Legendary Six by Margaret, Semilac

Monday, January 15, 2018 -


Dawno mnie nie było, prawda? Już powoli wracam do Was na stałe i mam nadzieję, że takie przerwy, jak ostatnio nie będą się zdarzać zbyt często. Więcej prywaty poczytacie jednak w zbliżającym się wielkimi krokami powrocie Nie-dziennika. Mam nadzieję, że na to czekacie ;)

Dziś jednak chcę Wam przedstawić z bliska kolekcję Legendary Six by Margaret. Polska wokalistka kolejny raz podjęła się stworzenia wyjątkowej kolekcji przy współpracy z marką Semilac. Poprzednia była ogromnym sukcesem i myślę, że nikogo nie dziwi fakt, że ta prezentowana Wam dziś na blogu przeze mnie, ma duże zadatki, żeby dorównać swojej poprzedniczce. 


Cała kolekcja utrzymana została właśnie w takich jesienno-zimowych barwach, które idealnie wpasują się w trendy tego sezonu. Nie ma obawy, że paznokcie nie będą pasować do ciepłego, stylowego płaszcza, czy wełnianego swetra. Prym wiodą zatem kolory stonowane, klasyczne, pasujące tak naprawdę do wszystkiego. Od mocnego, imprezowego makijażu po elegancki strój do pracy.

Będę nieskromna i pochwalę sama siebie - wyszły mi te zdjęcia! Naprawdę uważam, że jakoś tak wszystko razem zagrało i udowodniło, że jest to świetna kolekcja na najbliższe, mroźne miesiące
Poniżej znajdują się linki do każdego z lakierów z najnowszej kolekcji Legendary Six by Margaret.

Buteleczka lakieru zawiera 7ml produktu i kosztuje 29.99zł. Dostaniecie je w sklepie internetowym Semilac lub na wyspach, w centrach handlowych. 


525 Navy Grey - szarość, w której zatopiono nuty zieleni i niebieskości
526 Teal - morski
527 Burgundy  - przepiękny, ponadczasowy burgund
088 Blue Ink - intensywny, soczysty kolor atramentu
528 Orange  - elektryzujący oranż
529 Beige - stonowany beż


Semilac jednak wciąż zaskakuje i nim się obejrzycie, potraktuje nas w tym roku prawdziwą bombą! Śledźcie Magazyn Manifique, w którym znajdzie najnowsze trendy i triki, które przydadzą się do ich wykonania.

Ja już teraz mogę Wam obiecać, że w zbliżających się tygodniach będzie gorąco! Na pewno przybliżę Wam temat Semilac Cat Eye 3d, na tapet weźmiemy też kolekcję Platinium i niezbędnik jaki powinna mieć każda miłośniczka zdobień ;) 


A teraz, powiedźcie mi szczerze, na który z kolorów z kolekcji Legendary Six by Margaret zdecydowałybyście się podczas zakupów? 

To jak? Uda się jeszcze zrelaksować?

Sunday, December 24, 2017 -


Wiem, że dzisiejszy dzień jest pewnie dla Was ogromnie zabiegany i nie macie czasu na nic. Jednak pomiędzy odgrzewaniem barszczu (u Was też się je barszcz z uszkami, czy jakieś dziwne zupy owocowe?), a kłótnią o to, gdzie kto siedzi przy stole, polecam zaszyć się w łazience. Choćby na 20 minut. I wykorzystać ten czas totalnie dla siebie. Najlepiej oczywiście włączając przy okazji świąteczną playlistę. 


> Ministerstwo dobrego mydła

Zaproponowałabym Wam pewnie wykorzystanie jakieś przyjemnej kuli do kąpieli, ale... Bóg mnie nie kocha aż tak mocno, żeby zagwarantować mi wannę, więc od lat muszę się prosić gdzieś na krzywy ryj. Z reguły zabieram ze sobą takie kule, gdy wiem, że w hotelu, w którym będę nocować, jest wanna. Dzieje się to jednak co najmniej raz na trylion lat, następny raz przypada "za 18 lat dokładnie, [gdy] planety w rządku ustawią się ładnie"*, więc... kule z reguły trafiają do moich znajomych, tych mniej pokrzywdzonych przez los. 
Teraz mogę Wam z dobroci serca polecić półkule od Ministerstwa Dobrego Mydła. Cieszy mnie niezmiernie, że mamy fajne marki pochodzące z mojego miasta (Szczecin). Z dumą pokażę Wam dzisiaj kilka ich specjałów. 
Półkule mam w wersji nagietkowej oraz cynamonowej. Ta druga przemawia do mnie od pierwszego powąchania i nie wiem, gdzie się w niej wykąpię, ale kurde - zrobię to! Pachnie boooosko! Każda miłośniczka smakowych, pachnących kaw, będzie zachwycona. Dla mnie tak pachnie idealna Chai Latte. 
Skupię się jednak na peelingu do ciała, który akurat miałam już okazję używać. Co tu dużo mówić - jest to najpyszniejszy peeling, jaki było mi dane używać. Kocham scruby cukrowe głównie przez to, że fantastycznie ścierają martwy naskórek, a przy okazji nie brudzą wszystkiego dookoła (kawowe) i nie podrażniają mojej skóry (solne).


