8 inspirujących i ciekawych kanałów na YouTube, które uwielbiam

Wednesday, August 16, 2017 -


YouTube, to potęga. Nie od dziś wiadomo, że jego siła rośnie z każdym tygodniem. Kiedyś mała platforma, a teraz miejsce, w którym każdy, dosłownie każdy, znajdzie część ze światem swoich zainteresowań. 

Oczywiście, jak przystało na porządną blogerkę, YouTube służy mi przede wszystkim do śledzenia najnowszych trendów w szeroko pojętym temacie beauty. Oglądam głównie zagraniczne Youtuberki, które darzę dużą sympatią. Jeśli jesteście ciekawe, kogo oglądam najchętniej, to z przyjemnością przygotuję Wam o tym osobny post. Dzisiaj chciałam jednak poruszyć temat kanałów, które mnie rozwijają i działają zwłaszcza na moje horyzonty. Staram się je poszerzać, samodzielnie, bo w moim otoczeniu często nie ma osób, z którymi dane pasje mogłabym dzielić. A czasami, jest to po prostu przyciąganie/atrakcja dla moich oczu, spragnionych estetycznie przedstawionej treści. 

Omijam głupkowane treści, choć czasami zdarza mi się je oglądać. Nie idę jednak za głosem tłumu i kategorię "na czasie" omijam szerokim łukiem. Od dawna zauważyłam, że znajduje się tam mnóstwo prostych żartów, kompletnie nieskierowanych do mnie, czyli do wymagającego widza. Często jestem po prostu zniesmaczona. Dlatego dzisiaj chcę się z Wami podzielić kilkoma kanałami, które oglądam z przyjemnością, a które zawsze gwarantują dobrą jakość. I oby tak dalej. 

Tomka pewnie każdy zna, pan z telewizji. Jeśli go kojarzycie, to dobrze wiecie, że jest doskonałym mówcą. I to o tym właśnie jest jego kanał. Świetne treści przedstawia na wysokim poziomie - zarówno audiowizualnym, jak i merytorycznym. Podoba mi się jego podejście do wielu spraw. Porusza tematy nie tylko związane z wystąpieniami publicznymi, ale na przykład uczy też, jak starać się o podwyżkę w pracy lub jak przygotować się do rozmowy o pracę. Świetny content i cotygodniowe odcinki oglądam z przyjemnością. 

Cezary Pazura, to dla niektórych postać dość kontrowersyjna. Ja jednak nie oceniam go przez pryzmat tego, co pisze o nim Pudelek. To, że media uwzięły się na niego i nie robią mu dobrej prasy, zauważy każdy głupi. Dla mnie wartością są jego role, a te - nie oszukujmy się - są naprawdę dobre. Na swoim kanale zebrał już 400 tysięcy subskrybentów, a to chyba mówi samo za siebie. Co tydzień wrzuca filmy, w których zdradza sekrety swojej pracy, wspomina tworzenie filmów i pokazuje, czym jest dla niego aktorstwo. Ma niesamowitą wiedzę. I sprawia, że nawet te długie filmy, ogląda się z zaciekawieniem. Prawdziwy wujek Czarek, którego słucha się z rozdziawioną buzią. Polecam Wam jego kanał bardzo serdecznie. 

Kuba, to trudny YouTuber. Nie dla każdego.  To twórca znanych w świecie internetowym komiksów, dość absurdalnych, ale niezwykle zabawnych. Jego żarty, również te na kanale na YouTubie, są hermetyczne. Dlatego może się przydarzyć, że nie spodobają się Wam lub ich nie załapiecie. Mimo wszystko, polecam go chociażby dla Kinowego Ekspresu (niestety cykl się zakończył :( ), który jest cyklicznym, cotygodniowym programem, w którym Kuba zdradza na co warto, a na co nie warto wybrać się do kina. Ciekawe spojrzenie na świat, często recenzje kina offowego, niedostępnego w multipleksach i niewybredny żart. 

Pisałam Wam o nim już przy okazji posta z podcastami, które polecam. Audycja ON AIR, to jeden z powodów, dla których warto zajrzeć na kanał Włodka. Nie mówię jednak, że to jedyny powód. Włodek od czasu do czasu pokusza się o stworzenie mini-dokumentu, który za każdym razem chwyta mnie za serce. Z ogromnym zaciekawieniem obejrzałam ostatni, o życiu pasterza. Ten człowiek, to skarb! Sposób, w jaki pokazuje otaczający go świat, to miód na moją duszę. Uwielbiam go słuchać i uwielbiam patrzeć na to, co chce pokazać światu. Jak na razie, wychodzi mu to znakomicie. To niewątpliwie perełka na polskiej scenie jutubowej.


