Czy warto kupić NARS, Soft Matte Complete Concealer?

Wednesday, October 18, 2017 -


NARS, Soft Matte Complete Concealer, to produkt, w którym zakochał się amerykański YouTube. Czy jest to jednak korektor idealny? Według mnie, nie. 

Zacznijmy od tego, że najzwyczajniej w świecie, nie jestem fanką kremowych korektorów. Kojarzą mi się one bowiem z ciężkim i niezbyt naturalnie wyglądającym kamuflażem. Tutaj jednak nie ma mowy o przeciążeniu. 

Nie radzę jednak nakładać go w okolice oka - dla mnie ta konsystencja kompletnie nie nadaje się w te rejony. No, chyba że macie idealnie gładką skórę, bez żadnych zmarszczek albo chcecie po kilku godzinach wyglądać po prostu źle. Nie rozumiem w związku z tym wszystkich youtuberów, którzy nakładają go pod oczy. Dla mnie to katastrofa!



Uważam, że nadaje on się do maskowania przebarwień, czy wyprysków na twarzy. Jest to zdecydowanie produkt do właśnie takich zadań. Dobrze stapia się z podkładami, odpowiednio z nimi współgra i wygląda naturalnie, nieciężko. Daje lekkie, matowe wykończenie, które wygląda, jak druga skóra. 

Posiadam trzy odcienie tego korektora: Light 1 Chantilly, Medium 1 Custard, Medium 2 Ginger. 
To wymieszany ze sobą Chantilly i Custard tworzy idealny odcień mojej skóry, która to równocześnie jest turbo jasna, ale i żółta przy okazji.



Opakowanie, to klasyczny słoiczek, zamykany wieczkiem z logo marki. Jak zwykle, mamy tu do czynienia, z charakterystycznym dla NARSa wykończeniem, czyli gumowym opakowaniem. Korektor jest lekki i nadaje się również do zabrania na wyjazdy z miasta. Trochę się jednak brudzi, bo po pierwsze - opakowania NARSa już tak mają. A po drugie, jednak trzeba w nim trochę pogrzebać palcem. 

Ogólnie, jestem z niego zadowolona, ale nie uważam przy okazji, żeby był to korektor na tyle rewolucjonizujący moją kosmetyczkę, żebym teraz radziła Wam, jak najszybsze odwiedzenie sklepu. Nieee, jest fajnie, ale bez szału. Zwłaszcza, że cena, to 155zł za sztukę. A to całkiem sporo, nie sądzicie?

Dajcie mi znać, czy macie go w swoich zbiorach i co o nim sądzicie!

Ulubieńcy ostatnich tygodni: Burberry, Sin Skin, MUR, Semilac i inni

Monday, October 16, 2017 -


Dawno nie pojawili się na blogu żadni ulubieńcy. Jak co miesiąc starałam się robić u siebie taki cykl, tak teraz nie zbieram ulubieńców na siłę, tylko odczekuję kilka tygodni, żeby rzeczywiście mieć o czym napisać, zamiast powielać w kółko te same produkty. Dzisiaj w takim razie zapraszam Was na wpis o moich perełkach ostatnich tygodni. 

Perfumy

W tej kwestii, gdy przychodzi jesień i zima, ja na nowo wracam do zapachów cięższych i słodszych. Lubię bowiem pachnieć, jak cukierek. Victor & Rolf, Flowerbomb, to mój stary ulubieniec i chyba pierwsze tak słodkie perfumy, jakie sobie kiedykolwiek kupiłam. Nie wąchałam ich niestety w innych, odpicowanych wersjach, więc nie wypowiem się na temat edycji specjalnych tego zapachu. Mnie cieszy klasyk i to do niego wracam z przyjemnością. Jest cukierkowy, kobiecy, niezwykle seksowny. I dodaje mi pewności siebie!


Makijaż

Burberry Wet&Dry Shadow w kolorze Nude, który możecie dostrzec też na zdjęciach w tym wpisie. Użyłam go do jednego z makijażu, który jeszcze nie wylądował na blogu, jednakże - zakochałam się! Efekt jaki uzyskałam na sucho, bardzo mi się spodobał. Głównie dlatego, że jest to nietuzinkowy kolor, którego jeszcze w swojej kolekcji cieni nie posiadałam. Niby nude, a jest w nim trochę srebrnej zieleni khaki. Jest ciekawie, jest błyszcząco i jest niezwykle subtelnie, naturalnie i dziewczęco. Burberry ma w swojej kolekcji makijażowej mnóstwo perełek, naprawdę. 

Makeup Revolution - trio do konturowania męczyłam w ostatnich tygodniach nieustannie. Nie wiem, co się stało, że na bok poszedł rozświetlacz z Wibo oraz róż z Narsa, ale znalazłam im godne następstwo (co nie oznacza, że z nich totalnie zrezygnowałam!). Rozświetlacz ma bowiem znacznie więcej różowo-srebrnych tonów, które szczerze powiedziawszy, wyglądają KOZACKO na policzku! Mieni się niesamowicie mocno i wszystkie miłośniczki konkretnego błysku, powinny być usatysfakcjonowane równie bardzo, co ja. Róż natomiast jest bardzo zbliżony kolorystycznie do mojego ulubieńca z NARSa i chyba Wam machnę porównanie na blogu! 

