide, Silica, Methyl acetate, Lithium Magnesium Sodium Silicate, Tetrasodium Pyrophosphate, Fragrance, Cosmos Bipinnatus Callus Culture Extract, Saccharomyces/Caragana Sinica Root Ferment Extract

maseczka-peel-off-do-sciagania

Maseczkę usuwamy z twarzy w kierunku od dołu do góry. Wtedy ma ona możliwość "wyciągnięcia" wszelkich zanieczyszczeń z twarzy. Dzięki niej można pozbyć się suchych skórek, wągrów z zatkanych na amen porów oraz włosów - dlatego bardziej wrażliwym (jak ja) polecam używać jej w strefie T. Jeśli jednak macie wąsik i tego typu sprawy, to spodziewajcie się łez w oczach :) 

Jedno jej jednak muszę przyznać - oczyszcza genialnie! Używam jej regularnie, zwłaszcza na nosie i pozbyłam się wszelkich zanieczyszczeń, które sobie "nazbierałam" w ostatnim czasie. :) Jestem bardzo zadowolona z jej działania. Nie kosztuje kroci, bo lekko ponad 10$. Ja namówiłam już na zakup mamę i mam nadzieję, że Wam też się sprawdzi! 

maseczka-bąblująca

Następna w kolejce jest Carbonated Bubble Clay Mask, tej samej marki. Ta jest już zamknięta w słoiczku, który chroniony jest zatyczką. Inaczej maseczka zaczęłaby "żyć" i wydostawać się ze słoiczka. Jej konsystencja przypomina coś na granicy galaretki i żelków. Również jest szara, ta jednak wymaga zmycia z twarzy po 15 minutach. Powiem jednak szczerze, że nigdy 15 minut nie wytrzymałam. 

Maseczkę nakładamy specjalną szpatułką, żeby się za specjalnie nie wybrudzić. Ona również kosztuje poniżej 10$. Sama aplikacja nie sprawia większych problemów i nie mogę na nią narzekać. Co innego, jeśli chodzi o zmywanie tego produktu. Tutaj już niestety, trzeba się trochę narobić. Jest to typowa maseczka z glinką, więc można się po niej spodziewać głębokiego oczyszczenia i ściągnięcia skóry twarzy. Jednak, najbardziej podoba mi się efekt oczyszczenia skóry. 

maseczka-bąblująca

Po nałożeniu jej na twarz, dosłownie w ciągu kilku sekund, zaczyna bąbelkować. I robi to naprawdę intensywnie. Na tyle, że nie jestem w stanie wytrzymać tych gilgotek, mimo że przez chwilę wyglądam, jak chmurka :) Jestem z niej w miarę zadowolona, ale jednak produkt peel-off zgarnia moje serce znacznie bardziej!
maseczka-bąblująca

maseczka-bąblująca

Wrzucam Wam też jej skład, który niestety nie powala:
Purified Water, Cocamidopropyl Betaine, White Clay, Acrylate Copolymer, Disodium Cocoamphodiacetate, Methyl Perfluorobutyl Ether, Sodium Lauryl Sulfate, Lauramide DEA, TEA-Cocoyl Glutamate, Green Tea Extracts, Glycerine, Dipropylene Glycol, Bentonite, Collagen, Charcoal Powder, Phenoxyethanol, Methylparaben, Flavouring Agents, Carbonated Water, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Allantoin, Butylene Glycol, Lavender Extracts, Monarda Didyma Leaf Extracts, Peppermint Leaf Extracts, Freesia Leaf Extracts, Chamomile Flower Extracts, Rosemary Leaf Extract

maseczka-bąblująca

Kosmetyki Elizavecca, jak i całe mnóstwo innych kosmetyków azjatyckich, kupicie na stronie BB COSMETICS. Po wpisaniu kodu M79OGRMQC14 do 31. grudnia dostaniecie 8% zniżki na całe zakupy.

Macie jakieś azjatyckie kosmetyki? Lubicie ich pielęgnację?