To kanał z gatunku tych składających się ze sporej dawki wiedzy. Lubię go oglądać, bo mnóstwo w nim porad, jak filmować, aby uzyskać dany efekt. Jak robić zdjęcia, na co zwracać uwagę i tak dalej. I mimo że mnóstwa z tych rad nie wykorzystam, bo... na przykład, nie skupiam się na moim kanale na YouTubie, to i tak z przyjemnością oglądam materiały autora, który dopieszcza każdy szczegół. Fantastyczna jakość, bardzo przyjemny, uzależniający wręcz dla mnie głos, przemyślany montaż. 

To moja osobista perełka. Kocham ten kanał za to, jak potrafi mnie uspokoić. I mimo że większości rzeczy, które przygotowuje autor nigdy nie spróbuję zrobić w domu, oglądam je z zapartym tchem. Najbardziej trafiają do mnie wersje filmów bez muzyki. Tworzone są dwie wersje, tak aby każdy miał możliwość wyboru. Jest coś niezwykłego w tym idealnych kadrach, dźwiękach gotowania, skwierczących i gotujących się warzywach. Każdy krok jest przemyślany. Wszystko jest pięknie sfilmowane, jakby miało duszę. Ostrzegam Was jednak, że jak już tam wejdziecie, to będziecie chciały sprawdzić całą historię publikacji. Czasu nie zmarnujecie, na pewno. Same estetyczne cuda. 

Facet Estee Lalonde, czyli Aslan. Każda miłośniczka brytyjskiej sceny beauty na pewno go kojarzy. To taki typ faceta, o którym marzę. Z pasją. Kocham ludzi, którzy mają hobby i poświęcają się mu. To właśnie taki człowiek. Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo kocha fotografię, podróżowanie i odkrywanie nowych kultur. Nieustannie się doskonali, co widać po jego zdjęciach oraz vlogach podróżniczych. Uwielbiam też to, że jest tak inteligentny, że za każdym razem, w każdej podróży, wie dokąd przyjechał i czego ma się spodziewać. Szanuje kulturę ludzi, których kraje odwiedza i jestem pełna podziwu, jak bardzo widać, że go to fascynuje i kształci. Jego vlogi zdecydowanie działają na zmysł estetyki, a jego zdjęcia z Islandii, to istny majstersztyk. 

To już ostatni kanał, który chcę Wam dzisiaj polecić i kończę w tym wypadku po polsku. Kanał ten poświęcony jest głównie tematyce filmowej. Tutaj jednak autor skupia się na sztuce tworzenia filmów. Marcin analizuje różne tytuły, które znacie lub nie i tłumaczy, dlaczego coś zostało nakręcone w taki, a nie inny sposób. Nawet sobie nie zdawałam sprawy, jak bardzo jest to ciekawy i długi proces, aby powstał film. O tym możecie dowiedzieć się tutaj. Warto go śledzić, bo niejednokrotnie wytłumaczył mi, jak wielkie wpływ na odbiór filmu, miały poszczególne sposoby kręcenia. Genialna dawna wiedzy podana w przystępny sposób.

To osiem polecanych przeze mnie kanałów na YouTubie. Znacie którykolwiek? A co Wy polecacie do sprawdzenia na tej filmowej platformie? 

Czy warto wydać pieniądze na pomadkę HUDA BEAUTY w kolorze MUSE?

Monday, August 14, 2017 -


Dzisiaj kolejna pomadka, w mojej serii już recenzji dotyczących produktów do ust. Czy ktoś się jeszcze ma zamiar ze mną kłócić, że jestem chora na punkcie szminek i innych pomadek? No chyba nie! :)

Marka Huda Beauty szturmem podbiła serca internautek, a jej pojawienie się w polskiej Sephorze sprawiło, że serca miłośniczek makijażu zabiły jeszcze szybciej, niż zazwyczaj. Kupiłam ostatnio paletkę tej marki i leży tak sobie, i czeka na mnie w domu, aż jej zrobię zdjęcia. Jeszcze jej nie macałam i jakoś tak, strasznie mi szkoda :) 


Dzisiaj jednak przybliżę Wam, jak prezentuje się jedna z matowych, płynnych pomadek w odcieniu Muse. Jej cena, to 119zł. Dostępna jest niestety jedynie przy sprzedaży internetowej. Nie słyszałam jeszcze, żeby Huda miała pojawić się u nas stacjonarnie, ale kto wie - być może :)

Jednakże, pomadka sama w sobie to dość wyszukany odcień mocnego nude, który jak to zwykle bywa w takim przypadku - u mnie wyciąga fioletowe tony na wierzch. W związku z tym, mam wrażenie, że z tego ciemnego, aczkolwiek nadal cielistego beżo-brązu, uwidacznia się też całkiem spora nuta fiołku. Kolor ten ożywia moją cerę i dodaje jej blasku. Nie ukrywam też, że dodaje seksapilu i pewności siebie.