Puder sypki SinSkin, to jak na razie jedyny produkt tej marki, jaki mi się spodobał na tyle, żebym chciała się z Wami podzielić moją opinią  na jego temat. Podoba mi się szata graficzna marki, podobają mi się pomysły, ale niestety, w niektórych przypadkach jest kiepsko. Jednak, jeśli już mnie trochę śledzicie, to wiecie, że pudry sypkie lubię najbardziej w swej kategorii. Ten ma niestety dwie wady - ma kolor, więc uważajcie z niektórymi podkładami i korektorami, bo ich kolor może się zmienić. Ma też dramatycznie nielogiczne opakowanie. Wieczko posiada bowiem lusterko, na które wysypujemy puder. W związku z tym jest wiecznie brudne i wygląda nieestetycznie. Opakowanie - jak dla mnie - nadaje się do poprawy, bowiem ktoś tutaj nie przemyślał sprawy. Jednak sam produkt jest super! Drobno zmielony, puszysty, pięknie utrwala makijaż i daje satynowe wykończenie. Jestem na tak! 

Po długich miesiącach zakochania w maskarze od Burberry, Cat Lashes, postanowiłam sięgnąć po coś z niższej półki. Zadowolenie przyniosła mi maskara Catrice, Glam&Doll w zwykłej, standardowej wersji. Ma silikonową szczoteczkę, którą z łatwością można wyczesać rzęsy od nasady aż po same końce. Nie skleja, nie osypuje się, dobrze utrzymuje podkręcenie i jest naprawdę fajna. I tania, bo nie kosztuje kroci, jak jej koleżanka z półki marek selektywnych. 

Powróciłam też do mojej miniatury NARS, Bound. To jeden z tych odcieni, które nazwać mogę śmiało: "my lips but better". Jest niezawodny, przepiękny i sprawia, że moje usta wyglądają fenomenalnie. Nadaje lekki kolor, nawilża je i sprawia, że wyglądają na pełne i błyszczące. Ta miniatura jest już u mnie na totalnym wykończeniu, więc powolutku szykuję się do zakupu pełnowymiarowego produktu. Nude idealny, któremu polecam się przyjrzeć!  


Włosy

byNature Coconut Hair Oil używam tak naprawdę od niedawna. Jego recenzja
 na pewno jeszcze się tutaj pojawi, bo nie ukrywam, że nie jest to produkt pozbawiony wad. Trzeba z nim bowiem być bardzo ostrożnym. Jednak, używany jako olejek do włosów, ale też jako kuracja nawilżająca na noc - spisuje się fenomenalnie. Pięknie pachnie (a to akurat ogromnie lubię) oraz przyjemnie nawilża moje suche końcówki. Ostatnio coraz bardziej przyglądam się pielęgnacji moich włosów, więc powolutku staję się włosomaniaczką. 


Paznokcie


O Semilac, White Lime wspominałam Wam już podczas pisania ostatniego posta, w którym to przedstawiłam ultrałatwe zdobienie paznokci. Kolekcja biznesowa wpadła mi w oko, zupełnie jak Wam. Takie klasyczne kolory są mocno w moim stylu. Lekko cytrynowa biel, to kolor, który szczególnie skradł moje serce. Pięknie wygląda na paznokciach i sprawia wrażenie, że dłonie są niezwykle zadbane. Jest naprawdę wart uwagi. 

Moi ulubieńcy z ostatnich tygodni, to zbitek w większości nowych produktów w mojej kolekcji. Cieszy mnie to, bo przy okazji mogę Wam polecić jakieś nowości. Miałam bowiem wrażenie, że ostatnio kręciłam się wokół tych samych produktów. Nie ma oczywiście w tym nic złego, bo jednak jest to potwierdzenie miłości do tych kosmetyków, jednak wiecie - fajnie by było, jakby na blogu nie wiało nudą, prawda? ;) 

Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach, czy któryś z tych produktów znajduje się również w Waszym serduszku. 

MAKEUP MENU: Pierwsze half cut crease

Friday, October 13, 2017 -


Zaczęłam ostatnio eksperymentować przy makijażu. Co prawda, jest to tak naprawdę intensywne eksperymentowanie przy makijażu oka i gwoli ścisłości, jest to mejkap na bloga i social media, ale się liczy. Na co dzień nadal maluję się w moim zestawie obowiązkowym, czyli podkład+puder+brwi+rzęsy+rozświetlacz i coś na usta. Lubię siebie w takim lekkim, naturalnym wydaniu i z tego co widzę po wiadomościach od Was, Wam również się taka wersja mnie podoba. Fajnie! Bardzo mnie to cieszy, ale to nie zmienia faktu, że chcę się rozwijać. 

Nigdy nie nazywałam siebie żadną specjalistką od makijażu, ale bawić się nim lubię. I chciałabym wskoczyć na wyższy level umiejętności. A niby jak inaczej mogę to zrobić, jak nie poprzez metodę prób i błędów? No właśnie! 

Zaczęłam próbować stworzyć cut crease. Nie mam do tego idealnej powieki, więc łatwo nie jest. Nie mam też jeszcze umiejętności, żeby wyglądało to tak, jakie mam wyobrażenie w mojej głowie. Na razie jest po prostu ok i mam nadzieję, że z czasem dojdę do perfekcji. 


