Showing posts with label Too Faced. Show all posts

MEKEUP MENU: Brzoskwiniowy makijaż, idealny dla niebieskiej tęczówki

Friday, May 19, 2017 -


Makijażowe wyzwania, które stawiam sama przed sobą, to coś, co czasami mnie przeraża. Myślę sobie od czasu do czasu, że przecież nie jestem makijażystką. no i nie mam też miliona paletek. Pomysły kiedyś się kończą, zwłaszcza jeśli jest się makijażową nudziarą. Lubię złoto, beże, brązy. Rzadko sięgam po inne kolory. Jednak, zawsze w takim momencie chwyta mnie jakieś parcie na modne w danym sezonie barwy. Ostatnio zwariowałam na punkcie różu, brzoskwini i wina. 

W dzisiejszym wpisie przedstawiam Wam lekką wariację z elementem, który według mnie, zmienia makijaż diametralnie i dodaje mu pikanterii. Jeśli jeszcze nie wiecie, o jakim produkcie mówię, to już spieszę z wyjaśnieniami! Oczywiście, chodzi mi o lekko roztartą, rozdymioną wręcz kreskę tuż przy linii rzęs. Efekt ten udało mi się uzyskać przy użyciu jednej z kredek Marca Jacobsa, Matte Highlighter. Pokazywałam go już Wam w akcji podczas MAKEUP MENU: FineWine.


Makijaż z paletką Too Faced, Sweet Peach w odcieniach różu pojawił się już na blogu tutaj. Ten dzisiejszy jest mocniejszy i ma pewien smaczek. Użyłam tutaj, jak z resztą doskonale widzicie, więcej odcieni złota i rozblendowałam załamanie kolorami różu i ciepłej czekolady. Nadal jednak, pozostałam wierna trendowi na brzoskwiniowo-różowy look. Kolory te potęgują wrażenie, że moja tęczówka jest jeszcze bardziej niebieska, niż zazwyczaj. A cały makijaż pasuje świetnie do moich karmelowych włosów. 

Na usta nałożyłam pomadkę, o której ostatnio zapomniałam, a nie powinnam. Mam na myśli matową szminkę Liquid Lip Velvet w kolorze Brilliant Violet. 


Już kilka makijaży z serii MAKEUP MENU pojawiło się na blogu i możecie je obejrzeć tutaj:

Mam nadzieję, że się Wam ten look spodobał. Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach, czy lubicie takie kolory i używacie ich na co dzień. 

MAKEUP MENU: PINK is LIFE

Friday, May 5, 2017 -


Przygotowuję dla Was całe mnóstwo postów na najbliższe tygodnie i tak sobie pomyślałam, że w związku z tym, że powstał już wpis o samych różowych kosmetykach, którego możecie spodziewać się w najbliższym czasie, fajnie by było stworzyć przy ich użyciu makijaż. 

Mam ostatnio świra w głowie na punkcie różu. Lubię z nim przesadzać, z premedytacją. Podoba mi się ten efekt i nie mam zamiaru udawać, że przechodzę koło tego koloru obojętnie. 

Dzisiaj przepis na look ze zdjęcia! 


Do makijażu twarzy użyłam próbki kremu BB Lioele, Triple The Solution BB Cream. Starczył mi na kilka użyć i już wiem, że się zakochałam. Ma lekką konsystencję, przyjemne krycie i wygląda na mojej buzi fenomenalnie przez cały dzień. Na pewno skuszę się na pełne opakowanie.  

Pod oczami korektor z Artdeco , do którego wracam od czasu do czasu i wciąż twierdzę, że jest całkiem spoko. Przypudrowałam wszystko sypkim pudrem z Laura Mercier, który na pewno jeszcze doczeka się recenzji. 


