PUPA Milano, Bronze Fever rozświetlacz oraz olejek do ust

Tuesday, June 28, 2016


Najnowsza kolekcja BRONZE FEVER marki PUPA Milano, to coś, co przykuje uwagę każdej miłośniczki rozświetlenia i słonecznej opalenizny. Mimo że kolekcja składa się jeszcze z czterech lakierów do paznokci, trzech odcieni kajal oraz sześciu kolorów kremowych cieni do powiek, ja zdecydowałam się na jeden z kremowych rozświetlaczy do ciała i twarzy oraz olejek do ust.


BRONZE FEVER BALMY OIL (66zł), to odżywczy balsam-olejek do ust. Jest dostępny w czterech różnych kolorach: 001 Sunny Honey, 002 Orange Sunset, 003 Tropical Fuchsia, 004 Juicy Cherry. Odcień, który posiadam, to oczywiście Sunny Honey. Od samego początku wydawał mi się bardzo podobny do olejku Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil, który już kiedyś widzieliście na moim blogu. Inspiracja okazała się być dosyć spora, również w formule produktu, która jest bogata i żelowa. Baza olejków, które nawilżają usta zapewnia długie uczucie nawilżenia. Olejek z pestek malin intensywnie odżywia i wygładza spierzchnięte, przesuszone wargi. Nadaje delikatny i soczysty kolor, który sprawia wrażenie tafli. Ma wygodny aplikator.

Ogólnie jestem z niego zadowolona. Daje nawilżenie na długi czas, kilku godzin. Nie jest może wiernym zastępcą dla olejku z Clarinsa, ale nie jest to identyczna rzecz. Mimo wszystko, polecam go wszystkim, którzy szukają nawilżenia na bardzo podobnym poziomie, ale nie chcą wydawać sumy, którą trzeba wydać na olejek Clarinsa.




BRONZE FEVER FACE&BODY HIGHLIGHTER (82zł), to rozświetlacz do twarzy oraz ciała, który zamknięty jest w słoiczku skrywającym 25ml produktu. Dostępny jest w dwóch odcieniach: 001 Light Gold oraz 002 Intense Gold. Jego lekka, żelowa formuła stworzona jest na bazie wody. Producent obiecuje brak smug, łatwość rozcierania oraz uczucie świeżości podczas aplikacji.
Zapewnia naturalny efekt pięknie rozświetlonej skóry. Teoretycznie można go używać na całe ciało. Ja jednak zdecydowanie wolę go używać na szczyty kości policzkowych i w każdym miejscu na twarzy, które pięknie przyjmuje rozświetlacz (czyli praktycznie cała twarz :D )

Kolekcja pojawi się w polskim Douglasie w połowie czerwca.

Podoba się Wam rozświetlacz?

Semilac, ulubione kolory na lato

Sunday, June 26, 2016


Długo nosiłam się z zamiarem pokazania Wam kolorów, które są najnowsze w mojej kolekcji lakierów hybrydowych. Mam je od kilku tygodni, ale większość z nich idealnie wpasowuje się w trendy na lato. Każdy z nich pojawił się na moich paznokciach co najmniej jeden raz. 



Na pierwszy ogień idzie kolor 023 Banana. Bananowy żółty, to kolor, który idealnie pasuje do opalonej skóry. Dlatego jest wręcz wspaniały na lato. Jak wiadomo, takie neony mają branie właśnie o tej porze roku. Lubię go też w jeszcze jednej roli, jaką jest idealne połączenie w letnie ombre. I to z kolorem, który zobaczyć możecie poniżej łączy się przepięknie! 


Kolejny kolor, to 021 Turqouise. Turkus, z jakim mamy tutaj do czynienia, to dla mnie trochę bardziej zieleń, niż sam turkus, ale to nie zmienia faktu, że jest bardzo ciekawą barwą. Jak wspomniałam wcześniej, znakomicie łączy się w ombre z kolorem Banana. Idealny na lato.


Piękny, jasny róż z brzoskwiniowymi tonami, 054 Pale Peach Glow, to jeden z moich ulubieńców. Nie tylko moich ulubieńców, ale też moich koleżanek. To kolor, który znakomicie wygląda na każdej dłoni, niezależnie od karnacji. Ma w sobie małe, srebrne drobinki, które mienią się w słońcu. 


