Laura Mercier, Velour Lovers

Friday, February 12, 2016 -


Moja kolekcja pomadek jest naprawdę duża. Tak duża, że przestałam już liczyć, ale szczerze się zastanawiam, czy nie powinnam pokazać jej tutaj na blogu. Może wtedy bym się opamiętała przed kupnem kolejnej. I kolejnej. I kolejnej. 
Nie, sama w to nie wierzę ;) Wy pewnie też! 

Pomadki Laura Mercier, to totalna nowość w moich zbiorach. Nowa kolekcja, która nosi nazwę Velour Lovers, właśnie trafiła do perfumerii Douglas. Nowych kolorów jest aż dziewięć /154zł/. Oprócz French Kiss oraz Boudoir, która pokazuję Wam w dzisiejszym wpisie, możecie znaleźć Sensual, Fantasy, Infatuation, Foreplay, Coquette, Temptation oraz Mon Cheri. 

Ja zdecydowałam się na dwa kolory, które zdecydowanie ożywiają moją cerę i podkreślają moją urodę. Dla mnie wiosna jest już za pasem, więc nie ma się co dziwić, że sięgnęłam po takie żywsze barwy.

Zacznę jednak od opakowania, które nienachalnie zdradza nazwę marki. Jest bardzo eleganckie i solidnie wykonane. Pomadki zamykają się na tak zwany klik. Osobiście, bardzo mi się to podoba. Jestem dość nawiedzona na tym punkcie, a takie maksymalne domknięcie skuwki przynosi mi niemałą satysfakcję.


French Kiss, to ciepły róż, który jest niezwykle dziewczęcy i bardzo kojarzy mi się z wiosną. Boudoir, to odcień dla odważniejszych z Was, które nie boją się soczystej fuksji, z domieszką fioletu.





Matowa pomadka daje efekt - powiedziałabym - satynowych ust. Nie wysusza ich, wręcz przeciwnie, przyjemnie je nawilża. Jej rewolucyjna formuła, która ma w sobie delikatne pudry matujące, łączy się z nawilżającymi właściwościami masła mango. Dzięki czemu usta pozostają gładkie, a efekt jest przyjemnie kremowy. Jej aksamitna konsystencja z przyjemnością sunie po ustach. Mocny pigment przyczepia się do warg już przy pierwszym pociągnięciu, a odpowiednio ścięty kształt, pozwala na precyzyjne wyrysowanie konturu ust. Ja mimo wszystko i tak wolę wspomagać się konturówką lub precyzyjnym pędzelkiem. Mieszanka wosków i olejku jojoba, a także kwas hialuronowy zapewniają wyjątkowy komfort noszenia.


Co ważne, pomadka nie migruje poza kontur ust i nie blaknie zbyt szybko. Śmiało utrzymuje się na wargach kilka godzin, a gdy znika, pozostawia po sobie delikatny pigment oraz nawilżenie.

Spodobały się Wam?

Moja kolekcja kremowych cieni do powiek

Wednesday, February 10, 2016 -



Clarins Ombre 05 Sparkle Grey 

Jego recenzja już dawno temu pojawiła się na blogu. Możecie o nim szerzej poczytać tutaj.

Stalowa szarość, którą posiadam, przepięknie się blenduje. Uwielbiam nakładać ten cień palcem. Jego formuła jest specyficzna, przy zetknięciu ze skórą czuć, że produkt jest pudrowo-kremowy. Pięknie się nakłada, nie tworzy plam i świetnie się utrzymuje. 

Kiko Milano, Cream Crush 06

Kupiłam go podczas wakacji w Portugalii. Brąz, w którym zatopione zostały delikatne drobinki złota. Kremowa konsystencja pozwala na przyjemną i bezproblemową aplikację. Cień jest  puszysty i bardzo napigmentowany. Nawet najmniejsza ilość pozwala na równe pokrycie powieki. Ideał na makijaż w pośpiechu!

Shiseido Shimmering Cream Eye Color  

O cieniach Shiseido również mogłyście poczytać kiedyś na blogu /klik/
Ich maślana konsystencja pięknie sunie po powiekach. BR727, czyli Fog, to delikatniejsza wersja cienia Clarins. PK 224 Mouselline, to natomiast delikatny i subtelny róż. Tego ostatniego lubię latem używać, jako kremowego rozświetlacza na szczyty kości policzkowych. 