Norinommo

Wednesday, November 23, 2016 -

norinommo-planner

Pewnie pamiętacie moją przygodę z plannerami od Happy Planner. Moje zdanie w tej kwestii się nie zmieniło od czasu TEGO WPISU. Nie mniej, marka kompletnie nie zareagowała, po dziś dzień. A mój "wymarzony" planner stał się małym koszmarkiem i chciał-nie chciał, okazało się, że jego nieszczególnie dobre ułożenie sprawiało mi więcej kłopotu, niż się spodziewałam. Dlatego 120zł poszło do kosza, bo plannera używałam tylko czasem. Dosłownie, czasem. 

Wtedy też odezwała się do mnie Ania, która jest właścicielką marki Norinommo. Zaproponowała mi, że gdy tylko jej produkt pojawi się na rynku, prześle mi jeden, żebym sobie zerknęła, czy jest wart zakupu. Co więcej, wcześniej zapytała mnie też, czego w takim plannerze szukam. Podrzuciłam kilka myśli-kluczy i o ile pamięć mnie nie myli, zrobiłyśmy też wtedy konkurs dla Was.

norinommo-planner

norinommo-planner

norinommo-planner

Dzisiaj jednak chciałabym Wam pokazać to, co w przesyłce od Ani znalazłam. Głównie skupiając się na plannerze oraz notesie (który z racji braku kalendarza maltretuję od kilku tygodni). Zerknijcie jednak uprzednio na to, jak pięknie zadbała o szczegóły. Zamówienie dociera do nas w porządnym kartoniku, który sygnalizuje, czego możemy spodziewać się w środku. Dodatkowo, wewnątrz każdy produkt zapakowany jest w ozdobny papier, zaklejony uroczą naklejką i ręcznym podpisem. Totalnie przepadłam, ponieważ uwielbiam, gdy marki przykładają się do pakowania zamówienia. Czuję się wyjątkowo wiedząc, że ktoś zadbał o to, żebym się uśmiechała podczas rozpakowywania.

Zdecydowałam się na Planner PRO week edition, który według mnie, jest idealny dla blogerki. Oba przedmioty dotarły do mnie w kolorze turkusowym, który uważam za jednej z lepszych do fotografowania oraz użytkowania. Miałam ochotę na czarny, ale uznałam, że potrzeba mi odrobiny koloru w życiu i nie chcę patrzeć na nudny, czarny notes, których mam całe mnóstwo. Dlatego padło na morską barwę. Planner ma 272 strony, więc nie jest ani za gruby/ciężki, ani za cienki. No i co najważniejsze, papier jest naprawdę dobrej jakości (zarówno w plannerze, jak i notesie), ponieważ nie przebija kolorowych długopisów i zakreślaczy. W jednym i drugim przypadku możecie liczyć na twardą okładkę, którą uważam za mus w kwestii użytkowania przez cały rok. Zadruk jest czarno-biały, pozbawiony jakichkolwiek zbędnych grafik i bzdur, które niczego nie wnoszą do planowania życia. Planner posiada trzy kolorowe tasiemki, którymi łatwo można sobie rozdzielać i zaznaczać ważne dla nas sekcje. Oczywiście, nie ukrywam dziewczyny, że opinia o plannerze, to tak naprawdę pierwsze wrażenie, bo... jakby nie patrzeć, nowego roku jeszcze nie mamy. Widzę jednak, że jest to coś, czego szukałam. Tak, jak wspominałam, katowałam i katuję mocno notes. Ten posiada dwie wstążeczki oraz blisko 200 stron. Są one numerowane, w linię, ale znalazły się też cztery kompletnie gładkie, na których można pozwolić sobie na jakieś rysunki. Na końcu dostępny jest też spis notesu, który możecie zaplanować zupełnie pod siebie. Koszt takiego plannera, to 119zł. Mnie taka cena nie przeraża. Jestem w stanie zapłacić niezłą sumkę za to, żeby w spokoju mieć zebrane wszystkie moje myśli, plany, cele i zadania. Cena notesu, to 39zł. Wszelkie dokładniejsze informacje znajdziecie w linkach odsyłających, którymi podzieliłam się wyżej. Pozwólcie, ze oszczędzę Wam tych informacji i ograniczę się do jednej, najważniejszej - WARTO. Produkty Norinommo są naprawdę warte uwagi, pieniędzy i zachodu. Nie będziecie zawiedzione ich jakością, nie będziecie też zawiedzione wnętrzem plannera, który nie rozprasza swoją przaśnością i pstrokatymi grafikami. Nie, tutaj wszystko jest profesjonalne i ma służyć właścicielowi tak, aby ułatwić mu życie.