Długo nie byłam pewna koloru 055 Peach Milk. Głównie dlatego, że trochę się boję się takich brzoskwiniowych barw. Ten kolor smacznego, owocowego shake'a okazuje się być bardzo dobrym wyborem do skóry muśniętej słońcem.  


A teraz jeden z moich ulubionych kolorów, czyli 035 Bright Lavender. Jeśli jeszcze tego o mnie nie wiecie, jestem miłośniczką fioletu. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam hybrydową wersję mojego ulubionego, lawendowego koloru wśród lakierów, których aktualnie używam. Cieszy mnie przy okazji fakt, że nie jest to standardowa lawenda. Widać w niej niezłą dawkę neonu. 


Historii o mojej miłości do fioletu ciąg dalszy. 129 Violet Bliss, to mocny i intensywny fiolet, obok którego niełatwo przejść obojętnie. Jest naprawdę głęboki, dlatego wydaje mi się, że jest to kolor uniwersalny. Jeśli jesteście miłośniczkami takich barw, to będzie ona świetna przez cały rok.


021 Ruby Charm, to kolor z którym mam love-hate relationship. Ciężko mi to wyjaśnić, ale gdy widzę go na próbniku, to podoba mi się ogromnie, ale jak nakładam go na swoje paznokcie, to nie jestem już do niego taka przekonana. Ruby Charm jest mocnym różem z fioletowym tonem. To neon, ale bez przesady. 


111 Cherry & Berry, to kolor, który nie trafił do regularnej sprzedaży. Często bywa prezentem do zakupów. To właśnie taka wiśniowa czerwień, która ma w sobie wiele drobinek. Jestem jednak zdania, że te drobinki są zbyt dużej wielkości. Mimo wszystko jednak uważam, że wygląda uroczo, gdy jest nałożony na jeden palec.


A teraz powiedzcie mi, który kolor podoba się Wam najbardziej? I jaki jest Wasz ulubiony, wakacyjny lakier?

Artdeco Minimal Makeup, najnowszy podkład oraz korektor

Saturday, June 25, 2016 -



Artdeco lansuje kolekcję Minimal Makeup. W ich kampanii biorą udział topowe blogerki z Polski, które pokazują na swojej twarzy, jak ma wyglądać idealny makijaż nude. Wraz z kampanią, wprowadzono na rynek dwa nowe produkty. Podkład Nude Foundation oraz wodoodporny korektor Long-wear Concealer. 

Podkład Nude Foundation (112zł), to produkt zamknięty w buteleczce z mrożonego szkła. Jego pojemność, to tylko 20ml. Jestem tym faktem szczerze zaskoczona. Sam kosmetyk posiada lekką konsystencję. Jego matujące właściwości dają raczej satynowe wykończenie. Podkład jest perfumowany, a jego zapach jest lekko pudrowy.


Jest dostępny w pięciu odcieniach: 65 Ivory Chiffon, 70 Vanilla Chiffon, 75 Natural Chiffon, 80 Honey Chiffon oraz 85 Beige Chiffon. W przesyłce od marki otrzymałam najciemniejszy kolor podkładu (czego nie rozumiem). Dlatego na zdjęciach widzicie go tylko w formie swatcha. Nie sugerujcie się jego kolorem na twarzy, ponieważ użyłam rozjaśniacza do podkładów od NYXa.



Najlepiej nakłada się gąbeczką beautyblender. Nie podoba mi się jednak forma wyjmowania podkładu z opakowaniu, którą jest pipeta. Nie przepadam za tym typem opakowań, a w podkładach ich kompletnie nie rozumiem. I nie byłam zdziwiona, gdy w szybkim tempie pipeta zaczęła się zacinać. Mimo wszystko, przypadł mi do gustu za efekt, jaki daje na twarzy. Jest delikatny, bardzo lekki. Zaskoczyłam się pozytywnie, bo nie przepadam za matowym wykończeniem. To jednak nie jest płaskie. Wygląda, jak druga skóra. Utrzymuje się przyzwoicie, ale wymaga przypudrowania w strefie T po kilku godzinach, jak każdy podkład w moich zbiorach.