Od lewej:Maybelline, Shiseido PK 224, Bobbi Brown

MAC, Paint Pot, Painterly 

Mój ulubiony cień, który powinien przy okazji być bazą, ale w tej roli się niestety u mnie nie sprawdza. Nie działa, jak klej i zbiera się w załamaniach powieki. Dlatego w tym celu używam bazy Primer Potion z Urban Decay. Mimo to, cudownie wyrównuje koloryt moich powiek, które bez makijażu, wyglądają, jakbym już je pomalowała w odcieniach brązu i beżu. Przy pełnym makijażu zakrywam to i stawiam na ujednolicony koloryt nie tylko cery, ale i skóry powiek. Painterly sprawdza się w tej kwestii cudownie! 

Od lewej: Shiseido BR727, Kiko, MAC

Max Factor Excess Shimmer 25 Bronze 

Kupiony jeszcze za granicą, teraz dostępny w Polsce, więc możecie go wypróbować i Wy. Tutaj poczytacie o nim więcej. Brązowo-złoty cień, który ma konsystencję musu. Świetnie się z nim pracuje, a raz nałożony i rozblendowany, pozostanie na swoim miejscu cały wieczór. Jego formuła szybko zastyga, więc radzę się spieszyć z pędzelkiem.

Maybelline Color Tattoo 70 Metallic Pomegranate 

Miałam już w swojej kolekcji dwa cienie Color Tattoo z Maybelline, ale skończyły one swój żywot. Przy pewnych zakupach zdecydowałam się na ten odcień, który jest dość unikatowy. Metaliczne drobinki zatopione w tym cieniu, pięknie odbijają światło. Jego piękna, burgundowa barwa mieni się na złoto. 

Od lewej: Bobbi Brown, Clarins, Max Factor

Bobbi Brown Long Wear Gel Sparkle Shadow + Liner 4 Sunlit Bronze 

Kolejny brązowo-złoty cień w mojej kolekcji, ale to już Was chyba dziwić nie powinno. Mam słabość do tego typu cieni, a ten jest wyjątkowy. Dzięki temu, że jego formuła jest bardzo skoncentrowana, świetnie sprawdza się zarówno w roli cienia do powiek, jak i żelowego eyelinera. Właśnie w tej formie lubię go używać najczęściej. Jest przepiękny i unikatowy, a jego trwałość naprawdę powala. Więcej o nim tutaj.

I to by było na tyle!
Co sądzicie o mojej kolekcji? Jakie są Wasze ulubione kremowe cienie?


Shiseido Ultimune Eye

Monday, February 8, 2016 -


Mniejszy kolega Shiseido Ultimune, zasilił w poprzednim roku grono rodziny tej marki. Opakowanie z pompką, tylko z wyglądu przypomina koncentrat do twarzy. Jest bowiem znacznie lżejszy, plastikowy. Idealnie sprawdza się w podróży. Buteleczka z pompką skrywa w sobie 15ml tego specyfiku. 



Dzięki kluczowym składnikom -  Ultimune ComplexTM i ImuMoisture ExtractTM, poprawiającym funkcje komórek Langerhansa, zapobiega niszczeniu skóry wokół oczu pod wpływem negatywnego działania czynników zewnętrznych. Zmniejsza ryzyko nadmiernego przesuszenia delikatnej skóry okolicy oczu, które odpowiada za osłabienie jej bariery ochronnej, a w konsekwencji zwiększoną podatność na zmarszczki, cienkie linie oraz inne widoczne oznaki starzenia się skóry. Ultimune Eye pozwala nie tylko rozwiązać istniejące już problemy skóry wokół oczu, ale również skutecznie zapobiega ich nawracaniu oraz pojawieniu się nowych. Poprawia kondycję skóry w obszarach: kontur, tonacja oraz tekstura. Stosowany w połączeniu z regularną pielęgnacją okolicy oczu zwiększa jej skuteczność działania.




Proces degradacji funkcji obronnych komórek Langerhansa w skórze wokół oczu jest bardzo szybki. Bariera ochronna w tym miejscu łatwo ulega uszkodzeniom. W związku z tym, obecne w skórze komórki Langerhansa tracą swoją zdolność do ‚wyłapywania’ i neutralizacji zagrożeń przyspieszając w ten sposób proces starzenia się skóry.

