TOP 9 SERIALI NA NETFLIXIE

Friday, May 26, 2017 -

najlepsze-seriale-na-netflixie

Dzisiaj mi trochę wstyd, bo w sumie... okazuje się, że tracę mnóstwo życia na miejsca w sieci, które zabierają mi czas. Są jednak takie, które są małymi grzeszkami, które po prostu sprawiają ogromną przyjemność. Jednym z nich jest Netflix. 

Nadal jest mi żal, że na polskim Netflixie brak takich pozycji, jak chociażby Przyjaciele, których chciałabym obejrzeć w znakomitej jakości, gdy tylko mam na to ochotę. Jednak, baza filmowa i serialowa jest bardzo ciekawa i dzisiaj chcę Wam przedstawić kilka pozycji, na które warto poświęcić swoje wolne wieczory. Czy tam noce, jak wolicie. 

najlepsze-seriale-na-netflixie

ABSTRAKT: Sztuka Designu 

To seria dokumentów, które dotyczą szeroko pojętego tematu tworzenia. Jest przyjemnie dla oka, a odcinki dotyczą wielu, naprawdę ciekawych aspektów życia. Praca grafików, architektów i osób, które na co dzień działają bardzo kreatywnie, została tutaj przedstawiona w niezwykle intrygujący sposób. Jest bardzo estetycznie. 

najlepsze-seriale-na-netflixie

LOVE

To w sumie komedia romantyczna, ale nie jest nagrana w taki sposób, jak by się mogło wydawać. Jest czymś lżejszym niż klasyki. Mało atrakcyjny facet spotyka na swojej drodze ciekawą świata, dość walniętą dziewczynę. Wrzucono już nawet drugi sezon, więc nie wiem na co jeszcze czekacie - nadrabiać! 

najlepsze-seriale-na-netflixie

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Genly'ego

Ten serial był i wciąż jest dla mnie zaskoczeniem. Genialny klimat, trochę na pograniczu absurdu, z odrobiną sci-fi, niesamowita intryga i świetna gra aktorska. Nie nudziłam się nawet przez chwilę i Wam również polecam sprawdzić ten serial. Jest wyjątkowo lekki i wciągający. 

najlepsze-seriale-na-netflixie

House of Cards 

Prezydenta Netflixa przedstawiać nie trzeba. Kevin Spacey jest dla mnie im starszy, tym lepszy. Lubiłam go w American Beauty, ubóstwiam go w HoC. Rola Francisa Underwooda, to dowód na to, że można lubić i kibicować człowiekowi złemu do szpiku kości. Razem z żoną, Clair, tworzą duet idealny. Jest ostro, brutalnie, a surowy klimat przyprawia o dreszcze. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon i mam nadzieję, że wciągnie mnie równie mocno, co poprzednie.

najlepsze-seriale-na-netflixie

Stranger Things 

Szturmem zdobyło serca wielu maniaków seriali, nie tylko w Polsce. Świat dosłownie oszalał na punkcie przygód grupy nastolatków. Jest zabawnie, ale miejscami też strasznie, więc nie polecam oglądać w samotności. Ja urządzam sobie wspólne seanse, bo inaczej jest zbyt creepy. Świetna gra aktorska, nawet w przypadku dzieciaków. Warto sprawdzić! 

najlepsze-seriale-na-netflixie

Grace i Frankie 

Włączyłam go sobie kiedyś totalnie przypadkowo i tak już z nim zostałam na stałe. To opowieść o dwóch przyjaciółkach w niedoli, które po kilkudziesięciu latach w małżeństwie dowiadują się od swoich mężów, że ci postanawiają od nich odejść i zacząć żyć swoim życiem, homoseksualnym życiem. Nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby po 40 latach małżeństwa okazało się, że mój mąż jest gejem, ale Jane Fonda świetnie obrazuje to, jak może czuć się w takim wypadku kobieta. Jest zabawnie, lekko, choć z obyczajowym zacięciem. 

najlepsze-seriale-na-netflixie

Black Mirror 

Po tym serialu spodziewałam się czegoś kompletnie innego. Byłam wręcz przekonana, że jest to serial, w którym główną rolę "gra" jakieś lustro, w którym człowiek widzi alternatywną rzeczywistość lub robi coś, czego by nie chciał zrobić. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się być to zlepkiem historii, kompletnie ze sobą na pozór niepowiązanych. Dlaczego na pozór? Bo mimo że nie trzeba w tym przypadku oglądać niczego po kolei, to śmiało mogę stwierdzić, że dywagacja nad rozwojem technologii w życiu człowieka, to coś co łączy wszystko w jedną całość. Trzeci sezon porwał mnie najbardziej, uważam  go za najbardziej dopracowany i poruszający tematy, o których z przyjemnością chce się rozmawiać. Zwłaszcza odcinek pierwszy, czwarty i szósty (s03) zasługują na chwilę uwagi. Polecam. 

najlepsze-seriale-na-netflixie

Better Call Saul 

Mój ulubiony serial tak naprawdę najbardziej rozkręca się w trzecim sezonie. Jeśli znacie Breaking Bad, to doskonale wiecie, kogo dotyczy ten spin-off. Historia Jimmiego McGilla jeszcze sprzed czasów, gdy poznał Waltera i stał się Saulem, to niewątpliwie jedna z ciekawszych rzeczy, jakie dane jest mi ostatnio oglądać. Rola Mike'a, to istny majstersztyk. Niesamowita gra aktorska, która potrafi wciągnąć nawet pomimo tego, że aktor wypowiada może jedno/dwa słowa przez pół odcinka. Świetna rzecz  dla fanów BB.  

najlepsze-seriale-na-netflixie

Cooked 

Lubicie jedzenie? No to chyba nie powinnam mówić już nic innego, bo to jest zachęcające samo w sobie. Trochę to krótkie, bo ma tylko cztery odcinki, ale wiecie - nada się na nudne wieczory, czy nawet gotowanie w kuchni. To dokumenty dotyczące nie tylko jedzenia, ale też kultury. Nie polecam oglądać na pusty żołądek! 