> Glov 

Odkąd mam możliwość owijać sobie głowę uszkami królika od kolejnej polskiej marki... robię to nawet, jak tego nie potrzebuję (czyt. siedzę teraz i piszę ten wpis, mając na sobie te uszy i wyglądając komicznie. W tle leci All I want for Christmas. Send help ;). Przydaje się ten gadżet jednak za każdym razem, gdy mam ochotę na maseczkę, a nie chcę się potem babrać z moimi włosami, które na bank wpadną do niej, jeszcze niezasuszonej. Wcześniej jednak zmywam makijaż przy okazji korzystając z rękawicy tej samej marki. Jestem nią oczarowana! Dlatego używa mi się tego duetu bardzo fajnie. Gdy mam dłuższą chwilkę, dobrze sprawdza się też po nałożeniu olejku na skórę twarzy. Mam tendencję do tego, że tego typu produkty długo mi się wchłaniają, a włosy lubią żyć własnym życiem i wtedy czuję się tak, jakbym pomalowała sobie całą twarz błyszczykiem, który na bank je przyciągnie. Więc po co ryzykować? 


> Świeczka + herbata 

Najchętniej palę świeczki właśnie o tej porze roku. Jesień mnie już powoli do tego nastraja, jednak taka typowa zima, to u mnie świeczka i koniec! Nie jestem jakąś niezrównoważoną posiadaczką wielkiej ilości niepotrzebnych rzeczy, więc mam w swojej kolekcji *kaszel* osiem *kaszel* egzemplarzy. Najprzyjemniej pali mi się oczywiście te o waniliowej, słodkiej nucie.
Tak samo, jak świeczki, kocham też zimowe herbatki. A święta to idealny czas, żeby wypić co najmniej 1500 kubków aromatycznych mieszanek ;)

> Podgrzej sobie szlafrok! 

Eee... tak, dobrze czytacie. Wcale się nie pomyliłam i nie wciskam Wam jakichś głupot! Wiem, że to śmieszne, ale... kurde, działa :D Zawsze, gdy biorę prysznic, wieszam swój szlafrok na cieplutkim grzejniku, na którym mój puchaty kolega się przyjemnie nagrzewa. A nałożyć na siebie coś tak cieplutkiego zaraz po gorącym prysznicu i szoku termicznym po otworzeniu drzwiczek kabiny, to idealna sprawa!

*jak mi ktoś zgadnie w komentarzu skąd jest ten cytat (nie sprawdzać w Google!), to normalnie... jest moim kumplem od serca ;)

Ja trochę dałam ciała podczas pisania tego Blogmas. Sprawy zawodowe i prywatne dość mocno przeszkodziły mi w regularnym publikowaniu, dlatego uraczyłam Was tylko trzema postami. Sądzę jednak, że lepszy rydz, niż nic ;) Wpadnijcie jednak do dziewczyn!
aGwer   Agu Blog   Paulina blog   pisały częściej, poruszały fajne tematy i napstrykały mnóstwo pięknych zdjęć! Dziękuję Wam dziewczyny za wspólną zabawę :)

Życzę Wam Wesołych Świąt i przede wszystkim spokoju. Żeby na chwilę zwolnić, wychillować i odpocząć :) 

Semilac Platinum - najnowsza kolekcja brokatowych lakierów hybrydowych i propozycja świątecznych paznokci!

Tuesday, December 19, 2017 -


Semilac przyzwyczaił nas wszystkich, że wypuszcza nowości praktycznie co chwilę. Tym razem kolekcja dotyczy głównie błyszczących lakierów, które śmiało mogą zastąpić element biżuteryjny! 
Przy okazji dzisiejszego wpisu z serii Blogmas, chciałabym Wam przedstawić, jak te błyskotki prezentują się z bliska. 

> o czerwieni idealnej - pomadka NARS, której potrzebujesz!

na zdjęciu kolory od najmniejszego, do największego 254-262

Dziewięć nowych lakierów hybrydowych o wykończeniu brokatowym, powinno spełnić marzenia każdej maniaczki błysku. Wybierać można tutaj bowiem z naprawdę przeróżnych odcieni. Moimi faworytami są tutaj oczywiście dwa odcienie złota: 260 Light Gold oraz 261 Yellow Gold


Z przyjemnością patrzę też na malinowe złotka, które fajnie sprawdzą się właśnie w świątecznych propozycjach paznokciowych. Intense Pink, Violet oraz Rose Brown, to moi faworyci! 

