Co kupić podczas promocji -49% w Rossmannie? Najlepsze kosmetyki do makijażu oczu!

Tuesday, April 26, 2016 -


Cześć dziewczyny! 

Dzisiaj rozpoczęła się kolejna porcja promocji w Rossmannie. Tym razem 49-procentową zniżką objęty jest cały makijaż oczu. Nie wiem, jak Wy, ale ja tym razem totalnie odpuściłam sobie promocję w Rossmannie. Niby mogłabym się na coś skusić, ale nie chcę tego robić na siłę. Chomikowanie, to moja największa kosmetyczna wada i staram się jej wyzbyć. Mimo to, przygotowałam dla Was listę kosmetyków, które posiadam lub posiadałam i na które według mnie warto się skusić. 



MASKARY 

Maybelline Lash Sensational - ma swoje zwolenniczki i przeciwniczki. Ja jednak należę do jego wyznawczyń. Co prawda, potrafi mi się osypać, ale wybaczam mu to ze względu na to, że jego dobrze wyprofilowana szczoteczka robi z moimi rzęsami cuda. Pięknie je podkręca i utrzymuje w ryzach przez długie godziny. Właśnie sobie zdałam sprawę, że wypadałoby kupić sobie teraz jedną w zapasie... choćby wersję wodoodporną. Znowu odzywa się we mnie chomik! 

Lovely, Curling Pump Up Mascara - jest tania już przed promocją, a podczas rabatów można ją zgarnąć dosłownie za grosze. Silikonowa szczoteczka ładnie rozczesuje i wydłuża rzęsy. Jednak... warto się od razu zaopatrzyć w dwa opakowania, bo jej największym minusem jest niestety fakt, że bardzo szybko wysycha i nadaje się do kosza. 

Max Factor, 2000 Calorie - klasyk. To moja pierwsza maskara i mam do niej jakiś taki sentyment. Pięknie rozczesuje rzęsy i je unosi. Próbowałam i wersji wodoodpornej, i normalnej. Obie przypadły mi do gustu i obie polecam. 

Maybelline, Mascara Volume Express Big Eyes - warto ją złapać głównie dla tej mniejszej szczoteczki. Wyposażona w dwie końcówki, nadaje się do pogrubienia górnych rzęs i precyzyjnego umalowania dolnych. Za tę mniejszą szczoteczkę ją uwielbiam i uważam, że każda z nas powinna mieć ją w swoich zbiorach. Można raz na zawsze zapomnieć o odbitym na dolnej powiece tuszu. 

 
BRWI 


Maybelline, Brow Satin - nie byłam do niej na początku przekonana, ale okazuje się, że jest to naprawdę fajny produkt do malowania brwi. Polecam wszystkim z Was, które lubią wykonywać makijaż przy pomocy kredki i cenią sobie woskowe konsystencje. Trzeba tylko na nią uważać, bo łatwo się łamie.


L'Oreal Brow Artist Plumper - żel do brwi, z którym się nie rozstaję. Idealnie utrzymuje moje brwi w ryzach przez cały dzień. Można go dorwać z kolorem lub całkowicie transparentny. Polecam, bo wart jest zakupu nawet bez promocji. 

Essence, make me brow - żel dostępny jest w drogerii Natura. Tam dorwiecie go również taniej, bo promocje okupują wszystkie większe drogerie w Polsce. Ma w sobie mikrowłoski, które uzupełniają braki w naturalnym stanie brwi. Nie liczcie jednak na mega utrwalenie, w tym zbyt dobry nie jest. Ale na co dzień, dla delikatnego i naturalnego efektu jest w sam raz.

Catrice, Brow definer - kolejny produkt, który możecie dorwać w Naturze. Ja go bardzo lubię, chociaż trzeba umieć się z nim obchodzić. Nie pozwala on niestety na niewprawną rękę, więc trzeba uważać przy jego używaniu. Mimo wszystko, pigment utrzymuje się cały dzień i nie przemieszcza się. Polecam zarówno miłośniczkom naturalnego efektu, jak i pasjonatkom mocnych brwi. 


CIENIE 




Maybelline, Color Tattoo - chyba najbardziej znane cienie kremowe w drogerii. Jeśli jeszcze ich nie miałyście, a podejrzewam, że jest to graniczące z cudem, to warto rzucić na nie okiem. Przyjemne, trwałe i ładne kolory kremowych cieni mogą służyć, jako produkt indywidualny lub jako baza pod kolejne cienie. 


Max Factor, Excess Shimmer - o tym cieniu, w kolorze bronze już pisałam kiedyś tutaj.  To jeden z przyjemniejszych cieni kremowych na rynku. Polecam je znacznie bardziej, niż te z Maybelline. Głównie dlatego, że są bardziej napigmentowane i ich konsystencja przypomina raczej suflet. Warto go mieć. 

Wibo, Neutral Eyeshadow Palette - warto ją upolować podczas promocji, bo w regularnej cenie musicie za nią zapłacić ponad 30zł. Kusi przede wszystkim błyszczącymi cieniami, na których pigment nie można powiedzieć złego słowa. Maty są trochę słabe, ale da się przeżyć. Jak na drogeryjną półkę, jest naprawdę dobrze. 

Paletki cieni do powiek Provoke - nie grzeszą najlepszą pigmentacją świata, ale powiem Wam szczerze, że kolory są na tyle delikatne i neutralne, że sprawdzą się do codziennego makijażu, jak żadne inne. Naprawdę trudno jest sobie nimi zrobić krzywdę.

AKTUALNE PROMOCJE

Na koniec kilka słów o aktualnych promocjach w drogeriach. Dziękuję Wam oczywiście za każde kliknięcie, które daje mi parę groszy.
W Rossmannie z jednej strony dostać można wszystkie kosmetyki do makijażu oczu za -49%, a z drugiej strony nie zapomniano też o tych, których makijażowa promocja nie obchodzi i odwiedzą Rossmann [KLIK] w zupełnie innym celu. 
Superpharm [KLIK] jest godny uwagi głównie ze względu na promocyjne ceny perfum oraz okazyjne zniżki na makijaż i pielęgnację dla posiadaczy karty LifeStyle. 
Hebe [KLIK]  panuje aktualnie promocja -40% na wszystkie produkty Maybelline i L'Oreal. Wchodzi też promocja -30% na wszystkie marki makijażowe [KLIK]. To coś dla niecierpliwych, którzy nie chcą czekać z tygodnia na tydzień na inną promocję w Rossmannie. 
Drogerie Natura [KLIK] przygotowała promocję DO - 50%. Jednak zniżką nie zostały objęte tylko produkty kolorowe, ale też kosmetyki przeznaczone do demakijażu. Można upolować ulubiony micel w znacznie niższej cenie!

Skusicie się na jakieś nowe kosmetyki?

Co kupić, a czego nie kupować podczas aktualnych promocji? Rossmann, Drogerie Natura, Super-Pharm...

Thursday, April 21, 2016 -


Dam Wam dzisiaj znać o tych rzeczach, na które według mnie warto się skusić. Pragnę tylko przypomnieć, że nawet jeśli jakiś kosmetyk sprawdził się u mnie, to nie znaczy, że będzie tak samo u Was. I na odwrót. Być może w odradzanych przeze mnie produktach znajdują się te, które są Waszymi perełkami. 