Jak widzicie, podkład przypadł mi do gustu pod względem właściwości. Nie polubiłam go jedynie za kolor oraz niepraktyczne opakowanie. Co innego mogę powiedzieć natomiast o Long-wear Concealer Waterproof (63zł), który skradł moje serce pod każdym względem. Jest dostępny w trzech odcieniach: 14 Soft Ivory, 18 Soft Peach i 22 Soft Olive. Otrzymałam odcień 18 Soft Peach i jestem zachwycona. Ten długotrwały korektor, który jest wodoodporny rozkochał mnie w sobie. Ma lekką konsystencję i doskonałe krycie. Ładnie zakrywa moje cienie pod oczami, które mają fioletowe podtony.


Minimal makeup, to styl w makijażu, którego szukam i który doskonale wpasowuje się w moje preferencje.
Co Wy sądzicie o tym stylu w makijażu?



Maybelline, Vivid Matte Liquid, nr 35 Rebel Red

Friday, June 24, 2016



Pomadki, to temat, który uwielbiam. Jeśli miałabym wskazać moje ulubione dziedziny makijażu, to powiedziałabym, że wręcz uwielbiam szminki oraz rozświetlacze. 

Moja kolekcja pomadek nie robi nic innego, jak tylko rośnie i rośnie.  Podczas ostatnich odwiedzin w niemieckim DMie, zdecydowałam się na jedną z nowości marki Maybelline, Vivid Matte Liquid w kolorze nr 35 Rebel Red(26.69zł). Jestem szczerze zaskoczona, że ta seria weszła właśnie do Polski, ponieważ jak wiemy - rzeczy z Maybelline często wprowadzane są wszędzie, tylko nie u nas. W każdym razie, jeśli mogę Wam coś w tej kwestii poradzić, to jest to jasne i wyraźne: NIE KUPUJCIE JEJ*.

Dlaczego? To proste. Żaden z niej mat. ŻADEN.
Dlatego nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem nazwana została Vivid Matte Liquid. Owszem, jest płynną pomadką z pięknym, żywym pigmentem, ale nadal nie jest to mat. Choćby nie wiem jak się do niej podchodziło, nie zastyga. Nałożenie cieniutkiej warstwy nie pomaga, poczekanie kilku minut również. Mam wrażenie, jakby pomadka "siedziała" na ustach. Na samym początku chciałam zdecydować się na śliczny nude, ale niestety kolor ten był wykupiony. Dlatego zdecydowałam się na czerwień, której w mojej kolekcji nie brakuje.
Jednak, trwałość to nie jest jej mocna strona. 

*Kupcie ją jednak w tym wypadku, jeśli nie zależy Wam na tym, żeby pomadka była trwała i spędzała z Wami kilka godzin na ustach. Kolor jest naprawdę wyrazisty i przepiękny. Uważam ją za jedną z piękniejszych odcieni czerwieni na drogeryjnym rynku.



Jest przyjemna tylko pod względem koloru. Cała reszta, to dla mnie porażka na całej linii.
Macie już swoją? Co o niej sądzicie?

beGlossy, Skin Factory

Tuesday, June 21, 2016



To pudełeczko jest mocno nastawione na pielęgnację i zaczyna je od Synchroline, PerkyPearl rozświetlającego kremu na dzień SPF 15. Taka mała próbka kremu na pewno przyda się na wyjazdy. Jego rozjaśniająca formuła daje efekt promiennej i pełnej blasku cery.

Najbardziej intrygującą rzeczą w tej edycji są dla mnie skondensowane kapsułki YASUMI. Markę tę bardzo lubię. Wieki temu miałam od nich fenomenalny peeling do ciała i byłam z niego bardzo zadowolona. Dlatego jestem szczerze zadowolona i zaintrygowana. Jedna z kapsułek nosi nazwę Caviar & Gold i ma za zadanie ujędrniać, regenerować oraz odmładzać. Przeznaczona jest do skóry twarzy oraz dekoltu. Druga kapsułka, czyli Eye Pouch, ma za zadanie działać rozświetlająco, przeciwobrzękowo oraz stymulująco na naczynka. I to właśnie z niej jestem szczególnie zadowolona. Jako posiadaczka intensywnych zasinień w okolicach oczu, chętnie sprawdzę, czy są warte zachodu.
Przy okazji, w pudełku znalazły się kupony zniżkowe na całe rytuały nawilżające, które są nowością marki. Jeśli spodobają mi się te kapsułki, na pewno skuszę się na pełnowymiarowy produkt.