norinommo-planner

norinommo-planner

norinommo-planner

norinommo-planner

norinommo-planner

Zadałam też Ani kilka pytań. Chciałam ją lepiej poznać i przybliżyć Wam nieco jej osobę. Dzięki czemu dowiedziałam się, że jest niezwykle inspirującą osobą. Chyba bardziej, niż sądziłam.


- Kim jesteś?

Minimalistką kochającą klasykę, a w środku trochę buntowniczką, która zawsze idzie własną drogą. Lubię rzeczy wygodne i dobrej jakości, ważne są dla mnie szczegóły. W życiu zawodowym od kilkunastu lat zajmuję się grafiką, DTP, projektowaniem oraz edukowaniem innych – napisałam trochę książek z zakresu grafiki i fotografii, liczne artykuły dla magazynów poświęconych grafice i prowadziłam szkolenia. Przez wiele lat pracowałam jako freelancer-projektant. Od 10 lat jestem związana z biznesem — czy jako właściciel, czy współwłaściciel, stworzyłam m.in. markę NORINOMMO™ tworzącą notesy i plannery, dzięki którym wszystkie ważne sprawy mamy zawsze pod ręką i w jednym miejscu.

- Z czego czerpiesz inspirację do życia (ale także do pracy nad swoją marką)?

To, co powiem, pewnie zabrzmi banalnie... Po prostu z życia i pojawiających się w nim ludzi — i tych, których spotykam, i biografii osób, które już odeszły (można z nich czerpać inspirację garściami). Zawsze byłam i jestem jego baczną obserwatorką, a ponieważ projektuję notesy i plannery, które towarzyszą Ci, gdy planujesz swoją przyszłość lub zastanawiasz się nad ważnymi kwestiami, jest to wręcz niezbędne. To tak jak z podejmowaniem przyjaciół w Twoim domu. Chcesz, aby czuli się dobrze, chcesz wiedzieć, co lubią i jak im sprawić przyjemność. I takimi przyjaciółmi marki są dla mnie właśnie Ci, którzy identyfikują się z wartościami Norinommo i korzystają z naszych produktów. Muszę znać ich potrzeby. Uwielbiam styl North West Pacyfic i Seattle z całym jego dobrodziejstwem. To miejsce ma na mnie ogromy wpływ. Prywatnie: sztuka (malarstwo i rzeźba), książki – które kocham od dziecka, muzyka. Doceniam każdy przejaw oryginalności i kreatywności. I dlatego właśnie są one też jednymi z elementów tworzących rdzeń Norinommo.

- Czym jest dla Ciebie Norinommo?

Miejsce, w którym łączę pasje zawodowe: miłość do książek i rzeczy do zapisywania, ale przede wszystkim tworzenie produktów, które po pierwsze ułatwiają innym organizację codziennych spraw, oszczędzają czas i pozwalają oczyścić umysł, a po drugie, jak w przypadku plannerów, motywują do działania, sięgania po więcej, projektowania swojego życia, tak by stało się takim, jakiego pragniemy. Żyjemy szybko, w trochę zwariowanym świecie, zatrzymujmy się jak najczęściej po to, żeby pomyśleć, dokąd zmierzamy, a najlepiej robić to na papierze.
Bardzo zależy mi na tym, by ludzie (a zwłaszcza kobiety) brali sprawy w swoje ręce... Często spotykam fantastyczne osoby, miłe, dobre, zdolne, a tak mało wierzące w swoje siły albo zbyt mało aktywne. Sama pochodzę z małego miasta, nigdy nie byłam osobą przebojową. Otoczenie też nie sprzyjało temu, by wychodzić przed szereg – zwykle moje pomysły były kwitowane jednym: „Aha, dziwna jesteś” J I dlatego wiem, że jeśli tylko człowiek NAPRAWDĘ chce i zdecyduje się wykonać pracę nad sobą oraz ponieść związane z tym koszty, to może dużo więcej, niż mu się wydaje. Przeszłam w swoim życiu wiele dobrych, ale i ciężkich chwil (11 lat temu dwa razy omal nie odeszłam, ciężko chorowałam), stąd ta pewność, że tak właśnie jest. 
Norinommo powstało m.in. z myślą o tych, którzy chcą kreować swoje życie, mają cele i pasje, a czas, jaki został im podarowany, szanują i wykorzystują na maksa.