PUDRY 

TAK 

Rimmel, Stay Matte - mimo że nie jestem fanką matu na twarzy, to jednak przynajmniej jeden matujący puder w moich zbiorach być musi. Zwłaszcza, gdy wiem, że mam jakieś ważne wyjście lub moja strefa T będzie musiała współpracować z makijażem. Niezastąpiony w tej kwestii jest właśnie ten puder. 

Bourjois, Silk Edition - mój ulubiony puder na co dzień i od święta. Nie znalazłam jeszcze lepszego od niego prasowańca. Daje subtelne, jedwabiste wykończenie. Fantastycznie stapia się ze skórą, utrwala makijaż na długie godziny i nie ciemnieje na twarzy. Prawdziwy rarytas. 

Dr Irena Eris, Shyshine Nude Powder - dostępny w szafie kosmetyków kolorowych dr Ireny Eris, czyli marki Provoke. Uwielbiam go za delikatne wykończenie. Śmiało może grać pierwsze skrzypce przy gruntowaniu korektora pod oczami, ponieważ ma delikatnie rozjaśniające i rozświetlające właściwości. Jest bardzo drobno zmielony. Niezwykle przyjemny. 

NIE 

L'oreal, True Match - jak dla mnie ogromny niewypał. Zbiera się w zmarszczkach, ciemnieje i dramatycznie podkreśla wszelkie niedoskonałości. Nie polecam. 

Bourjois, puder sypki - naprawdę nie rozumiem, dlaczego jest tak chętnie kupowany. Jest to jeden z najgorszych pudrów, z jakimi miałam do czynienia. I mimo tego, że jest porządnie zmielony, nie widziałam jeszcze żadnej osoby, której by nie ciemniał po nałożeniu na twarz. Dramat! 

Rimmel, Lasting Finish 25 HR - kolejny, który miał być świetny, a skończyło się, jak zawsze. Nie polecam. Robi maskę na twarzy, ciemnieje i wygląda nienaturalnie. 

Palety do konturowania 

TAK

W7 Hollywood Bronze & Glow - wzorowana na drogiej wersji od Charlotte Tilbury. Możecie ją dorwać w Drogeriach Natura. Jest naprawdę godna uwagi, ale podobno potrafi uczulać. Mnie na szczęście nie zapchała. 

Wibo, 3 Steps to perfect face - drogeryjna paletka do konturowania (prawie) idealna. Bronzer jest odrobinę za ciepły, ale jakby przymknąć na to oko, to naprawdę warto się na nią skusić. Ma świetny rozświetlacz i za niego ją ubóstwiam! 

L'Oreal, Infallible Sculpt  - totalna nowość na rynku i właśnie dlatego warto się na nią skusić. Kiedy będzie na to lepsza pora niż promocja w Rossmannie? Nigdy! Produkt, to typowy cream to powder, który ładnie stapia się ze skórą. Jestem sceptycznie nastawiona do jasnego odcienia, ale co kto lubi. Warto ją sprawdzić. 

NIE

Wibo, Perfect Look, paleta korektorów do twarz - nie warto w nią inwestować, nawet jeśli będzie to tylko kilka złotych. Jest za gęsta, źle się rozprowadza i po prostu się nie sprawdza. 


Rozświetlacze 

Tutaj żadnego Wam nie odradzę, chociaż mogłabym się przyczepić do rozświetlaczy Lovely. Ja po prostu ich nie lubię, ale swoją robotę robią. Co tu dużo mówić. 

My Secret, Face Illuminator Powder - dorwiecie go w Naturze. Na początku nie byłam do niego przekonana, ale po dłuższym używaniu stwierdzam, że naprawdę jest godny uwagi. Daje piękną taflę.
Wibo, Diamond Illuminator - Mój niekwestionowany ulubieniec. Zawsze gdy mam go na policzkach, zbieram za niego masę komplementów. Niedrogi, a na policzkach wygląda, jak milion dolarów. Must have!
Bell, HypoAllergenic Face&body Illuminating Powder - Jego miłośniczką zostanie każda z Was, która jest posiadaczką bardzo jasnej cery. Nienachalny, zimny, idealny dla porcelanowej cery. 


Róże i bronzery 

TAK

Kobo Matt Bronzing & Contour Powder - to produkt, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Jeśli jeszcze nie macie swojego odcienia Nubian Desert, to nie ma się nad czym zastanawiać. Czym prędzej wybierzcie się do Natury po swój egzemplarz. 

Lovely, Oh oh Blusher  - to holograficzny róż, który jest idealnym zamiennikiem Orgasmu z NARSa. Znajdziecie go też w trio do konturowania od Wibo, z zastrzeżeniem jednak, że ten z trio jest mniej napigmentowany. Idealny dla wielbicielek mocno zaznaczonego policzka. 

Max Factor, Miracle Touch Creamy Blush - i właśnie sobie zdałam sprawę, że on cholera jasna nie jest dostępny w Polsce. Mam jednak nadzieję, że stanie się magia, jak po moim wpisie o kremowych cieniach MF i wprowadzą go do oferty niebawem. To jeden z najlepszych kremowych  róży w drogerii! 

Bourjois, róże wypiekane - starczają na lata, są piękne i długotrwałe. Nie ma się co nad nimi rozpisywać. Warto mieć choć jeden na własność! 

NIE


Maybelline, Dream Touch, kremowe róże - mimo tego, że mają naprawdę fajną gamę kolorystyczną, nie polecam. Nie są zbyt trwałe i nie prezentują się na policzku tak, jak powinny. 

Podkłady i korektory 


TAK 


Bourjois 123 perfect CC Cream - ja mam z nim love & hate relationship. Raz go kocham, raz go nienawidzę. Nie może być nakładany na nieodpowiednio wypielęgnowaną cerę, bo podkreśli wszelkie suche skórki. Jednak efekt jaki daje, bardzo mi się podoba. Trzeba się nauczyć, jak się z nim obchodzić. 

Provoke Radiance Fluid - Mój absolutny ulubieniec w kwestii rozświetlających podkładów dostępnych w drogerii. Jedyny i najlepszy. Nawet się nie zastanawiajcie, tylko bierzcie! 


Rimmel, Match Perfection - uwielbiam ten korektor. Pięknie zakrywa wszelkie niedoskonałości, utrzymuje się bardzo długo i nie wygląda nienaturalnie. Gorąco polecam! 


Rimmel, Lasting Finish 25 HR Nude - w odróżnieniu od pudru, ten produkt sprawdził się u mnie wyśmienicie. Jest naturalny, wygląda bosko i lubię go za fakt, że daje naprawdę dobre krycie. 

L'Oreal, True Match, korektor - jeśli tak, jak ja sceptycznie do niego podchodzicie, to przestańcie. Ładnie rozświetla, fantastycznie wygląda w ciągu dnia i tylko minimalnie zbiera się w zmarszczkach. Dla mnie jest to zaskoczenie na ogromny plus. Warto go wypróbować. 

NIE 

Lirene, My color code - u mnie kompletnie się nie sprawdził. Gama kolorystyczna miała być fajna, ale nie do końca to wyszło. Poza tym, ciemnieje i daje efekt maski. Kompletnie nie polecam. 

Bourjois Healthy Concealer - tyle nad nim zachwytów, że sama uległam poleceniom blogowych koleżanek. Dla mnie okazał się niewypałem. Zbiera się w zmarszczkach, wygląda brzydko i wcale tak dobrze nie zakrywa cieni ani niedoskonałości. Nie polecam. 