Makijaż, który wykonałam do dzisiejszego MAKEUP MENU, to tak naprawdę wykorzystanie w dużej ilości paletki Huda Beauty w wersji Rose Gold Edition. Te wszystkie fioleciki mocno do mnie ostatnio przemawiają, więc nie mogę się od nich odkleić. I choć nie uważam, że jest to paletka bez wad (jej recenzja jeszcze ukaże się na blogu), to jednak niektóre z kolorów są hipnotyzujące. Jako cień rozświetlający, użyłam koloru Rose Gold dostępnego w asortymencie marki Glam Shadows. To piękny cień, prawie że foliowy. 

Na zdjęciach widzę wiele niedociągnięć. Wciąż mam problem z równym pomalowaniem oczu. Gdy robię makijaż wydaje mi się, że oczy tworzą lustrzane odbicie. Podczas robienia zdjęć jednak wychodzi na jaw prawda, jaką jest fakt, że jeszcze długa droga przede mną. Muszę też przyzwyczaić moje oczy do większego gmerania przy nich, ponieważ mam problem podczas mocniejszych makijaży ze łzawieniem. A jak się domyślacie, to może zepsuć wszystko - zwłaszcza eyeliner (nawet Kat von D) w wewnętrznym kąciku. Powolutku też uczę się przyklejać rzęsy - to moja największa bolączka, bo nie ukrywam, że nie jest to dla mnie prosta sprawa. Jednak, jakoś się to ostatnio udaje. Podobno trening czyni mistrza, prawda? ;) W tym makijażu użyłam modelu Monica dostępnego w Visage Shopie. 

Dajcie mi koniecznie znać, co sądzicie o mojej makijażowej zabawie! Czy Wam się podoba, czy też niekoniecznie. No i czekam na Wasze sugestie, co powinnam poprawić, bo - nie ukrywam - słowa krytyki też się przydadzą. W końcu chcę się czegoś nauczyć! ;) 

Najnowsza kolekcja Semilac, Business Line w akcji i ultrałatwe zdobienie!

Wednesday, October 11, 2017 -


Moje drogie! Widzę, że najnowsza kolekcja Semilaca przypadła Wam bardzo do gustu. Nie dziwi mnie ten fakt. Tak, jak ja zakochałyście się w białym designie buteleczek oraz stylowych kolorach, idealnych do pracy. W najnowszy post klikacie, jak szalone! 

Dzisiaj postanowiłam Wam przybliżyć dwa kolory, które użyłam do aktualnego mani. Jest szybko, łatwo i przyjemnie. Dlaczego? Bo ja również czasami nie mam cierpliwości! :) 
Do tego manicure użyłam: 


Gwarantuję Wam, że całość nie zajmie Wam więcej, jak 20 minut. Każdy z paznokci pokryłam dwoma warstwami lakierów z serii Business Line. Postawiłam na liliowy odcień szarości w połączeniu z limonkową bielą. Nie mam problemu z kryciem - uważam, że dwie warstwy spełniają moje oczekiwania i nie potrzebowałam używać białego podkładu. Każdy z paznokci (prócz palca serdecznego), pokryłam cieniutką warstwą Topu Mat Total no wipe, który skradł moje serce. Nie tylko gwarantuje fenomenalne, matowe wykończenie, ale również daje wygodę. Nie trzeba go bowiem przemywać cleanerem, aby uzyskać matowy efekt. Cały proces odbywa się jeszcze pod lampą. Cudo! 


Na koniec zostawiłam sobie paznokieć palca serdecznego, którego pokryłam cieniutką warstwą Base Clear z serii Sharm Effect. Następnie przy pomocy wykałaczki naniosłam kilka nieregularnie usytuowanych kropeczek w kolorze Brown z tej samej serii lakierów hybrydowych. Pozwoliłam lakierowi się "rozlać" i utworzyć fantazyjny wzorek. Całość pokryłam jeszcze warstwą matowego topu, tak aby cały manicure był spójny. 


Jak się Wam podoba zdobienie? Macie już swoje pierwsze kolory z kolekcji Business Line? 

Moi nocni pomocnicy, czyli ulubiona pielęgnacja || Kiehl's, Shiseido, Mario Badescu

Monday, October 9, 2017 -



Moja wieczorna rutyna, to nie zawsze skupianie się na "zwykłym" nawilżeniu. Im jestem starsza i im bardziej zmienia się moje podejście do życia, tym większą uwagę zwracam na fakt, że jeśli nie zadbam o cerę teraz, to mogę się obudzić z ręką w nocniku. A tego bym bardzo nie chciała. 

Wiecie doskonale, bo już nie raz mówiłam na ten temat, że mam cerę mieszaną, ale wiecznie odwodnioną. Moja skóra pije każdą dodatkową porcję nawilżenia, jak gąbka, więc aby spłycić zmarszczki mimiczne, które już zaczynają mi się pojawiać, staram się ją nawilżać podwójnie mocno w porach wieczornych. 