I to tyle. Na razie myślę, że i tak Wam wystarczy, a gdy tylko zbiorę kolejną porcję pozycji do nadrobienia, na pewno się z Wami tym podzielę. Miłego oglądania! 

Dajcie znać w komentarzach, czy tak jak ja, uwielbiacie Netflixa i tracie głowę dla seriali.
Co teraz oglądacie?

Moje sposoby na pielęgnację włosów || Kerastase, L'biotica, Amika oraz Bumble and Bumble

Wednesday, May 24, 2017 -

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

O tym, że żadna ze mnie włosomaniaczka, doskonale wiecie. Temat "przesadnego" dbania o moje włosy jest mi obcy, aczkolwiek... zaczynam się chyba w to wszystko wkręcać. Powoli, bo powoli, ale zaczynam. 

Chcę w najbliższym czasie na pewno wypróbować maseczkę do włosów od Anwen, bo skutecznie zachęcają mnie do tego opinie koleżanek-blogerek. Między innymi Balbiny we wpisie o trzech maskach do włosów.

Dzisiaj jednak  chcę Wam przedstawić odrobinę historię tego, jak udało mi się osiągnąć efekt, z którego jestem niesamowicie dumna. Mam na myśli suche siano, zmienione w lśniące i błyszczące włosy. 

Nigdy na swoje włosy nie narzekałam. Nie mogłam tego robić, bo jestem przez naturę obdarzona dość fajną opcją: są grube, mocne, ciężkie i jest ich mnóstwo. Rosną też szybko. Przy okazji muszę wspomnieć, że są średnioporowate lub wysokoporowate - jeszcze w stu procentach tego nie odkryłam.  Moim jedynym problemem przez lata była nieodpowiednia fryzura. Na szczęście znalazłam już cudotwórcę, który sprawił, że w końcu wyglądam, jak człowiek, a moje włosy skupiają wiele uwagi. Ponownie je zapuściłam ( i nadal to robię), bo teraz już wiem, że krótkie fryzury mi zwyczajnie nie pasują. Cieszę się długimi pasmami, których kolor jest czymś na pograniczu blondu i miodowej rudości, czasami zahaczającym o brąz. Kolor jest niezwykle naturalny i piękny. I nie, jeszcze się w sobie nie zakochałam :) 

W każdym razie, rozjaśniane włosy niestety cierpią. Choćby nie wiem, jak mocne były. Dodając do tego regularny brak używania odżywki, czy maski i olejku, możecie sobie tylko wyobrazić to, że moje końcówki w końcu zaczęły się łamać, a włosy postanowiły przypominać suche siano. Wdrożyłam jednak w końcu w życie kilka produktów, które pozwalają mi na cieszenie się cudownie gładkimi pasmami. Co prawda, nie znalazłam lepszego sposobu na rozdwojone końcówki, niż nożyczki, ale te produkty, o których Wam za chwilę opowiem, są dla mnie najlepsze z możliwych. 

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Szamponów używam różnych. Co prawda, nie skupiam się na nich szczególnie, ale czasami są takie, do których z przyjemnością będę wracać. I jednym z takich jest właśnie Bumble and bumble, Thickening Shampoo /250ml/125zł/. Jest to szampon, który bardzo dobrze oczyszcza mi skórę głowy. W sumie, nadal mam ochotę na wersję Sunday, która jest podobno niesamowicie mocno oczyszczająca, ale  takich produktów nie powinno się nadużywać. W każdym razie, szampon który Wam dzisiaj pokazuję ma na celu zwiększenie objętości włosów. I rzeczywiście to robi. Jestem bardzo zadowolona z jego działania. Włosy znacznie dłużej są uniesione, a ich wredny i niekontrolowany oklap nie zdarza się tak szybko, jak w przypadku zwykłego szamponu. Poza tym, to po prostu szampon - nie ma się co nad nim dłużej rozwodzić. 

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Do mojej pielęgnacji na stałe włączyłam też maskę do włosów marki Amika, Nourishing Mask z rokitnikiem /28$/250ml/. Marka te jeszcze nie jest dostępna w Polsce, ale już wkrótce powinna pojawić się w perfumerii Sephora. Było mi dane przetestować dwa produkty z linii włosowej wcześniej i śmiało mogę Wam polecić tę pozycję (drugą również, ale dotyczy stylizacji włosów i na pewno Wam ją jeszcze pokażę). Maska jest gęsta i treściwa. Używam jej raz w tygodniu, czyli tak naprawdę co 2. mycie. Zdarza mi się stosować ją na noc, ale raczej staram się jej nie zostawiać na tyle godzin bez potrzeby. Nie ukrywam jednak, że jest to jeden z przyjemniejszych produktów, jakie dane mi było testować. Przepięknie pachnie, zupełnie jak dobry zabieg u fryzjera. I właśnie taki efekt pozostawia po sobie. Nawilża moje pasma i sprawia, że są sypkie, i gładkie. Lśnią i widać, jak poprawia się ich kondycja. Rokitnik ma w tym przypadku dogłębnie odżywiać i rzeczywiście to robi.