Fajne jest też to, że w prosty sposób możemy ominąć trudy malowania skomplikowanych wzorków na paznokciach. Takie błyszczące, brokatowe cienie sprawią, że manicure będzie wyglądać na bardzo profesjonalnie wykonany. Otoczenie na pewno będzie sądzić, że poświęciłyście mu wiele czasu. Podczas gdy... cssiii, to zostanie nasz mały sekret. Dlatego wszystkie leniuszki powinny się przyjrzeć tej serii nowości Semilaca. 



Tutaj wykorzystałam do manicure kolor 258 Intense Pink. Dodałam też odrobinę koloru Yellow Gold



A tak pięknie reaguje na nieostrość kolor Yellow Gold. Prawda, że jest przepiękny? 


Kolekcja Platinum od Semilac, to must have na zbliżający się okres świąteczno-noworoczny oraz karnawałowy. Błyszczeć bowiem muszą również nasze paznokcie. A że ja błysk kocham i nie wyobrażam sobie bez niego życia - gorąco zachęcam do sprawdzenia tych nowości! 

Buteleczka (7ml) lakieru hybrydowego kosztuje w tym przypadku 33zł. 


Nie zapomnijcie wpaść na blogi dziewczyn! Dzisiaj kolejny dzień naszego wyzwania Blogmas, a ja gorąco zachęcam Was do odwiedzenia Agu BlogaGwer oraz Paulina blog

Koniecznie dajcie mi znać, czy któryś z najnowszych lakierów Semilac, przypadł Wam do gustu! Macie już plany na świąteczno-noworoczne paznokcie?

Tej pomadki potrzebujesz w swoim życiu! Powermatte Lip Pigment od NARS

Monday, December 18, 2017 -


Ala, to miłośniczka czerwonych ust. Wiecie to? Wiecie. 
A wiecie, że Ala nie nosi ich ostatnio zbyt często? Nie wiecie, bo się tym nie chwalę. Odcięłam się od moich korzeni i jest mi z tego powodu smutno.  W tym jesienno-zimowym okresie wracam jednak powoli do tego przyzwyczajenia. W końcu, czerwone usta dodają mi pewności siebie i jakoś tak... czuję się w nich bardziej kobieca. 


Jednak, gdy do moich rąk trafiła TA pomadka, byłam (i jestem) nią tak oczarowana, że nie mogę przestać jej kochać. NARS zrewolucjonizował właśnie moje wyobrażenie o czerwonej pomadce i naprawdę, gorąco Was zachęcam choćby do sprawdzenia tego produktu w sklepie. 

Powermatte Lip Pigment, którą posiadam, nosi nazwę Starwoman. To intensywna, bardzo żywa czerwień, która fenomenalnie prezentuje się na ustach. Sam produkt jest ekstremalnie napigmentowany, przy czym wystarczy go naprawdę odrobina! Jestem w totalnym szoku, ponieważ sprawia wrażenie, że jest praktycznie wodą. Umalowane usta wyglądają bardzo lekko i bez tej nieprzyjemnej, zaschniętej skorupki, którą potrafią tworzyć niektóre pomadki. Jest intensywnie, ale przy okazji bardzo lekko. Wszystko dzięki tej delikatnej formule, która nie obciąża ust. Noszona kilka godzin odrobinę wysuszy usta, ale w porównaniu do innych matowych pomadek, jest to naprawdę odrobina. Taka to już formuła, że jak chcemy trwały mat, to musimy się liczyć z tym, że o usta będzie trzeba zadbać balsamem. 


Trochę kosztuje, bo jej cena, to 127zł, ale... jej trwałość naprawdę powala. Starczy więc na bardzo długie miesiące. Poza tym, posiada fenomenalnie wycięty aplikator, dzięki któremu swobodnie wyrysujcie idealny kształt ust. Byłam osobiście bardzo zaskoczona tym, że tak łatwo można uzyskać nim idealny efekt. Precyzja przy wyrysowywaniu konturu w przypadku tak intensywnych kolorów, to podstawa. A potem, jedno przesuniecie aplikatorem po ustach i idealnie umalowane usta mamy w mniej, niż minutę.


Sama pomadka jest niezwykle trwała. Bardzo podoba mi się też fakt, że kolor odrobinę wgryza się w wargi, dzięki czemu, gdy pomadka się zjada, nie wyglądamy karykaturalnie. Jest po prostu BOSKA! 


A tak prezentuje się na ustach. Prawda, że prawdziwe cudo?

Dziś pierwszy dzień, podczas którego próbuję swoich sił w tygodniowym wyzwaniu Blogmas. Razem z Agu BlogaGwer oraz Paulina blog, będziemy pisać Wam o naszych świąteczno-noworocznych inspiracjach. Mam nadzieję, że zajrzycie na blogi dziewczyn i z przyjemnością będziecie śledzić nasze wyzwanie!

A teraz dajcie mi znać w komentarzach, czy jesteście fankami takich kolorów na swoich ustach! Czekam na Wasze opinie :) 

NARS x Man Ray

Monday, December 11, 2017 -



Dziś pokażę Wam piękny set czterech pomadek marki NARS, który niestety prawdopodobnie nie będzie u nas dostępny. Za to możecie dorwać kilka innych produktów z serii NARS x Man Ray, która to zachowana została w biało-czarnych tonach pod względem designu, ale błyszczy się za to wnętrzami. Prawdziwie Festive!