Nie miewam większych problemów skórnych. Moje największe to przesuszenie i od czasu do czasu, hormonalne zmiany na twarzy w okolicach okresu. Nie oszukujmy się jednak, najwięcej tutaj do powiedzenia ma u mnie nadal sposób życia, dieta i wciąż nieuregulowane sprawy w Centralnym Urzędzie Hormonalnym. Gdy się już jednak przytrafi jakiś nieprzyjemny gagatek, walczę z nim dwoma krokami. Pierwszym z nich jest Mario Badescu, Drying Lotion, o którym już Wam kiedyś pisałam na blogu tutaj.  To punktowy produkt, który ma niszczyć pryszcz, gdy ten jeszcze do końca nie pojawił się na powierzchni skóry. Działa, ale zdecydowanie szybciej potrafi uporać się z małymi zmianami. Te większe zajmują mu więcej czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście wycisza je dużo szybciej, niż gdybym pozostawiła je same sobie. 

Gdy na twarzy wyskakuje mi pryszcz, atakuję go jeszcze jednym kosmetykiem. Co prawda, w trakcie hormonalnych zmian, moja cera ogólnie wymaga współczucia i pomocy z zewnątrz, więc nocna kuracja Kiehl's Midnight Recovery Concentrate, to strzał w dziesiątkę. Nie przeszkadza mi jego zapach, choć wiem, że są osoby, które nie przepadają za wonią lawendy. Ja jednak nie narzekam. Skóra po użyciu zawsze dziękuje mi porannym błyskiem wypoczęcia. 

W normalnych dniach miesiąca, gdy moja cera po prostu jest sucha, co kilka dni stosuję Kiehls Over-Night Biological Peel, który znajdziecie w serii dermatologicznej tej marki. To skuteczny produkt, który przez noc sprawia, że cera rano jest wypoczęta, jednolita i bardziej błyszcząca. Pozbywa się przesuszeń, które likwiduje w delikatny sposób i mimo że jest tak naprawdę czymś na zasadzie serum złuszczającego. I rzeczywiście, jest to kosmetyk, który działa na tyle mocno, że widzę różnicę, ale też na tyle delikatnie, że nie przesusza mojej skóry jeszcze bardziej - wręcz przeciwnie! 


Ostatnim krokiem jest oczywiście krem pod oczy. W tej kwestii wierna jestem moim dwóm ideałom, które kocham bez dwóch zdań i choć wciąż mam ochotę wypróbować krem pod oczy od Bobbi Brown, tak na razie zostaję przy moich perełkach. W momentach, gdy wiem, że moje okolice oka są zmęczone, napuchnięte i nie wyglądają zbyt zachęcająco, sięgam po Shiseido Bio-Performance Lift Dynamic Eye Treatment. Ta wygodna tubka sprawdza mi się zarówno w domu, jak i na wyjazdach. Jest intensywnie nawilżający i treściwy, ale lekki w swej konsystencji. Stosuję go na zmianę z Kiehl's Rosa Arctica Eye Cream, na którego właściwości nawilżające również nie mogę narzekać. Jestem zadowolona z ich działania i choć zmarszczek wokół oczu coraz więcej (no nie przeskoczę już tego :/ ), to ta doza nawilżenia, jaką gwarantują, jest wystarczająca dla osoby w moim wieku. 

Znacie któryś z kosmetyków, o których wspomniałam? Jakie są Wasze wieczorne perełki? 

Sposób na zdrowo rozświetloną cerę - Burberry, Fresh Glow Luminous Base

Wednesday, October 4, 2017 -

burberry-fresh-glow-luminous-base-rozswietlona-cera

Jeśli śledzicie mnie już wystarczająco długo, to wiecie, na jakie wykończenie stawiam przy wyborze produktów do makijażu twarzy. Jeśli jednak jesteście tutaj pierwszy raz, to muszę się przedstawić. Cześć! Jestem Ala i jestem uzależniona od błysku... 

To uzależnienie objawia się w różnych dziedzinach życia. Zawsze wybieram tę bardziej błyszczącą biżuterię, ponad tę subtelną i delikatną. Zawsze też sięgam po błyszczące drobinki w swoim manicure. Jeśli chodzi o rozświetlacze, to mogłabym o nich rozmawiać dniami i nocami. Choć jeśli chodzi o rozświetlające bazy pod makijaż, to tak naprawdę stosunkowo niedawno zaczęłam używać tego typu produktów. 

Pierwszym takim kosmetykiem była baza z L'Oreala, którą na pewno dobrze kojarzycie. Później miałam mały epizod z bazą ze Smashboxa, ale nie była to baza rozświetlająca, więc rzuciłam ją w kąt. Teraz z chęcią sięgam po dwa produkty tego typu w moich zbiorach. Mam na myśli bazę marki Becca, której na pewno poświęcę osobny wpis oraz tę prezentowaną na blogu dzisiaj, czyli Burberry Fresh Glow Luminous Base w odcieniu Nude Radiance. 

burberry-fresh-glow-luminous-base-rozswietlona-cera

Zamknięta w plastikowym, choć z zewnątrz wyglądającym dość luksusowo opakowaniu, jest lekka nie tylko w swej otoczce, ale również jeśli chodzi o jej właściwości. Została stworzona na bazie wody, więc jej ultralekka konsystencja nie ma nic wspólnego z silikonową powłoczką, którą mogą zostawiać bazy oparte o ten składnik. Jest więc dobrą alternatywą dla tych z Was, które z jakichś powodów nie mogą sięgać po produkty zawierające silikony. 