Aplikator, to gąbeczka, która doskonale pomaga wyrysowywać usta. I teraz formuła - to jest rzecz niesłychanie dziwna. Przy nakładaniu tego produktu na usta, miałam niewątpliwe wrażenie, że maluję usta wodą. Tak, wodą! Jest to produkt tak lekki, że aż dziw bierze, że to szminka.
Jednak po zastygnięciu, nie jestem niestety powalona konsystencją i tym, jakie zostawia po sobie wrażenie. Jest odrobinę lepka i skleja usta, przez co niestety jest wyczuwalna na ustach.

Co nie zmienia jednak faktu, że jest szalenie trwała. Co prawda, nieprzyjemnie jest nosić matową pomadkę długie, długie godziny, ale jednak - nie mam jej nic do zarzucenia. Daje się też poprawiać w ciągu dnia, bez konieczności zmywania poprzedniej warstwy. 



Konkluzja jest więc taka... nie ma szału. Nadal utrzymuję, że są na rynku tańsze i lepsze produkty do ust, ale coś w niej jest tak urzekającego, że uważam, że warta jest zakupu. Tak, jak pomadki Kat von D, to dla mnie niewypał, tak szminka Huda Beauty mnie do siebie przekonała. Nie jest ideałem, ale bardzo mi się spodobała. 

A Wy? Używałyście już pomadek Huda Beauty?

NIE-DZIENNIK #1: O czarnych scenariuszach, przesadzie w zakupach i konkursie z Kat von D!

Sunday, August 13, 2017 -


Cześć dziewczyny!

Widzę, jak z powodzeniem takie serie odbieracie na innych blogach, więc postanowiłam, że rzucę sobie małe wyzwanie i raz na dwa-trzy tygodnie, będę starała się napisać Wam trochę co u mnie słychać. Jakiś czas temu podejmowałam próbę takich wpisów co tydzień, ale nie wyszło. Dlatego teraz, obiecuję sobie, że dwa razy w miesiącu, to maks jaki jestem w stanie z siebie wykrzesać.

I Was nie zanudzę (mam nadzieję), i u mnie zdąży się coś wydarzyć. Jakby nie patrzeć, życie mam ostatnio dość nudne i monotonne, dlatego mniejsza ilość czasu na dotychczasowe zabawy w Internet sprawia, że staram się podejść do blogowania z dużą dozą samodyscypliny. Wychodzi raz lepiej, raz gorzej, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej a seria NIE-DZIENNIK (ile ja się narozmyślałam nad nazwą!) przypadnie Wam do gustu.

O czarnych scenariuszach


Mam coś ze swoją głową nie tak. Całe życie boję się rzeczy, które okazuje się, że nie mają miejsca. Zawsze zakładam najgorsze, zawsze się nadmiernie przejmuję i zawsze, ale to absolutnie ZAWSZE, gdy ktoś mówi, że chce ze mną porozmawiać, to szukam w mojej głowie momentu, w którym mogłam coś spieprzyć.

W ostatni weekend stresowałam się "rozmową", którą miałam odbyć w poniedziałek. Obawiałam się najgorszego, że coś schrzaniłam, że coś zawaliłam, a ostatecznie okazało się, że była to błahostka, która w żaden sposób nie była negatywna. Jednak, zrąbało mi to weekend, bo oczywiście nie mogłam przestać się zastanawiać, co mnie czeka na początku tygodnia.

I tak oto dochodzę do konkluzji, że po prostu za dużo myślę, za dużo analizuję, za dużo się przejmuję. I nie umiem przestać, choć nie ukrywam, ułatwiłoby mi to życie. Chciałabym, najzwyczajniej w świecie, kiedyś wyluzować. 

O #wakacyjnymBEAUTY

Miniony tydzień spędziliście ze mną dość licznie na blogu. Jak wiecie, jesteśmy z aGwer pomysłodawczyniami wspólnych blogowych akcji, w których piszemy posty o wybranej tematyce, razem z kilkoma wspaniałymi blogerkami. Publikowanie regularne nie jest łatwe, a jak w grę wchodzi codzienne pisanie postów, to już w ogóle jest niemałe wyzwanie :) 

Dziękuję każdej z dziewczyn, które wzięły udział w akcji, bo bez Was nie byłoby całego tego przedsięwzięcia! Dziękuję też Wam, bo z przyjemnością czytało mi się Wasze komentarze i przyznam szczerze, że choć szukałam wolnej chwili, żeby Wam na nie odpisać, to sprawiło mi to niemałą satysfakcję :) 

Co mogłyście poczytać w ciągu tego tygodnia?

