Co kupić na promocji w Rossmannie (i nie tylko) + na co skuszę się tym razem

Monday, September 26, 2016 -


Dziewczyny, śledzę moje statystyki i przeglądam Wasze wyszukiwania. Wiem, dlaczego niektórzy z czytelników trafiają do mnie. A w ostatnim czasie, widzę duże zainteresowanie postami z serii "co kupić na promocji w Rossmannie?". 

Nie pozostaję obojętna na Wasze sugestie i dzisiaj przychodzę, niczym superman, z poradą. Powiem Wam co kupić (a czego nie kupować) w zbliżającym się szale zakupowym. Na co zwrócić szczególną uwagę oraz zdradzę Wam, co sama mam zamiar sobie sprawić. Zapraszam do lektury! 

Chcę tylko na początku powiedzieć Wam, że nie będę skupiać się stricte na promocji w Rossmannie. Otóż, same pewnie doskonale obserwujecie co dzieje się na rynku. Dlatego nietrudno zaobserwować, że w tym czasie będą wielkie obniżki w sieciach największych drogerii kosmetycznych w Polsce. 

Odsyłam Was przy okazji do postów z poprzedniej edycji promocji kosmetycznych. Możecie o nich poczytaj tutaj: 

Tym razem kolejny raz promocja zostaje rozłożona na trzy etapy. Cały harmonogram widzicie na grafice poniżej. 



TWARZ

Co polecam? 
Oczywiście podkłady. Nie oszukujmy się, większość z nas z przyjemnością skusi się na nową buteleczkę ulubionego podkładu lub zaryzykuje z nowym, zwłaszcza gdy można kupić go za połowę ceny. Dzięki czemu serce nie będzie tak bardzo bolało, jeśli okaże się bublem. 

Z mojej strony mogę polecić Wam podkład dr Ireny Eris, o którym pisałam już na blogu TUTAJ. Revlon Colorstay, jeśli jesteście fankami mocniejszego krycia. Dobrze sprawdzają się też podkłady Rimmela, Stay Matte, czy Lasting Finish 24hr. Na co ja sama zwrócę uwagę? Na pewno na kremy BB oraz CC z Bell. Podobno są super! 

Z pudrów, bez zmian. Polecam Wam serdecznie ten z Bourjois oraz ten z Rimmela. Monotematycznie. 

Korektory, to sprawa indywidualna. Jeśli potrzebujecie mocnego krycia: Revlon, Maybelline oraz Bourjois dadzą radę. Lekkiego? Astor, Rimmel oraz L'Oreal (w wersji Lumi Magique) są obowiązkiem. Sama skuszę się na ten ostatni. 

Róże/rozświetlacze/bronzery? Polecam wybrać się do szafy Wibo. Tam znajdziecie najlepsze rozświetlacze i paletki do "konturowania".  Rozświetlacze z Lirene, czy z Bell również są warte uwagi. Najlepsze róże, to oczywiście wypiekańce z Bourjois. Ja jednak tę sekcję pominę. Mam tych produktów aż za dużo. No... może jedynie dokupię rozświetlacz z Wibo, bo w moim widać już denko.




OCZY

Oczywiście warto kupić sobie zapas kremowych cieni z Maybelline oraz żelowego eyelinera. Chyba ulubionego dziewczyn w Polsce. Jako maskary, polecam wypróbować Maybelline, Lash Sensational oraz Big Eyes, która posiada dwie szczoteczki. Do brwi standardowo najbardziej utrwalający żel z L'Oreala. Ja osobiście wybiorę się na stoisko Wibo i myślę, że capnę którąś z paletek do makijażu oczu. Same zachwyty o nich słyszę, więc mam zamiar skorzystać. 

USTA

Usta to trudny temat, zwłaszcza że na co dzień skupiam się raczej na matach. Jednak, korzystając z moich rad, zwróćcie uwagę na szminki Lovely, o których pisałam podczas tygodnia #loveyourlipsweek TUTAJ. Warto też skusić się na szminki z szafy dr Ireny Eris, czyli Provoke. Są świetne! Co jeszcze? Na pewno velvetowe płynne pomadki z Bourjois. Ja mam zamiar uzupełnić moje braki w tej kwestii. Jednak, pod żadnym pozorem nie kupujcie TEJ pomadki. Tłumaczyłam Wam już, że to mały koszmarek. 


A na koniec małe podsumowanie tego, co dzieje się w drogeriach kosmetycznych. Zostawiam Wam również do nich linki. Oczywiście, nie jest tajemnicą, że każde Wasze kliknięcie, to kilka groszy dla mnie, więc nie krępujcie się klikać ;)

W Hebe  oprócz promocji makijażowych, czekają na Was 40-procentowe obniżki na wszystkie szampony i odżywki oraz do 60% zniżki na perfumy męskie.  [GAZETKA]

W Super-Pharmie dostaniecie kosmetyki kolorowe w promocji -50%. Warto się skusić na rzeczy, których nie dostaniecie w Rossmannie. Oprócz tego, jak zawsze, ciekawe promocje w dziale perfum. [GAZETKA]

W Rossmannie  oprócz przecen na kosmetyki kolorowe, panuje znacznie więcej okazji. Sprawdźcie tutaj  [GAZETKA]

W Naturze  oczywiście -40% na kosmetyki do makijażu twarzy. Ja oczywiście będę polować na podkład z Catrice, chociaż sądzę, że będzie to zadanie niemożliwe.  [GAZETKA]

Dajcie mi koniecznie znać, na co skusicie się tym razem! Robicie zapasy, czy próbujecie nowości?