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Dołączyłam też olejek Kerastase Elixir Ultime do włosów koloryzowanych /ok. 139zł/100ml/. Ogólnie, jest to dla mnie przereklamowany produkt. Co prawda, lubię jego właściwości. Rzeczywiście, fantastycznie nabłyszcza moje włosy, pięknie wyglądają dzięki niemu nie tylko proste pasma, ale też loki, ale... taki sam efekt można uzyskać milionem innych olejków do włosów. Dlatego sądzę, że nie skuszę się na ponowny zakup, gdy wykończę tę buteleczkę. Starcza mi na dość długo, zważywszy, że używam go prawie codziennie. Zabezpieczam w ten sposób końcówki przed nadmiernym rozdwojeniem. W ciągu pół roku, zużyłam pół buteleczki. Wydajność w związku z tym jest na plus. Jednak, to co mnie skusiło do zakupu, to zapach. Kocham, gdy moje włosy pięknie pachną i gdy dotarło do mnie, że jego woń przypomina perfumy Chanel, Mademoiselle, wiedziałam że muszę go mieć. Jakież było moje zdziwienie, gdy zapach zniknął po kilku miesiącach używania. Olejek nadal pachnie, ale to już nie to samo. Zapach zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach i bardzo mi się to nie podoba.

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Na koniec zostawiłam nowość w mojej pielęgnacji, czyli L'biotica Biowax Gold, Oleo krem, oleje afrykańskie arganowy i z baobabu /ok. 17zł/125ml/,  czyli krem nawilżający do włosów, który swoją konsystencją przypomina coś pomiędzy serum do włosów a lekką odżywką. Bardzo szybko się wchłania i może być stosowany zarówno na sucho, jak i na mokro. Niewielką ilość wgniatam we włosy (wielość ziarenka grochu na połowę włosów) na mokro i suszę je letnim strumieniem powietrza. Niestety, nie umiem żyć bez suszarki i rezygnacja z tego urządzenia w moim życiu nigdy nie nastąpi. Nie ma takiej opcji, bo... serio, moje włosy wyglądają fatalnie, gdy pozwalam ich wyschnąć samodzielnie. Czasami używam też oleo kremu na suche pasma, a następnie wciskam w nie jeszcze odrobinę olejku Kerastase. Taka mieszanka nie obciąża mi włosów i działa na nie bardzo dobrze. Są odżywione i przyjemnie gładkie.


To wszystkie produkty, których aktualnie używam do pielęgnacji moich włosów. Dajcie mi koniecznie znać, czy znacie któryś z przedstawionych kosmetyków. I polećcie mi koniecznie Wasze ulubione maski i odżywki! 
Czekam na Wasze komentarze.

Moje ulubione kosmetyki ostatnich tygodni || Chiodo, Blend it, Essence, NARS, Rituals i inni

Monday, May 22, 2017 -

ulubiency-kosmetyczni

O maseczkach COSRX, Holy Moly Snail Mask pisałam Wam przy okazji ostatniego przeglądu pielęgnacyjnego z Azji. Staram się wybierać produkty mądrze i chciałabym dzielić się z Wami informacjami na tematy tych, na które naprawdę warto zwrócić uwagę. A właśnie na to zasługuje ta maseczka. O mucynie śluzu ślimaka pisałam we wpisie, do którego zalinkowałam w nazwie maseczki, ale przypomnę Wam tylko szybko, że to naprawdę superprodukt nawilżający. Na bok odstawcie swoje obrzydzenie (które łapie też i mnie), gdy myślicie o śluzu i ciągnącym się glutku. Mamo, jak to nawilża! Skóra jest gładka i napięta po kilkunastominutowym relaksie z tym produktem, więc liczę, że znajdziecie dla niego miejsce w swojej pielęgnacji. 

Rituals, to marka, którą do tej pory potrafiłam dorwać tylko na strefie bezcłowej na lotniskach. Cudowne produkty do pielęgnacji ciała w końcu są już w naszej Sephorze i bez problemu można je kupić w każdej chwili. Rituals of Sakura, to pianka w żelu pod prysznic /38zł/100ml/, która jest bardzo gęsta i fantastycznie się sprawdza podczas brania szybkiego prysznica. Przy okazji jest wydajna i pięknie pachnie, a zapach ten na długo utrzymuje się na skórze. Polecam serdecznie. Nie mogę też zapomnieć o peelingu Good Luck Scrub /86zł/450ml/, którego składem rządzi energizująca słodka pomarańcza i drzewo cedrowe. Każda miłośniczka cukrowych peelingów do ciała, które mają w sobie mnóstwo dobroczynnych olejków będzie zachwycona. Fenomenalne złuszczenie, nawilżenie przy okazji dobrych jakościowo składników i superzapach. Ja pod prysznicem nie oczekuję niczego więcej. No, może poza pojemnością :) 

ulubiency-kosmetyczni

Jimmy Choo, Flash, to zapach który lata temu udało mi się zgarnąć na mega wyprzedaży w Sephorze. Wracam do niego kilka razy w roku, bo mam na niego ochotę tylko czasami. Ostatecznie, lubię go, ale mamy dość trudny romans. Jest słodki i ciężki, z wyczuwalną nutą truskawki. Doskonale uzupełnia niezdecydowanie pogodowe tegorocznej wiosny, a co za tym idzie, rozchwianie emocjonalne w mojej głowie. Jest trwały i pięknie się na mnie rozwija. Lubimy się, teraz.