Wyposażona została w wygodny aplikator w formie pompki, która wydobywa odpowiednią ilość produktu. Dwie dozy w zupełności wystarczają, aby pokryć produktem całą twarz. Drobinki nie są nachalne i subtelnie odbijają światło dając wrażenie podwójnie zdrowej skóry, którą powinna mieć każda z nas po przebudzeniu. Wiemy jednak, jak wygląda realne życie i że różnie to z tym bywa, więc całe szczęście, że marki wychodzą naprzeciw oczekiwaniom zarówno moim, jak i mam nadzieję Waszym. Młodzieńczy blask zdrowej cery, to efekt do którego dąży każda kobieta. 

Za 30ml tego produktu musimy zapłacić 189zł. Do dostania jest jedynie w Sephorze. Możecie ją kupić w stacjonarnej perfumerii w Arkadii albo przez stronę internetową. 

burberry-fresh-glow-luminous-base-rozswietlona-cera

Produkt ten jest wielofunkcyjny i może być stosowany zarówno samodzielnie, jak i jako baza pod makijaż. Producent zachęca też do używania go jako rozświetlacza, czyli w miejsca, które zbierają najwięcej światła (łuk kupidyna, szczyt kości policzkowych). Wyczytałam też, że warto zmieszać tę bazę z cieniem do powiek, aby uzyskać efekt transparentnego żelu. Powiem szczerze, że jeszcze tej metody nie wypróbowałam, ale jestem bardzo ciekawa rezultatu, więc chyba się pokuszę o eksperyment.

Ja używam tego produktu do jego klasycznego przeznaczenia, czyli jako bazy pod makijaż. Gwarantuje mi on nie tylko piękne rozświetlenie, ale też dodatkową, lekką dozę nawilżenia. A na to się nigdy nie będę skarżyć, ponieważ moja wiecznie przesuszona skóra, pije takie produkty, jak gąbka. To jak prezentuje się w makijażu dziennym, pod nałożonym średniokryjącym podkładem, możecie zobaczyć tutaj. 

burberry-fresh-glow-luminous-base-rozswietlona-cera


Jestem z niej naprawdę zadowolona i polecam Wam ją choćby wypróbować. Produkt tego typu na bazie wody, to rzadkość na rynku, więc jest co testować :) 

Macie swoje ulubione bazy pod makijaż? Używacie takich kosmetyków?

Jesienne MAKEUP MENU: Golden Eye

Monday, October 2, 2017 -


Mój jesienny makijaż to zawsze miejsce na dwa typy makijażu. Wiadomym faktem jest przede wszystkim ponowne używanie ciemnych pomadek, mocniej kryjących podkładów, większej ilości produktów. Jesień to mój typ! Wtedy to właśnie najbardziej cieszy mnie malowanie i traktuję to, jako poranny rytuał. 

Podkład + puder

Nieskazitelna cera, to u mnie lekka warstwa rozświetlającego podkładu. Najlepiej YSL, Touche Eclat, który jest moim ulubieńcem od wielu lat. Korektory zmieniam, jak rękawiczki, choć najchętniej sięgam po te średnio kryjące, o nawilżających właściwościach.
Puder, jako produkt niezbędny w moim makijażu pojawił się dopiero kilka lat temu. Makijaż musi w moim wypadku wytrzymać cały dzień. Od dawna jestem zwolenniczką pudrów sypkich, chociaż tak naprawdę kiedyś używałam ich bardzo niechętnie. Przekonałam się jednak po dwóch szczęśliwych trafieniach w pudrach wysokopółkowych, czyli po idealne z Laura Mercier oraz świetnym pudrze sypkim od Shiseido. 

Moc różu i rozświetlacza 

Róż o tej porze roku, to nie jest prosta sprawa. Niby z jednej strony chcę w kółko używać mojego wysłużonego Bumpy Ride z NARSa, który to jest moim niekwestionowanym różem życia. Z drugiej jednak strony, mam ochotę na jakieś mocniejsze, jagodowe wręcz różne, w kolorach owoców leśnych, w konkretniejszych barwach.

Kontur? 

Jakoś tak, nie wyobrażam sobie życia bez bronzera o tej porze roku. Kontur w tym wypadku, to mój must have i w tej kwestii polecam niezmiennie trzy bronzery: MAC, Harmony; Burberry, Earthy Blush oraz paletka do konturowania od Kat von D. Co prawda, nie konturuję się jak Kim Kardashian-West, ale lekko zaznaczone policzki, to bardzo ważna rzecz.


Lekkie usta, złote oko! 

Kocham to, jak pięknie komponują się ze sobą - złote, błyszczące oko oraz mocno wytuszowane rzęsy. Wam też się to podoba? Bo ja jestem zachwycona efektem. Kocham wszelkiego rodzaju błyskotki, ale jednak to jesienią wyglądają one najpiękniej. Pewnie przez całe mnóstwo sztucznego światła, które otacza nas na co dzień.

Jak się Wam podoba efekt końcowy?
Czy jesienią i zimą, też chętniej sięgacie po odcienie złota? 