Anastasia Beverly Hills || Veronica, Pure Hollywood oraz Dusty Rose

Sunday, September 25, 2016 -


Dzisiaj o trzech pomadkach Anastasia Beverly Hills. Chyba trzech najbardziej znanych i trzech, które są najczęściej kupowane. Mowa oczywiście o Dusty Rose, Pure Hollywood oraz Veronice. 

Każda pomadka ABH kosztuje około 130zł. Oczywiście, marka nadal nie jest dostępna w Polsce (może już niedługo) i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby coś sobie kupić. Zwłaszcza pomadki w tych odcieniach są najtrudniejszejsze do zdobycia. Co nie oznacza, że jest to niemożliwe! 

Jest to jedna z przyjemniejszych formuł pomadek, jakie miałam okazję nosić. Są supertrwałe, mocno napigmentowane oraz fenomenalnie lekkie. Tak, można ich formułę porównać do wody. Kompletnie nie czuć ich na ustach. Aplikator jest precyzyjny i pozwala na wyrysowanie ust na tyle, na ile chcemy sobie pozwolić. Jedyny zarzut, to niestety opakowanie, z którego prędzej, czy później znika z niego złote tłoczenie. Troszkę szkoda. 


Pure Hollywood, to kolor, który można opisać, jako nude z dawnych lat. Właśnie kojarzący się z Hollywood. Trochę różu, trochę beżu, trochę brązu. Kompletnie nieoczywista barwa. Jest bardzo elegancki, stonowany, dodaje klasy. 


Dusty Rose, to jeden z trudniejszych do uchwycenia kolorów. Jest to typowy brudny róż, który świetnie będzie wyglądał u większości dziewczyn. Taki z niego uniwersalny typ. To idealny kolor do powiększa optycznego ust. Mnie przypomina odrobinę Posie K, o której mogłyście przeczytać tutaj!


Veronica natomiast jest chyba najodważniejsza z całej gromadki, którą Wam dziś pokazuję. Jest to chłodny brąz, który jak widzicie ma w sobie odrobinę różu, może nawet fioletu. Z mojej cery wyciąga niebieskie tony i ją rozjaśnia. 

Podsumowując, pomadki ABH, to pozycja obowiązkowa u każdej maniaczki szminek. U KAŻDEJ ;) 

Dzisiaj już ostatni dzień naszego wyzwania #loveyourlipsweek
Wpadajcie do dziewczyn!


Bardzo dziękuję każdej z dziewczyn, która entuzjastycznie zareagowała na pomysł mój i Agnieszki, i zgodziła się dołączyć do naszego grona. Tydzień codziennych publikacji był i łatwy, i trudny. Trudny pod względem logistycznym, ale łatwy pod względem pisania. Powiem Wam, że na nowo znalazłam przyjemność w blogowaniu. To na pewno nie będzie ostatnia taka akcja, którą organizujemy z aGwer! Atmosfera w urodowej blogosferze stała się zbyt gęsta i nieprzyjemna. A my chciałybyśmy, żeby ta, jaka panowała wśród blogerek, gdy my zaczynałyśmy - wróciła :) 

Dziewczyny, raz jeszcze Wam dziękuję za udział! <3
A Wam za obecność podczas tego tygodnia pod znakiem ust.
Na koniec dajcie mi znać w komentarzach, jak się Wam podobało! Czy poznałyście jakieś nowe blogi? No i, przede wszystkim, co sądzicie o dzisiejszych kolorach szminek! 

Kylie Cosmetics, Posie K vs. Inglot, Soft Precision Lipliner nr 74

Saturday, September 24, 2016 -



Dzisiaj wszystko na totalnym speedzie! Nawet sobie nie wyobrażacie, ile czasu kosztowało mnie napisanie tego postu. I nie, nie chodzi mi o czas pracy. Ślęczenie nad komputerem, pisanie zdania po zdaniu, obrabianiu i tworzeniu zdjęć. Nie! Chodzi mi o zmarnowany czas, który poświęciłam na to, aby Wielmożny Jaśnie Książę Samsung, postanowił że nadeszła pora, aby umożliwić mi skorzystanie z dobrodziejstw nowoczesnej technologii. 

Dzisiaj wrzucam Wam porównanie dwóch produktów do ust. Jednym z nich jest oczywiście pomadka Kylie Cosmetics w odcieniu Posie K. Mogliście zobaczyć jej zbliżenie oraz opinię o niej TUTAJ. Zbiera ona najwięcej Waszych komplementów, chociaż nie tylko. Zawsze dostaję pytania o to, co mam na ustach, gdy akurat decyduję się tego dnia właśnie na nią. 

/na górnej wardze Posie K, na dolnej Inglot 74/

Nie będę się dziś jednak rozwodzić kolejny raz nad tym, jakie są pomadki Kylie Cosmetics. O tym możecie poczytać w poście, który zalinkowałam Wam wyżej. Moje zdanie się od tych kilku dni nie zmieniło ;) W każdym razie, szukałam długo odpowiednika Posie K i udało mi się go znaleźć. Chociaż, niestety nie jest on tak idealny, jak mógłby być. Niestety, idealny zamiennik nie istnieje. JESZCZE. 