O przesadzie w zakupach

Już sądziłam, że mi minęło, ale niestety nie. Nadal mam problem z nadmiernym kupowaniem sobie rzeczy, które tak naprawdę nie do końca są mi potrzebne. Choć, wiele tłumaczę sobie prowadzeniem bloga. W końcu - muszę mieć, o czym Wam tutaj pisać, bo jednak, jakby nie patrzeć, blogowanie o urodzie wiąże się z pokazywaniem nowości i recenzowaniem ich. Dlatego... często traktuję to, jako wymówkę do zakupów. W ten sposób nabyłam drogą kupna (zawsze bawi mnie to wyrażenie), nową paletkę Huda Beauty. Już oczywiście ostrzę swoje pazurki na kolejną, która mam nadzieję, że wejdzie do polskiej Sephory dość szybko, aczkolwiek... no, mogłabym przestać! 

Wydawanie pieniędzy na kolejne pomadki, na kolejne róże do policzków, na kolejne paletki i KOLEJNE rozświetlacze jest chore. Nie zużyję tego, wiele z tych produktów nadawać się więc będzie w niedługim czasie do kosza. A mnie wciąż tak bardzo kręci ta chęć posiadania. 

Powiedzcie mi, jak przeszłyście ( o ile przeszłyście ) na urodowy minimalizm? Jestem ciekawa Waszych rad w tej kwestii, bo może uda mi się w jakiś sposób choć odrobinę zmniejszyć swój zakupoholizm i nauczę się lepiej gospodarować moimi pieniędzmi.

O konkursie z Kat von D

Chciałabym Wam też przypomnieć, a może dopiero poinformować, o konkursie, który ogłosiłam jakiś czas temu na Instagramie. Do wygrania są aż trzy zestawy kosmetyków Kat von D, w skład których wchodzi paletka Shade and Light, Tattoo Liner oraz pomadka Everlasting Liquid Lipstick.

Metody na zdobycie nagrody są dwie:
można zrepostować zdjęcie, do którego link macie na dole lub
można stworzyć makijaż inspirowany "dziewczyną Kat von D"

Co WAŻNE, daję szansę każdej z Was. Nie musicie mieć świetnych jakościowo zdjęć, fenomenalnych umiejętności rodem z amerykańskiego YouTube'a, ani drogich kosmetyków. Liczy się zapał, świetny pomysł i odrobina serca, włożona w wykonanie makijażu. Jest o co powalczyć, więc radzę Wam brać udział!

Na Wasze zgłoszenia i reposty czekam jeszcze przez tydzień :) 

Dziewczyny! Obiecywałam konkurs i jest! Tym razem do zdobycia jest naprawdę fantastyczna pula nagród! 💕 CO MOŻNA WYGRAĆ? 1 z 3 zestawów kosmetyków Kat von D, w skład których wchodzą: •paletka Shade and Light •Eyeliner Tattoo Liner •pomadka Everlasting Liquid Lipstick Szanse na zdobycie nagrody są dwie: 1. Można wrzucić zdjęcie z makijażem na swój profil (2 zestawy do wygrania) 2. Można zrepostować to zdjęcie (1 zestaw do wygrania) CO TRZEBA ZROBIĆ? •stwórz makijaż w stylu dziewczyny Kat von D i wrzuć zdjęcie na swój profil na Instagramie •Oznacz na nim profil @alamakotaa • Użyj hashtagu #konkursalamakotaa ALBO •zrepostuj to zdjęcie •oznacz na nim profil @alamakotaa i @sephorapolska • Użyj hashtagu #konkursalamakotaa Dziewczyny! Nie bójcie się brać udziału! Docenię każde zabawy makijażowe. Nie musicie być profesjonalnymi makijażystami, nie potrzebujecie najdroższego aparatu, idealnego oświetlenia. Wystarczy inwencja twórcza i odrobina odwagi. Chcę zobaczyć Was w wersji Kat von D. Ostre, rockowe, wyzwolone i pełne energii! Czasu jest naprawdę wiele, a szanse ma każdy, więc czekam na Wasze makijaże! 😊 Konkurs jest przeznaczony WYŁĄCZNIE dla obserwatorów profilu @sephorapolska oraz @alamakotaa Zabawa trwa od dzisiaj (7.08) do północy 21.08. Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu. Powodzenia! * w konkursie można wziąć udział na oba sposoby, ale wygrać można tylko raz! * spam-konta konkursowe nie są brane pod uwagę #konkurs #makijaż #konkursy #rozdanie #alamakotaa #best #musthave #katvond #makeup #beauty
Post udostępniony przez Alicja Jarząbek | Ala ma kota (@alamakotaa)


Mam nadzieję, że Was dzisiaj specjalnie nie zanudziłam :)

Dajcie mi znać, czy tak jak ja przejmujecie się wszystkim dookoła i czy potraficie poradzić sobie z nadmiernym zakupoholizmem :)

No i koniecznie bierzcie udział w konkursie! <3

MAKEUP MENU: Sparkly Eye

Friday, August 11, 2017 -



Cześć dziewczyny! Dzisiaj jeden z tych wpisów, które określałabym - NIE RÓBCIE TEGO SAME W DOMU ;) 