Używam go rano i wieczorem, zanim nałożę krem pod oczy. Czasami nawet zastępując nim krem, ale o tym ciiiii. Daje mi przyjemne nawilżenie, sprawia wrażenie treściwego, mimo że może pochwalić się lekką konsystencją. Wygładza okolice oczu, przyjemnie je nawilża i sprawia, że cieniutka skóra otrzymuje maksimum komfortu.

Dbacie o swoje okolice oczu? Czego aktualnie używacie?

#Makeup Menu - jagodowe usta

Friday, February 5, 2016 -


Zdania będą podzielone. Jedni powiedzą, że to śliwka, inni że jagoda. Ja stoję murem za drugim obozem. To zdecydowanie kolor ust, który zostaje po zjedzeniu świeżych jagód. Pamiętacie te ubrudzone koszulki, gdy się było dzieckiem?
Taa... tyle lat na karku, a to się nadal nie zmieniło :)

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam moją propozycję mocnego makijażu ust. Zima to idealna pora na to, żeby szaleć z intensywnymi, ciemnymi barwami pomadek. A ja z tego korzystam.


Na twarzy:
korektor Shiseido, Sheer Eye Zone Corrector
puder Bourjois, Silk Edition Velvet
kremowy róż Max Factor, Soft Pink
rozświetlacz Wibo
Kredka do oczu MAC, Teddy
Catrice, Brow Definer w kolorze 040
Maskara Maybelline, Lash Sensational 
Pomadka Shiseido, RS 656 Empress


Dobry stan cery, to rzecz, którą zawsze wykorzystuję do takiego mocniejszego looku. Wtedy dużo pewniej czuję się w intensywnych ustach. Inaczej mam wrażenie, że czerwień, czy inne konkretne kolory, przyciągają większą uwagę do zaczerwienień i niespodzianek na twarzy.

Mimo wszystko, z wiekiem nauczyłam się nosić mocniejsze usta. Doskonale się w nich czuję. Oczywiście, to nie zmienia faktu, że lubię też cieliste kolory, czy po prostu odrobinę błyszczyka :)

Szalejecie czasami z makijażem? Lubicie mocne usta?

Tanie rozświetlanie! Wibo, Lovely i Bell

Tuesday, February 2, 2016



Rozświetlacz, to mój ulubiony element makijażu. Chociaż... może trochę teraz kłamię, bo lubię też podkreślać brwi, używać bronzera/różu, pomadki... Dobra, rozświetlacz, to jeden z moich ulubionych elementów makijażu :) 

Mam w swojej kolekcji te droższe i te tańsze. Łącznie mogę ich naliczyć jakieś... poszłam do szafki je policzyć... 13! O Boże, jestem chora...

od lewej: Wibo, Lovely,Bell

Dzisiaj pokażę Wam trzy z nich. I wszystkie trzy mogę określić jednym zdaniem. Są genialnie napigmentowane, ładnie utrzymują się przez cały dzień, są wyjątkowe i przede wszystkim, tanie oraz łatwo dostępne. 

Wibo, Diamond Illuminator /ok. 10zł/ 

Złoto, ale w połączeniu z beżem. Według mnie, najbardziej unikalny i naturalny rozświetlacz, jaki możecie dostać na rynku. Tak, na rynku. Śmiało nazywam go najlepszym, jaki kiedykolwiek miałam i nie mam zamiaru zamienić go na nic innego. Nigdy, przenigdy. Utrzymuje się cały dzień, przepięknie się błyszczy, rozpromienia cerę. Zawsze, gdy go noszę, dostaję mnóstwo komplementów na jego temat. 

Lovely Gold Highlighter /ok.10zł/

Złotko, które mogę śmiało porównać do Mary-Lou z theBalm. To szampański odcień, który będzie pasował każdej z Was, która lubi mocne i intensywne rozświetlenie. Mogę go śmiało nazwać metalicznym. Dobrze wygląda też jako cień na powiece. Według mnie, ma jednak zbyt duże drobinki. Na moich policzkach jest mocno widoczny brokat, więc raczej staram się po niego nie sięgać w roli rozświetlenia kości policzkowych. Jako cień na środek powieki, czy w wewnętrzny kącik, to już co innego :) 

Bell, HYPOAllergenic /ok.16zł za 6g/

Daje efekt tafli, ale można z nim przesadzić. Przynajmniej ja tak uważam. Dla mnie za mocny na co dzień i w pojedynkę. Lubię go łączyć z Wibo, Diamond Illuminator. Świetnie sprawdza się jako rozświetlenie łuku brwiowego oraz wewnętrznych kącików oczu. Pięknie się błyszczy, chociaż jego kolor jest zimny, bardzo chłodny i powiedziałabym, że zimowy. Jest bardzo trwały, trzyma się na twarzy długie godziny i daje radę. Nie lubię tylko jego opakowania, bo moje ciężko się otwiera. Nie wiem, czy podobnie jest z innymi.