AKTUALNE PROMOCJE


Rossmann proponuje tym razem dwie promocje w tym i nadchodzącym tygodniu. Z jednej strony dostać można wszystkie kosmetyki do makijażu twarzy za -49%, a z drugiej strony nie zapomniano też o tych, których makijażowa promocja nie obchodzi i odwiedzą Rossmann  w zupełnie innym celu. 

Superpharm jest godny uwagi głównie ze względu na promocyjne ceny perfum oraz okazyjne zniżki na makijaż i pielęgnację dla posiadaczy karty LifeStyle. 



Hebe panuje aktualnie promocja -40% na wszystkie produkty Maybelline i L'oreal. To coś dla niecierpliwych, którzy nie chcą czekać z tygodnia na tydzień na inną promocję w Rossmannie. 


Drogerie Natura  przygotowała promocję DO - 50%. Jednak zniżką nie zostały objęte tylko produkty kolorowe, ale też kosmetyki przeznaczone do demakijażu. Można upolować ulubiony micel w znacznie niższej cenie! 

   


A na koniec, pochwalcie się! Już coś upolowałyście, czy sobie odpuszczacie aktualne wyprzedaże w Rossmannie? 
Ja przyznam się bez bicia, że mam takie zapasy kosmetyków, że nie potrzeba mi nowych, więc pewnie na nic się nie skuszę. No, chyba że... ;) 


Semilac, Frappe oraz Pink Gold

Wednesday, April 20, 2016 -


Dzisiaj zapraszam Was na wpis paznokciowy. Niestety, niemądrze postąpiłyśmy z Agą i nie zrobiłyśmy efektu przed i po. Mimo wszystko, musicie mi uwierzyć na słowo, że przedłużenie było dość znaczące. aGwer borykała się z wiecznie łamiącymi się paznokciami, którymi niestety przez dłuższy czas nie mogła się chwalić na blogu. Od niedawna, zakochała się (mam nadzieję, że dzięki mnie :) ) w hybrydach Semilac i powolutku ratuje swoje paznokcie. 
Dla mnie to niepierwszy przypadek, gdy kruche i łamliwe paznokcie wzmacniają się poprzez noszenie hybryd. Sama tego doświadczyłam. 

Do tego zdobienia użyłyśmy oczywiście bazy, harda, dwóch lakierów kolorowych oraz topu. Ostatnio w asortymencie marki Semilac zagościła baza witaminowa (dobra dla osób, które chcą szczególnie zadbać o swoje paznokcie) oraz top no wipe. Jestem topem zauroczona, ponieważ znacząco ułatwia on zabawę z paznokciami. Nie trzeba się już bawić w odtłuszczanie płytki z warstwy dyspersyjnej a sam lakier błyszczy się o wiele bardziej, niż przy użyciu zwykłego topu. 


Kolory, które powędrowały na paznokcie zaraz po tym, jak przedłużyłam je hardem, to oczywiście kultowy już Frappe, o którym pisałam tutaj oraz nowość u mnie - 094 Pink Gold. Bardzo wdzięczny i błyszczący kolor przypadnie do gustu każdej miłośniczce różowego złota. 

Lakiery hybrydowe Semilac znajdziecie tutaj.

Nie wiem, jak Wy, ale ja już naprawdę nie mam zamiaru wracać do zwykłych lakierów. Hybrydy dają mi komfort, którego nie da się osiągnąć żadnym innym zwykłym lakierem.

Też kochacie hybrydowe lakiery? 

Współprace - co z nimi nie tak?

Saturday, April 16, 2016 -


Dzisiaj postanowiłam poruszyć dość kontrowersyjny temat. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i podzielicie się swoimi doświadczeniami w komentarzach na dole. Starałam się pokazać Wam wszystko z perspektywy osoby, która już trochę na ten temat wie. Często sama się sparzyłam. Trzeba mieć w tej kwestii twardy tyłek. Bo... nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać. Współprace są i będą tematem kontrowersyjnym. Jednak, jeśli wydaje się Wam, że kooperacje z markami są tylko super, to... po przeczytaniu tego wpisu zmienicie zdanie. 


Za darmoszkę

Naprawdę, na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć marki, które płacą.
Agnieszka (aGwer) miała ostatnio nieciekawą sytuację z marką, która chciała przesłać jej kilka produktów, z konkretnej kategorii. Aga powiedziała, jaką widzi za to cenę. W odpowiedzi usłyszała "Nie prowadzimy tego typu współprac, ponieważ chcemy zachować stuprocentową obiektywność opinii". Wiecie co? Ja bym miała na to jedną odpowiedź. Dość infantylną, ale co tam. LOL. 

Po pierwsze, w ten sposób dali jej do zrozumienia, że co? Że jak jej za to zapłacą, to ona na pewno napisze pozytywnie? Nie moje drogie. I ja, i Agnieszka za każdym razem powtarzamy w takich mailach, że marka musi liczyć się z tym, że opinia może być negatywna, że jeśli produkt będzie miał wadę, to się o tym napisze i nie zamiecie się tego pod dywan. 

Po drugie, blogerki znają się prywatnie! Mamy wiele bardzo dobrych znajomych, część to nawet przyjaźnie i co? I naprawdę marki myślą, że my zatajamy przed sobą takie informacje? Największą wtopą okazuje się tutaj być to, że wiemy, że wyżej wspomniana marka zapłaciła innym. I tam nie było problemu z wpisem/filmem na życzenie. 

Taka propozycja wiąże się z wpisem sponsorowanym. To chyba jest dla Was doskonale zrozumiałe. Dana marka mówi "hej, masz tutaj trzy fajne maskary i zrób pościk, co?". Za każdym razem Waszą odpowiedzią w takiej sytuacji powinno być "Pewnie! Tutaj macie cennik!". Dlaczego?

Dlatego, że powinni nauczyć się, że:
a) blogowanie, to nie tylko Twoja praca, ale również rzecz, która przynosić powinna wymierne korzyści. Część teraz stwierdzi - o matko, toż to tylko o kasę chodzi! Nie. Nie chodzi tylko o kasę. Ale spójrzcie na to od tej strony: dobra lustrzanka, obiektywy, statywy, karty pamięci, grafik do strony, hosting, domena, a na końcu same produkty - to wszystko kosztuje. Żadna z nas nie poszła do sklepu fotograficznego i nie powiedziała "Dajcie mi Canona XXX i obiektyw XXX, a ja Wam nie zapłacę, ok? Napiszę u siebie na blogu, że dostałam go od Was".
b) blogerki, to nie tylko osoby pazerne na darmowe gifty. Owszem, niestety, takich też jest sporo. Ale warto zrobić sobie przesiew i zerknąć na to, jak wyglądają w większości posty na stronie. Trudno, myślę, że w każdej dziedzinie znajdują się takie osoby, które zrobią wszystko za darmowy krem. 
c) dość z zaniżaniem rynku. Jeśli kilka blogerek zrobi za darmo to, co inne zrobiłyby za pieniądze, to mamy tutaj piękną drogę do tego, aby firmy miały w tym wypadku odruch bezwarunkowy, niczym pies Pawłowa.  Bo nie liczy się dla nich to, w jaki sposób wyglądają zdjęcia na blogu, czy czytelnicy są na nim zaangażowani. Czy blogger dba o dobry tekst. Nie, liczy się to, że jest za darmo. 
A PRowiec się cieszy, bo nawet jak ma budżet na działania marketingowe (a uwierzcie mi, że ma, bo gazety  za darmo nic nie publikują), to właśnie zaoszczędził kasę dla firmy. W związku z tym, może za to albo dostać ładną premię, albo władować te zaoszczędzone pieniądze w większą reklamę w gazecie/telewizji. Strzał w kolano dziewczyny! 