Poprzednie posty o NARS:
> NARS, Complete Matte Concealer 

Mam w swoich zbiorach jeszcze najnowszą paletkę cieni, ale na recenzję musicie chwilencję poczekać. Nie wyrobiłam się bowiem z napisaniem tekstu, choć zdjęcia mam porobione już od dawna. W dodatku, rzadko mam okazję ją sobie używać, bo na co dzień raczej nie szaleję z makijażem do pracy. Intensywnie sprawdzam ją za to w weekendy i bardzo proszę o jeszcze tydzień-dwa. Wtedy wrzucę Wam moje ostatecznie osądy. 


A teraz to cudo, czyli zestaw czterech aksamitnych pomadek do ust, zamkniętych w złotej, PRZEPIĘKNEJ kosmetyczce z wytłoczonymi ustami. Bardzo mi się podoba, jest niewielkich rozmiarów, idealna na spakowanie kilku najpotrzebniejszych rzeczy i wrzucenie do torebki. Kobiecy ideał. No i jak wygląda! Zazdrość w oczach koleżanek, gwarantowana! 

W środku znajdziecie cztery pełnowymiarowe pomadki, w dość niecodziennych kolorach. Dwa z nich niezwykle przypadły mi do gustu i będę ich używać, dwa inne... no, już niekoniecznie. 
Mamy tutaj do dyspozycji:



  • Endangered Red - bordowa, matowa czerwień. Nie muszę chyba pokazywać palcem, że podoba mi się z całej kolekcji najbardziej. Jest intensywna, bardzo elegancka i krzycząca "jestem tutaj!". 
  • Toundra - to prawdziwie rdzawy kolor. Oczywiście, nie mogło go zabraknąć w satynowym wykończeniu. Czy znajdzie swoje fanki? Nie wiem. Ja osobiście nie jestem nim ani oczarowana, ani nie zrobił na mnie wrażenia, po umalowaniu ust. Taki sobie, meh. 
  • Wild Ways - to mahoń, który ma lekko błyszczące wykończenie. Nie daje pełnego krycia, jak matowe wersje pomadek wspomnianych wcześniej, ale całkiem dobrze wygląda na ustach. Trochę się tego koloru u siebie obawiałam, jednak bądź co bądź uważam, że nie wypada najgorzej. 
  • Spell Bound - jako jedyna jest w błyszcząco-przezroczystym wykończeniu. I choć kolor podoba mi się niezwykle, jest dość trudna w pracy. Niestety na podkładowych ustach wygląda, jakby zastygłam nam na nich pasta do zębów. Najlepiej prezentuje się na naturalnych ustach w towarzystwie balsamu (wtedy nie podkreśla suchych skórek) lub w jako top do innych kolorowych pomadek. Wymaga pracy, więc nie jest prosta w obsłudze, ale ma w sobie coś takiego, że mimo wszystko dobrze mi się po nią sięga. 



Sama forma pomadki jest dość wygodna. Można ją bowiem śmiało temperować i wrzucać do torebki. Przyjemnie się jej używa i nie ma problemu w kwestii wyrysowania idealnego konturu. Jest trwała, choć liczyłam że w macie będę mogła liczyć na jeszcze większą trwałość. Kilka godzin możemy mieć spokój. Nie zdaje jednak próby jedzeniowej - tutaj trzeba liczyć się z faktem, że zniknie z powierzchni ust. Takie ciemne, dość nietypowe kolory mają to do siebie, że w specyficzny sposób schodzą z ust, więc i tutaj trzeba być przygotowanym na ewentualne poprawki w ciągu dnia.


Tak, jak Wam wspomniałam. Pomadki niestety nie są dostępne w polskiej Sephorze. A szkoda! Zestaw w Stanach kosztuje (po przecenie!) 39$, a jego wartość to 99$. Biorąc jednak pod uwagę, że tylko dwie pomadki podobają mi się naprawdę (z czego jedna jest dość trudna w pracy), to warto się skusić tylko ze względu na kosmetyczkę. Oczywiście, jeśli jesteście fankami takich pstrokatych dodatków. No, chyba że do gustu przypadły Wam kolory, których ja nie polubiłam :)

Jak podoba się Wam ta kolekcja? Kupiłybyście ją, gdyby była u nas dostępna?
Dajcie znać w komentarzach! 

Kolekcja, Burberry Festive 2017

Monday, December 4, 2017 -


O tym, że jestem wielką fanką marki Burberry wiecie już od dawna. Wielokrotnie wspominałam Wam o tym na blogu, że ta firma kosmetyczna nie tylko dobrze wygląda, ale też i fantastycznie działa. I taka jest prawda. Za stylowy design powinno się im przyznać same piątki, ale kosmetyki, które możemy sobie u nich sprawić, mają wyjątkowo dobrą jakość. 