A jaki jest Wasz ulubiony rozświetlacz?

Urban Decay, primer potion w kolorze Original

Saturday, January 30, 2016 -



Baza pod cienie, to rzecz, którą muszę mieć w swojej kosmetyczce. Nie ma opcji, że użyję sobie w tym celu korektora, czy cienia w kremie. Co prawda, ten ostatni jeszcze jakoś fajnie się spisze, ale korektor nie utrzymuje cieni na mojej powiece. 

Dlatego baza, to rzecz, która musi być i koniec kropka. Długo szukałam idealnej. Takiej, która nie będzie się rolować, która wytrzyma cały dzień, i która sprawi, że cienie po kilku godzinach będą wyglądać tak samo pięknie, jak w chwili ich nakładania.

Podczas zakupu, zdziwił mnie fakt, że baza nie ma koloru. Byłam i nadal jestem tym faktem zawiedziona. Niestety, gdy wykończę to opakowanie (za jakieś miliard lat, bo baza jest niezwykle wydajna!), to zdecyduję się na cielisty odcień. Prawda jest taka, że potrzebuję wyrównania kolorytu powieki, a zabarwiona baza usprawniłaby mój makijaż. 

Wersja 11ml/99zł/, to oryginalna pojemność. Zanim dostałam ją w prezencie urodzinowym, posiadałam już wersję travel, która ma 6ml. Powiem Wam szczerze, że polecam sięgnąć po tę mini wersję. Ona i tak wystarczy Wam na bardzo długi czas, więc nie ma się nawet nad czym zastanawiać. 



Ilość, którą widzicie na grzbiecie mojej dłoni, to tak naprawdę za wiele na obie powieki. Ja używam 2/3 tej ilości. W każdym razie... chyba nie muszę nic dodawać odnośnie tego, jak pięknie podbija kolor cieni i jak wydobywa z nich prawdziwą głębię. Widać to na zdjęciu. Baza zachowuje się, jak klej. Gdy cień się już do niej przylepi, to nie ma możliwości, żeby się przemieścił. Dla mnie to baza idealna. Przez cały dzień mój makijaż wygląda tak samo, nie zbiera się w załamaniach, nie przemieszcza - jestem bardzo z niej zadowolona. 

A jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie? Używacie bazy, cienia w kremie, czy korektora?

#Makeup Menu - szary sweter i odważne usta

Thursday, January 28, 2016 -


Dawno nie pojawiło się na blogu żadne #makeup menu, więc mam zamiar to teraz zmienić. Będę Was torturować swoimi propozycjami w najbliższych tygodniach :D Dzisiaj pierwsza! 

Nudny szary sweter, to dla mnie smutna konieczność zimą. Co prawda, lubię szary kolor i lubię swetry, ale nie lubię być zmuszana przez pogodę do tego, żeby nosić je ciągle. Nienawidzę zimy. Ciągle nic mi się nie chce. Wstaję i jest ciemno, wracam do domu i jest ciemno. Ciągle jest ciemno, zimno, pada śnieg, na chodniku można sobie złamać nogę, potłuc tyłek, a z nosa zwisają sople lodu. 

Jedynym momentem, w którym zimę lubię, jest ten, w którym śnieg pada sobie za oknem, a ja siedzę w ciepłym mieszkaniu, z kubkiem herbaty w ręku.
Dlatego staram się przełamywać tę nudę i (prawie) zawsze, gdy zakładam szary sweter, robię sobie pełny makijaż, który ożywia i ociepla mi twarz. 