Abonent chwilowo niedostępny 

Nie raz spotykam się z sytuacją, że osoba odpowiedzialna za PR marki nie odpisuje na wiadomości. I nie to, że nie odpisze na jednego maila. Nie odpisuje w ogóle. Kompletnie ignoruje każdą wiadomość. Każdą bez wyjątku. Tak, bez wyjątku. 

Dziewczyny potrafią miesiącami czekać na przesyłki. Pisać maile upominające, czując się, jak żebraczki. Czekać na odpowiedzi tygodniami. 

Kiedyś miałam taką sytuację, nie jednokrotnie niestety, że czekałam na przesyłkę, która już była rzekomo nadana. Czekałam i czekałam. I nic. Napisałam jednego maila - cisza. Napisałam drugiego maila - cisza. Trzeciego - O! Jest odpowiedź. "Przepraszam bardzo, już dzisiaj wysyłam paczkę z nowościami.". Gdy paczka do mnie przyszła, oniemiałam. W wielkim (nie mam tendencji do wyolbrzymiania) kartonie, który zajmował sporo miejsca znajdowała się mała torebeczka z logo marki. A w tej małej torebeczce znajdowała się szminka i serum. I na tym koniec. Wspomnę Wam tylko, że według wcześniejszych ustaleń z Panią PRowiec, która sama to zaproponowała, miałam dostać całą nową kolekcję makijażową oraz nowe produkty pielęgnacyjne. Się zdziwiłam.  

Śpieszmy się kochać współprace... tak szybko odchodzą. 

To, że już macie współpracę, to nie znaczy, że ją utrzymacie. Tak... niestety często dochodzi do sytuacji, że marka robi sobie z Was po prostu jaja. Ja byłam kiedyś świadkiem tego, że znana marka napisała do mnie sama. Oczywiście się zgodziłam, bo bardzo tę markę lubię (chociaż przez to zachowanie mam już pewien dystans) i w grę wchodziło otrzymywanie nowości. Ucieszona myślałam, że tak będzie. Słuchajcie... nie dostałam nawet jednej przesyłki. Kontakt się zerwał i tyle. Nie powiedziano mi dlaczego. A w takiej sytuacji chciałabym usłyszeć chociaż to głupie "nara".
Dlatego warto być z taką osobą w stałym kontakcie. Pisać wiadomości z linkami do wpisów. Pytać co słychać. Umawiać się na kawę. Zastrzegam sobie jednak fakt, że warto tak robić tylko z osobami, które naprawdę lubicie i cenicie. 

Także moje drogie, pielęgnujcie kontakty z PRowcami, bo często zdarza się, że nawet jeśli daną współpracę macie, to możecie ją stracić bez powodu. 

I nawet jeśli już nagracie sobie jakąś współpracę, to zdarza się tak, że. Załóżmy, że jest taka sytuacja. Koncern ma swojego PRowca głównego. Ma też kilku PRowców mniejszych, którzy zajmują się pojedynczo markami mniejszymi, wchodzącymi w skład koncernu. Piszesz do PRowca głównego, który nie zgadza się na współpracę. Udaje Ci się skołować namiary na PRowca mniejszego i piszesz do niego. On się zgadza. Jest sukces. Nie masz całego pakietu, ale cieszysz się chociaż z tej jednej marki, która jest naprawdę super. 

Już? Nacieszyłaś się? To wystarczy. Przychodzi PRowiec główny i mówi magiczne słowa z akapitu wyżej. "Nie spełniasz naszych restrykcyjnych wymogów, lala. Wolimy paskudne zdjęcia i żałosny content, bo Zdzisia i Krysia, to nasze znajome i one muszą mieć tę współpracę. Ty się nie nadajesz." 


"Nie spełniasz naszych restrykcyjnych wymogów" 

Na wstępie może powiem Wam tylko tyle, że ze świecą możecie szukać marek, które napiszą do Was pierwsze. Oczywiście, takie przypadki się zdarzają, ale rzadko. Dlatego, jeśli jeszcze kiedykolwiek Wasza koleżanka po fachu powie Wam "jeśli chcesz współpracę, to musisz czekać aż Cię zauważą". Eee... nope! Nikt Cię nie zauważy, jeśli będziesz stać w szarym kącie. Taka jest prawda. I nie ma tutaj żadnego powodu do wstydu, jeśli pierwsze piszecie do marki. Oczywiście, tylko w takim przypadku, jeśli naprawdę nie robicie z siebie idiotki proszącej o darmowe gifty i jesteście w stanie zaoferować sporo swoją osobą, stylem pisania, poziomem bloga etc. Mimo wszystko, wiele w blogosferze "dobrych duszyczek", które za żadne skarby nie podzielą się z Wami kontaktem i jeszcze wcisną kit, że musisz czekać aż Cię zauważą. Dlaczego? Bo fajnie jest być w gronie wybranych. Tylko one i nikt więcej.
Ja się bardzo cieszę, że mam w gronie swoich blogowych znajomych osoby, którym można ufać, można się ich poradzić i można na nie liczyć. Nieistotne jest w tej kwestii to, że część z nich jest z Warszawy i jest w gronie tych, które mają fajne współprace. To właśnie dzięki nim (oraz własnym doświadczeniom i metodzie prób, i błędów) przejrzałam na oczy i wiem, jak to wszystko wygląda od środka. I wcale nie jest tak kolorowo, jak się by wydawać mogło. Z resztą w akapicie wyżej napisałam już na ten temat wszystko. 

Za górami, za lasami... daleko, daleko, nieosiągalnie dla wzroku zwykłej blogerki, która pakuje kupę własnych oszczędności, swojego czasu i serducha w bloga, żyje sobie kilka marek, które mogłyby z tą blogerką współpracować. Mogłyby, ale nie chcą. Dlaczego?

Magiczne zdanie brzmi: "nie spełniasz naszych restrykcyjnych wymogów". Na to hasło otwierają się wrota, za którymi stoi blogerka, której ręce opadły. Tak, marki często potrafią wbić szpilę. I wiecie co? Najgorsze jest to, że TY nie spełniasz restrykcyjnych wymogów, co jest w ogóle śmieszne, bo przykładasz się, zdjęcia są ładne, czyste, strona przejrzysta, ale nie... restrykcyjne wymogi spełnia ktoś, kto robi zdjęcia tosterem, kto nie potrafi się umalować, kto wrzuca paskudne zdjęcia do sieci, na które naprawdę ciężko patrzeć. Ktoś, kto ma kupione lajki. Ktoś, kto ma 120 obserwatorów. Ktoś, kto ma teksty o majonezie, bieliźnie i innych tematach ściśle związanych z beauty i kogo teksty angażują czytelników na 0 komentarzy lub są bolesne dla wszystkich grammarnazi. Oczywiście, każdy z nas może popełniać błędy, Mnie też się one zdarzają. Ale właśnie - zdarzają się. Nie są na porządku dziennym. 