Jako prawdziwa sceptyczka "magicznych" ściereczek do demakijażu, z przyjemnością przetestuję GLOV, Quick Treat. Nie wiem jeszcze, czy się polubimy i czy paluszkowa wersja próbna jest wystarczająca by wydać wyrok nad jej żywotem, ale przyjrzę się jej uważnym okiem. Wiem, że są dwa obozy. Dziewczyn, które są zadowolone z jej działania oraz dziewczyn, które twierdzą, że to nic nadzwyczajnego. W którym obozie będę dowiecie się za jakiś czas.

SYOSS, maseczka z kompleksem ceramidowym, to produkt, który ma za zadanie odżywić i "naprawić" zniszczone włosy oraz który przejdzie w inne ręce. Już nie raz Wam wspomniałam, że nie jestem włosomaniaczką. Nie robię z moimi włosami nic szczególnego, a one są zdrowe i mocne, więc taka maseczka byłaby u mnie co najmniej przez rok. Wiedząc, że nie będę się z nią zbyt zaprzyjaźniać, oddam ją przyjaciółce. 


Gdy zobaczyłam zapowiedzi czerwcowego pudełka na Facebook'u, nie byłam zachwycona. Nie przepadam za mineralnymi kosmetykami, więc pokręciłam nosem myśląc: "No, może reszta będzie fajniejsza". Dlatego szczerze się zaskoczyłam, gdy odpakowałam swoje beGlossy i okazało się, że róż mineralny od Pixie Cosmetics idealnie wpasowuje się w moje preferencje. Kolor, który otrzymałam, to Pale Jasper. Jasny, pudrowy róż z domieszką brązu. Idealnie naturalny. Teraz mam tylko nadzieję, że nie zawiodę się na trwałości. 

Dodatkowo, w ramach paczki ambasadorskiej, każda z dziewczyn otrzymała prezent od Pixie Cosmetics. W uroczo zapakowanej paczuszce znajdowały się cztery kolory korektorów pod oczy. Jako posiadaczka ciemnych okolic pod oczami i sińców, które naprawdę trudno zakryć, będę idealną testerką tego produktu. Ich konsystencja przypomina mi trochę kamuflaże z Catrice, z którymi nie jestem zaprzyjaźniona, więc może lżejsze wersje od Pixie spodobają mi się bardziej. Oprócz tego w pudełeczku znalazł się też puder matujący.



Jeśli mam być szczera, to jestem zadowolona z tego pudełka. Tak, jak wspominałam, mile zaskoczył mnie róż z Pixie. Jestem też ciekawa ampułek z YASUMI.
A Wam podoba się edycja czerwcowa?

Kosmetyk jest za drogi? Kup go taniej!

Monday, June 20, 2016


Jak często zdarza się Wam rezygnować z zakupu wymarzonego kosmetyku, ponieważ jego cena w perfumerii pozostawia wiele do życzenia? A jak często postanawiacie się na coś skusić tylko dlatego, że jest obecnie objęte zniżką?

Ja coraz rzadziej korzystam z ofert sklepów stacjonarnych. Co prawda, lubię czasami zajść do perfumerii, skusić się na nowy kosmetyk, przyjrzeć się nowościom. Jednak, zbyt często trafiam na obsługę, która nie jest w stanie mi pomóc albo na kogoś, kto po prostu wymusza na mnie zakup. A ja takim klientem nie jestem. Lubię spontan, ale w kwestii kosmetyków już dawno z niego wyrosłam. Rzadko decyduję się na coś nowego bez intensywnych przemyśleń. 

Zakupy przez Internet nauczyły mnie cierpliwości i zdrowego podejścia do tematu. Zanim kliknę ostatecznie potwierdzenie zamówienia, przeglądam moją toaletkę. Sprawdzam, czy przypadkiem nie posiadam już szminki w tym kolorze., czy czternasty rozświetlacz jest mi niezbędny do życia i czy na pewno potrzebuję kolejnego podkładu. To, że robię zakupy w domu, ochroniło mnie już kilkukrotnie od zakupów, które okazałyby się totalnie nietrafione. 