Na twarzy: 
Bourjois CC Cream
puder Bourjois, Silk Edition Velvet
bronzer MAC, Harmony
rozświetlacz Wibo
paletka In the balm of your hand, theBalm (odcień Mischevious Marissa, w załamaniu Bahama Mama)
Catrice, Brow Definer w kolorze 040
Maskara Maybelline, Lash Sensational 
Pomadka Shiseido RD 555, Spellbound

Pomadka, która gra dzisiaj pierwsze skrzypce, to jedna z nowości na jesień/zima od Shiseido. Początkowo nie byłam do niej przekonana. Uciekłam w nude, by teraz chętniej po nią sięgać. Niedługo pokażę Wam też w jaki sposób noszę jagodowy odcień (ale ciiii, nie zdradzam nic więcej :)) 



Spójrzcie tylko poniżej, jak ten cień przepięknie się błyszczy. Ostatnimi czasy po prostu go uwielbiam. Uważam go za idealny cień na co dzień. Świetnie rozświetla powiekę i odbija światło swoimi drobinkami. Jestem szczerze zakochana. 



Co powiecie o takim makijażu? Ja w mocnych ustach czuję się, jak ryba w wodzie!

Clarins, Mission Perfection Serum

Tuesday, January 26, 2016 -


Jak już Wam wspominałam w milionie innych postów dotyczących Clarinsa, jestem ogromną fanką tej marki. Dzisiaj jednak chciałabym Wam pokazać pewien produkt z pielęgnacji. 

Zamknięte w plastikowej, ale cieszącej oko buteleczce, serum jest zabarwione na koralowy kolor. Nie przejmujcie się jednak, nie ma opcji, że zabarwi też skórę. Jego lekka konsystencja pięknie rozprowadza się po skórze, tworząc delikatną i cieniutką warstwę, która walczy z zaburzeniami pigmentacyjnymi. 





Buteleczka skrywa w sobie 30ml/269zł/ produktu, który wydobywamy za pomocą dozownika. Ilość, która wydobywa się po wyciśnięciu jednej pompki, jest idealna. Samo serum, nie ma nic wspólnego z tłustą konsystencją. Jest lekkie, szybko się wchłania i rozświetla cerę. Zawiera niezwykłe połączenie ekstraktu z aceroli z heksylorezorcynolem, które skutecznie walczą z zaburzeniami pigmentacji skóry u ich źródła. Posiada wyjątkowe właściwości rozświetlające dzięki ekstraktowi z miłorzębu japońskiego, który momentalnie przywraca skórze utracony blask. Dzięki temu cera staje się jednolita i promienna, a jej koloryt idealnie wyrównany. Producent nie mówi jasno, że powinno się je używać tylko na dzień, ale jednak, wieczorną pielęgnację pozostawiam olejkowi Kiehl's Midnight Recovery oraz kremowi od Shiseido, Benefiance, WrinkleResist 24 ( o którym już niedługo)



Stosuję je już od dłuższego czasu i powiem Wam szczerze, że jestem zadowolona z efektów. Powoli, ale ładnie wyzbywam się przebarwień, które pojawiają mi się na twarzy głównie przez niespodziewanych nieprzyjaciół.  Fajnie się też spisuje pod makijażem, bo nie wpływa na to, że później nałożony krem na dzień się warzy. To uważam za plus. Moje poprzednie serum niestety dawało ciała /Clochee i jeszcze o nim niemile napisze :/ /.

Nadaje się też fajnie na wyjazdy. Jest lekkie nie tylko w swej konsystencji, ale także opakowanie śmiało można wcisnąć do kosmetyczki, nie martwiąc się o wagę bagażu. 


Lubicie Clarinsa? Jakie jest Wasze ulubione serum?

MAC, Burgundy Times Nine

Sunday, January 24, 2016 -



Trochę jestem wredna, bo piszę o paletce, której nie można już dostać. Niestety, to limitowanka, ale powiem Wam szczerze, że polecałabym MACowi jeszcze kiedyś z nią wrócić. To naprawdę kawał dobrej roboty! 

Ale do rzeczy. Paletka Burgundy Times Nine /160zł/ była jedną z nowości w kolekcji Eyes on MAC.  Na początku nie potrzebowałam jej w moim życiu, ale potem linka do niej wysłała mi aGwer, a ja uległam jej namowom. I to był jeden z tych momentów, w których przekonała mnie, że jej po prostu potrzebuję. 