Chiodo, Primer bezkwasowy, to produkt który zrewolucjonizował moją przygodę z manicurem hybrydowym. Używam go namiętnie nie tylko na sobie. Odtłuszcza płytkę paznokcia i przedłuża trwałość lakieru hybrydowego. Wystarczy nałożyć go na paznokieć i odczekać około 30 sekund by produkt odparował. Stanowi on bardziej lepką warstwę, do której może przykleić się baza. Superprodukt i naprawdę go Wam polecam, nawet jeśli nie macie problemu z trwałością manicure. 

ulubiency-kosmetyczni

thisworks, Deep Sleep Pillow Spray, to produkt który pokochałam na nowo. Dlaczego? Miałam go już od dawna, skuszona wyjazdem koleżanki do UK, która przywiozła mi go na moje życzenie. Miałam już wtedy małą wersję tego produktu, jednak postanowiłam zaopatrzyć się w większy rozmiar. To nic innego, jak uspokajający, lawendowy spray na poduszkę, który używamy przed snem. Warto uważać z ilością. Dwa-trzy psiknięcia w zupełności wystarczą. Zbyt wiele może odnieść odwrotny skutek od zamierzonego. Pomaga mi zasnąć i mieć przyjemniejszy, bardziej regenerujący sen, więc zdecydowanie polecam tego typu aromaterapię. Z tego co mi wiadomo, marka ma wejść do polskiej Sephory, także wypatrujcie jej uważnie. 

ulubiency-kosmetyczni

Catrice, 24 h made to stay makeup, to podkład, z którym nie sądziłam, że się polubię. Głównie przez fakt, że nie jestem fanką matujących podkładów. Ten jednak robi na mojej buzi cuda i wygląda naprawdę ładnie. Boję się, że przez niego jeszcze kiedyś przejdę na stronę matu! Nie grozi mi to jednak, bo moja sucha cera nie przepada za mocnym matem. Ten tutaj w połączeniu z bazą, o której wspominam poniżej, daje mi idealny efekt. Szkoda, że potrafi oksydować (właściwie nie wiem dlaczego). Robi to niezależnie ode mnie i pielęgnacji, jakiej używam - jakby żył swoim życiem. 

Becca First Light Priming Filter, to nowość, która szturmem zdominowała mój makijaż. Używam jej dosłownie przed każdym pomalowaniem się, nieważne czy jest to makijaż na tak zwaną szpachlę, czyli każdy z możliwych kroków mający na celu wyglądanie nieskazitelnie, czy też makeup no makeup, który preferuję na co dzień. Ma niebieskie zabarwienie, które znika przy rozsmarowywaniu. To zastrzyk nawilżenia dla skóry. Daje cudowny, wypoczęty i rozświetlony efekt. Jest najlepsza! 

ulubiency-kosmetyczni

Sephora Beauty Amplifier, to spray, który służy mi nieustannie do utrwalania mojego makijażu na co dzień. Używam go tak często, że aż zaczyna się to robić nudne. Polecam jednak każdej z Was, która nie chce tracić milionów na setting spray. Ma wygodny atomizer, nie tworzy plam jak Fix+ z MACa i świetnie daje radę. 

Juicy Shaker w kolorze Berry Talk, to produkt, z którym bardzo rzadko się ostatnio rozstawałam, a za każdym razem, gdy przytrafiło mi się go ze sobą nie zabrać z domu, było mi zwyczajnie go brak. To olejek do ust, który ma w sobie delikatny tint. Fajny gadżet do torebki, bo jego wygląd na pewno zwraca uwagę, ale poza tym, jest też przyjemnym, lekkim produktem do ust, którym nie trzeba się przejmować w ciągu dnia. Można go nałożyć bez lusterka, a jak się zje podczas posiłku, to nie robi tego w brzydki sposób. 

ulubiency-kosmetyczni

NARS, Bumpy Ride, to mój róż idealny, od którego mnie aktualnie nie odciągniecie żadną siłą. Wygląda na moich policzkach delikatnie, naturalnie, dziewczęco, a ja się tylko nim zachwycam i zachwycam. Piękny woal koloru, lekka i błyszcząca poświata oraz świetna jakość, a co za tym idzie trwałość. 

Essence My Must Haves z naciskiem na cień w kolorze Cotton Candy, który w każdym z możliwych makijaży, jakie ostatnio wykonywałam na sobie, lądował w wewnętrznym kąciku oka. Jest pastelowy, ale niezwykle błyszczący i pięknie ożywia spojrzenie. No i świetnie się trzyma, nie traci na intensywności w ciągu dnia, a ja jestem szczerze zaskoczona jego jakością! 

ulubiency-kosmetyczni

Cat Lashes od Burberry mówiłam Wam już wielokrotnie i nie wiem... muszę się powtarzać? Same wiecie, jak dobrze wygląda na moich rzęsach. Jak pięknie je podkręca, jak cudownie utrzymuje ten efekt przez cały dzień i otwiera spojrzenie. Jestem nią zachwycona i obawiam się, że nie będę chciała już nigdy żadnej innej maskary. Oczywiście, nadal będę testować mi nieznane, taka praca blogera, ale... chyba znalazłam ulubieńca wszech czasów. 

Marmurowa gąbeczka od Blend it, to nie jest mój must have, bo równie dobrze zakochać się można w jej każdym innym kolorze. Dla mnie nadal BB jest lepszy, nadal przyjemniej mi się go używa, ale nie ukrywam, że jest to najlepsza konkurencja z dostępnych na rynku. Idealnie miękka, świetnie radzi sobie z podkładem, korektorem i innymi kremowymi produktami. Jest miękka i po prostu super. A jej cena, totalnie niższa niż oryginalnego różowego jajka. Jak dla mnie zwycięstwo. 

I to tyle. Uff! Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do końca ;)
Znacie jakieś kosmetyki, które dzisiaj wymieniłam?
Koniecznie podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!

MEKEUP MENU: Brzoskwiniowy makijaż, idealny dla niebieskiej tęczówki

Friday, May 19, 2017 -


Makijażowe wyzwania, które stawiam sama przed sobą, to coś, co czasami mnie przeraża. Myślę sobie od czasu do czasu, że przecież nie jestem makijażystką. no i nie mam też miliona paletek. Pomysły kiedyś się kończą, zwłaszcza jeśli jest się makijażową nudziarą. Lubię złoto, beże, brązy. Rzadko sięgam po inne kolory. Jednak, zawsze w takim momencie chwyta mnie jakieś parcie na modne w danym sezonie barwy. Ostatnio zwariowałam na punkcie różu, brzoskwini i wina. 