Jednak, kolorem który jest chyba najbardziej zbliżony do tej pomadki, jest konturówka do ust Inglota, o numerze 74. To taki sam, fiołkowy róż, który wygląda inaczej na każdym typie urody. U jednych będzie bardziej fiołkowy (mauve) a u innych wybijał będzie różowe tony. U mnie, zdecydowanie, widać ten pierwszy. Same oceńcie na zdjęciu, jak bardzo zbliżone są te odcienie. Inglot jest wyraźnie cieplejszy, ciemniejszy i idzie bardziej w kolor fiołkowy. 

Według mnie, różnica jest niewielka. Oczywiście, widać ją gołym okiem, ale... trzeba by się naprawdę upierać, żeby nie widzieć w nich podobieństwa. W każdym razie, nie mogę Wam porównać obu formuł. Wiadomym jest, że konturówka ma się nijak do matowej pomadki w płynie. Ich trwałość znacząco się różni i jestem zdania, że lepiej jest wydać 18$ na pojedynczą pomadkę od Kylie Jenner, niż 23zł na konturówkę. Mnie osobiście,  Inglot służy jako podkład pod właśnie tę matową pomadkę. 


Dodam Wam jeszcze, że chyba zrobię mały FAQ na temat zamówień pomadek od Kylie i rozwieję Wam kilka wątpliwości w temacie cła, przesyłki, obsługi klienta i tak dalej. Mam nadzieję, że będziecie takim wpisem zainteresowane. 


Oczywiście, na sam koniec zachęcam Was do wrzucenia swojego zdjęcia na Instagram i dodania hashtagu #loveyourlipsweek. Czekam na Wasze ulubione pomadki! 

Zajrzyjcie też do dziewczyn! 


I dajcie mi koniecznie znać w komentarzach, czy w ogóle ta Posie K się Wam podoba, i czy będziecie polować na zamiennik :)

Najlepsza pielęgnacja ust w 3 krokach

Friday, September 23, 2016 -


Podczas naszego wyzwania #LOVEYOURLIPSWEEK noszę same mocne pomadki. Praktycznie codziennie, z jednym małym wyjątkiem, pokazywałam Wam matowe szminki płynne, które wysuszają usta. Nie ma się co oszukiwać. Jeśli chcemy cieszyć się długotrwałym kolorem na wargach, trzeba liczyć się z faktem, że usta mogą dzięki temu zostać wysuszone na wiór.

Mam na to jednak sposób! Dzisiaj pokażę Wam, jak sprawić, że usta będą piękne, zadbane i maksymalnie nawilżone!

Krok pierwszy - zmywanie. 

Nie ma się co bawić w lekki płyny micelarne. Owszem, uda się Wam dzięki nim zmyć makijaż ust, ale potrwa to niewspółmiernie długo. Dlatego uważam, że warto zainwestować w specjalny remover. Najlepiej sprawdzi się w tej kwestii też zmywacz do makijażu wodoodpornego oczu. Dlaczego? Bo ma w swoim składzie oleje, które znakomicie rozpuszczają matowe pomadki i nie wysuszają przy okazji delikatnych ust.

Krok drugi - złuszczanie. 

Peeling. Uważam, że żadna z nas nie powinna tego kroku pomijać. Co prawda, wiadomo, możecie przygotować go w domu same. Wystarczy zmieszać cukier z olejem kokosowym i domowy peeling gotowy. Ja jednak w większości przypadków posiłkuję się takim gotowym. W tej kwestii sprawdza mi się ostatnio peeling Satin Lips od Mary Kay. Jednak, nie przywiązuję się do tego typu produktów. Używam, co akurat napatoczy mi się w ręce. Lubię też pomadkę peelingującą z Sylveco. Ją również mogę Wam polecić. A jeśli nie chce Wam się używać specjalnych kosmetyków lub kręcić własnych, to warto wydłużyć mycie zębów o 30 sekund i zwilżoną szczoteczką wymasować wargi tak, aby pozbyć się suchych skórek.

Krok trzeci - nawilżanie. 

Nawilżać usta powinnyście codziennie. Nie ma że boli, że się Wam nie chce, że zapomniałyście. Nie. Co wieczór, grubsza warstwa ulubionej pomadki nawilżającej, balsamu, czy maski  powinna wędrować na Wasze usta. Koniec kropka. Zwłaszcza, jeśli codziennie używacie matowych pomadek. Zrobi to naprawdę ogromną różnicę. Rano obudzicie się z prawdziwie miękkimi gąbeczkami.
Ja najchętniej sięgam po maseczkę z BiteBeauty, Agave Lip Mask. Żałuję, że nie jest dostępna w Polsce. To naprawdę superprodukt, który w ciągu godziny potrafi uratować moje usta z największych tarapatów. A używany systematycznie sprawia, że usta wyglądają bosko!  Z produktów dostępnych w Polsce mogę Wam polecić maseczkę dla kobiet karmiących Ziaja, Lano maść. To bardzo podobny produkt, chociaż uboższy w składzie.

Zostawiam oczywiście z porcją linków. Zapoznajcie się z tym, o czym tego dnia miały ochotę napisać dziewczyny :)


Dajcie znać w komentarzach oczywiście o Waszych sposobach na pielęgnację ust! 

Lovely, Creamy Color - pomadki, na które warto zwrócić swoją uwagę!