Dzisiaj prezentuję Wam, jak wygląda z bliska najnowsza, zimowa kolekcja Burberry Festive 2017. 
Jest totalnie iskrząca i po prostu przepiękna, więc już bez zbędnego gadania, przybliżę Wam trzy nowe produkty. 

Po pierwsze płynny rozświetlacz


Jestem totalną sroką i jak tylko widzę coś błyszczącego, od razu potrzebuję tego w życiu. A te rozświetlające kropelki, potrzebuje w swojej kosmetyczce KAŻDA miłośniczka rozświetlenia na policzkach i nie tylko. Produkt ten bowiem jest wielozadaniowy. Możemy nim swobodnie pobawić się w strobing - tak modny w zeszłym sezonie. Fantastycznie wygląda na szczytach kości policzkowych i w każdym miejscu na twarzy, które chcemy uwypuklić odbijanym blaskiem. Możemy też dodać kilka kropel do bazy pod makijaż, kremu nawilżającego czy po prostu podkładu, tak by stworzyć lekko lśniącą i niezwykle zdrowo wyglądającą cerę. Idealnie sprawdzi się też podczas świątecznych spotkań, czy sylwestrowo-karnawałowych zabaw. Można nim bowiem zaznaczyć dekolt i ramiona. 

Burberry, Illuminating Drops Glow Concentrate w kolorze Metallic Pearl 01 (140zł) jest bardzo napigmentowany, wystarczy więc niewielka ilość by móc cieszyć się piękną taflą. Ma lekko perłowo-biały odcień, który w miarę wmasowywania w skórę i blendowania, przynosi efekt delikatnego złota.



Po drugie cień 

Zimowy makijaż to dla mnie bardzo proste kroki. Idealna cera, rozświetlone policzki i mocny akcent na ustach. Oczu w moim pośpiechu do pracy, praktycznie nie maluję. Staram się jedynie przypudrować powiekę, mocno wytuszować rzęsy i rozświetlić wewnętrzny kącik. Idealnie do tego sprawdza się właśnie nowość Burberry, czyli Eye Colour Contour w kolorze 151 Sheer Gold (125zł). Ładnie mieni się własnie delikatnym złotem i pięknie odbija światło. Łatwo dzięki temu oszukać świat dookoła, że wspaniale się wyspałyśmy i jesteśmy wypoczęte. Formuła jest kremowa i łatwo się rozciera, więc można tym cieniem śmiało zaznaczyć całą ruchomą powiekę i cieszyć się z fajnego makijażu.



Po trzecie pomadka 

Kocham czerwienie, to też nikogo nie dziwi, prawda? Ja nie wiem, jak się to stało, ale mam nieodparte wrażenie, że Burberry stworzyło idealną kolekcję specjalnie dla mnie. Czuję się dość mocno wyjątkowa :D Ale już nie śmieszkując, najnowsza pomadka z serii Full Kisses, ma odcień Deep Crimson (125zł). I właściwie nic więcej nie powinnam dodawać odnośnie jej odcienia, bo właśnie taki szkarłatny jest ten kolor. Jest to limitowana edycja, a więc gratka dla każdej miłośniczki kolekcjonowania różnych czerwieni. 
Sama pomadka ma niezwykle komfortową formułę. Jest przyjemna w aplikacji i tak, jak jej koleżanki z tej serii, pięknie błyszczy. 

A Wam spodobała się ta kolekcja? Chcecie ją zobaczyć w makijażu?
Dajcie znać w komentarzach! 

Ala, a jak zacząć robić piękne zdjęcia na Instagram i bloga? || Radzą Wam aGwer, Miskejt, Agu blog i ja!

Wednesday, November 29, 2017 -


Dawno nie było już żadnej blogerskiej akcji, a ja nie lubię, jak jest nudno (Totalne kłamstwo! Wolę leniuchować i leżeć do góry brzuchem, ale głośno tego nie powiem). Dzisiaj na moim blogu przeczytacie o moich sposobach na robienie zdjęć na bloga, ale też na Instagram. Co więcej, na moich poradach się nie skończy i możecie dziś zajrzeć też na blogi trzech inspirujących dziewczyn: aGwer, Miskejt oraz Agu. Dziś jesteśmy, jak drużyna blogowych Avengersów i przybywamy z pomocą oraz odpowiedziami na najważniejsze i najczęściej zadawane przez Was pytania! 

Pamiętam czasy - Wy pewnie też - gdy jakość zdjęć na blogach się kompletnie nie liczyła. Jakoś tak, temat ten był bardzo spychany na drugi tor. Każda z nas przechodziła pewnie etap używania telefonu, jako aparatu, kiepskiej perspektywy, czy problemów ze światłem. Świat jednak pognał do przodu, a estetyka idealnego życia z Instagrama, przeniosła się na blogi. Nie wyobrażam sobie teraz, aby ktoś traktował moją pracę, jako profesjonalną, gdybym znów robiła zdjęcia, jak na początku swojej drogi. Nie czuję się ekspertem, dość mocno eksperymentuję i miewam lepsze, jak i gorsze dni w tej kwestii. Mam jednak kilka sprawdzonych porad, którymi dzisiaj się z Wami podzielę. 