Kocham błysk na oku! Doskonale wiecie, jaka ze mnie sroka. Jeśli zobaczę, że jakiś cień się pięknie mieni, to od razu muszę go mieć. Gdy trafiły do mnie nowości z Semilaca, czyli pyłki, które pokazywałam Wam jakiś czas temu tutaj, nie mogłam się oprzeć i MUSIAŁAM władować to sobie na oko. A było blisko, że i do oka, ale o tym za chwilę ;) 


Cały makijaż oka wykonałam przy użyciu dwóch paletek. Burberry Blush Palette oraz Sweet Peach od Too Faced. W rezultacie otrzymałam coś na pograniczu smokey w odcieniach fioletu i czekoladowego złota. Patrzyłam w lustro, patrzyłam i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że idealnie dopełni ten makijaż pyłek Semilac Flash. I mam nadzieję, że się ze mną w tej kwestii zgodzicie. 


Nie radzę jednak urządzać sobie zbyt dużych zabaw z tym produktem, bo jest on jednak przeznaczony do zdobień na paznokciach. Należy więc działać niezwykle ostrożnie, zwłaszcza że bardzo się pyli i łatwo o dostanie się do oka. Uważajcie więc podczas aplikacji. 
Efekt jest jednak tego wart, ponieważ pyłek wygląda bosko na zdjęciach. 

Podoba się Wam efekt?

#wakacyjneBEAUTY

To już ostatni dzień, w którym publikujemy dla Was w naszej akcji #wakacyjneBEAUTY. Zachęcam Was do zajrzenia na blogi dziewczyn! Serdecznie Wam dziękuję za aktywne komentowanie, bycie z nami przez cały tydzień i czytanie naszych postów! <3 Niedługo kolejne akcje! 

Agnieszka: www.agwerblog.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl

Na pewno namówię Was na zakup nowego różu, czyli NARS, Bumpy Ride!

Thursday, August 10, 2017 -



Nie wiem, jak to się stało, że jeszcze Wam go z bliska nie pokazałam. Zdążyłam już obtrąbić pół Internetu i namówić na niego mnóstwo dziewczyn, a post jeszcze się na blogu nie ukazał. Dlatego dzisiaj nadrabiam swoje zaległości, które nie powinny mieć miejsca.


Róż z NARSa w odcieniu Bumpy Ride, to produkt, który dostaniecie w naszej rodzimej Sephorze za cenę 149zł. Zamknięty został oczywiście w klasycznym opakowaniu, z którego marka jest nam już doskonale znana. To gumowe tworzywo działa mi często na nerwy, gdy muszę je czyścić do zdjęć, ale jest jednak przyjemne w dotyku na tyle, że nie wściekam się za specjalnie.



Sam kosmetyk jest moim ideałem na co dzień. To jasny, bardzo dziewczęcy róż, który swoją barwą imituje naturalny rumieniec. Jest jedwabisty w swej konsystencji i nie sprawia żadnych problemów podczas aplikacji. Nie pyli się też przy nabieraniu go na pędzel. Ma w sobie całkiem sporą ilość zatopionych drobinek, które połyskują na policzku tworząc równomierną taflę zdrowego blasku. Zapomnijcie więc o jakichś nieprzyjemnych plamach brokatu - co to, to nie! Ani słowa, a sio... #pdk


Nie umiem z nim przesadzić, choć pewnie, gdybym się postarała, to dałabym radę. Łatwo bowiem go budować, ale równie prosty jest do zdjęcia. Czasami, gdy uznam, że jest go zbyt wiele na buzi, w stosunku do innych kosmetyków - po prostu chwytam za puchaty pędzel i omiatam nim twarz, pozbywając się nadmiaru produktu.

To mój niekwestionowany ulubieniec, po który sięgam niemal codziennie. Nieważne, jak się maluję, czuję że on pasuje do wszystkiego, zawsze. Jest elegancki i bardzo dziewczęcy, a właśnie na takim efekcie zależy mi najbardziej na świecie.

A jak Wam się podoba Bumpy Ride od NARSa?

Już jutro koniec naszej akcji, w której kilka fantastycznych dziewczyn pisze bardzo ciekawe posty! Zajrzyjcie koniecznie do nich na blogi! #wakacyjneBEAUTY

Paulina: www.paulinablog.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl
Agnieszka: www.agwerblog.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl

Nabla, Dreamy Matte w kolorze Roses

Wednesday, August 9, 2017 -


W myśl tego, że jestem pomadkową maniaczką, postanowiłam Was dzisiaj zaszczycić recenzją kolejnej matowej szminki, którą miałam okazję przetestować. O tym, że uwielbiam długotrwałe produkty do ust wiecie nie od dziś, także to nic dziwnego w moim wykonaniu. 