Robiąc zakupy na spokojnie, kilkukrotnie konsultując się z przyjaciółką, czy aby na pewno warto, przeglądam przy okazji sklepy i sprawdzam oferty. Często zdarza się, że perfumerie i drogerie narzucają różne marże. Staram się wybierać te, które pozwolą mi zaoszczędzić. A dodatkowy rabat podczas zamówień internetowych, to rzecz, która mnie zawsze cieszy. 

Niedawno na blogu przedstawiałam Wam moją aktualną wishlistę, która - kto by się spodziewał - ma mniej kosmetyków, niż zwykle. W każdym razie, wymieniłam w niej puder La Mer, który do tanich nie należy. Co tu dużo mówić, w sytuacji, gdy produkt, który chcemy kupić kosztuje znacznie więcej, niż byśmy chciały, warto sięgnąć po zniżki. 

Na stronie Kupon.pl aktualnie dostępny jest kod rabatowy Douglas, który pozwala na obniżenie kwoty zamówienia o 10%. Co lepsze, nie ma wymagań odnośnie minimalnej kwoty zamówienia. To podoba mi się najbardziej, bo zbyt często trafiam na przyjemne promocje, w których minimalna kwota zamówienia jest zaporowa.

Na dzisiejszy wieczór zaplanowałam sobie wędrówki po internetowych drogeriach. Urodziny już za chwilę, więc chciałabym sprawić sobie prezent od siebie dla siebie. A Wy? Planujecie jakiś zakup?


Laura Mercier, Foundation Primer Blemish-Less

Saturday, June 18, 2016 -


Temat baz pod makijaż poruszałam już niedawno na blogu. W związku z tym, że już wiecie, jaki mam do nich stosunek, postanowiłam dzisiaj przybliżyć Wam kolejne dwie pozycje. Poprzedni post dotyczył bazy Smashbox, Photo Finish Primer Oil i recenzję tego produktu znajdziecie tutaj.

Baza Foundation Primer Blemish-less od Laury Mercier, to koszt 194 zł za 100ml. Jej lekka, żelowa formuła, jest oparta o bazę wody. Dzięki czemu nie wysusza skóry oraz pozostawia ją gładką i świeżą. Jej zadaniem jest zminimalizowanie porów oraz kontrolowanie wydzielania sebum w ciągu dnia - w tej kwestii sprawdza się rewelacyjnie. 

Nie jestem posiadaczką najbardziej doświadczonej niedoskonałościami cery świata, ale zdarzają mi się przykre niespodzianki. Zwłaszcza w okolicach brody. Dzieje się tak nie tylko ze względu na zmiany hormonalne w ciągu miesiąca, ale także... przez fakt, że nie potrafię się powstrzymać i często dotykam się po twarzy. W ten sposób na pewno przenoszę bakterie. 

W każdym razie, w skład produktu wchodzą:
  • połączenie kwasu salicylowego, ksylitolu oraz drobinek odbijających światło: poprawiają wygląd cery, zmniejszają widoczność niedoskonałości oraz kontrolują przetłuszczanie się skóry 
  •  krzemionka oraz cząsteczki silikonu nie zatykające porów: zmniejszają widoczność porów oraz poprawiają stan skóry 
  •  witamina E: odżywia skórę oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych 
  • aloes: łagodzi podrażnioną skórę oraz zmniejsza zaczerwienienia 

Baza doskonale przygotowuje skórę do nałożenia podkładu. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu. Jest bezzapachowa - to spodoba się "kręcącym nosom". Wchodzi we wszystkie zakamarki i załamania skóry, niwelując widoczność porów. Łagodzi podrażnienia i zmniejsza zaczerwienienia. Jest beztłuszczowa.


I mimo że jest naprawdę fajnym produktem, nie nadaje się według mnie na większe wyjścia. W takich sytuacjach sięgam po bazę ze Smashboxa, Laura sprawdza mi się na co dzień. Głównie przez fakt, że jest beztłuszczowa i na bazie wody. Nie kłóci się też z moimi podkładami, które również są na bazie wody. 