Gdzie kupować?

Warto wybierać się do sklepów z dodatkami do mieszkania, czy innymi pierdółkami, które śmiało można potem postawić na półce, czy w rogu mieszkania. Przyda się tak naprawdę wszystko. Od doniczek, po kubeczki, druciane, złote kosze, a nawet i lampeczki. Do moich ulubieńców w tej kategorii zaliczam niezmiennie: 

Euro Firany - ten sklep tylko tak kiepsko się nazywa; w środku jest całe mnóstwo pięknych dodatków.

NanuNana, Pepco - tutaj znajdziecie pierdółki do zdjęć, od drewnianych dodatków, po malutkie lampeczki do rozmycia w tle. Jest tanio, niekoniecznie solidnie, ale czasami trafiają się fajne rzeczy. 


Homla, Duka, Home&You, Mensa Home - te sklepy z dodatkami do mieszkania są już trochę droższe, ale polecam je z dwóch powodów. Po pierwsze, na promocjach można tutaj upolować naprawdę niezłe sztuki (zwłaszcza teraz, gdy mamy okres przedświąteczny!). Po drugie, tutaj przy okazji inwestujecie w porządne i stylowe dodatki do domu. Solidna, drewniana taca, idealnie sprawdzi się na fotkach, ale potem może Wam służyć w kuchni. 

Dodatki możecie też wybierać do woli w takich sklepach, jak H&M Home (swoją drogą, wiedziałyście że nazwę tego sklepu po szwedzku czytamy hoem? Dla mnie to nadal haendem ;) ), czy Zara Home. Tam dostaniecie dosłownie wszystko. Dodatki do jadalni, do kuchni, zastawy, lampki, dywany, pościele. Wszystko oczywiście totalnie instagramable. 


Odwiedzajcie regularnie TK Maxxxa, jeśli macie w ogóle ten sklep w swoim mieście. Jest to prawdziwa skarbnica stylowych dodatków do zdjęć, ale też i do mieszkania. Ja w ten sposób zawsze tłumaczę swoje zakupy. "Przecież to się przyda w domu", a że przy okazji pięknie będzie się prezentować na zdjęciach, to inna kwestia ;) 


Aha... I wiecie, nie zapominajmy o Aliexpress. Szykuję dla Was wpis o tym, jakie dodatki warto tam zamówić. Znajdziecie w nim pewnie moje całe polecando, bo nie omieszkam uraczyć Was linkami. Dostaję od Was tyle próśb i zapytań o tę kwestię, jak pokazuję Wam cokolwiek na Insta Stories, że łatwiej mi będzie zrobić dla Was taki wpis raz a porządnie. Tam to dopiero jest impreza! 

Czasami jednak nie trzeba kupować specjalnych dodatków do zdjęć. Wasze otoczenie też może służyć, jako świetne miejsce do zdjęć. Macie gdzieś niedaleko piękną kawiarnię? Na pewno warto się w niej zapytać, czy mieliby coś przeciwko, jeśli pstrykniecie sobie u nich kilka zdjęć. Z reguły nie ma z tym problemu. 


Gdzie się inspirować? 

Zaglądajcie na Instagram i na Pinteresta. Gdy nie mam w sobie choćby grama pomysłu na zdjęcia, robię sobie najpierw małą rundkę po moich ulubionych kontach na Insta. Przydatna jest też opcja zapisywania zdjęć, dzięki czemu bez problemu można do nich wrócić, gdy same mamy czas na fotki. 
Pamiętajcie, jak się inspirować, to najlepszymi! 
Nie słuchajcie też tekstów, że "ooo, to już było, cały Instagram tak wygląda". Podoba się Wam taki a nie inny styl? Lubicie oglądać takie fotki? Tworzenie swoich w tym stylu sprawia Wam wiele radości i satysfakcji? Jeśli choćby na jedno z tych pytań odpowiedziałyście twierdząco, polecam pomachać środkowym palcem całemu światu i skupić się na dalszym doskonaleniu swoich fotek. Po prostu. Robicie zdjęcia przede wszystkim dla siebie, bo to WY macie być zadowolone z efektu. Jak podoba się on Wam, to nie pozostaje nic innego, jak podzielić się nim z publiką. Tyle <3 

Ostrzegam jednak, że i Instagram, i Pinterest, mają swoje dwie ogromne wady. Po pierwsze, możecie się liczyć z tym, że jeśli nie nastawicie sobie minutnika, to spędzicie na nim co najmniej godzinę... Takie piękne zdjęcia można oglądać, oglądać i oglądać w nieskończoność. Po drugie, będziecie chciały sobie to wszystko kupić. A tutaj tak przy okazji mogę Wam polecić korzystanie z usług lokalnych, polskich firm. Fajnie jest je wspierać i cieszyć się produktami, które zostały stworzone przez czyjeś łapki specjalnie dla Was :) 


Co dobrze wygląda na fotkach w okresie jesienno-zimowym? 