Na policzki powędrowała duża ilość różu NARS, w kolorze Bumpy Ride. Zachwycałam się nim już wiele razy i zrobię to ponownie. Jest prześliczny i wygląda fenomenalnie na policzkach. Same z resztą widzicie, że jest jasny i pięknie odbija światło. Daje lekki woal koloru, bardzo dziewczęcego. Jestem nim oczarowana. 

Na powieki nałożyłam mieszankę cieni z paletki Sweet Peach. Na ruchomej powiece wylądował cień brzoskwiniowym kolorze Peaches 'n Cream, a na środek powieki i wewnętrzny kącik nałożyłam na mokro odrobinę Nectar. W załamaniu powieki roztarłam cień Candied Peach i rozblendowałam nim też brązowy cień Puree na dolnej powiece. Na linii wodnej nałożyłam kredkę Brownie od Marca Jacobsa, która jest moim ulubieńcem. Pisałam Wam o niej już kiedyś tutaj.
Na górnej linii rzęs roztarłam lekką chmurkę Puree, by pogłębić efekt pełniejszych rzęs. Wytuszowałam je solidnie jedną warstwą mojego ulubieńca, czyli maskary Cat Lashes od Burberry. 

Na usta nałożyłam cienką warstwę pomadki z L'Oreala, Color Riche w kolorze 103 Blush in a rush, ale nie spodobał mi się matowy efekt, więc wklepałam w nią jeszcze odrobinę pomadki z Sephory, Rouge Shine w kolorze 51, która dała mi trochę błyszczące wykończenie. 




Już kilka makijaży z serii MAKEUP MENU pojawiło się na blogu i możecie je obejrzeć tutaj:
> O czerwonych ustach z najnowszą pomadką Smashbox, Always on liquid lipstick 
> O naturalnym makijażu z wykorzystaniem paletki Affect, Naturally Matt
> O odważnym makijażu w kolorze wina

Jak Wam się podoba taka propozycja?

4. urodziny bloga i OGROMNE rozdanie z paletkami Too Faced!

Thursday, March 9, 2017 -

Cześć dziewczyny! 
4 lata... dokładnie 4 lata temu opublikowałam swój pierwszy wpis na blogu. Nie było to pierwsze założenie konta na bloggerze, ale jednak - postanowiłam wtedy prowadzić bloga, o którym mieli usłyszeć wszyscy. I może, jeszcze wszyscy o mnie nie słyszeli, ale jestem dumna z drogi, którą przebyłam. 

To, co blog mi sprezentował, to możliwości.  Poszerzenia moich horyzontów, spotykanie mądrzejszych ode mnie ludzi i czerpanie wiedzy z ich doświadczeń. To także nabranie więcej dystansu do siebie, do otaczającego mnie świata i kilkukrotne dostanie po tyłku. Jakiś czas temu mocno zastanawiałam się nad zamknięciem bloga, ale nie! Kiepskie chwile są już za mną, a ja postanowiłam skupić się tylko na tym, co robię. By być zadowoloną z efektu, z bloga i z siebie. 

Makijaż

Nie ukrywam, że zakładając bloga, mało wiedziałam o makijażu i tym, jak powinnam się malować. Kreski eyelinerem były dla mnie czarną magią, a podkład jakiego używałam (Revlon Colorstay) w ogóle nie był tym, czego powinnam szukać. Brwi... Przemilczę je, ok? ;) Tak będzie lepiej. 
I gdyby nie to, teraz na pewno bałabym się sięgać po kolorowe cienie do powiek. W życiu nie zrobiłabym sobie czarnego smokey i nigdy nie zdecydowałabym się na noszenie czerwonej szminki. A ona przecież jest moim znakiem rozpoznawczym. 