Dlatego, polecam ją tym, które na co dzień potrzebują pomocy bazy pod makijaż, a nie chcą obciążać cery dodatkowymi zapychaczami. Zwłaszcza, że świetnie niweluje niedoskonałości. 

Jaki jest Wasz ulubiony produkt Laura Mercier?

Wishlist - rzeczy, które zaprzątają mi głowę

Thursday, June 16, 2016 -



Zbliżają się moje urodziny,  ale ta wishlista nie powstaje w związku z tym wydarzeniem. Wręcz przeciwnie. Ostatnio rozmawiałam z aGwer i doszłam do wniosku, że potrzebuję takiego usystematyzowania moich  zachcianek. I im jestem starasza (nie tylko wiekowo, ale i mentalnie), tym mniej mam zachcianek kosmetycznych. Albo po prostu nazbierałam już tyle rzeczy, że powoli nie ma nic nowego, co zasiliłoby zbiory...

W każdym razie, same zobaczycie, że jest tutaj całkiem sporo rzeczy technicznych, czy zwykłych zachcianek, które przydadzą się w życiu codziennym. Kosmetyków dzisiaj, jak na lekarstwo! 

Blogowo

Kurs fotograficzny - potrzebuję usystematyzować moją wiedzę w temacie fotografii. Czasami robię coś na czuja, nie wiedząc do końca, jak się to nazywa. Mam też spory problem z kompozycją na zdjęciach, czasami nie mam pomysłu na fotki i ogólnie chciałabym się doszkolić. Móc zadać kilka pytań, uzyskać odpowiedzi i sprawdzić w praktyce, czy na pewno do mnie dotarło. Chciałabym, żeby ktoś powiedział mi co robię nie tak i jak to zmienić. Dlatego zamierzam (przynajmniej mam takie plany aktualnie) wybrać się na dwa-trzy kursy fotograficzne w Szczecinie. Jeśli jesteście z tych okolic, to mogę podpowiedzieć Photo-Team oraz Łukasza Brodalę. Ceny kursów nie są wysokie, to koszt średnio 179-199zł, więc kwota jest jeszcze do przełknięcia. 

Obiektyw - Marzy mi się nowy obiektyw. Nie ukrywam tego już od dawna. Kiedyś myślałam, że to body robi robotę (i w sumie, jak jest za kilka tysięcy, to robi ;)), ale dobrymi obiektywami można zdziałać cuda. Mnie marzy się Sigma 30mm 1.4, którego cena niestety na razie mnie rozbraja. 1890zł, to na razie kwota, która musi zostać odłożona. Ale prędzej, czy później będzie mój - to wiem na pewno! 

Blenda - Muszę tłumaczyć, po co w ogóle jest blenda? Chyba nie muszę. Nie chcę też się tłumaczyć, dlaczego jeszcze swojej nie mam. Planuję ten duży błąd naprawić i zaopatrzyć się w jeden egzemplarz średniej wielkości. 

Laptop - Mój laptop ma już ponad 3 lata. W świecie komputerowym, to bardzo długi czas. Można by go nazwać staruszkiem w pewnym sensie. Mimo wszystko, prawda jest taka, że wypadałoby go w końcu zmienić. Głównie dlatego, że płata mi coraz więcej figli, wiecznie się na niego wkurzam i potrzeba mi czegoś nowego. 

Kosmetycznie 

Pomadki Kylie Jenner - Zdaję sobie sprawę, że wszyscy teraz pożądają pomadek od Kylie Jenner. Mimo że nie jestem fanką rodziny Kardashianów, a umiejętności chirurga plastyka Kylie szokują mnie bardzo pozytywnie, to nadal nie dlatego chcę położyć łapki na pomadkach KJ. Lip Kity chodzą mi po głowie już od bardzo dawna. Wiem, że matowych pomadek, które są praktycznie identyczne jest na rynku sporo, ale nie oszukujmy się, płacimy tutaj też za prestiż, nazwisko, piękne opakowania i "ekskluzywność" produktu. Jego wartość podbija też fakt, że bardzo szybko się wyprzedaje. Kolory, które chciałabym mieć na własność, to: Koko K, Posie K, Dolce K, Exposed oraz Kourt K. Bardzo mocno chcę też błyszczyk So Cute. 