Thursday, September 22, 2016 -


Tyle ostatnio było matów na blogu. Dlatego dzisiaj odkładam ten temat na bok i... prezentuję Wam jedne z najciekawszych propozycji do ust, dostępnych w Rossmannie. 

Pomadki Lovely, Creamy Color nie zachwycają jedynie opakowaniem. Jednak, nie spodziewam się tutaj cudów za 10.99zł (a w promocji jeszcze taniej!). Dobrze wiecie, że jestem osobą, która leci na opakowania. Szykowne skuwki, eleganckie puzdereczka, metaliczne wykończenia - to mój konik. Jednak mimo plastikowanej skuwki, w szafie Lovely te pomadki przykuły moją uwagę.  Niby proste i minimalistyczne opakowanie, potrafi się otworzyć w torebce. Także radzę nie trzymać go luzem! 


Nie ukrywam, że skusiła mnie też promocja. Wtedy kosztowały niecałe 7zł. Dlatego stwierdziłam bez dłuższego namysłu, że biorę! Zdecydowałam się na dwa kolory 01 oraz 03. Konsystencja pomadki, to oczywiście kremowe cudo, które świetnie sunie po ustach. Brak w niej jakichkolwiek drobinek. Nie zastyga na mat, ale też nie jest przesadnie błyszcząca. Jest właściwie czymś, czego oczekuję od pomadek nawilżających. Są świetnie napigmentowane, chociaż nie utrzymują się na ustach zbyt długo. Zapewniają wysoki komfort podczas noszenia, zjadają się równomiernie i zostawiają usta przyjemnie gładkie, nie wysuszając ich. Czegóż to chcieć więcej?

                                                                                          /01,03/

Zdecydowałam się na jasne róże, w kolorze 01, czyli cukierkowej wręcz barwie oraz 03, czyli bardziej nasyconym, intensywniejszym różu. Oba kolory są niezobowiązujące oraz bardzo dziewczęce. Dla mnie osobiście, są to pomadki które fajnie sprawdzą się jesienią oraz zimą. Dadzą delikatny kolor, ładnie wyrównają wargi, wyślą do świata komunikat "postarała się, pomalowała sobie usta".



Na pierwszym zdjęciu widzicie kolor 03, a na drugim 01. Co prawda, łatwo dostrzec, że na moim typie urody różnica jest naprawdę minimalna, ale... wiecie, jak to jest z dziewczynami. Musimy mieć każdy możliwy odcień różu, bo przecież one wszystkie są takie inne ;)

To naprawdę przyzwoite pomadki i sądzę, że warto się im przyjrzeć podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie!

To kolejny dzień z naszego wyzwania blogowego #LOVEYOURLIPSWEEK

Zajrzyjcie do dziewczyn i poczytajcie ich dzisiejsze posty o tematyce ust!

Golden Rose, LONGSTAY Liquid Matte Lipstick

Wednesday, September 21, 2016 -


Dobrze wiecie o tym, że mam problem. Szminkowy problem. Problem, który jest niezwykle przyjemny, ale jednak powoli zaczyna się robić zbyt wielki, ponieważ już nie mam gdzie te wszystkie szminki trzymać. NAPRAWDĘ. A szkoda, bo wszystkie kocham tak samo mocno. 
Matowe pomadki, to mój konik. Kocham, w jaki sposób można sobie łatwo powiększyć usta różnymi odcieniami nude. Uwielbiam idealnie wyrysowane wargi i fakt, że kolor potrafi trzymać się długimi godzinami. Bardzo to lubię i niezwykle satysfakcjonuje mnie moment, w którym kończę nakładać pomadkę i jestem dumna z tego, jak ją nałożyłam. 

O produktach do ust z Golden Rose możesz poczytać też tutaj:
Najlepsze konturówki do ust! 

Longstay Liquid Matte Lipstick, to pomadka, która łączy w sobie właściwości płynnego matu i intensywnego koloru.  Za 5,5ml produktu trzeba zapłacić 19,90zł. Producent twierdzi, że wzbogacona formuła o Witaminę E oraz olej z awokado, sprawia że usta są nawilżone i gładkie. Bujda na resorach. NIE MA JESZCZE NA RYNKU MATOWEJ POMADKI, KTÓRA W OGÓLE NIE WYSUSZYŁABY UST. Jest jedna, która bardzo się do tego wyniku zbliżyła, ale nadal odrobinkę wysusza. Możecie o niej poczytać TUTAJ.  


Aplikator, to miękka gąbeczka, która łatwo daje sobą manipulować i pozwala na przyzwoite wyrysowanie ust. Jednak, jak w przypadku każdej matowej pomadki, radziłabym wcześniej użyć konturówki. W tej sposób będzie Wam znacznie łatwiej uzyskać kształt, który będzie Was w stu procentach satysfakcjonować. Jej wytrzymałość, to jakieś cztery godziny, jeśli nie będziecie nic jeść i pić. Próba jedzeniowa niestety nie jest zdana i wypada średnio. Jednak, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Właśnie dzięki temu, nie ma większych problemów ze zmyciem produktu z ust podczas demakijażu. 