Hobby

Blog, to również pasja. Kiedyś kupno kosmetyku mnie tak nie ekscytowało. Teraz, za każdym razem gdy sprawię sobie coś nowego, koniecznie muszę to obfotografować z każdej strony. I właśnie fotografia stała się dla mnie pewnego rodzaju odskocznią. Czasami bywają dni, że po prostu "muszę" porobić zdjęcia. Lubię to  i progres, jaki widzę (a nietrudno zerknąć na posty sprzed 3 lat ;)), to często rzecz niezwykle łechtająca moje ego. Nie ukrywam, że nie czuję się fotograficznym ekspertem. Do tego jeszcze daleka droga, aczkolwiek nie boję się podejmować ryzyka i chcę być w tym coraz lepsza. Kiedyś robiłam zdjęcia telefonem, teraz - lustrzanka, to przedłużenie mojej ręki. I bawi mnie fakt, że z aktualnych zdjęć, z których jestem zadowolona, pewnie za kilka lat będę drzeć łacha zupełnia, jak teraz spoglądam na moje początki :)

Znajomości

Gdyby nie to, że cztery lata temu, podjęłam dość ryzykowną decyzję, żeby zacząć pisać w sieci i się "wymądrzać", nie poznałabym kilku dobrych duszyczek. Nie miałabym teraz najlepszej przyjaciółki pod słońcem, czyli aGwer, z którą jesteśmy już jak bliźniaczki syjamskie. Nie organizowałabym z nią wspólnie naszych blogowych tygodni, w których biorą udział fantastyczne babeczki. Dziewczyny, które z przyjemnością wspierają się nawzajem i nie rzucają sobie kłód pod nogi.
Nie miałabym okazji poznać kilku osób wirtualnie, z którymi doskonale się rozumiemy i mam wrażenie, że mimo dzielących nas kilometrów, jesteśmy podobnymi osobami. I co najważniejsze, nie miałabym Was - czytelniczek, z którymi mogę wymieniać się doświadczeniami. Radzić Wam, ale też słuchać tego, co macie mi do powiedzenia. To jest naprawdę dla mnie ważne. 
Dlatego, gdybym mogła się cofnąć w czasie, decyzja o założeniu bloga na pewno zostałaby na swoim miejscu. Jestem dumna z tego, w jakim znalazłam się teraz miejscu i jak wiele jeszcze przede mną. Mam nadzieję, że to były dla Was równie dobre lata ;) 



A teraz konkurs! 

Wraz z polską Sephorą, zorganizowałam dla Was fantastyczną akcję. Do zdobycia jest JEDNA z PIĘCIU paletek Sweet Peach, marki Too Faced! Konkurs odbywa się na moim facebookowym fanpage'u. Link przekierowujący znajduję się tutaj i w zdjęciu z paletkami :) 

Zasady są bajecznie proste, wystarczy odpowiedzieć na jedno, krótkie pytanie! 
Trzymam za Was kciuki, bo nie ukrywam, że jest to jedna z tych paletek, za którą dam sobie obciąć rękę! 

Makijażowe nowości Sephora w akcji! NARS, Too Faced, Marc Jacobs i inni!

Wednesday, February 22, 2017 -


W moim pierwszym lajwie na Instagramie, pokazywałam Wam paczkę z Sephory, która do mnie niedawno trafiła. Postanowiłam jednak, że w ramach naszej blogerskiej i makijażowej akcji #makijażowelove, pokażę Wam dziś wszystkie nowości, które zasiliły moje kosmetyczne zbiory.

Nie ukrywam, że część z nich jest już od dłuższego czasu w sprzedaży w perfumerii. Nie mniej jednak, u mnie jeszcze nie pojawiła się jak dotąd żadna recenzja z tymi kosmetykami i dzisiaj pora to zmienić. Za szybko jednak wydawać ostateczne wyroki. 

Dzisiaj podzielę się z Wami moimi pierwszymi zachwytami i skrzywieniami twarzy, bo z niektórymi produktami jeszcze nie udało mi się dojść do porozumienia. Na twarzy mam nałożony bazę oraz podkład marki Burberry, które dostaniecie w Sephorze na wyłączność. Oba produktu są ostatnio moimi ulubieńcami, ale markę tę przybliżę Wam jeszcze w ramach naszego makijażowego tygodnia. O to się nie martwcie. 