Perfumy - Jestem dużą miłośniczką zapachów. Często wiążę z nimi jakieś miejsca, osoby i wspomnienia. Dlatego to niezwykle ważna rzecz w moim życiu. Lubię dopasowywać zapach, jaki noszę na skórze do tego, jak się aktualnie czuję. W mojej kolekcji dna dobija Trusardi, My Name, który wymaga ponownego zakupu. Mam też bardzo dużą ochotę na Chanel Chance Eau Vive, które rozkochało mnie w sobie próbką.

Puder LA MER - mam na niego ochotę od bardzo dawna, jednak muszę się spieszyć. Z tego, jakie dotarły do mnie wiadomości, puder ten (korektor również) zostaje wycofany. Cena trochę przeraża, bo to blisko 300zł, ale 60g produktu musi to rekompensować. Poza tym, kilkukrotnie zdarzyło mi się go pomacać i moje zdanie się nie zmieniło. To puder mocno wpasowujący się w moje aktualne oczekiwania, dlatego będę musiała upolować go stacjonarnie. Być może jeszcze uda mi się go dorwać w którymś Douglasie, bo przez Internet jest to już niestety niemożliwe.

Lifestylowo

Obraz - Kolorowanki dla dorosłych, to nie moja bajka. Nie przepadam za kolorowaniem kartek, poza tym... nigdy nie byłam w stanie dokończyć tego, co zaczęłam. Jeszcze będąc dzieckiem, mama potwierdzi, kredki zdecydowanie częściej lądowały na ścianie i innych przedmiotach, niż na kartkach specjalnie do tego przeznaczonych. Z resztą, zawsze wolałam malować sama, a nie postaci z bajek Disneya. Jednak, gdy zobaczyłam ofertę marki Artimento, zapałałam do niej miłością od samego początku. Zapomniałam już, jaką radość sprawiało mi malowanie obrazów farbami i z jaką przyjemnością bym do tego wróciła. Ponadto, taki pięknie wykonany "własnoręcznie" obraz zawsze można powiesić na ścianie. Dlatego, chcę się zdecydować na któryś z wariantów. Artimento ma asortyment, który najbardziej mnie interesuje. Dwa obrazy "jesienny pocałunek" oraz "jesienna promenada", to według mnie najpiękniejsze z wyborów, na które teraz bym się mogła zdecydować. Lato się jeszcze nie zaczęło, a ja już o jesieni myślę :) 

Buty Converse - Potrzebuję nowych trampek. Tym razem jednak, będę chciała zdecydować się na podwójny zakup. Najlepszym wyjściem będzie właśnie kupienie dwóch par. Wtedy na pewno wytrzymają ze mną dłużej, niż rok. Nie wyobrażam sobie życia bez trampek, a Conversy są według mnie najlepszymi butami w tej kategorii. 

Osadnicy z Catanu - Miłością, choć malutką, do gier planszowych zaraziła mnie zaprzyjaźniona ze mną para, Karolina i Michał. Jeszcze kilka lat temu dałabym sobie rękę uciąć, że nie będę grać w planszówki. Teraz jest to według mnie jedna z fajniejszych rozrywek, zwłaszcza w gronie przyjaciół. A Osadników z Catanu pokochałam na tyle, że muszę ich teraz mieć na własność. 

Koszulka Jaroński - Potrzebuję jej koniecznie. Podoba mi się to, jak Jaroński bawi się słowem. A na sobie chętnie zobaczyłabym "zjeby od szefa", "jesteś podły" lub "odbyt" i ewentualnie "to nie miłość". Wpadajcie pod linki i sprawdzajcie, która przemawia do Was najbardziej :) 

Biżuteria - moje 25. urodziny, to nie przelewki. Ćwierćwiecze zbliża się dużymi krokami (a ja nadal czuję się, jakbym miała 18. lat). W każdym razie, rodzice dali mi pełne pole do popisu z wyborem prezentu. Decyduję się na biżuterię, chociaż jeszcze do końca nie wiem, co najchętniej bym chciała. W grę wchodzą kolczyki, łańcuszek lub pierścionek. Bardzo podoba mi się kolekcja EOS Alicji Bachledy-Curuś dla W.Kruk, jednak nie jestem do końca pewna, czy to na pewno to.