Warto przy okazji wspomnieć, że są wyczuwalne na ustach. Nie nazwałabym ich do końca matowymi. Nie zastygają na sto procent i dają uczucie, jakby były trochę satynowe. Jako posiadaczka wielu, naprawdę wielu matowych pomadek w płynie, jestem w stanie z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że coś je minimalnie różni od ich koleżanek po fachu. I broń Boże, nie jest to na minus. Myślę, że takie maty z domieszką satyny wyglądają naprawdę ciekawie. 


03, to piękny neutralny fiołkoworóżowy. Tak zwany mauve. Dzięki temu, że każdy typ urody może spodziewać się innego wykończenia (u niektórych bardziej różowy, u innych więcej w nim fioletu), nadaje się świetnie do makijażu codziennego, jeśli nie boicie się mocniej zaznaczyć ust. Serdecznie polecam, bo to chyba mój ulubiony kolor z całej serii. 


Numer 04, to odcień, który niezwykle trudno jest oddać na zdjęciach. I tak nie udało mi się uchwycić jego prawdziwej warstwy, ale postanowiłam się w nim pokazać, mimo to. Na żywo jest zdecydowanie bardziej różowy, cieplejszy. Na zdjęciu, jak z resztą możecie zobaczyć, wydaje się być lekko pomarańczowy, z pomidorowym akcentem. No... przykro mi, ale nie dałam rady go oddać na fotce. Musicie go sobie zmacać na żywo.


Odcień 05, to śliwka, która znakomicie spisze się jesienią. Już widzę ją w połączeniu z szarymi, grubymi swetrami. Fajnie będzie wyglądać też u dziewczyn, które na co dzień są nieco chłopczycami, lubią skórzane ramoneski, spodnie motocyklisty i sztyblety. To odzwierciedlenie takiej osobowości w kolorze pomadki! 


Nie muszę chyba się Wam tłumaczyć z tego, że to właśnie 09 jest według mnie najpiękniejszy z całej gamy kolorystycznej. Kocham czerwienie, nieważne jakie są. Ta tutaj jest odrobinę ciepła, ale tak minimalnie. Nie wybiela więc zębów na tyle, co jej koleżanki z niebieskimi tonami. Mimo wszystko, jest intensywna i rzuca się w oczy. A o to chodzi! 


Kolor 10, to jeden z najczęściej kupowanych odcieni. Nie bez powodu. Jest jednym z bardziej kontrowersyjnych i zdaje się, że najmniej pasującym ogółowi. Szarawy odcień może wyglądać trupio na wielu typach urody. U mnie ewidentnie wychodzą na wierz te szare tony i wyglądam w niej, jakby coś mi dolegało. U innych potrafi wyglądać na bardziej fioletową, siną wręcz. Nie podoba mi się, ale spokojnie, przyjdzie jesień i oszaleję na jej punkcie. Boże, jak wiele jest w stanie zmienić pogoda za oknem! 


Kolor 11, to dla mnie dziwak. Niby brzydal, ale w sumie fajny. Takie z niego trochę brązowe błotko, zmieszane z odrobiną złotej, rudawej barwy. Kolor jesiennych liści. Myślę, że nawet trochę mi pasuje. Całkiem ciekawy i odważny kolor. 


Dzisiaj mija kolejny dzień z naszej blogerskiej akcji #LOVEYOURLIPSWEEK!
Wpadajcie poczytać u dziewczyn, o czym mają do powiedzenia dzisiaj!

Macie swoją pomadkę Longstay Liquid Matte Lipstick? Dajcie znać w komentarzach, co o nich sądzicie! 

Pomadki Kylie Cosmetics - czy warto?

Tuesday, September 20, 2016 -



Produkt jest wart tyle, ile jesteś w stanie za niego zapłacić. Dlatego właśnie cena produktów zagranicznych, sygnowanych nazwiskiem gwiazd, czy celebrytów rośnie wprost proporcjonalnie do ilości informacji dostępnych na temat tej osoby w mediach. Im ciekawsze nazwisko, tym wyższa cena. Prawda stara, jak świat. 

O tym, że znani i bogaci lubują się w procesie dywersyfikacji wiadomo nie od dziś. I chwała im za to, należą się nawet pokłony. Dlaczego? Głównie dlatego, że znakomicie zdają sobie oni sprawę z faktu, że nic nie trwa wiecznie, nawet ich sława. I właśnie w tym momencie, gdy uroda przeminie, a popularność zmaleje, na ratunek budżetowi przyjdą mniejsze lub większe biznesy. 

Sprzedaż własnego wizerunku kiedyś się przeje. Przyjdzie taki czas, że nie będzie już czego wymyślać i czym przyciągać uwagę. Warto zainwestować w firmę, która będzie przynosić dochody długofalowo. 

Znakomitym posunięciem ze strony Kylie Jenner było podjęcie próby wejścia na rynek kosmetyczny. Z perspektywy "marketingowca" uważam, że jest to naprawdę wyśmienity przykład tego, jak sprawić, że plotki dadzą na sobie zarobić. Wszyscy znamy "tajemnicę" jej ponętnych i coraz większych ust. Magia chirurgii plastycznej okraszona dobrą konturówką znakomicie napędzała tabloidy do publikacji o najmłodszej z klanu. 

Marka, którą założyła, a która nosi nazwę Kylie Cosmetics specjalizuje się głównie w produkowaniu produktów do ust. Na Snapie właścicielki marki nie raz znalazły się jednak informacje, że do linii wprowadzone zostaną również kosmetyki do całego makijażu twarzy. Ta kura znosi złote jajka, a skoro jest popyt, to szkoda by było nie wykorzystać tej dobrej passy. W końcu, produkty do oczu już się znalazły, czekam na resztę. 