W dzisiejszym wpisie przedstawiam Wam lekką wariację z elementem, który według mnie, zmienia makijaż diametralnie i dodaje mu pikanterii. Jeśli jeszcze nie wiecie, o jakim produkcie mówię, to już spieszę z wyjaśnieniami! Oczywiście, chodzi mi o lekko roztartą, rozdymioną wręcz kreskę tuż przy linii rzęs. Efekt ten udało mi się uzyskać przy użyciu jednej z kredek Marca Jacobsa, Matte Highlighter. Pokazywałam go już Wam w akcji podczas MAKEUP MENU: FineWine.


Makijaż z paletką Too Faced, Sweet Peach w odcieniach różu pojawił się już na blogu tutaj. Ten dzisiejszy jest mocniejszy i ma pewien smaczek. Użyłam tutaj, jak z resztą doskonale widzicie, więcej odcieni złota i rozblendowałam załamanie kolorami różu i ciepłej czekolady. Nadal jednak, pozostałam wierna trendowi na brzoskwiniowo-różowy look. Kolory te potęgują wrażenie, że moja tęczówka jest jeszcze bardziej niebieska, niż zazwyczaj. A cały makijaż pasuje świetnie do moich karmelowych włosów. 

Na usta nałożyłam pomadkę, o której ostatnio zapomniałam, a nie powinnam. Mam na myśli matową szminkę Liquid Lip Velvet w kolorze Brilliant Violet. 


Już kilka makijaży z serii MAKEUP MENU pojawiło się na blogu i możecie je obejrzeć tutaj:

Mam nadzieję, że się Wam ten look spodobał. Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach, czy lubicie takie kolory i używacie ich na co dzień. 

CHIODO PRO || Zestaw startowy do paznokci hybrydowych

Wednesday, May 17, 2017 -

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

Na nowo zakochałam się w hybrydach i powiem Wam szczerze, że lepszych chyba nie miałam. Parę porażek po drodze przerobiłam, ale jak się okazało - wszystko było z mojej winy. Mieszałam bowiem bazy, kolory i topy różnych marek, które niekoniecznie chciały ze sobą grać. W każdym razie, odkąd w całości przestawiłam się na markę Chiodo PRO, moje paznokcie potrafią wytrzymać dużo więcej, niż poprzednio. A męczę je nieustannie. 

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

W takim zestawie znajdują się z reguły co najmniej dwa lakiery hybrydowe, kolorowe. Mówię co najmniej, ponieważ zestaw, który Wam dzisiaj pokazuje jest już niedostępny na stronie. Są za to inne, w których znajdziecie nawet więcej kolorowych możliwości. Ja dzisiaj prezentuję Wam dwa odcienie Chiodo Pro Soft w kolorze 263 Maggots oraz 180 Neon Summer. Ten pierwszy pokazywałam Wam już kiedyś na blogu. To niesamowita czerwień, tak żywa, że ma się ją ochotę schrupać. Neonowego pomarańczu jeszcze nie próbowałam i się go trochę boję, ale pewnie nada się na wakacje i spacery po plaży.

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

Oczywiście, prócz lakierów kolorowych niezbędna jest grająca z nimi baza ProSoft oraz top ProSoft, który wymaga odtłuszczenia. W tym celu należy skierować łapki do Hybrid Cleanera (50ml), dołączonego do zestawu. Znajdziemy też Remover, który jest chyba najlepszym na rynku. Jeszcze nie spotkałam się z tak szybko działającym produktem, który przy okazji nie wysuszałby moich skórek do granic możliwości. Przetestowałam już naprawdę wiele i kilka lat byłam wierna Removerowi z Silcare, ale na dobre zmieniam go na ten z Chiodo Pro. 

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

W takim zestawie startowym muszą znaleźć się zawsze przyrządy, którymi możemy wykonać idealny manicure, a zatem płytka paznokcie musi być należycie przygotowana. Dlatego w pudełku znajdziecie pilnik 180/100, blok polerski oraz patyczki drewniane z drewna pomarańczowego. 

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

Przenośna lampa LED ma moc 24W. Jest lekka i ma wygodny rozmiar. W końcu nie męczę się z dużą lampą na żarówki, więc jestem z niej niezwykle zadowolona. Czas utwardzania lakierów, to w jej przypadku odpowiednio 30s oraz 60s. Czasami aż mnie to zaskakuje i nie chce mi się wierzyć, że tak krótki czas utwardza lakier (w porównaniu do dwóch minut ze zwykłą lampą, to dla mnie postęp, którego moja głowa nie ogarnia :D ).  

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

Dodatkowo, spodziewajcie się dwóch produktów przed i po manicure. Jednym z nich jest oliwka do skórek, która pięknie pachnie i przyjemnie nawilża wystawione na zabiegi skórki. Drugi, to Primer bezkwasowy, który jest moim odkryciem tego roku. Dzięki niemu moje paznokcie wytrzymują znacznie dłużej w nienaruszonym stanie. Produkt ten działa na zasadzie "przylepki". Wystarczy nałożyć go na paznokcie tak, jak zwykły lakier. Poczekać około 30 sekund i na to nałożyć bazę. Gwarantuję Wam, że znacząco zmieni to Wasz manicure. Koniecznie wypróbujcie!

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft

Do tego w każdym zestawie znajduje się losowo wybrany efekt syrenki oraz wygodny przy pracy ręczniczek z logo marki. No i konieczność, czyli waciki bezpyłowe, bez których nie ma mowy, żeby wykonać dobry manicure oraz folie, które ułatwiają ściągnięcie lakieru hybrydowego. Odkąd zaczęłam działać tą metodą, ściąganie idzie mi znacznie szybciej i łatwiej. Bardzo polecam!