 Jest jeszcze jedno zdanie, które bardzo często możecie usłyszeć. "Na ten czas nie szukamy nowych osób do współprac. Mamy zamknięte grono blogerek, z którymi współpracujemy, ale jeśli postanowimy je rozszerzyć, odezwiemy się do Ciebie. Zapisuję kontakt!". Jest to równoznaczne z "pocałuj mnie w tyłek". Nikt się do Was już nie odezwie. Wcale nie zapisuje kontaktu i generalnie możecie zapomnieć o czymkolwiek. Najgorsze jest to, że nie zwraca się uwagi na fakt, że blogosfera się rozwija, nie stoi w miejscu i nie ma w niej dwóch, czy trzech tytułów, które są na rynku, jak to bywa w kategorii prasy. Internet, to medium, w którym może zaistnieć każdy. Dosłownie każdy. Ważne jest tylko to, żeby reagować na fakt, że dobrych blogów ze świetnym contentem pojawia się coraz więcej. 


Jestem PRowcem, goń się! 

Czekam na ten dzień, gdy w Polsce zaczną obowiązywać standardy z zagranicy. Blogerki w Anglii, czy USA, to medium, które już od dawna bardzo wiele znaczy. Millenialsi oraz Generacja Z nie czytają prasy, a już na pewno nie szukają w prasie porad. [tutaj polecam film Hatalskiej, jeśli nie wiecie o czym teraz mowa] Dla nich jest to zlepek kilku niezbyt ciekawych tekstów, grafik i nic więcej. Zwróćcie też uwagę na Wasze zachowanie oraz zachowanie koleżanek. Zanim kupicie jakikolwiek produkt, wyszukujecie o nim informacje w Internecie. Szukacie informacji, czy to na blogach, czy forach internetowych, czy KWC Wizażu. W dzisiejszych czasach, w dobie wszechobecnego dostępu do WiFi, można sprawdzić takie dane wszędzie. W domu, ale też stojąc przy standzie danej marki, bezpośrednio przed zakupem. Chcemy wiedzieć, jak produkt wygląda na dłoni, na oku, na ustach. Chcemy widzieć efekt przed i po. Chcemy po prostu znać prawdę. 

Osobie w Internecie wierzy się bardziej. Dlaczego? Bo jest taka, jak my. Jest zwyczajną dziewczyną/chłopakiem, konsumentem, który sprawdził dany produkt na sobie i jasno mówi, co mu się podobało, a co nie. Nikt przecież nie chce się naciąć na bubel, jeśli kosztuje on niemałe pieniądze. Dlatego przestajemy wierzyć w piękne grafiki produktowe, które widzimy w gazetach. Zdjęcia wykonane przez producenta już nas nie satysfakcjonują.

Kolejną różnicą, której PRowcy nadal nie pojmują, to fakt, że Internet jest 24/h. Możemy szukać w nim opinii i porad o każdej porze dnia i nocy. Gazeta w najlepszym wypadku wyląduje w koszu po dwóch tygodniach. 

I pomimo wszystko, to blogosfera, to nadal niedoceniana grupa. Traktuje się nas, jak kraje trzeciego świata i tylko nielicznym udaje się przebić do grona, które zgarnia wszystko. Ale o tym pisała już aGwer i do lektury tego wpisu Was zapraszam. 

Epilog 

I nie, nie jestem nastawiona na to w ten sposób, że chcę dostawać, jak najwięcej i jak najczęściej. Stać mnie na to, żeby pójść sobie do Sephory i zrobić sobie nieplanowany prezent od siebie dla siebie. Stać mnie na kosmetyki i znakomita większość tego, co pokazuję na blogu, to produkty, które sama sobie kupiłam. Nie ukrywam jednak, że mam kilka współprac. Część z nich jest bardzo udana i ogromnie się z nich cieszę, że te marki mają za PRowców ludzi, którzy znają się na rzeczy i mają głowę na karku, a o części wolę nawet nie wspominać, bo jeśli dotrwałyście do tego miejsca i nadal czytacie ten wpis, to wiecie doskonale, że wszystkie wcześniejsze akapity nie wzięły się z powietrza. To moje doświadczenia. 

Szybko można stwierdzić, czy dana blogerka pokazuje tylko to, co dostała i czy jest słupem ogłoszeniowym, czy może produkty ze współprac dopełniają jej stronę. Bo tak, współprace to świetna rzecz! Można dzięki nim poszerzać tematykę bloga. Nie oszukujmy się, niewiele osób stać na to, żeby co 3 miesiące kupować całe najnowsze kolekcje/produkty Chanel, YSL, Dior, Shiseido, MUFE, Benefit, Smashbox, Estee Lauder, MAC... i można tak wymieniać w nieskończoność. Dlatego za każdym razem, gdy blogerki pokazują całe kolekcje, to nie tylko świetna sprawa dla nich (bo ich kosmetyczne zbiory się powiększają i łechcą naturalną, kobiecą próżność). To także świetna sprawa dla czytelniczek, które mogą zobaczyć wszystkie swatche i mogą liczyć na szczerą opinię o każdym produkcie. (O tych nieszczerych nic nie będę mówić. Ja po prostu tych blogów nie czytam, bo widzę to od razu). I nie zapominajmy, że marki bardzo często są sponsorami fajnych konkursów dla Was. 

A na sam koniec. Dziewczyny! Pamiętajcie, że jeśli my się same nie będziemy szanować, to nikt też nie będzie szanować nas. Nie zgadzajcie się na wszystko, jak leci. Miejcie swoje warunki i znajcie swoją wartość. Gdy Was wywalają przez drzwi, wracajcie oknem. Nie poddawajcie się, ciągle się rozwijajcie i w końcu osiągniecie swój cel. To, że nie chcą Was teraz nie oznacza, że za jakiś czas, to oni sami nie będą chcieli rozpocząć współpracy. Już na Waszych warunkach. I tego Wam wszystkim życzę! 

Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach i opiniach w komentarzach! 

#Makeup Menu - dziewczęcy makijaż krok po kroku

Tuesday, April 5, 2016 -

Dzisiaj duże #MakeupMenu, przy którym sporo się napracowałam. Dajcie mi znać, czy lubicie takie rzeczy, krok po kroku. Chciałam Wam pokazać mój szybki i bardzo prosty makijaż, do którego przemyciłam odrobinę różu. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.


Pierwszym krokiem, od którego zawsze zaczynam makijaż, jest oczywiście zaaplikowanie bazy pod cienie. Niezmiennie w tej kwestii, używam Primer Potion z Urban Decay. Warta jest każdej złotówki i jako jedyna, perfekcyjnie trzyma makijaż oczu. Wklepuję ją palcem, by mieć pewność, że rozłożę ją równomierną oraz cienką warstwą. Następnie sięgam po róż do policzków z Bourjois. Jego różowo-złota barwa sprawiła, że chciałam się nim pobawić. Jako produkt wypiekany, daje trwałość oraz intensywny kolor. Dlatego nie przesadzam z jego ilością, nakładam go lekką ręką. Chcę uzyskać bardzo delikatny efekt. Chwytam pędzel do blendowania, nabieram odrobinę bronzera z paletki Wibo i starannie rozcieram go w załamaniu powieki. 