I na razie, to by było na tyle. Mam nadzieję, że sukcesywnie uda mi się wszystko to zrealizować i odhaczyć z listy. Jakie są Wasze rzeczy z wishlisty?


Nie wstydź się swoich piegów!

Monday, June 13, 2016 -


Nie rozumiem, dlaczego kobiety tak mocno wstydzą się swoich piegów. 
Problem ten dotyczy na przykład mojej mamy. Od lat próbuję ją przekonać, żeby pokazała więcej ciała światu, a ta uparcie twierdzi, że nie założy bluzki z większym dekoltem lub na ramiączkach, bo widać wtedy jej piegi. Jest posiadaczką jasnej cery, ma naturalnie rude włosy i śliczne piegi, które dodają jej uroku. Poza tym, te na ciele są praktycznie niezauważalne, a na pewno więcej uwagi skupiłyby jej ładne piersi, ale... sama jestem babą, której się czasami nie przekona, więc przynajmniej wiem, po kim to mam. 

Mimo wszystko, zrobiłam ostatnio mały eksperyment społeczny i przyglądałam się kobietom na mieście. Prawie każda miała na twarzy taką tapetę, że nie widać było spod niej naturalnej cery. Malowały się tak, jak ja próbuję tego unikać. Na co dzień mój  make up wygląda podobnie do tego na zdjęciu. Staram się najbardziej, jak mogę, żeby cera była naturalnie świetlista, a warstwa podkładu była najcieńsza, jak się tylko da. Lubię, gdy przez makijaż przebijają się moje piegi, które latem wychodzą na wierzch i jest ich całe mnóstwo. 

Oczywiście, używam SPFu, ale nie ukrywam, że moja jasna cera szybko łapie słońce i właśnie w taki sposób pokazuje mi, że te piegi, które zniknęły zimą, nadal są ze mną. 

Powiedzcie mi dziewczyny, tak szczerze. Wstydzicie się piegów? Lubicie je? Są ładne, czy są brzydkie? 
Jeśli mam być szczera, to według mnie jedna z najbardziej uroczych rzeczy, jakie mogę zobaczyć u dziewczyn. Piegi są super.

Lancome, Juicy Shaker 372 Berry Tale

Thursday, June 9, 2016 -


Lancome wyszło ostatnio z genialnym pomysłem na produkty do ust w sam raz na okres wiosenno-letni. Swój Juicy Shaker zamówiłam już spory czas temu, ale przywędrował do mnie pod koniec maja, razem z odwiedzinami rodziców, a przy okazji termin ten pokrył się z wejściem produktu na polski rynek. 


Słodki mały słoiczek, skrywa w sobie 6,5 ml produktu, za który musimy zapłacić 99zł. Opakowanie przypomina barmański shaker. Przed użyciem należy porządnie wstrząsnąć produktem, tak by warstwa olejowa połączyła się z warstwą pigmentu. Dzięki czemu uzyskamy idealny kolor. Odcień, na który się zdecydowałam, to 372 Berry Tale


Produkt pachnie słodko, lekko i owocowo. Po zmieszaniu formuły olejowej z pigmentem otrzymujemy kolor, który możemy zaaplikować na usta przy pomocy gąbeczki. Ta z kolei jest... najdziwniejszą gąbeczką, z jaką miałam do czynienia. Jej stożkowy kształt pozwala na szybką aplikację. Produkt ma konsystencję olejowego tintu z YSL, który pokazywałam na blogu tutaj. 


Wiem, że zbiera on różne opinie, ale według mnie - po prostu trzeba być fanem podobnych, lekkich formuł. Ja go bardzo lubię i mam go za każdym razem w swojej małej torebce. Mieści się wszędzie, nie zagraca kosmetyczki, szybko się aplikuje. Co prawda, nie poraża trwałością. W końcu, ma lekką formułę, która szybko znika z ust (nie przeżywa jedzenia i picia, a samodzielnie na ustach wytrzyma maksymalnie godzinę). Nie przeszkadza mi to jednak głównie dlatego, że fenomenalnie nawilża usta i wygląda po prostu uroczo na ustach. 
DO GÓRY