NIE-DZIENNIK #4: O zakupie Kindla, dbaniu o włosy i o tym, czy można powiedzieć kobiecie, że źle wygląda

Sunday, October 1, 2017 -


Hej! Wierzyć mi się nie chce, że tak dobrze mi idzie trzymanie się postanowienia przy nie-dzienniku. Dzisiaj będzie luźniej, niż ostatnio, bo jakoś za dużo narzekałam. Teraz staram się ogarnąć, bo jak wiecie, mam jakiś dziwny czas frustracji związanej z blogowaniem i nachodzą mnie często myśli, że to co robię, jest bez sensu. Że wcale nie robię ładnych zdjęć, a na pewno nie takie, jakie bym chciała. I na pewno nikomu się nie podobają. A i teksty są nudne. I w sumie to nie jestem nawet trochę fajna, więc nikt mnie nie chce czytać. Na szczęście, powoli mi to już mija i mam nadzieję, że w najbliższych dniach zapomnę o mojej blogowej chandrze. Wizja wyjazdu w cholerę  i wyłączenia telefonu na problemy zarówno swoje, jak i innych, jest tak kusząca, że na samą myśl cieknie mi ślinka. 

Książki, książki 

To już oficjalne, moje drogie! Kupiłam (a właściwie nabyłam drogą kupna - zawsze mnie bawiło to wyrażenie :D ) Kindla! NARESZCIE! Bo ile można czekać, no nie? Kupiłam i będę czytać, jak szalona. Co prawda, taki mam zamiar i mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli. Na pewno wezmę też czytnik ze sobą w moją podróż do Barcelony. Pewnie przyda mi się zarówno w samolocie, jak i podczas leniwych poranków przy kawie, czy ciepłych wieczorów pod kocem. Amazon przyśle mi czytnik na dniach, a ja mam jeszcze kilka książkowych zaległości na półce. Muszę je w takim razie, jak najszybciej nadrobić. W każdym razie, zamierzam przeczytać w końcu Harrego Pottera, którego odkładałam właściwie całe życie. Możecie powiedzieć, że wstyd, ale znam sporo osób, które tej książki w życiu nie miały w rękach. W podstawówce dostałam pierwszą część i pamiętam, że straszliwie mnie nudziła. Straszliwie, ale to straszliwie! Po latach dowiedziałam się, że pierwsza część, to w sumie nuda i dopiero później się fajnie rozkręca. Teraz będę mogła wyrobić sobie opinię sama :) 


Czy można powiedzieć kobiecie, że źle wygląda?

Dostałam ostatnio pod jednym ze zdjęć na moim Instagramie komentarz w stylu:"Czy twój organizm nie zatrzymał wody? Wydajesz się być bardzo napuchnięta". Odpowiedziałam na to, że nie, po prostu jestem gruba. Bo jakby ktoś nie wiedział, nie ważę 56kg (choć tęsknię za tymi czasami!). Dostałam na to odpowiedź: "Ale tutaj jakby bardziej". Okraszono to jeszcze regułką - nie chciałam cię urazić". I wiecie co? Nie rusza mnie to na zasadzie, że jest mi przykro, czy coś w tym stylu. Nie uraziło mnie to w żaden sposób, bo mam lustro i wagę, i wiem jak wyglądam. Wiem też, jaki rozmiar spodni kupuję. Dziwi mnie jednak fakt załatwiania takich spraw na forum publicznym. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby napisać drugiej kobiecie coś co może jej sprawić przykrość i równocześnie wstawić to w taki sposób, żeby wszyscy inni ją obserwujący, mogli to zobaczyć. Porównałabym to do wyjścia na kawę z grupką przyjaciółek i przywaleniu się do którejś, że ma wystające boczki, mimo że wcześniej nie miała. Takie sprawy, jeśli naprawdę kogoś interesują i ta osoba chce "dobrze", można załatwić w inny sposób. Wziąć taką przyjaciółkę na bok, porozmawiać czy coś się przypadkiem nie dzieje, zapytać jak się czuje i ewentualnie wspomnieć, że widzicie zmianę i z troski chcecie w jakiś sposób pomóc. 

Nie rozumiem więc tego komentarza, czy zatrzymała mi się woda w organizmie. W sensie - no nawet jeśli, to co? Co poradzę? Zrobiłam sobie takie zdjęcie, wrzuciłam je i wiecie co? NIE JESTEM IDEALNA. Nikt nie jest. I tak, jak jeszcze mnie rozbawił w pierwszej chwili ten komentarz, tak nie rozumiem wchodzenia w dyskusję słowami "Ale tutaj jakby bardziej (czyt. jakby bardziej jesteś gruba)." I tutaj miałam mindblown. TYM BARDZIEJ nie wyobrażam sobie, żeby komukolwiek powiedzieć coś takiego. I nie chodzi o szejming grubasów. Nikomu nie robię przytyków ze względu na ich wagę, czy wygląd. Mam dwie przyjaciółki, które mają problem  z wagą i są to dwie skrajność. Nigdy nie powiedziałam żadnej z nich, że jest tłuściochem ani anorektyczką. Jednej i drugiej staram się wyjaśnić, że może warto to zmienić, ale nie czuję się też ekspertem w tej dziedzinie, skoro sama nie mam idealnego ciała. "Bla bla bla, nie chciałam cię urazić, każda z nas ma czasem takie dni". No więc po co to piszesz? Skoro każda z nas ma takie dni? Po to, żebym potwierdziła? Coś to zmieni? 