Koce, swetry
Tutaj przydadzą się wszystkie grube, dziergane swetry. Stare szaliki, które robiła Wam na drutach babcia. Grube, cieplutkie i milusie koce, którymi opatulamy się o tej porze roku (dobre i tanie są w Pepco, a droższe i bardziej fluffy dostaniecie w TK Maxxach, czy w Home&You). I tak modne ostatnio koce z wełny czesankowej. Drogie to cholerstwo okropnie i wcale nie jest takie mięciusie, na jakie wygląda, ale kurde - same widzicie, jak pięknie prezentuje się to na zdjęciach. (Mój jest z Turkusowej Manufaktury)


Liście, kwiaty, natura

Dobrze sprawdzą się teraz zasuszone liście. Co prawda, coraz ich mniej, ale jeszcze da się je gdzieniegdzie upolować. Więc jeśli w weekend wybieracie się na spacer, to warto przytargać ze sobą taki bukiecik, jak za dawnych czasów, gdy chodziło się do przedszkola. Ludzie się trochę dziwnie patrzą, ale wiecie... czego to się nie robi dla pięknych zdjęć. 
Takie liście możecie też dorwać  w dobrych kwiaciarniach. Co poza tym? Kwiaty doniczkowe, intensywnie zielone, nieśmiertelna gipsówka, białe goździki i róże. 


Bokeh, lampki, świeczki

Komu się nie podoba ten efekt? No komu? Wiadomo, że każdemu. Warto więc wyposażyć się w fajne świeczki (te droższe, czyli Yankee, czy Bath&Body Works, albo tańsze np. DW Home z TK Maxxxa - około 16zł za sztukę, piękne zapachy i fajne opakowania, idealne jako dodatek na zdjęcia). 
W grę wchodzą też światełka, które możecie dostać w każdym sklepie z pierdółkami (tutaj szczególnie polecam NanuNana), a jeśli możecie poczekać na przesyłkę, to zamówcie je na Ali. 


Czego nie radzę? 

Mieszać kilku kompletnie niepasujących do siebie kolorów
Czasami wiadomo na pierwszy rzut oka, że złote dodatki będą kiepsko komponować się ze srebrnym confetti, a czerwone materiały kiepsko zagrają z pomarańczowymi elementami. W takich sytuacjach mniej znaczy więcej. Jeśli decydujecie się na jakiś mocny kolor, najlepiej będzie, jeśli będzie jeden. Unikniecie w ten sposób chaosu i ogólnego wrażenia, jakbyście nie wiedziały co robicie. No, chyba że wiecie co robicie i takie pomieszanie z poplątaniem wyjdzie Wam fenomenalnie. Wtedy chylę czoła! ;) 


Układać rzeczy, jak od linijki 
Wierzcie mi, że tak długo, jak nie prowadzicie profilu na Instagramie, który swoim stylem mogłby wpasować się idealnie w hashtag #nieboperfekcjonistów, nie musicie układać każdego elementu na zdjęciu tak, jakby jego obecność kilka minimetrów od dokładnego umiejscowienia, miała zwiastować koniec świata. Czasami lepiej jest coś rozsypać, rzucić, pokruszyć... Jest bardziej autentycznie, mniej sterylnie i przede wszystkim, swojsko. Musicie pamiętać, że Wasze zdjęcia oglądane są przez ludzi.


Robić zdjęć na siłę 
Nie ma nic gorszego, niż zły dzień do zdjęć. Czasami może to być spowodowane pogodą, która aktualnie nas nie rozpieszcza i co tu dużo mówić, trzeba zacisnąć zęby i poczekać do wiosny, aby za oknem pojawiły się w końcu oznaki pięknej pory roku, która sprzyja zdjęciom. Słońca jest teraz, jak na lekarstwo, a każda z nas, która prócz blogowania, ma na głowie jeszcze pracę, czy uczelnię, wyczekuje weekendów, by w końcu móc zabrać się za pstrykanie fotek. Czasami jest też tak, że po prostu budzimy się i nic nie wychodzi. Mnie też zdarzają się takie dni i im bardziej kombinuję, im bardziej próbuję zrobić jakieś piękne zdjęcia, tym gorzej mi to wychodzi. Wkurzam się wtedy niemiłosiernie i jedyną receptą na takie sytuacje jaką posiadam, jest odpuszczenie. Czasami po prostu nie warto się szarpać z aparatem i odpuścić. Poczekać na lepszy dzień. 