Niestety mojego zestawu nie dostaniecie już na stronie (mam nadzieję, że jeszcze wróci do sprzedaży), ale podsyłam Wam linki do kilku innych, równie ciekawych. 
Ten tutaj posiada przenośną lampę z mocą 9W a w jego skład wchodzi więcej kolorowych lakierów hybrydowych. Drugi zaś posiada lampę o konkretnej mocy 48W i zestaw lakierów z wersji PRO, o której na pewno jeszcze Wam opowiem. Warto skorzystać z promocji na stronie, bo oba zestawy objęte są teraz zniżką, -50 i -80zł.

zestaw-startowy-do-paznokci-hybrydowych-chiodo-pro-soft


Ja jestem zakochana w lakierach hybrydowych i podejrzewam, że już nigdy nie wrócę do standardowych lakierów. Za dobrze mi i zbyt wygodnie, po prostu. A Wy? Lubicie manicure hybrydowy? Znacie Chiodo Pro? 

SEZON NA RÓŻ || Moje ulubione kosmetyki w różowym kolorze

Monday, May 15, 2017 -

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

O różowym kolorze można mówić wiele.Warto zauważyć, że używany w nadmiarze może oszpecić nie tylko naszą twarz, ale też i "duszę". Nie oszukujmy się, nie od dziś blondynki walczą ze stereotypem różowej lali. Dlatego mnóstwo kobiet ucieka przed tym kolorem, jak kot od wody. Ale, czy ten róż jest taki straszny, że powinnyśmy się go bać? 

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

RÓŻOWY POLICZEK 

Od zawsze byłam miłośniczą różu na policzkach. Odrobina tego produktu potrafi zdziałać cuda i nadać cerze blasku. Automatycznie możemy oszukać otoczenie, że jesteśmy wyspane i zdrowe. Dlatego warto mieć w swojej kosmetyczce kolor, który idealnie imituje nasz naturalny rumieniec. Mój jest lekki, pastelowy, nienachalny. No, chyba że się zawstydzę, albo zmarznę. 
Jednym z moich stałych ulubieńców od lat jest róż Le Blush Creme de Chanel w kolorze 64 Inspiration. Aż się sama sobie dziwię, że jeszcze nie doczekał się on osobnej recenzji. Muszę to koniecznie zmienić. To kremowy róż, który znakomicie się blenduje i fantastycznie utrzymuje na policzkach. Dodaje dziewczęcości i niewątpliwie pięknie wygląda na licu. Co więcej, bardzo lubię go też nakładać na usta. Makijaż jest wtedy spójny i nienachalny.

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

Kolejnym ulubieńcem w tej kwestii jest też nowość marki NARS, róż w odcieniu Bumpy Ride. Absolutny fenomen! Nie spodziewałam się, że zakocham się jeszcze kiedyś w różu od tego producenta, bo Orgasm mi zwyczajnie nie podszedł. Kompletnie nie zgrywał się z moją cerą i jakoś tak wyglądał, nijako. Bumpy Ride, to totalne przeciwieństwo. Jedwabista konsystencja pozostawia po sobie woal koloru naturalnego, błyszczącego rumieńca. Cudo!

Warto też przy okazji wspomnieć o różu Tarte Amazonian Clay 12-hour blush w kolorze Tipsy, który kupiłam sobie lata temu podczas pierwszych zakupów w amerykańskiej Sephorze.  Sentyment jest ogromny. Mimo że nabierany palcem wydaje się nie mieć żadnej pigmentacji, podczas aplikacji pędzlem można sobie nim zrobić krzywdę, więc radzę uważać. To jeden z tych kolorów różu, które wpadają w koral i dają bardzo zdrowy, wakacyjny rumieniec.

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

O mojej miłości do Clinique Cheek Pop w kolorze Berry Pop, już kiedyś pisałam. Jednak, powędrował on do szuflady razem z miliardem moich innych różów do policzków i wiecie co? Zapomniałam o nim. Na śmierć! Przy okazji szukania różowych kosmetyków do tego wpisu, trafiłam na niego na nowo i postanowiłam wrzucić do pudełka z aktualnie używanymi produktami. Zasłużył na to! Jego jagodowy odcień, to już zdecydowanie mocniejsza zabawa na policzku, ale warto się na niego czasem skusić, bo nie ukrywam - jest to jeden z tych odcieni różu, który dodaje makijażowi pikanterii i potrafi stanowić cały look.

Ingrid Satin Touch w kolorze 10, to produkt, który trafił do moich zbiorów totalnie przypadkowo i cieszę się, że się u mnie znalazł. Polubiliśmy się od samego początku. Głównie za to, że jest bardzo subtelny. Daje delikatny kolor, ale i bardzo naturalny efekt glow, dzięki czemu policzki wyglądają na nawilżone i błyszczące.

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy
Kolejność od lewej: NARS, Ingrid, Tarte, Chanel, Clinique, Sephora

Jako ostatni przedstawiam Wam żelowy róż marki Sephora, w kolorze 03 Orchid. Jego lekka konsystencja pozwala na łatwą i swobodną aplikację, bez plam. Pozwala się dokładać, więc bez problemu można nim osiągnąć bardzo subtelny, jak i przerysowany efekt. Dobrze współpracuje z podkładami i nie mam mu nic do zarzucenia. Fajny z niego koleżka. 