Wszelkie przebarwienia, zmiany skórne oraz moje pęknięte naczynko, zakryłam nowym korektorem od NARS, Soft Matte Complete Concealer w kolorze 01 Light Chantilly. Produkt ten, to swoisty kamuflaż. Według mnie, produkt ten nie nadaje się pod oczy. Jest w tym celu zbyt ciężki i równocześnie - dla mnie - zbyt mało kryjący. Dzieje się tak głównie za sprawą bardzo ciemnych okolic pod oczami, z jakimi się zmagam. Co innego, jeśli chodzi o zmiany na twarzy. W tej sytuacji sprawdza się fenomenalnie. Znakomicie zakrywa moje pęknięte naczynko w dosłownie sekundę. Idealnie stapia się z podkładem i wygląda bardzo naturalnie. Na razie się lubimy! 

Twarz przypudrowałam najnowszym, prasowanym pudrem Make Up For Ever, ULTRA HD Microfinishing Pressed Powder w kolorze 01, czyli transparentnym. Marka, która znana jest ze swojego poprzedniego, sypkiego pudru, postanowiła stworzyć nową i lepszą formułę oraz zamknąć go w prasowanej formie. Czy się lubimy? Jeszcze nie wiem. Muszę zarówno jego, jak i sypkiego brata, poużywać przez jakiś czas, bo jeszcze się chyba za bardzo nie dogadaliśmy. Czego jestem pewna, to faktu, że nie nadaje się pod oczy. Formuły fiksujące mają niestety tendencje do wysuszania i ściągania skóry, dlatego okolice oczu trzeba przypudrować czymś innym. Cała reszta twarzy może się w tej kwestii sprawdzić idealnie. Chociaż, tak jak Wam wspomniałam, jeszcze nie wiem, czy jest to puder odpowiedni dla mojej cery.



Przybrązowiłam policzki terracottą z Sephory. Sun Disk pochodzi z limitowanej edycji i jest po prostu ogroooomny! Zawiera w sobie 3 odcienie: różowy z drobinkami, brązowy z drobinkami i matowy brąz. Te dwa ostatnie łączę puchatym pędzlem i aplikuję we wszystkich miejscach, gdzie chcę przywrócić twarzy wrażenie trójwymiarowości. Na policzki nałożyłam też moją absolutną miłość ostatnich dni, czyli róż NARS w kolorze Bumpy Ride, który jest idealnym, dziewczęcym różem. Wspaniałym na zbliżającą się wiosnę. Szczyty kości policzkowych, zdominował dzisiaj kremowy rozświetlacz od Marca Jacobsa, Glow Stick w kolorze Spotlight. Na pierwszy rzut oka, nie byłam nim zachwycona. Jednak, muszę mu przyznać, że na policzkach wygląda wprost fenomenalnie. Jest bardzo błyszczący (za to łapie ogromnego plusa), nie ma widocznych drobinek i pięknie się stopniuje. Prawdziwa tafla!


Na koniec zostawiłam oczy. Do podkreślenia i wypełnienia brwi użyłam kredki marki Sephora. Automatyczny maluch o nazwie Retractable brow pencil w kolorze 03 Rich Chestnut okazuje się być aktualnie idealnym kolorem, który pasuje do moich włosów. Niby to trochę rudawe, niby wchodzi lekko w blond, ale nadal ma w sobie sporo brązu. Podoba mi się i to bardzo. Automatyczna kredka jest bardzo precyzyjna i nie jest zbyt sucha, dzięki czemu łatwo sunie po skórze i pozwala się kontrolować. Grzebyczek przemilczę. 