W szeregach marki znajdują się: mocno napigmentowane błyszczyki, pomadki metaliczne oraz tak zwane Lip Kity, które zawierają w sobie matowe pomadki oraz specjalnie dedykowane im konturówki. 

Ja w swoim zakupie zdecydowałam się na trzy produkty. Był to przede wszystkim Lip Kit w kolorze Koko K, pojedyncza pomadka w odcieniu Mary Jo K oraz błyszczyk So Cute. Jak się później okazało, dostałam zły odcień i zamiast Koko K przyleciała do mnie Posie K. Nic straconego, dzisiaj pokażę Wam wszystkie trzy odcienie matowych pomadek, jakie posiadam :)

Historia Lip Kitu Koko K jest długa i zawiła, jednak postaram się Wam ją streścić w kilku słowach. Przede wszystkim, zamawiając opakowanie zawierające pomadkę oraz konturówkę, nie spodziewałam się, że mogę zostać omyłkowo "oszukana". Na pomadce normalnie widnieje naklejka z napisem Koko K, ale po przejrzeniu "całego" Internetu, porównaniu kolorów na różnych typach urody, doszłam do wniosku, że zostałam posiadaczką koloru Posie K. I dam sobie za to rękę uciąć. W przeciwieństwie do bohatera pewnego polskiego filmu, nie stracę tej ręki. Sprawa jest już wyjaśniona z serwisem konsumenta, paczka do mnie szybko dotarła i mam teraz oba odcienie. Prawidłowe. 


/Posie K/

W każdym razie, Lip Kit kosztuje 29$ i dostajemy w zamian genialnie sunącą po ustach konturówkę, której naturalna i ciepła barwa różu sprawia, że pięknie można nią sobie powiększyć usta.  Jest neutralna i bardzo dziewczęca. Lubię ją nosić samodzielnie, bez warstwy matowej pomadki. Dzięki czemu osiągam idealny efekt na co dzień. To taki typowy kolor "my lips but better". Nie jestem w stanie porównać jej do żadnej innej konturówki dostępnej na rynku. Czegoś tak masełkowatego nie zaznałam jeszcze nigdy. Przyzwoicie się trzyma i naprawdę ją polubiłam. 

/Posie K/


/Koko K/

Matowa pomadka jest jedną z przyjemniejszych formuł dostępnych na rynku. Zaopatrzona w sprężysty aplikator pomaga dokładnie wyrysować usta i nie sprawia problemów. Jest mocno napigmentowana i jedna aplikacja w zupełności wystarcza by równomiernie, i bez prześwitów pokryć całe usta. Jej barwa, to lekko jagodowy róż zmieszany z odcieniami nazywanymi mauve (w przypadku Posie), czyli fiołkoworóżowym pigmentem oraz pudrowy, cielisty róż (w przypadku Koko). Jest bardzo komfortowa na ustach, praktycznie jej nie czuć i wytrzymuje na nich bardzo, naprawdę bardzo długo. Jestem zaskoczona, że potrafi wytrzymać jeden do dwóch posiłków. Zjada się tylko w kąciakach i robi to dyskretnie. Jej trwałość mnie zaskoczyła, bardzo pozytywnie. Oczywiście wysusza usta, jak każda matowa formuła, ale robi to znacznie mniej inwazyjnie, niż jej koleżanki po fachu. Bałam się zakochać w tych pomadkach, ale niestety tak się stało - są genialne! 

                                                                                   /Mary Jo K/

Kolor Mary Jo K (17$), który został nazwany na cześć babci Kylie Jenner, to intensywna i bardzo kobieca czerwień. Barwa ta idealnie wpisuje się w moje gusta. Czerwień jest mocna, z niebieskimi tonami, które wybielają zęby, skórę oraz podbijają kolor mojej tęczówki. Dodaje seksapilu i pewności siebie. Pozycja obowiązkowa w kosmetyczce każdej maniaczki czerwonych szminek. Ale wiecie co? Tylko ze względu na kolor. Formuła tutaj różni się od Posie K i Koko K. Jest jakby, gorsza, po prostu. Znacząco wpływa na trwałość pomadki, która robi się skorupką i jest wyczuwalna na wargach. Nawet odpada w małych płatkach w tej wewnętrznej części ust. Polecam więc używać naprawdę cieniutką warstwę i kontrolować podczas noszenia. Jednakże, ja jestem zawiedziona formułą. Kolor super, ale reszta meeh. 


Na sam koniec zostawiłam błyszczyk w odcieniu So Cute (15$), którego zakupu trochę żałuję. Nie ze względu na formułę, ponieważ ta jest naprawdę genialna. Błyszczyk ma tak mocny pigment, że wystarczy tylko jedna aplikacja by pokryć nim całe wargi. Co lepsze, kompletnie się nie klei. Naprawdę, nie ma z nim mowy o tych obrzydliwych ciągnących się z wargi do wargi błyszczykowych sklejeniach, które przywołują na myśl problemy ze ślinotokiem. Żałuję troszkę, że zdecydowałam się właśnie na ten kolor. Jest bardzo beżowy i jasny, przez co mam wrażenie, że wyglądam trochę, jakbym nie miała ust. W przyszłości na pewno zdecyduję się na kolor Literally, ale teraz moim sposobem na ten kosmetyk jest po prostu używanie mniejszej ilości produktu i odpowiednie blendowanie koloru na ustach, dzięki czemu uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt. Formuła jest bardzo przyjemna dla ust, wręcz nawilżająca. To idealny kosmetyk dla dziewczyn, które chcą podkreślić swój uśmiech, ale mają problem z suchymi skórkami. 