Pisałam Wam już o moich typach nie raz, także przypomnę tylko o moich ulubieńcach niżej. 


Pomadka Nabli z serii Dreamy Matte, to produkt o przedłużonej trwałości, który sprawdza się w kwestii mocniejszego makijażu. Odcień, który Wam dzisiaj pokazuję z bliska, to kolor Roses. Cena do zniesienia, bo 59.90zł w sklepie internetowym jeszcze za pomadkę przełknę. Fakt faktem, nie jest to mało, ale jak za tę jakość, jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że jest warta tych pieniędzy. 


Aplikator, to precyzyjnie zakończona gąbeczka, która pozwala na swobodne wyrysowywanie ust. W tej kwestii nie trzeba się nawet posiłkować konturówką (o ile macie wprawną rękę). A kolor? Roses, to taki kolor pięknych róży, które łączą w sobie odrobinę fioletu i różu. Z angielska tak zwany mauve, a po naszemu "fiołkowy". 


Jest trwała i ładnie, równomiernie znika z ust, tworząc ombre koloru. I na całe szczęście, nie wygląda to źle. Jestem bardzo zadowolona z jej trwałości, choć nie jest ona jakaś oszałamiająca. Chwyta mnie jednak za serce kolorem, więc nie mogę się jej oprzeć. Pomadka oczywiście nieco wysusza usta, nie ma się co w tej kwestii kłócić, że tak nie będzie, bo przecież wszystkie matowe pomadki prędzej czy później doprowadzają usta do wysuszenia, ale tutaj ten efekt jest znośny.


Jak podoba się Wam ten odcień? Lubicie pomadki z Nabli? 

#wakacyjneBEAUTY

Dziś kolejny dzień, w którym publikujemy dla Was dzielnie w naszej akcji #wakacyjneBEAUTY. Zachęcam Was do zajrzenia na blogi dziewczyn! Codziennie, do piątku, będziecie mogły poczytać o naszych wskazówkach na lato ;)

Paulina: www.simplistic.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl
Olga: www.apieceofally.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl

Burberry Cat Eye Liner, Full Brows oraz Blush Palette

Tuesday, August 8, 2017 -


Marka Burberry wrzuca właśnie na rynek swoją nową, limitowaną kolekcję, która na stronie Sephora Polska znajdzie się 22. sierpnia. Dzisiaj jednak chcę Wam przybliżyć te cudeńka, które znajdują się w zbliżającej się wielkimi krokami odsłonie.

> Jak zmienić makijaż dzienny w wieczorowy - Burberry Makeup 
> Genialna maskara Cat Lashes
> Błyszczące cienie Wet&Dry Glow Shadow


Na pierwszy ogień idą Cat Eye Liner w kolorze 01 Black, który jest produktem przeznaczonym do makijażu oka. Z jednej strony został zakończony końcówką tak precyzyjną, że można go śmiało porównać do eyelinera Tattoo Liner od Kat von D, o którym pisałam Wam kiedyś tutaj. Jestem zadowolona z tego, jaką precyzyjną i łatwą do namalowania kreskę można nim uzyskać. Niestety, gorzej z jego trwałością - nie jest to bowiem produkt wodoodporny. Moje wiecznie łzawiące oczy bardzo szybko rozpuszczają ten kosmetyk i niestety, szału nie ma. Jest za to szał w kwestii drugiej końcówki, którą jest gąbeczka z cieniem do powiek. Jego kolor określiłabym, jako coś na pograniczu zieleni khaki, złotych drobinek i czarnego pigmentu. Wygląda przepięknie i zachwyty zbierał na Instagramie - czemu się kompletnie nie dziwię. Też jestem oczarowana.



Kolejnym produktem-pisakiem jest Full Brows. W moim przypadku w odcieniu Sepia. To z jednej strony coś na kształt eyelinera do brwi, którym możemy wyrysować idealny kształt oraz imitować pojedyncze włoski, a z drugiej strony ponownie - gąbeczka z cieniem, którym możemy wypełnić luki, puste przestrzenie w naszych naturalnie rosnących brwiach. Jestem tym produktem oczarowana! Maluje się nim niezwykle prosto, a trwałość - genialna!



Na koniec przepiękne cudo, które najprawdopodobniej wpadnie Wam w oko tak, jak i mnie wpadło. Zerknijcie sobie tylko, jak cudownie prezentuje się ta mozaika barw.



Najnowszy, limitowany róż do policzków, a właściwie paletka, to istny majstersztyk pod względem wizualnym. Urocze, kwieciste tłoczenia zostały pokryte złotym pigmentem, który rozświetla cerę i nadaje jej blasku. Szkoda tylko, że jest to wierzchnia warstwa produktu i niestety pod spodem znajduje się już "tylko" róż. No właśnie, "tylko" a może "aż'. Mam słabość do róży do policzków i jest to jeden z tych, które rozkochały mnie w sobie od pierwszego wrażenia. Uwielbiam gdy produkty tego typu zachowują się niezwykle naturalnie na mojej skórze i to jest właśnie jeden z tych produktów. 
Jak podobają się Wam te makijażowe nowości? 