Do makijażu użyłam dziś paletki Too Faced, Sweet Peach, której zapach przyprawia mnie o ból głowy, ale błyszczące cienie rekompensują migreny. W załamaniu powieki użyłam dwóch pudrowych cieni w odcieniach beżu oraz brązu. Mam tutaj na myśli cień Georgia oraz Summer Yum. Na całą powiekę ruchomą, jak i w wewnętrzny kącik, powędrował cień o nazwie Nectar. Ten przepięknie mieniący się cień mnie po prostu oczarował! Na dolnej powiece zastosowałam trik, który sprawia, że mam jeszcze bardziej niebieskie oczy, niż w rzeczywistości. Fiolet o nazwie Delectable zmieszany ociupinkę z Peach Pit sprawił, że moja tęczówka nabrała wyrazistości. Zagęściłam odrobinę górną linię rzęs przy pomocy najnowszego eyelinera od Marca. 


Highliner Matte Gel Eye Crayon w kolorze Fine (Wine), to coś po co niby boję się sięgać, ale równocześnie cieszę się, jak ładnie i ciekawie wygląda na mojej powiece. Te kredki, to prawdziwy fenomen! Mam cztery kolory i niedługo pokażę Wam je z bliska. Warte są zakupu! 


Spytacie skąd rzęsy? A rzęsy własne, tylko nieźle podkręcone maskarą Cat Lashes od Burberry. O mamo! Jaki ona daje efekt! Twarz spryskałam jeszcze mgiełką fiksującą i odświeżającą makijaż, Sephora Beauty Amplifier, którą używam ostatnio namiętnie dzień w dzień. Jest super! 



No i usta! Prawie o nich zapomniałam! Jak widzicie, zrobiłam dwie wersje tego makijażu. Z lekkimi ustami zrobionymi przy pomocy Sephora Contour & Color (końcówka z numerem 2, czyli pomadka właściwa, bo konturówka nie jest w mojej estetyce), można wybrać się do pracy, szkoły, czy na szybką randkę w kinie. Wersja imprezowa, to mocny fiolet o numerze 16 z najnowszej serii Sephora Cream Lip Stain.

Która wersja podoba się Wam bardziej? 

Wpadajcie też na blogi dziewczyn! Dzisiaj kolejny dzień naszej akcji #makijażowelove

Kosmetyczne zapowiedzi! Shiseido, NARS, Origins, Marc Jacobs i inni

Tuesday, October 18, 2016 -


Idąc śladami trendu blogowego, który zapoczątkowała Aga z bloga White Praline (wpadajcie zobaczyć jej piękną stronę!), poszłam za ciosem i również postanowiłam pokazać Wam zapowiedzi blogowe. Czuję się trochę, jak ksiądz na ambonie, ale co tam! 

Chcę Wam dzisiaj przedstawić kilka kosmetyków, które na pewno doczekają się recenzji na blogu. Oczywiście, produktów takich będzie znacznie więcej, na dzisiejszych okazach nie poprzestanę, jednak... postanowiłam odświeżyć trochę feed na stronie, dodać mu trochę polotu i czymś lekkim zaabsorbować Waszą uwagę. No i przyznaję się bez bicia, chciałam wykorzystać najnowsze zdjęcia, które zrobiłam przy użyciu dodatków do zdjęć, które udało mi się ostatnio dorwać w papiernicznym. 


Z serii pielęgnacyjnej, przybliżę Wam na pewno dwa produkty z Shiseido, które wchodzą w skład linii Bio-Performance. Najnowsze serum do twarzy, LiftDynamic Serum, to produkt przeznaczony do walki z siłą grawitacji, która nieprzychylnie traktuje naszą skórę. Dopełnieniem ma być LiftDynamic Eye Treatment, czyli krem-kuracja w okolice oczu, który ma za zadanie walczyć z oznakami starzenia. Seria przeznaczona jest dla kobiet 35+, jednak ja wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dlatego nie ukrywam, że nowy krem pod oczy testowany jest od dnia, w którym dostałam przesyłkę. Pierwsze zmarszczki niestety już zauważyłam i staram się zrobić wszystko, by się nie pogłębiały. 