Lubię optycznie zagęszczać linię rzęs, a w tej kwestii idealnie sprawdza mi się eyeliner Pupa Milano, którego czekoladowa barwa daje naturalny, nienachalny efekt. Po nałożeniu i roztarciu go pędzelkiem w celu uzyskania miękkiego przejścia, chwytam po maskarę Maybelline, Lash Sensational, która sprawdza się u mnie rewelacyjnie. Nie osypuje się, nie odbija na powiece i pięknie podkręca mi rzęsy - aGwer, to potwierdzi ;) 

Następnie przechodzę do makijażu twarzy. Ujednolicam cerę jedną pompką podkładu Chanel, Les Biege w kolorze 10. Aplikuję podkład gąbeczką beautyblender, bo według mnie, najlepiej wygląda właśnie wtedy. Pędzel mi się w jego przypadku nie sprawdza. Chcę też zakryć moje cienie pod oczami, dlatego wklepuję odrobinę kryjącego korektora Clarins, Instant Concealer



Kryjący korektor, to nie wszystko. Nigdy nie omijam kroku z rozświetleniem okolic pod oczami. W tym celu używam korektora Shiseido, Sheer Eye Zone Corrector. Następnie starannie przypudrowuję całą twarz oraz okolice pod oczami pudrem wykańczającym Provoke, którego jasny kolor, znakomicie rozświetla mi cerę. Następnym krokiem jest wyczesanie brwi, precyzyjne wypełnienie wolnych przestrzeni kredką Soap&Glory oraz pokrycie włosków żelem utrzymującym się cały dzień, L'Oreal


Dobrze i starannie przypudrowana twarz stanowi dla mnie bazę pod nadawanie koloru. Dzięki temu wiem, że mam zdecydowanie mniejsze szanse na to, żeby zrobić sobie plamy bronzerem i różem. W celu lekkiego zaznaczenia kości policzkowych, sięgnęłam tym razem po bronzer z paletki Wibo. Jest ona moim osobistym ulubieńcem. Jestem szczerze zaskoczona, jak dobra jakościowo się okazała. Róż, który jest w zestawie, fajnie nadaje cerze blasku i zdrowego wyglądu. A rozświetlacz jest jednym z piękniejszych, dostępnych w drogerii. Jeśli jeszcze nie macie tej paletki, warto się w nią zaopatrzyć. 


Na koniec jeszcze usta. Na samym początku obrysowuję je konturówką Golden Rose, która służy mi tutaj tylko, jako wyznacznik linii, której nie chcę przekroczyć aplikatorem pomadki Bourjois, Rouge Edition Velvet. Kolor, na który postawiłam dziś, to Pink Pong - odważny róż w odcieniu magenta. 



A na koniec efekt przed i po. 

Mam nadzieję, że dzisiejszy post przypadł Wam do gustu. Dajcie znać, co dla Was oznacza dziewczęcy makijaż.

Chanel, Les Beiges Healthy Glow Foundation

Friday, April 1, 2016 -


Podkład Les Beiges od Chanel, to rozszerzenie linii Les Beiges, która skradła serca kobiet na całym świecie. Produkt zamknięty jest w mrożonym szkle, które jest moim ulubionym trendem w designie kosmetyków. Oczywiście fenomenalnie wygląda na toaletce, ale przede wszystkim, liczy się tutaj dla mnie funkcjonalność. Matowe buteleczki podkładów mniej się brudzą oraz lepiej leżą w dłoni. Nie ma mowy o wyślizgnięciu się z palców. 

Produkt najlepiej sprawdza się, gdy jest aplikowany opuszkami palców, bądź gąbeczką do makijażu. I chociaż ja, na co dzień nie przepadam za używaniem czystych dłoni do nakładania makijażu, bardzo sobie ten sposób chwalę. Zadziwiające jest, jak bardzo kobieta zmienia zdanie. 
Nie pasuje mi jednak do niego żaden pędzel. Traci wtedy na kryciu i po prostu, nie wygląda tak dobrze, jak mógłby. Dlatego warto postawić w tej kwestii na wyżej wspomniane przeze mnie formy aplikacji, które sprawią, że podkład będzie wyglądać nieskazitelnie. 


W sieci spotkałam się z niepochlebną opinią na temat tego produktu, którą poczyniła Gosia Boy. Jeśli chcecie poczytać jej opinię - odsyłam Was tutaj. Z przyjemnością weszłabym w tej kwestii w polemikę, ale skwituję to może tylko jednym zdaniem. Otóż, nie zgadzam się z żadnym słowem, które znalazło się w tym wpisie, a sam fakt oczekiwania od źle dobranego odcienia, że będzie sprawiał, że cera będzie wyglądać świetnie, jest dla mnie niczym nakładanie odcienia dla mulatek w celu "opalenia się", nawet jeśli nasza cera jest porcelanowa. 


Podkład wyposażony jest w pompkę, która wydobywa idealną dozę produktu. Jedna "porcja" produktu, to idealna ilość, która wystarcza na pokrycie całej twarzy. Mnie zdarza się dołożyć pół pompki w okolice zaczerwienionych policzków i środek twarzy. Mechanizm jest na tyle przyjazny, że pozwala też na wydobywanie połówek i ćwiartek standardowej dozy.

Wiem, że niektórym z kobiet nie spodobała się jego formuła. Przypomnę Wam, że jestem posiadaczką cery mieszanej, z przetłuszczającą się strefą T oraz  wiecznie przesuszonymi policzkami. Nawilżająca formuła produktu bardzo mi pasuje. Jest to podkład, który łączy w sobie właściwości make-up'u oraz dobrej pielęgnacji. Jednym z obco brzmiących składników jest ekstrakt z kalanchoe (czyli z żyworódki). Podstawą jego działania jest skuteczna walka z wolnymi rodnikami. Nawilżenie i dotlenienie skóry, to jeden z efektów, które utrzymują się przez cały czas noszenia podkładu. Zawarty w nim SPF 25 nie bieli skóry i zapewnia dodatkową ochronę przed promieniowaniem słonecznym. 

W moim odczuciu jest lekki i ma średnie krycie. Daleko mu do ciężkich masek, które są dostępne na rynku. Dla mnie to zdecydowanie produkt, który zapewnia dobre krycie, naturalny efekt i świetlistą, zdrową cerę. Tak, jak obiecuje producent. Nie bez powodu nazwano go Les Beiges Healthy Glow Foundation. Daje jednak minimalnie satynowy efekt, dzięki czemu jest trwały. Przypudrowuję go tylko w środkowej części twarzy, ponieważ tam najszybciej i najbardziej się świecę. Policzki pozostawiam same sobie, nakładając przy okazji dosłownie odrobinę kremowego różu z asortymentu marki. Fakt faktem, zostaje mi na twarzy przez cały dzień noszenia makijażu. Nie wchodzi w pory, nie zapycha skóry, nie zbiera się w zmarszczkach. 

Poniżej widzicie, jak wygląda odcień N10. Jest to najjaśniejszy kolor w asortymencie, ale wybór jest na tyle duży, że każdy znajdzie coś dla siebie. Zdjęcie, które widzicie, było wykonywane, gdy moja cera przechodziła małe rewolucje. Nie radziłam sobie z dziwnym, masowym przesuszeniem i niekontrolowanym wysypem. Les Beiges pozwolił mi na dodatkową porcję nawilżenia policzków i skuteczne ukrycie niedoskonałości. Dodatkowo, nie oksydował na mojej cerze, co się ostatnio bardzo rzadko podkładom zdarza. Uwielbiam go teraz, gdy za oknem na dobre zaczyna się wiosna. I mimo że wiosennie nowych podkładów pojawiło się naprawdę sporo, to dla mnie jest to jeden z lepszych, które zostały teraz wypuszczone na rynek.