To zlepek wielu wartości, idei i cech, które po prostu są we mnie. Oryginalność i możliwość elastycznego dopasowania to również dwie z kilku głównych cech Norinmmo. Każdy notes czy planner są projektowane tak, by ich właściciel mógł je wykorzystać zgodnie ze swoim potrzebami – dlatego zawsze dajemy wiele opcji do wyboru. Na przykład w notesach Smart są dwa rodzaje spisu treści, bo nie wiem, z jakiego będzie wygodniej Ci korzystać. Nawet, jeśli notes jest w linie, to ma też kilka stron gładkich, abyś mogła/mógł wygodnie wykonać rysunek – jeśli będzie taka potrzeba. Notes może w jednej chwili przemienić się w dziennik/pamiętnik – dlatego każda ze stron została podzielona na trzy części, tak abyś w razie potrzeby mogła przeznaczyć jedną część na notatki z wybranego dnia. To tylko przykład zastosowania. Wszystko zależy tylko od Twojej pomysłowości. No i rzecz jasna potrzeb, bo każdy z nas ma inne.

- Jaką masz jedną poradę dla osób planujących swoje życie?

Jedną? J Zawsze mierz wysoko i nie pozwól innym, by planowali życie za Ciebie, albo mówili Ci, że czegoś nie możesz – pamiętaj, to są ich ograniczenia, nie Twoje.
A jeśli chodzi o jakąś „techniczną” poradę, to każdego dnia skup się na zadaniach, których wykonanie będzie miało znaczący wpływ na TWOJE życie. Bo to one mają znaczenie. Pomóc w tym może np. matryca Eisenhowera – pisałam o niej na blogu. A realizując kroki mające doprowadzić Cię do osiągnięcia postawionego przed sobą celu, zawsze w pełni skupiaj się TYLKO na następnym zadaniu do wykonania. Gdy patrzysz na całą drogę z lotu ptaka, to to, co zobaczysz, może Cię przerazić. Ale gdy skupisz się tylko na pierwszych 100 m, a potem kolejnych, i tak dalej, to wszystko staje się dużo łatwiejsze. Wyrób w sobie nawyk zapisywania wszystkiego, co przychodzi Ci do głowy i szybkiego przechodzenia od planowania do działania!


- Co robisz, by być spełnioną?

Szukam towarzystwa takich właśnie osób, a jeśli trafię na kogoś, kto jest nieszczęśliwy, to staram się zrobić, co w mojej mocy, aby w końcu obdarował świat uśmiechem i uwierzył, że to, co najlepsze, wciąż przed nim. Poczucie, że to, co robisz, ma dla kogoś sens i sprawia, że czyjeś życie staje się lepsze, to wielkie szczęście. Lubię aktywność fizyczną. Maluję, piszę, dużo czytam, wciąż uczę się nowych rzeczy i realizuję kolejne cele. Kocham góry i ocean — i to jedno z moich marzeń, by kiedyś te dwie rzeczy mieć na wyciągnięcie ręki. Ale największe spełnienie daje mi feedback, że to, co robię, pomaga innym oraz poczucie, że dzięki podejmowanym działaniom rozwijam się jako człowiek, pokonując swoje ograniczenia i słabości. Bo tak naprawdę jedyną osobą, która może nam stanąć na drodze do szczęścia, jesteśmy my sami. I wierzę, że najważniejsza w tym wszystkim jest właśnie sama podróż, jaką musimy odbyć, by dotrzeć do wyznaczonego celu – czymkolwiek by on nie był.


A teraz dziewczyny, przyznajcie się! Planujecie swoje życie? 
DO GÓRY