Sprawdzam też kilka miniatur kosmetyków, które być może będą miały przełożenie na zakupy pełnowartościowych produktów. Zacznę jednak od początku, czyli od dwóch baz pod makijaż. Jedną z nich jest Prime Time od marki bareMinerals. Jest to produkt wygładzający, wyrównujący i matujący. Jak się możecie domyślić, ma w swoim składzie silikony. Jednak, podobno jest to nieszkodliwy silikon. Sprawdzam to na sobie i myślę, że w najbliższym czasie wydam wyrok, czy aby na pewno mnie nie zapchał. 
Drugą bazą pod makijaż jest baza z Burberry, Fresh Glow. Została ona stworzona na bazie wody i ma zapewniać intensywne nawilżenie skóry, która po aplikacji ma wyglądać na bardzo zdrową i świetlistą. Efekt jest natychmiastowy i powiem Wam szczerze, że choćbym nie wiem, jak starała się znaleźć matujący produkt odpowiedni dla mojej cery, to i tak zawsze kończę w ręku z produktem rozświetlającym. Jestem niereformowalna.
Na koniec maluszek od NARSa, który jest młodszym bratem kultowego różu Orgasm. Tym razem, jest to produkt kremowy i rozświetlający. Ma w sobie co prawda odrobinę koloru, ale po naniesieniu na policzki daje subtelny i naturalny blask. O wiele bardziej mi z nim po drodze, niż z prasowanym różem. 


Wśród nowych pomadek, które ostatnio zasiliły grono moich ulubienic, widziałyście te dwie szminki Make Up For Ever. Nowa seria Artist Rouge podbija perfumerię Sephora. Do wyboru są dwa wykończenia, kremowe i matowe. Oba z intensywnymi, mocno napigmentowanymi kolorami. Niebawem pokażę Wam je na ustach. 


Jeśli jesteśmy też w klimacie ust, to powiem Wam o kosmetyku, który chyba na stałe pojawi się w mojej kosmetyczce. Mowa tutaj o Lip Injection od Too Faced, który jest niczym więcej, jak błyszczykiem powiększającym usta. Pięknie pachnie, szczypie i sprawia, że wyglądam prawie, jak Kylie Jenner (tak, prawie! :-) ). Fajna rzecz, zwłaszcza przed nałożeniem mocnych kolorów na usta. 


Marka Origins wprowadziła nowy krem do pielęgnacji twarzy. Seria nosi nazwę Three Part Harmony. Produkt ten jest przeznaczony do odżywienia cery, jej naprawy oraz odzyskania blasku. Jest zabarwiony na żółty kolor, który pozostawia po sobie trochę śladu na cerze. Nie jest to jednak nic intensywnego. Pachnie cytrusowo, ma gęstą konsystencję i drewniane wieczko. Całkiem przyjemne dla oka. 


Marc Jacobs wypuścił w tym sezonie obłędne róże do policzków Air Blush. To dopiero petarda! Jestem zachwycona tymi mozajkami kolorów, które z jednej strony dają mocną barwę, a z drugiej niosą za sobą mnóstwo zdrowego rozświetlenia. Stylowe opakowanie, przepiękny efekt na licu i boska trwałość!


Na koniec raz jeszcze NARSowe perełki, czyli pomadka Audacious Lipstick w kolorze Apoline, które skradła moje serce oraz najnowszy błyszczyk-hybryda Velvet Lip Glide, w odcieniu Danceteria. Dwa skrajne kolory i dwa skrajne wykończenia. Za to jeden, przepiękny efekt na ustach. 

I to tyle. Mam nadzieję, że zabiło Wam szybciej serce. Było tak?
Niedługo więcej informacji! 


OGROMNY HAUL ZAKUPOWY VOL.2

Wednesday, April 1, 2015 -


DO GÓRY