O moich innych ulubieńcach możecie poczytać tutaj:
> Najlepsza czerwona pomadka z drogerii! 
Pomadki Laura Mercier, Velour Lovers 
TOP 5 pomadek marki MAC

To kolejny dzień z serii #LOVEYOURLIPSWEEK
Dzisiaj odsyłam Was też do dziewczyn!

Co powiecie o tych produktach? Macie ochotę na swoje własne pomadki od Kylie Jenner? Czy nie ulegacie tej modzie? 

Shiseido, Rouge Rouge, czyli o sposobie na idealnie czerwone usta

Monday, September 19, 2016 -


W tym sezonie, który właśnie zbliża się do nas wielkimi krokami, czy jesień/zima 2016, Shiseido przygotowało prawdziwą rewolucję w klimacie czerwonych ust. Nie bez powodu największe marki makijażowe na świecie, jako kolor przewodni tej pory, wybrały czerwień. Jest to przecież jeden z najbardziej krwistych sposobów na zwrócenie na siebie uwagi. 

Najpierw może coś o samym opakowaniu. To zostało poddane liftingowi i zmieniło odrobinę swoje kształty. Teraz jest w całości smukłe, nadal czarne, ale z czerwonymi detalami Shiseido na skuwce oraz camellią na szczycie. Postawiono też na funkcjonalność, czyli przydatne zamknięcie na magnes. Nie trzeba się więcej bać o to, czy szminka przypadkowo nie otworzy się w torebce. Teraz jest to niemożliwe. Każdy ze sztyftów został ścięty w specjalny sposób, by przyjemnie i równomiernie aplikować pomadkę. Dodatkowo grawer z nazwą marki, jest gwarancją jakości.

Jednakże, to że marka od dawna pokazuje że dba o swoje klientki i słucha ich potrzeb, można ujrzeć przy lansowaniu każdego nowego produktu w gronie pozostałych. Otóż, tym razem nie postanowiono wypuścić jednej czerwieni, która ma być olśniewająca i pasować każdemu. Nie, tym razem Shiseido pragnie udowodnić kobietom, że każda z nas, jest stworzona do noszenia czerwieni na ustach. I każdej z nas ona pasuje. Trzeba tylko znaleźć swój odcień. 


Każda z nas, która ma parę oczu oraz odrobinę obserwuje otaczający nas świat wie, że nie ma dwóch takich samych zachodów słońca, dwóch takich samych poranków i dwóch takich samych kobiet. Każda z nas jest wyjątkowa i każda powinna poszukać odpowiedzi na pytanie: "W jakiej czerwieni wyglądam najlepiej?".

Kolekcja Rouge Rouge (129zł/2.2g), to aż szesnaście nowych odcieni czerwieni, która jest kolorem życia, emocji i skrajnych uczuć. Dodatkowo, jest to kolor Japonii oraz Shiseido. A marka zachęca nas do zapoznania się z tymi barwami i zadecydowania, jaki kolor należy do nas. Wśród kolorów znajdziecie takie barwy, jak: Ruby Copper, Real Ruby, Bloodstone, Rouge Rum Punch, Liaison, First Bite, Toffee Apple, Poppy, Murrey, Coral Shore, Burning Up, Crime of Passion, Hushed Tones, Sweet Desire, Rose Crush oraz Red Queen. Każda z tych czerwieni jest wyjątkowa. Do ich stworzenia zainspirowała natura i otaczająca nas rzeczywistość. Nieoczywistość niektórych barw jest intrygująca. Nie martwicie się więc o to, czy znajdziecie coś dla siebie. Jestem pewna, że tak będzie. Rubinowe czerwienie, te w kolorze polnego maku, nasycone koralem lub zgaszone różą - to barwy dla każdej z nas. 

Ponadto, ich wyjątkowa formuła jest bardzo komfortowa na ustach. Gładko sunie po wargach i równomiernie pozostawia po sobie pigment z maksymalnym błyskiem. Technologia odbicia światła oraz wyjątkowe pigmenty koloru, to dwa z patentów kosmetycznych Shiseido. Nazwane zostały Vibrant Red Technology i skupiają w sobie: 
- Vivid Red, czyli technologia, która manipuluje światłem, sprawiając wrażenie transparentnej, żywej czerwieni (wyłączność marki),
- Diffused Red, czyli rozproszone, odbite światło, które ukrywa linie i szorstkość ust, 
-Intense Red, czyli intensywne odbicie światła, które daje efekt dodatkowej głębi i wielowymiarowości,
- Base Red Pigment, czyli pigment opracowany przez Shiseido, aby zwiększyć intensywność koloru, 
- Blending Red Pigment, czyli idealne połączenie z tonacją ust, które podkreśla kolor i zachowuje naturalność. 