W palecie znajduje się dziewięć cieni, które mają różne wykończenia. Mamy tu do czynienia z czystymi matami, satynami, znajdzie się też jeden brokat. Od lewej do prawej widzicie cienie: 

HONEY LUST (lustre), POPPYSEED (satin), QUARRY (matte), ANTIQUED (veluxe pearl), EMBARK(matte), #NOIR (velvet), HAUX (satin), STAR VIOLET (veluxe pearl), SKETCH (velvet).



od lewej: poppyseed, quarry, honeylust, antiqued, embark

od lewej: #noir, haux, star violet, sketch, Slow Fast Slow

Całość wpada w odcienie beżo-brązu i bordo z odrobinką złota. Jak się możecie łatwo domyślić, moimi ulubionymi okazały się być odcienie Poppyseed, Quarry, Embark oraz Sketch. Paletką można wyczarować zarówno dzienne makijaże, jak i te mocniejsze, wieczorowe, czy na ważniejsze wyjścia. Tutaj świetnie sprawdzają się pogłębiacze spojrzenia, jakimi są zdecydowanie cienie #Noir, Antiqued oraz Star Violet. 

Nie polubiłam się za to z cieniem Honey Lust. Jest on niestety mocno osypujący się, ma w sobie duże drobinki. Według mnie, dobrze wygląda tylko w wewnętrznym kąciku, nałożony na mokro. Na początku miałam wrażenie, że cienie te są słabsze, niż standardowe cienie MAC (na pewno są mniejsze!). Jednak w trakcie używania nabrałam pewności, że takie było tylko moje pierwsze, mylne wrażenie. Łatwo i ładnie się blendują, No cóż, tylko krowa nie zmienia zdania :)

Na swatchach w gratisie pokazuję Wam cień z kolekcji Dazzle Shadow, w kolorze Slow Fast Slow. Jest genialny. 

Jedyny minus? Brak lusterka. I tak zabieram ją ze sobą praktycznie na wszystkie moje wyjazdy, ale jednak lusterko byłoby tutaj świetną sprawą.

Spodobała się Wam?

Resibo, krem ultranawilżający

Friday, January 22, 2016 -


Kremy Resibo mają dość dobrą opinię w blogosferze. Wszystkie fanki naturalnych kosmetyków powinny zwrócić na nie uwagę. Chciałam to sprawdzić na własnej skórze i przetestowałam kosmetyk, o którym dziś mowa.

Krem ultranawilżający (79zł/50ml) zawiera 95,6 % naturalnych składników. Znajdziemy w nim Olej arganowy, Olej migdałowy, Aquaxtrem ™ – wyciąg z korzenia rabarbaru, Cristalhyal ® – kwas hialuronowy, Omega Plus, Filtr mineralny


Mogę się pozachwycać kilka minut tym, jak szybko się wchłania, jak dobrze nawilża i jaki jest przy tym lekki. Nazwa jest tutaj w stu procentach adekwatna. Bogata formuła zapewnia maksimum nawilżenia przez cały dzień. Ten krem, to naprawdę kawał dobrej roboty. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie znalazła jakiegoś "ale".


SPF jest dość niski, bo to tylko 10, ale zawsze to coś. Jest to jednak jedyna rzecz, do której muszę się przyczepić w tym kremie. Jestem, jak już wspomniałam wyżej, zadowolona z właściwości nawilżających. Krem się w tej kwestii spisał, dobrze zachowywał się pod makijażem i nie mogłam na niego pod tym względem narzekać. Mimo wszystko, SPF bardzo bieli skórę. Wolałabym tego uniknąć, bo jednak, w dni, w których nie mam ochoty na makijaż, nie chciałabym wyglądać, jak duch, a trochę tak było. Dlatego trzeba z nim uważać i nie przesadzać z ilością. 


Fajnie, że to polska marka, która stawia na naturalne składniki. Bardzo mi się to podoba. Cieszy mnie też fakt, że nie mają w asortymencie miliona różnych rodzajów kremów. Cieszą mnie też funkcjonalne opakowania. Buteleczki kremu są wyposażone w pompkę, co sprawia, że cały proces  nakładania kremu jest bardziej higieniczny. A opakowania airless, jak wiadomo, są najlepsze do tego, by zużyć produkt do samego końca.

Ja jestem jeszcze ciekawa olejku do demakijażu tej marki. Jakoś tak, to moja ulubiona forma zmywania makijażu, więc mógłby przypaść mi do gustu.

Miałyście już jakiś krem Resibo? Jakie są Wasze wrażenia?
DO GÓRY