Ufff! Jak ja się cieszę, że w końcu kończymy ten tydzień! Teraz tylko odpoczynek w weekend, choć z mojej strony nastawiony będzie na zmiany - muszę trochę poprzekręcać w moim życiu o 180 stopni. Bo wiecie, już jest „za nudno” 🙈🙈 Czy Wy też macie czasami dość, że inni wymagają od Was miliard rzeczy, a sami nie są w stanie spełnić choćby 5% swoich obietnic? Same here! Dlatego zbliżający się koniec roku uważam za idealną porę do poszukiwań nowych wyzwań 😊 trzymajcie kciuki! 💕 Ostatnio moje konto to same flatlaye, nie? Pokochałam je na maksa ❤️❤️❤️ Wszystkie kosmetyki dostępne w perfumerii @sephorapolska Coraz bliżej do Fenty Beauty ❤️ #fenty #sephora #beauty #makeup #makijaż #flatlay #mybeigelife #wood #kindle #bookstagram #gold #flatlaystyle #kosmetyki #recenzje #nice #cute #follow #best
Post udostępniony przez Alicja Jarząbek | Ala ma kota (@alamakotaa)

Na koniec raz jeszcze odsyłam Was na blogi dziewczyn, na których znajdziecie całe mnóstwo inspiracji do zdjęć i nie tylko:

Agu blogaGwer blogMiskejt

Mam nadzieję, że post przypadł Wam do gustu i czekam teraz na Wasze komentarze! Lubicie robić zdjęcia? Kupujecie już dodatki nie tylko do domu, ale i na zdjęcia? ;) 

Semilac Flash - nowe pyłki Aurora oraz syrenka

Wednesday, November 22, 2017 -


Czy kogoś to jeszcze dziwi, że Semilac zaskakuje nas nowościami praktycznie co chwilę? Jeszcze się dobrze nie pozbierałam z wrażenia przy kolekcji biznesowej, a już wyskoczyły nam lakiery termiczne (jeszcze je Wam pokażę!) oraz trzy nowe pyłki do zdobień, o których to będzie dzisiejszy post. 


Gwarantuję Wam jednak, że kolory te Wam się totalnie spodobają, więc już radzę zapisywać je w notesie. Tak wiecie, w razie czego, jakby Mikołaj nie miał pomysłu na Wasz prezent, a Wy byście chciały być obdarowane :) 




Cieszę się niezmiernie, że Semilac w końcu wypuścił na rynek Syrenkę Mermaid 683. Jej cena to 19zł i jest mocnych rywalem dla marek konkurencyjnych. Ten pyłek wcieramy w lakiery, które pozostawiają warstwę dyspersyjną. Mieni się ona właśnie, jak rybi ogonek, bijąc blaskiem różu, złota i pomarańczu. Nie osiągniecie nią idealnej tafli, ale myślę, że każda z nas kochająca błyskotki, z chęcią przytuli tę nowość Semilaca. 

Aurora Pink 682, to kolor klasycznego różowego złota. Ideał wśród miłośniczek błysku, zwłaszcza tego w pełni modnego. Aurora Gold & Green, to pyłek, który jest mieszaniną złota oraz zieleni. Cena pyłków Aurora, to 33zł. Pyłki te  wcieramy w lakiery bez warstwy dyspersyjnej (np. top no wipe), a następnie zabezpieczamy jeszcze jedną warstwą takiego samego produktu. Dzięki temu osiągamy tak zwany efekt tafli. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli chcecie uzyskać efekt drobinowy, to jak najbardziej, możecie zatopić pyłek w lepkiej warstwie powstałej po utwardzeniu lakieru kolorowego. Sprawdza to się idealnie, jako element biżuteryjny. Najpiękniej prezentują się na kolorach jasnych, kremowych, jednak mieszać i miksować możecie je całkowicie dowolnie. Wcieramy je palcem lub specjalnym aplikatorem. 


Musicie mi tylko wybaczyć brak zdjęć na próbniku. No nie miałam kiedy ich zrobić, ale obiecuję, że w weekend zaktualizuję ten wpis i wrzucę Wam jeszcze zdjęcia, jak produkt prezentuje się na pomalowanych paznokciach. A wierzcie mi, jest bosko! 


A teraz gratka dla każdej miłośniczki tej marki, która pochodzi ze Szczecina lub okolic. Słuchajcie, mam fantastyczne wieści! W otwartej ostatnio nowej części Galaxy, znajdziecie wyspę marki Semilac, w której kupicie każdą nowość, która wchodzi na rynek. Strasznie się cieszę, że w końcu będzie można tę markę dorwać stacjonarnie i myślę, że fanki pięknych paznokci mają się z czego cieszyć. A jeszcze, jakby tego było mało, to w sobotę otwarta została pierwsza szczecińska Akademia Semilac, w której będzie można nauczyć się malowania paznokci od postaw, ale też trudniejszych zdobień czy przedłużania paznokci. No nie powiecie mi, że się nie cieszycie! Ja jestem ogromnie podekscytowana, że teraz już wszystko mamy na miejscu i serce mi rośnie, że marka tak pięknie się rozwija.


A teraz dajcie mi znać, czy takie błyszczące nowości w ogóle Was w sobie rozkochały? Lubicie element biżuteryjny na paznokciach? 
DO GÓRY