Chcę Wam tylko przypomnieć, że ile kobiet, tyle opinii i tyle wymagań względem wyglądu i potrzeb cery. Dlatego to, że podkład znakomicie sprawdza się mi, nie oznacza, że musi być w taki samo w Waszym przypadku.


Jest to jednak produkt dla kobiet, które nie mają bardzo trudnych niedoskonałości i które muszą sobie radzić z zakryciem bardzo poważnych zmian. Dla młodej cery, ale też i zadbanej cery dojrzałej, będzie idealny. Pielęgnuje, daje efekt drugiej skóry i wygląda nieskazitelnie.

Macie swój ulubiony podkład Chanel?

Konturowanie tanim kosztem - paletka Wibo 3 steps to perfect face

Thursday, March 24, 2016 -


O tym, że jestem ogromną fanką rozświetlacza Wibo, Diamond Illuminator, nie muszę wspominać po raz setny, prawda? Wszystkie już to o mnie wiecie. Dlatego, gdy zobaczyłam w Rossmannie paletkę z różem, bronzerem oraz rozświetlaczem w jednym, postanowiłam skusić się na ten kosmetyk i dać mu szansę. 


Zamknięty w plastikowej, czarnej palecie bronzer jest dość mocno napigmentowany. Dlatego uważałabym z jego ilością. Lepiej jest nałożyć go mniej i dołożyć, niż narobić sobie plam, o które wcale nie trudno. Barwa jest dość ciepła, więc nie będzie pasował każdej dziewczynie. Ja z przyjemnością zaznaczam też nim załamanie powieki. Dzięki temu uzyskuję naturalny efekt.  


Róż, który znalazł się w zestawie, jest słabo napigmentowany. Sam producent określa go mianem holograficznego. Ma w sobie dużo drobno zmielonych drobinek, które ładnie odbijają światło. Umiejętnie nałożony, daje efekt naturalnego i zdrowego rumieńca. 


Marka Wibo zaskoczyła mnie rozświetlaczem. Mamy tu do czynienia z kolejną petardą, która zdetronizowała mojego ulubieńca. Teraz to właśnie po ten rozświetlacz sięgam najchętniej. Ma jasną, delikatnie chłodną barwę, ale na mojej cerze wygląda po prostu świetnie. Zdecydowanie ożywia i rozjaśnia cały look. 


Paletka kosztuje w regularnej cenie około 18zł, a jak wiadomo, dzięki promocjom, można ją dorwać dużo taniej. Warta jest grzechu dla samego rozświetlacza. Też tak sądzicie?

Wielki konkurs!

Sunday, March 20, 2016 -


Moje kochane!

Dzisiejszy post jest oczywiście przede wszystkim konkursem. Mimo wszystko, jest związany z faktem, że w tym roku, na początku marca, strona obchodziła swoje trzecie urodziny. To już tyle czasu odkąd pierwszy raz zalogowałam się na platformę bloggera i postanowiłam, że zacznę blogować.

Jak sobie przypomnę, jak złe robiłam zdjęcia, jak popełniałam masę błędów, które nie były mile widziane w środowisku blogerskim, to się zastanawiam, czemu w ogóle tak robiłam. Dlaczego zdjęcia z telefonu mnie satysfakcjonowały i byłam z nich dumna. Dlaczego nie przeszkadzało mi, że kompozycja zdjęcia jest do bani. Nie wiem, ale powiem Wam też przy okazji, że mimo tych cholernych błędów, blogowanie sprawiało mi wtedy mnóstwo radości. I tak jest do dziś.

Co prawda, w tym czasie sporo się zmieniło. Zmianom uległo nie tylko to, ile teraz wiem o kosmetykach, ale też to, jaki mam pogląd na świat. Gdyby nie blogowanie, nie odnalazłabym prawdziwej przyjaźni. Nie zaczęłabym zwiedzać Polski. Nie zaczęłabym prestiżowych współprac z markami, o których kiedyś nawet bym nie pomyślała, o tym, że będą chciały, bym była ich ambasadorką. Temat współprac jeszcze kiedyś na pewno poruszę, ale prawda jest jedna. Jeśli człowiek jest szczery (a za takiego się uważam), to nie wpływa to niekorzystnie na jakość proponowanych publikacji. Dzięki temu często mam okazję podzielić się z Wami opiniami o produktach, jeszcze zanim trafią one na sklepowe półki. Polecam, gdy są warte uwagi i odradzam, gdy uważam, że nie warto w nie inwestować. I również dzięki tym współpracom, mogę się dzielić z Wami kosmetycznymi smakołykami. Tak, jak dzisiaj!

Gdyby nie blog, nigdy nie sięgnęłabym po aparat, który teraz, mimo że nadal jestem amatorem, sprawia mi sporo przyjemności. Może kiedyś będę robić zdjęcia, jak z okładek magazynów, ale szczerze powiedziawszy, te moje, czasami za żółte, czasami za niebieskie, z nieidealnymi kompozycjami, są w moich oczach świetne i jestem dumna z każdego z nich. Nawet, gdy po czasie patrzę na nie i łapię się za głowę, jak mogłam nie dostrzegać błędu, to twierdzę, że bez popełniania ich, nie nauczyłabym się niczego. To one sprawiają, że się rozwijam.

I powiem Wam szczerze, że starałam się Wam odwdzięczyć, jak tylko się dało, za to że jesteście. Że tutaj zaglądacie, że lubicie mnie czytać i pytacie o rady. Dziękuję Wam za każdy komentarz. Za każdą  pozytywną opinię, za każdą krytykę, która daje mi znać, że to co robię, nie jest Wam obojętne. Po prostu Wam dziękuję.


A teraz to, co lubicie najbardziej. Konkurs!

Do wygrania są dwa zestawy kosmetyków, które sama lubię i bardzo polecam. Myślę, że zestawy są skomponowane świetnie. Kolory lakierów, jakie są do wygrania, to oczywiście bestsellery, ale ich nazwy pozostawiam, jako niespodziankę. Jedno jest pewne - nie będziecie zawiedzione! 


Zestaw pierwszy:

-Szczoteczka do oczyszczania twarzy Skinvigorate Mary Kay-Zestaw do paznokci hybrydowych Semilac: baza witaminowa, baza i top w jednym, 3 lakiery kolorowe w przepięknych odcieniach-Shiseido, mascara Full Lash Volume-Vita Liberata, Fabolous Self Tan Mousse z rękawicą Tanning Mitt


Zestaw drugi:

-Mary Kay, odżywka do rzęs i brwi-Zestaw do paznokci hybrydowych Semilac: baza witaminowa, baza i top w jednym, 3 lakiery kolorowe w przepięknych odcieniach-Shiseido, pomadka Lacquer Rouge w kolorze Ophelia-Vita Liberata, Fabolous Self Tan Mousse z rękawicą Tanning Mitt

Co należy zrobić, żeby wziąć udział w zabawie?

- Lubić mój fanpage na Facebooku TUTAJ oraz być obserwatorem bloga
- w dowolny sposób udostępnić informację na temat konkursu (np. ten post)
- odpowiedzieć na pytanie konkursowe


 

A na koniec dodam tylko, że jeszcze dzisiaj opublikuję zdjęcie na moim koncie Instagram (klik) na którym będzie do zdobycia jeszcze jeden, podobny zestaw kosmetyków. To dopiero gratka!