I żeby była jasność, nie chodzi mi tutaj o to, że nie możemy sobie mówić niemiłych rzeczy (niemiłe, nie są równoznaczne z wrednymi, chodzi mi o rzeczy, które niekoniecznie są pochwałami). Byłabym butna, gdybym czasami nie została sprowadzona na ziemię przez moich bliskich. Ale, sposób w jakie są przekazywane, zawsze może być elegancki i na poziomie. A takie tematy, które mogą okazać się bardzo delikatne, chyba wolałabym załatwiać osobiście.
Co o tym sądzicie? Jakie macie do tego podejście? 


Pielęgnacja włosów 

Rzadko odwiedzam galerie handlowe, bo nie przepadam za tłumami. Nie lubię ludzi, ogólnie. Są wredni, nieuprzejmi, nie uśmiechają się. Zawsze ktoś mnie szturchnie i nie przeprosi. Albo będzie szedł przede mną pięcioosobową rodziną, blokując przejście i krocząc niczym ślimak po łące. Wczoraj jednak byłam zmuszona odwiedzić galerię, bo potrzebowałam kilku rzeczy. Postanowiłam wszystko zrobić z samego rana, żeby później mieć już spokój i ominąć największe kolejki. Wskoczyłam na chwilę do TK Maxxa, choć często jest to zgubne dla mojego portfela. Tym razem jednak nie postawiłam na żaden kosmetyk kolorowy, na żadną świeczuszkę, na żadne pierdółki - od razu udałam się na dział z pielęgnacją włosów. Dbam o moje pukle ostatnio bardziej, niż zwykle i staram się, żeby wyglądały bosko. Kupiłam sobie nowy szampon w litrowej pojemności, którego próżno szukać na półkach polskich drogerii. Marka zwie się Alba Botanica, a sam produkt to Hawaiian Shampoo z mlekiem kokosowym! Wyobrażacie sobie, jak to pachnie? Po prostu przepięknie <3 Do kompletu wzięłam jeszcze olejek do włosów z marki By Nature from New Zealand. I dopiero teraz zauważam, że mam jakąś dziwną tendencję do upychania oleju kokosowego wszędzie, gdzie się da w moim życiu. Często dostaję od Was pytania, czym farbuję włosy i co robię, że są takie długie i piękne. Otóż - jeśli chodzi o farbę, miesza ją specjalnie dla mnie mój fryzjer. Nie ma w związku z tym odpowiednika w farbie drogeryjnej, którą mogłybyście sobie kupić. Poza tym, moje włosy nie są równomiernie zafarbowane na jeden kolor. Dzięki temu, wyglądają bardzo naturalnie. Jeśli chodzi jednak o to, co robię, że tak szybko rosną, odpowiem: nic. Ja naprawdę nic z nimi nie robię! Po prostu, z natury zostałam obdarzona właśnie takimi włosami, które rosną, jak na drożdżach oraz są grube i gęste. Chociaż tyle od życia!
W każdym  razie, jeśli mam tutaj jakieś włosomaniaczki, które byłyby w stanie polecić mi ich ulubioną maskę/odżywkę do włosów, to będę dozgonnie wdzięczna! Szukam teraz czegoś ekstra i liczę, że mi pomożecie :) 

Czekam na Wasze komentarze, o poruszonych dzisiaj tematach! 

Semilac, Business Line - najnowsza kolekcja lakierów hybrydowych

Saturday, September 30, 2017 -


semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

Semilac w tym miesiącu zaskoczył nas kolejnymi nowościami. Nie wiem, jak to robią, ale co chwilę wypuszczają jakąś gorącą nowość a Wy wręcz prosicie swoimi wyszukaniami, żeby pokazać Wam je z bliska. Dlatego dzisiaj przybywam z pomocą i mam zamiar przybliżyć Wam najnowszą kolekcję biznesową. 

semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

Zupełnie nowa odsłona lakierów hybrydowych marki Semilac, to kolekcja stworzona dla kobiet biznesu. Jej synonimem jest sukces, kobiecość i profesjonalizm. 36 nowych kolorów, które pojawią się na rynku w całości od 5 października, to nie lada gratka dla każdej z nas, która lubi kolory pasujące do wszystkiego. Zarówno na poważne spotkanie w pracy, jak i wieczorne wyjście ze znajomymi na drinka. 

semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

Mam okazję przybliżyć Wam pięć kolorów, choć w najbliższej przyszłości chcę powiększyć swoje zbiory z tej kolekcji i pokazać Wam ich znacznie więcej. 

semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

192 Lila Rose - to klasyczny róż zmieszany z odcieniem lila, tak aby manicure był stylowy, a kolor nie pozostał mdły.  
193 Cold Lila - zimna lila, to coś, co skradło moje serce. Mamy tutaj kolejną odsłonę klasycznego różu, jednak zimnego w swej barwie i wpadającego w powoli w odcienie fioletu.
197 White Lime - jeden z moich ulubieńców, choć się tego po nim nie spodziewałam. Limonka, która została idealnie rozbielona. Bardzo stylowa. 
204 Lila Grey - to piękny odcień wrzosu, tak modny tej jesieni. Zmieszany został z odrobiną szarości, co dodaje mu oryginalności. 
207 Formal Grey - szarość podbita zielenią. Kolor klasyczny, choć jeszcze mnie do niego nie ciągnie. Daje sobie miesiąc i znów sięgnę po szarości na paznokciach. 

semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

Nowa kolekcja, to nie tylko fantastyczne barwy, stanowiące kompendium kolorów, które powinna mieć w swojej kolekcji każda kobieta, ale także nowy design buteleczek. Tym razem całość została utrzymana w czystych odcieniach bieli i srebra. Białe opakowanie wygląda bardzo elegancko, a w połączeniu ze srebrnymi detalami na logo oraz nakrętka, tworzą spójną całość.  Cena za 7ml produktu, to 33zł. Do dostania na stronie semilac.pl

semilac-business-line-lakiery-hybrydowe

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem zakochana. Klasyczne odcienie różu, beżu i szarości, to totalnie moje klimaty. A Wam? Jak się podoba najnowsza kolekcja?