To nie jest tak, że każda czerwień będzie nam pasować. Przecież, nie jesteśmy klonami. Na jednej cerze znakomicie prezentować się będą barwy ciepłe, pomidorowe z pomarańczowymi tonami. U innych, te niebieskie, które wybielają nie tylko zęby, ale i podkreślają porcelanową cerę oraz spojrzenie. Jeszcze inne, będą zdecydowanie różane i dodawać będą pewności siebie oraz dziewczęcości. A te wampirze, mocne i intensywne, jak rozlane wino mogą posłużyć, jako dodatek do seksapilu. 


Same możecie to zobaczyć. Jak skrajnie inaczej wyglądam w obu kolorach. W wersji powyżej, czyli w kolorze Crime of Passion jestem zdecydowanie bardziej dziewczęca, spokojna. Pomadka dodaje mi uroku, nie jest nachalna. Zaznacza moją obecność, podkreśla urodę, ale nie wychodzi na pierwszy plan. 

Poniżej, w kolorze Poppy, wyglądam już zdecydowanie inaczej. Uwierzcie mi, nie majstrowałam z ustawieniami aparatu - niebieskie tony pomadki od razu wybielają moją cerę i spojrzenie. Dodają świeżości, a ja staję się zdecydowanie bardziej pewna siebie. Nie raz już słyszałam, że kojarzę się Wam z takimi mocnymi, czerwonymi ustami. 


Polecam Wam wybranie się do perfumerii i skuszenie się na któryś z kolorów dostępnych w tej ogromnej kolekcji. Nie będziecie żałować!


Właśnie zaczął się nasz blogowy tydzień pod hasłem #LOVEYOURLIPSWEEK!

Jest mi niezwykle miło, że mogę Wam przedstawić kilka dziewczyn, na których blogi koniecznie zajrzycie, jeśli jeszcze ich nie znacie. A jak znacie, to skoczcie poczytać, co mają dzisiaj do powiedzenia. Przez najbliższe siedem dni będziemy Wam pokazywać wszystko, co mamy do powiedzenia w kwestii ust.

Ekstrawagancka
tbof.pl 

Wy również wrzucajcie swoje zdjęcia na Instagram i pokazujcie nam Wasze ulubione pomadki! Oznaczajcie je hashtagiem #loveyourlipsweek! 

Jesteście gotowe na nową czerwień w kosmetyczce?

Semilac, kolekcja My Story: 156, 157, 162, 165, 171

Sunday, September 18, 2016 -


Semilac, wypuściła właśnie najnowszą kolekcję lakierów, która została zatytułowana My Story. W jej skład wchodzi czternaście nowych, przepięknych kolorów. Ja dzisiaj pokażę Wam pięć z nich. Będzie to: 156 Racing Car, 157 Little Rosie, 162 Creamy Cookie, 165 Boyfriend Jeans oraz 171 Porto Marine. 

Kolekcja według mnie jest bardziej wpisując się w klimaty letnie, chociaż patrząc na to, co właśnie dzieje się za oknem, na brak lata nie możemy narzekać. Większość z kolorów, to barwy, na które zdecyduje się gros dziewczyn. Nie oszukujmy się, każda z nas lubi czasami zaszaleć, ale w znakomitej większości czasu, wybieramy kolory, które nadadzą się do pracy, czy do szkoły.



Uwielbiam, gdy moje dłonie wyglądają czysto i schludnie. Dlatego w takiej właśnie wersji można zobaczyć mnie najczęściej. Znakomicie sprawdzą się w tej kwestii kolory: 155 Ivory Cream, 162 Creamy Cookie oraz 159 Yasmin Kiss. 

Odważniejsze kolory, które znalazły się w kolekcji to przede wszystkim 156 Racing Car, 170 Pink Wink, 158 Orient Mandarin, 171 Porto Marine. To barwy, które wymagają większej odwagi i pewności siebie. Na pewno nie będą dla każdego.




Ponadto w kolekcji znalazły się jeszcze kolory denimowe, czyli 163 My Angel, 169 Baby Boy, 167 Surfer Wave oraz 165 Boyfriend Jeans oraz barwy rozmarzonej romantyczki, czyli 166 Crazy Flamingo i 164 Pink Crystals. 

Jak wspomniałam, kolekcja kolorystycznie bardziej przywodzi mi na myśl lato, niż jesień. Jednak, nada się w sam raz na okres przejściowy. Gdy jeszcze na dobre nie zaczęła się za oknem depresyjna aura. 



Dwie niebieskości: 165 oraz 171, to barwy całkowicie różne. Boyfriend Jeans nie kojarzy mi się totalnie z kolorem jeansu, ale ma w sobie jakieś takie "materiałowe" oblicze. Za to Porto Marine, to piękny, lekko przygaszony kobalt. Racing Car jest naprawdę intensywnym odcieniem żółtego. Myślę, że będzie idealny do mieszania z innymi kolorami (np. jako detale w zdobieniach). Najbardziej jednak podoba mi się pastelowy Little Rosie. Jest niezwykle uroczy i uniwersalny rozbielony róż. Myślę, że przypadnie do gustu wielu dziewczynom. Natomiast Creamy Cookie, to takie prawdziwie kremowe ciasteczko. Również można go nazwać uniwersalnym kolorem. 

Całą kolekcję oczywiście możecie obejrzeć i zakupić na stronie www.semilac.pl

Poczytajcie też o:
>sprawnym sposobie na przedłużenie paznokci 
>matowych paznokciach nude
>przepięknym kolorze Pink Gold

No i co o nich sądzicie?
DO GÓRY