REGULAMIN KONKURSU
1.Organizatorem konkursu jest blog www.kotmaale.pl
2.Fundatorem nagród są firmy Shiseido Polska, Vita Liberata Polska, Semilac oraz Mary Kay Polska
3.Czas trwania konkursu: 20. marca 2016r. - 10. kwietnia 2016r,do godz. 23.59;
4.Nagrodą są dwa zestawy kosmetyków, skład których podany jest na grafikach konkursowych;
5.Wygrywają 2 osoby;
6.Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu max. 5 dni od zakończenia konkursu i pojawią się na blogu Ala ma kota, jako edycja tego wpisu;
7.Wysyłka odbywa się na terenie Polski - a nagrody rozsyła organizator;
8.Aby wziąć udział w rozdaniu należy być publicznym obserwatorem bloga Ala ma kota na platformie blogger, lubić fanpage oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe.
9.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
10.Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

EDIT
Podaję Wam wyniki konkursu. Posłużyłam się początkiem adresów e-mailowych. Dziewczyny! Maile już do Was poszły - czekam na odpowiedź :)

karolina.micardisa@
magda.tre33@

Macie tydzień na wysłanie mi swoich adresów mailowych. Po tym czasie, wybiorę nowych zwycięzców.

Gratuluję! 

Gerard Cosmetics, Hydra-Matte Lipstick w kolorze Cher

Tuesday, March 15, 2016 -


Pomadki Gerard Cosmetics powoli zdobywają moje serce. Mam już trzy kolory, z czego jednym jest właśnie płynna, matowa szminka z serii Hydra Matte Lipstick.

Niestety, szminki trzeba zamawiać ze strony producenta. Nie ma jednak problemu z ich wysyłką. Nie zdarzyły mi się jeszcze z tego tytułu żadne nieprzyjemności (odpukać!).

Podczas jednego z ostatnich zamówień, zdecydowałam się na kolor Cher. Wiem, że nie spodoba się on każdemu. Według mnie wymaga odwagi do noszenia, ale ja ostatnio lubię eksperymentować z tym, co ląduje na moich ustach. Pomadka, to bardzo ładny, brudny i zgaszony brązowy róż. Kolor jest jednak bardzo ciężki do jednoznacznego opisania i wygląda zupełnie inaczej na każdej z dziewczyn. U mnie wyraźnie widać fioletowe, cieplejsze tony. Według mnie wygląda bosko i bardzo lubię po niego sięgać. Spójrzcie tylko, jak wydobywa niebieski kolor moich oczu! 


Pomadki Hydra-Matte kosztują 20$ i najlepiej jest je zamawiać w momencie, gdy producent rzuca promocję i darmową wysyłkę - wtedy się to opłaca najbardziej, a i niespecjalnie trzeba na to czekać, bo tego typu akcję są bardzo często. 

Jedna warstwa produktu pokrywa równomiernie wargi. Kolor jest całkowicie kryjący i w pierwszej chwili wodnista pomadka, szybko zmienia się w totalny mat. Aplikator jest standardową gąbeczką, która nabiera idealną ilość produktu. Miejcie jednak na uwadze, że takiego typu kolory, które wymagają precyzji, powinny być nakładane na konturówkę. Dlatego nigdy nie pomijam tego kroku. Pozwala mi on na idealne wyrysowanie ust. 


Co powiecie o tym kolorze? Spodobał Wam się, czy nie jesteście fankami takich barw?

#Makeup Menu, naturalne rozświetlenie na szybko

Saturday, March 12, 2016 -


Podkładem, który dziś użyłam jest Provoke, Radiance Fluid w kolorze 110 Ivory. Szczerze zaskoczył mnie swoimi właściwościami. Przepięknie rozświetla cerę i nawilża ją w ciągu dnia. Daje przyjemny efekt drugiej skóry, czyli coś, czego szukam w podkładach. Nienawidzę matowej i płaskiej maski, a ten podkład to tego totalna odwrotność. /79zł/ Radiance Fluid doskonale wtapia się w skórę, idealnie wygładza cerę i wyrównuje jej koloryt subtelnie ją rozświetlając. Zawiera innowacyjną, opatentowaną technologią ILLU˙SPHERE™, która inteligentnie wychwytuje i rozprasza każdy rodzaj światła naturalnego lub sztucznego na powierzchni skóry, nadając efekt optycznego wygładzenia zmarszczek, świetlistości i promiennego blasku. Unikalny kompleks lipidowo-proteinowy doskonale pielęgnuje i długotrwale nawilża skórę.


Następnie przypudrowałam twarz matującym pudrem z efektem rozświetlenia ShyShine Nude Powder /99zł/, który można używać na całą twarz lub na kości policzkowe. Zaskakujące połączenie dwóch efektów w formie jednego multifunkcyjnego pudru, który matuje i dyskretnie rozświetla, świetnie się u mnie sprawdziło. Lekka i jedwabista konsystencja doskonale stapia się ze skórą nadając jej nieskazitelny satynowy wygląd. Starannie dobrana kompozycja dwóch naturalnych odcieni beżu, ciepłego różu oraz delikatnej perły sprawia, że każde pociągnięcie pędzla nadaje cerze świeżości i promienności. Świetnie sprawdzi się do wykończenia każdego typu makijażu, zapewniając naturalny wygląd skóry. Można go stosować jako puder na całą twarz lub jako subtelny rozświetlacz kości policzkowych. Jak widzicie na zdjęciu, ja lubię nim też utrwalać korektor pod oczami - dzięki temu rozjaśniam odrobinę tę okolicę. 


Chwytam dzisiaj za paletkę Provoke, którą dostaniecie w drogerii. Moja czwórka cieni, to paletka numer 401, o nazwie Brown Subtile /79zł/. W środku znajdują się cztery cienie z satynowym wykończeniem. Są to jednak średnio napigmentowane cienie, co ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony trzeba włożyć w makijaż więcej pracy, z drugiej strony, według mnie jest to idealna paleta dla kobiet, które potrzebują naturalnego i zdrowego makijażu na co dzień. Tą paletą nie trudno uzyskać taki efekt, a jeśli chcemy makijaż pogłębić, wystarczy dołożyć jeszcze jedną warstwę cienia. Łatwo blendująca się formuła nie blednie i nie znika z powiek. Ja jednak radzę używać do każdego makijażu bazy, która nie tylko podbija kolor cieni, ale również dba o ich trwałość. W makijażu użyłam wszystkich czterech odcieni. Subtelną, beżową perłą zaznaczyłam wewnętrzny kącik oraz okolicę pod łukiem brwiowym. Przybrudzony róż wylądował na powiece ruchomej. Jaśniejszym brązem wypełniłam załamanie oraz zaznaczyłam dolną powiekę. Ociupinką najciemniejszej barwy zaznaczyłam zewnętrzny kącik oka. I makijaż gotowy. 


Oprócz tego, na twarzy mam jeszcze: 
kredkę do brwi Soap&Glory
korektor Shiseido, Sheer Eye Zone Corrector
maskarę Maybelline, Lash Sensational 
paletkę do konturowania Wibo 
pomadkę Laura Mercier w odcieniu Boudoir zmieszaną z balsamem do ust Clarins. 



Podoba Wam się taka wersja mnie? Lubicie delikatne i rozświetlone makijaże?

DO GÓRY