TRZY KOSMETYKI, KTÓRE MUSISZ MIEĆ: Marc Jacobs

Wednesday, September 27, 2017 -


Cześć! 
Dzisiaj pora odkurzyć niektóre z moich zaplanowanych postów, które miałam z tyłu głowy, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby je zrealizować. Z racji tego, że podobają mi się takie wpisy u innych, zwłaszcza zagranicznych blogerek, postanowiłam stworzyć taką serię u siebie. Trójka wspaniałych, to miejsce, w którym będę publikować wpisy odnośnie trzech kosmetyków danej marki, czy danego rodzaju, które warto kupić lub po prostu się nimi zainteresować, jeśli macie takie same oczekiwania wobec kosmetyków, jak ja. 


Rozświetlacz 

O tym, że kocham rozświetlacze wiecie doskonale. Kremowe trochę mniej od tych pudrowych, ale bardzo lubię działać w ten sposób, że najpierw nakładam produkt o mokrym wykończeniu, a później jeszcze kosmetyk suchy. Dodaję w ten sposób intensywności rozświetlaczowi. Ten od Marca Jacobsa, to Glowstick w kolorze Spotlight. Ten ma dość specyficzny kolor, który jest niby chłodny, ale i lekko ciepły równocześnie. Widać wyraźnie, że jest to bardzo "mroźny" rozświetlacz, bo jego biały kolor na myśl przywodzi błyszczący zimą śnieg. Jednak, gdy spotyka się ze światłem włączonych wieczorem latarni, odbija się odcieniami złota. I tak to widzę właśnie. Tak, jak wspomniałam - bardzo lubię mieszać go z rozświetlaczem w pudrze. Wtedy według mnie wygląda najlepiej. Jednak, kochałam używać go latem, na gołą skórę, gdy nie sięgałam po żaden podkład. To taki trik na zdrowy wygląd skóry, więc polecam w ciepłych miesiącach roku sięgać po kremowe produkty.


Korektor 

Okolice oka, to u mnie trudny temat. Taki, naprawdę trudny, ponieważ nie mam pojęcia czasami, jak odpowiednio zakryć moją dolinę łez. Jestem posiadaczką ciemnych i dość specyficznych dolin wokół oka. Kryjące korektory często są przy okazji wysuszające i postarzające tę okolicę, a tego mi nie trzeba. Staram się sięgać po produkty, które będą dobrze działać również na zasadzie kremu/pielęgnacji. Wiadomo, że nadal jest to produkt do makijażu, ale im bardziej nawilżający i świeżo wyglądający, tym lepiej. Korektor Remedy, to właśnie takie remedium na moje wszelkie troski w tym temacie. Pięknie kryje, nie znika w ciągu dnia, okolica oka wygląda na wypoczętą, nie szarzeje, a opakowanie wyposażone jest w metalową skuwkę, a co za tym idzie - wygląda bosko! Oprócz tego, że wygląda, to i fajnie działa, ponieważ ta końcówka jest wręcz wybawieniem w kwestii walki o piękny wygląd.

Pomadka 

Z pomadkami Marca Jacobsa jest taka sprawa, że jeszcze nie spotkałam się z zawodem w tej kwestii. Moja ulubiona to kolor Sonic Truth, który jest idealnym kolorem nude. W momencie tworzenia fotek do tego wpisu wydawało mi się, że ją zgubiłam. I już chciałam płakać, użalać się nad sobą. Musiałabym przecież w związku z tym skoczyć do perfumerii i kupować nową. Na szczęście się odnalazła. Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ideałów, jeśli chodzi o takie produkty. Szminek mam w swojej kolekcji naprawdę całe mnóstwo, a co za tym idzie - mam w czym wybierać. Podczas tworzenia zdjęć, posiłkowałam się w związku ze zagubieniem, innym typem pomadki od Marca, czyli serii New Nudes w kolorze Hey Stranger, która jest równie dobra. Niedługo będzie do zgarnięcia na moim Instagramie, więc zachęcam Was do śledzenia mojego konta! ;) Z konkursem ruszamy jeszcze w tym tygodniu!


W ogóle, gdy tak myślę o kosmetykach Marca Jacobsa, to do głowy przychodzi mi tylko dobra jakość i stylowe opakowania. Design zewnętrzny jest bardzo w moim guście (zwłaszcza produktów do twarzy), a zawartość często jest warta swojej ceny. To pierwszy z serii postów o trójce wspaniałych danej marki, choć MJ może się spodziewać ode mnie jeszcze jednego wpisu w kwestii kosmetyków godnych polecenia.

A Wy? Macie jakieś perełki tej marki? 
DO GÓRY