#wakacyjneBEAUTY

Dziś kolejny dzień, w którym publikujemy dla Was dzielnie w naszej akcji #wakacyjneBEAUTY. Zachęcam Was do zajrzenia na blogi dziewczyn! Codziennie, do piątku, będziecie mogły poczytać o naszych wskazówkach na lato ;)

Olga: www.apieceofally.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl
Justyna: www.okiemjustyny.blogspot.com
Klaudyna : www.ekstrawagancko.com
Agnieszka: www.agnieszkabloguje.pl
Agnieszka: www.agwerblog.pl
Paulina: www.paulinablog.pl
Paulina: www.simplistic.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl

Pomadki Kat von D - czy warto je kupić?

Monday, August 7, 2017 -


Pomadki, to mój konik. Doskonale mnie znacie i wiecie, że mam ich... będę szczera, od cholery. Używam ich codziennie i nie wyobrażam sobie nie mieć zapasów w postaci miliarda czerwonych szminek, oczywiście każda w innym kolorze ;) 

Dzisiaj jednak chciałam Wam powiedzieć, czy warto wydawać kasiorkę na produkty do ust z Kat von D, czy nie. Niestety (choć bym chciała), nie podam Wam cen tych produktów, bo jak się domyślacie, otrzymałam je w prezencie od marki Sephora i niestety do momentu wejścia na polski rynek, nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, ile będą te cudaki kosztować. Jednak, z góry zakładam, że poniżej stówki za szminkę nie zejdziemy.

> matowe pomadki Golden Rose
> matowe cudeńka od Deborah Milano
> czy warto kupić pomadki Kylie Cosmetics?


Everlasting Liquid Lipstick w kolorze Lovesick, to płynna pomadka, która ma zachwycać swoją formułą, ale mnie uwodzi tak naprawdę tylko kolorem. Jest to przepiękny, fiołowo-różowy kolor, który na myśl przywodzi mi pomadkę Posie K z Kylie Cosmetics oraz pomadkę Golden Rose w kolorze 03. 

Ma wygodny aplikator, łatwo się nakłada i wszystko byłoby z nią super, gdyby nie fakt, że spodziewałam się cudu. A niestety go nie zastałam. Zwykła, taka sobie pomadka, która jest fajna, w porządku się utrzymuje, ale nie jest w żaden sposób rewolucyjna. Zdecydowanie bardziej polecam zainwestowanie w pomadki matowe theBalm albo marki własnej Sephora. Jakość jest porównywalna, a nawet i lepsza, przy niższej cenie.



Posiadam też dwie Studded Kiss Lipstick w kolorze A Go-Go oraz Wolvesmouth. To standardowe, pomadki w sztyfcie, które niestety totalnie mnie nie zachwyciły. Kompletnie. Są bardzo nierówno napigmentowane, a kolejne dokładane warstwy sprawiają, że ściągam przy okazji poprzednią. Jest nieładnie, nierówno i bardzo niefajnie. Kolory też tak naprawdę takie sobie. Same przyznacie, że ten pomarańcz niespecjalnie pasuje do mojej urody. Byłam bardziej nastawiona na to wiśniowe szaleństwo Wolvesmouth, ale też się przeliczyłam. Na ustach wypada tandetnie, prawda?


Jakiś ogromny pozytyw? Konturówka Everlasting Lip Liner w kolorze Lovecraft, która podbiła moje serce i uważam, że wygląda fenomenalnie, jako uzupełnienie pomadki Lovesick. Cudo!

Zapraszam Was też dzisiaj na mój Instagram (@alamakotaa), bo dzisiejszego wieczora możecie spodziewać się u mnie wypasionego konkursu z kosmetykami Kat von D! <3 

Co sądzicie o tych kolorach, które Wam dzisiaj pokazałam? Czekacie na Kat von D w Polsce?

#wakacyjneBEAUTY

Dziś publikujemy dla Was pierwszy raz treści z naszej akcji #wakacyjneBEAUTY. Zachęcam Was do zajrzenia na blogi dziewczyn! Przez cały tydzień, do piątku, będziecie miały okazję poczytać o nowościach, haulach i makijażowych trikach na wakacyjne upały!