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

RÓŻOWE USTA 

Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała Wam w tym wpisie moich ukochanych szminek i pomadek. Sephora, Outrageous Plump Effect w kolorze 06, to chyba jedyna pomadka z serii tych "powiększających" usta, która mi odpowiada. Przede wszystkim, nie gryzie mnie, tak jak potrafią to robić na przykład produkty Too Faced. Ma przyjemny aplikator i wygodnie się nadkłada. Smacznie pachnie, mocno błyszczy i dobrze się trzyma. To taki rodzaj gęstego błyszczyka. Polubiłyśmy się. 
Kolejnym produktem do ust jest Sephora Rouge Brilliance 51, czyli jedna z pomadek, na które warto zwrócić uwagę podczas zakupów w Sephorze. Zwłaszcza gdy panuje promocja na markę własną. Jest kremowa, lekko napigmentowana, błyszcząca i przyjemnie sunie po ustach. Warto ją przetestować. 
L'Oreal Color Riche w kolorze 103 Blush in a Rush, nie lubię tylko za zapach. Pomadki L'Oreala mają ten mankament, że pachną, jak szminki mojej babci. W związku z czym źle mi się kojarzą (głównie z kiepską jakością). Na szczęście, jeśli przeżyjecie ten kiepski zapach, dostaniecie w zamian produkt cudo. Pomadka jest niezwykle kremowa i prawdziwie różowa. W sensie, to taki różowy nude, który pasuje zarówno do mocnych makijaży wieczorowych, jak i szybkich porannych makeupów do pracy. 
Tarte Amazonian Butter Lipstick w kolorze Watermelon, to również jeden z pierwszych zakupów z Sephory zza Oceanu. Jest niezwykle kremowa i ma piękne, błyszczące wykończenie. To jedna z tych pomadek, która niby ma kolor, ale jednak nie jest to jednolity pigment. A mimo to, wygląda na ustach prześlicznie. Nawilża tak dobrze, jak niejeden kosmetyk pielęgnacyjny do ust. Idealna na lato. 
Shiseido, Rouge Rouge w kolorze Crime of Passion już kiedyś czytałyście na łamach mojej strony. Kocham ją niezmiennie i nadal uważam za jeden z piękniejszych odcieni zgaszonego różu, który nada się na każdą okazję. 
A do Lancome Juicy Shaker w kolorze Berry Tale wróciłam ostatnio ze zdwojoną siłą. Trafił do mojej torebki i od tej pory go nie opuszczam. To tak naprawdę olejek z kolorem, więc sprawdza się w dni, w których moje usta wołają o pomoc. A jest ich ostatnio zbyt wiele! W każdym razie, nie grzeszy trwałością, ale jego aplikacja to sama przyjemność, więc ostateczna ocena idzie na plus. 
Rzadko sięgam po produkty NYXa, bo zwyczajnie nie jestem nimi jakoś szczególnie zachwycona. Za to NYX Butter Gloss w kolorze Peaches and Cream, to produkt, po który sięgam z przyjemnością, gdy za oknem widać wiosnę lub lato. Lekka formuła może odrobinę się lepi, ale za to ma przyjemny kolor i fajną pigmentację. Jest lekki i wygląda na ustach po prostu dobrze. 
Na sam koniec zostawiłam creme de la creme, czyli Burberry Nude Blush, o której pisałam Wam przy okazji wpisu, jak zmienić makijaż dzienny w wieczorowy. To kremowa pomadka w przyjemnej formie. Nadaje się na każdą okazję i fenomenalnie sprawdza na co dzień. Praktycznie się z nią nie rozstaję, bo jej nawilżająca formułą oraz lekko różowy odcień, to coś czego zawsze szukam w mojej torebce do poprawek w ciągu dnia. Zwróćcie na nią uwagę.

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy
Kolejność od lewej: L'Oreal, Sephora Outrageous, NYX, Tarte, Lancome, Burberry, Shiseido, Sephora

RÓŻOWE OCZY 

Po różowe cienie do powiek sięgam rzadziej, choć nie ukrywam, że czasami mam totalnego świra na punkcie tego koloru na moich oczach. Co prawda, ostatnio w wewnętrznym kąciku namiętnie ląduje cień od Essence w kolorze Cotton Candy, ale lubię go też w pojedynkę, na całej ruchomej powiece. Jest błyszczący i niezwykle trwały, a jego kolor różowej, pastelowej waty cukrowej, to coś, co kradnie moje serce na nowo podczas każdego makijażu. Cudo! 

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

Lubię też sięgać po cienie z paletki Too Faced Sweet Peach w kolorach Just Peachy, Candied Peach oraz Bellini. To jedne z tych nieoczywistych różów, które ożywiają makijaż oka i dodają polotu. Mam dla nich jednak pewnego rodzaju zamiennik, choć nie jest od dokładny jota w jotę. Mam tutaj na myśli cienie z paletki New-Trals vs Neutrals od Makeup Revolution. Dobre jakościowo cienie, które swoim pigmentem zdobyły moje serce. Choć na próżno szukać tutaj można kolorów dostępnych w paletce Too Faced, bez problemu zaspokoją one pragnienie wykonania różowego makijażu oka. 

RÓŻOWY ZAPACH 

Zapach, to coś z czym nie potrafię się rozstać. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez wcześniejszego użycia perfum. Nie ukrywam, że gdy mi się to zdarza (choć rzadko), czuję się nieswojo. Wiosna kojarzy mi się z kilkoma zapachami, które są nie tylko różowe w buteleczce, ale też wewnątrz. Po prostu, ten kolor można od nich wyczuć nosem (nie, nic nie brałam, że wiem jak pachną kolory :D) 
Zacznę od Miss Dior od Diora, która jest zachwytem i rozczarowaniem w jednym. To jeden z tych zapachów, które niezwykle bardzo mi się podobają, ale równocześnie nie podoba mi się ich słaba trwałość. Mam wersję wody toaletowej i jej nie polecam. Jednakże, mimo że na mojej skórze zapach ten się gubi i nie utrzymuje przez cały dzień, na ubraniach i we włosach jest zupełnie inaczej. Tak, wiem, nie powinnam spryskiwać włosów perfumami, ale i tak to robię. Lubię, gdy moje włosy pięknie pachną. 
Następna w kolejce będzie na pewno Stella by Stella McCartney. To jeden z tych zapachów, który jak żaden inny, potrafi mnie zabrać w piękne miejsca. Nie widzę innego porównania, jak to, że ten zapach to po prostu wiosna zamknięta w butelce. Pachnie dokładnie tak. 
Mon Guerlain od Guerlain, to miniatura w mojej kolekcji, która sądzę że doczeka się pełnego wymiaru produktu. Zapach jest trochę cięższy i zdecydowanie bardziej wieczorowy, ale w sobie coś niespotykanego i bardzo intrygującego.
J'adore Dior w klasycznej wersji, to dla mnie zapach czystości. Bardzo lubię takie perfumy i są one dla mnie odpoczynkiem od tych słodkich, cięższych które noszę na co dzień. Dlatego każdej miłośniczce świeżości, polecam przyjrzeć się tej pozycji na rynku zapachowym. Temat ponadczasowy i zdecydowanie znajdujący wiele miłośniczek. 
Na koniec dwie perełki, czyli Chanel, Mademoiselle oraz Victor&Rolf, Flowerbomb. Oba bardzo słodkie, oba ciężkie i wyjątkowo kobiece. Kocham je tak samo wielką  miłością i lubię używać naprzemienne. Kojarzą mi się z elegancją i zmysłowością.

A tutaj prezentuję Wam makijaż, który powstał przy wykorzystaniu większości produktów, o których dzisiaj mówię. Wpadajcie na MAKEUP MENU. 

najlepsze-kosmetyki-w-kolorze-rozowym-roze-do-policzkow-pomadki-szminki-cienie-brzoskwiniowe-slodkie-swieze-perfumy

A Wy? Decydujecie się ostatnio na coraz więcej różu? 

NARS, Charlotte Gainsbourg Collection

Friday, May 12, 2017 -

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

Kosmetyki NARS, to mój konik. Nigdy nie ukrywałam przed Wami, że jest w nich coś takiego, co mnie przyciąga. Co prawda, miałam już kiedyś mały epizod z kultowym różem do policzków w odcieniu Orgasm, który mi się zwyczajnie nie spodobał. Jest śliczny, ale tylko w opakowaniu, ponieważ na moim policzku wygląda po prostu średnio. Znalazłam za to inny, przepiękny odcień, którego nie zamienię na żaden inny. Kocham go w takim wydaniu, jak w różowym makijażu, który pokazywałam Wam tutaj.  Zachwycałam się nim już wtedy, gdy pokazywałam Wam wiosenne nowości. 

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

Pisałam Wam też kiedyś o pomadkach NARSa w szminkowych nowościach, ale czegoś takiego, jak Lip Tint w kolorze Double Decker się po tej marce nie spodziewałam. NARS kojarzy mi się z mocną pigmentacją i konkretnymi kolorami. W pierwszej chwili sądziłam, że będzie to mocno napigmentowany błyszczyk w czerwonym, truskawkowo-wiśniowym kolorze. Mocno napigmentowany w moich wyobrażeniach blyszczyk, okazał się być lip tintem, który ma prawie galaretkową konsystencję. Na ustach jest wyczuwalny i sprawia wrażenie, jakby był odżywczym balsamem. Ma lekki kolor i delikatnie barwi usta, nie pozostawiając jednak po sobie zbyt mocnego efektu tintu.

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

Mówiłam Wam już nie raz o ukochanym różu, wspomniałam też kilkukrotnie, że uwielbiam bronzer w odcieniu Laguna. Polecałam Wam go nawet podczas wpisu o tym, na jakie wysokopółkowe produkty warto się zdecydować. W kolekcji stworzonej przy współpracy Charlotte Gainsbourg, zaskoczeniem okazuje się też być Multiple Tint w kolorze Alice (piękny zbieg okoliczności :)). To multifunkcyjny sztyft o półprzezroczystym wykończeniu, który może być stosowany zarówno jako róż do policzków, jak i pomadka do ust, i który daje się swobodnie stopniować. Jest lekki i nie stanowi problemu podczas aplikacji. Jednak, szczerze przyznam, że zdecydowanie bardziej podoba mi się w roli pomadki, niż różu do policzków. W makijażu jaki przedstawiam Wam w dzisiejszym poście, użyłam go w formie różu.

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

O jednym z eyelinerów pisałam Wam już podczas prezentacji jesiennych nowości w kolaboracji z Sarah Moon. Dałam Wam wtedy wyraźnie do zrozumienia, że wykończenie tego produktu bardzo mi odpowiada. Jakość eyelinerów NARSa została potwierdzona tym razem odcieniem nowego Kohlinera w kolorze Nuit D'Encre. To czarny, węglowy w odcieniu eyeliner z wyraźnym, niebieskim ale wciąż neutralnym dodatkiem koloru. Jest miękki i bardzo łatwo się aplikuje. Pozwala stopniować efekt na oku od lekkiego, rozdymionego po mocniejszy, bardziej intensywny. Jest przy okazji bardzo trwały. Raz nałożony, trzyma się cały dzień. 

nars-charlotte-gainsbourg-collection-sephora

Tak prezentuję zarówno róż do policzków, który - same widzicie, daje bardzo delikatny, subtelny efekt. Można go dokładać, ale uznałam, że w tym makijażu, nie zależy mi na zbyt mocnych policzkach. Na oku możecie zobaczyć nieco mocniej użyty eyeliner. 

Lubicie markę NARS? Jaki jest Wasz ulubiony produkt z ich asortymentu?
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co sądzicie o tej kolekcji. 

DO GÓRY