Agnieszka: www.agwerblog.pl
Paulina: www.paulinablog.pl
Olga: www.apieceofally.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl
Justyna: www.okiemjustyny.blogspot.com
Paulina: www.simplistic.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl
Klaudyna : www.ekstrawagancko.com
Agnieszka: www.agnieszkabloguje.pl


MAKEUP MENU: O dwóch krzywych kreskach

Friday, August 4, 2017 -


Gdy w moje ręce trafił Ink Liner w kolorze Bukowsky od Kat von D, wiedziałam że prędzej czy później się nim pobawię. I choć fanką wyrysowanych kresek nie jestem, to czasami wracam do eyelinera i próbuję się sama przekonać, że z kreską mogę wyglądać dobrze. 

Niestety, w większości wypadków się to mija z celem. Jestem bowiem posiadaczką opadającej powieki, która sprawia, że kreska nie wygląda tak, jak u lasek na Instagramie. Spróbowałam jednak raz jeszcze i efektem jest dzisiejsze Makeup Menu. 



Makijaż oka wykonałam przy pomocy czekoladowych cieni z paletki Chocolate Bar od Too Faced, a na sam koniec postanowiłam dodać butelkową zieleń w postaci cieniutkiej kreski przy linii rzęs. Wyjechałam poza, więc stwierdziłam: "a co mi tam, machnę sobie mocniej". I tak próbowałam wyrównać jedno oko do drugiego. Potem drugie do pierwszego. I wyszło, jak wyszło :D 

Odwróciłam więc uwagę od nierównych kresek pomadką MAC w kolorze Mehr, która na nowo mnie w sobie ostatnio rozkochała. 

Lubicie malować kreski na powiece? Jesteście w tym mistrzyniami, czy jednak jest kiepsko i zapisujecie się do mojego klubu? 

Nowości zapachowe: Hollister, Coach oraz Mont Blanc

Wednesday, August 2, 2017 -


Rzadko piszę Wam o perfumach, a przecież jestem ich maniaczką. Co tu dużo mówić, każdy kto odwiedziłby mnie osobiście, złapałby się za głowę, gdyby zobaczył moją kolekcję perfum! Gwarantuję Wam to. 

Często zapachem dopasowuję się do sytuacji, w której się znajduję. Jeśli wiem, że czeka mnie ważne spotkanie, sięgam po moje perfumy "szczęścia". Gdy chcę być pewna siebie, sięgam po słodkie i kobiece zapachy. Na wyjścia z przyjaciółmi sięgam po lekkie nuty zapachowe. A niektórymi z nich, potrafię przenieść się w czasie. Zapachy często wiążą się dla mnie z historią. 

Dzisiaj chcę Wam przedstawić kilka nowości, które zasiliło ostatnio moje zbiory. Coach Eau de Toilette, to nowy zapach marki Coach, która zawitała w zeszłym roku na polskim rynku. Szturmem podbiła serca kobiet zapachem Coach the Fragrance, który to jest słodki i uwodzicielski. 


Wersja EDT, to coś zgoła innego. To lekki i energiczny zapach, który uwodzi trwałością i świeżością. Wyczuwalne w nim nuty świeżej gruszki i drzewa cedrowego, pięknie łączą się w spójną całość. 


Coach EDT (149zł/30ml, 279zł/100ml), to zapach dla młodych kobiet, które wiedzą czego pragną od życia. 


Kolejnym zapachem, który Wam przedstawię to duet dla niej i dla niego od marki Hollister. Zamknięte w kolorowych, barwnych buteleczkach, zapachy Wave 2, to prawdziwa bomba egzotycznych nut. Damskie perfumy zostały stworzone z mieszaniny owocowych woni, które są śmiałe i wyraziste. Nie są to wbrew pozorom, perfumy lekkie, bo ich aromat kończy się na czymś cięższym i mocniejszym, niż można by się spodziewać. 


Wave 2 dla mężczyzn, to natomiast połączenie świeżości z nutami drzewa i paproci. Jest to zapach otulający, rozwijający się niezwykle intensywnie i zyskujący na czasie. Producent porównuje go do orzeźwiającego rozprysku chłodnej fali na rozgrzanej słońcem skórze i chyba piękniej bym tego sama nie ujęła. Jeśli jesteście fankami męskich perfum, to gwarantuję Wam, że albo będziecie ten zapach podkradać ukochanemu, albo będziecie się wwąchiwać w jego szyję. (30ml/119zł, 50ml/159zł, 100ml/199zł)


Na koniec zostawiłam sobie perełeczkę w postaci perfum MONT BLANC Lady Emblem L'Eau (30ml/169zł, 50ml/269zł, 75ml/349zł). Zamknięty został w przepięknej buteleczce, która kształtem przypomina diament. W środku zamknięty został niezwykle seksowny zapach, który łączy w sobie świeżość i nuty kwiatowo-owocowe. Powiem szczerze, że byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Okazał się być niezwykle uwodzicielski i trwały, a na mojej skórze rozwija się wręcz fenomenalnie. 

Powiedzcie, czy jakiś zapach Was zainteresował? A może Wasze zbiory ostatnio ubogaciły się w coś nowego? 
DO GÓRY