Walentynkowa czerwień na paznokciach

Tuesday, February 14, 2017 -


czerwone-paznokcie-walentynkowe-hybryda-chiodo

Walentynki, to nie tylko święto zakochanych. Nikt mi nie wmówi, że nie lubi tego miłosnego klimatu. Tak, wiem - bywają zwolennicy i przeciwnicy. Ja jednak uważam, że to takie samo święto, jak Tłusty Czwartek. Niby lubimy od czasu do czasu zjeść pączka, ale jakoś tego dnia ogarnia nas szał i chcemy, żeby wszyscy wiedzieli, jak bardzo pączki potrafią nas uszczęśliwić. Tak samo jest dla mnie z Walentynkami. Można tego dnia dodatkowo powiedzieć sobie "kocham" i dostać ładne kwiatki. Idealny prezent dla blogerki szukającej inspiracji do zdjęć! <3 

Dzisiaj jednak chciałabym się z Wami podzielić moim sposobem na idealną czerwień na paznokciach. Co prawda, jest to bardzo świeży produkt w moich zbiorach, ale nie ukrywam, że zakochałam się w tym kolorze. 

czerwone-paznokcie-walentynkowe-hybryda-chiodo

czerwone-paznokcie-walentynkowe-hybryda-chiodo

Prawdziwie krwista, intensywnie soczysta i niezwykle seksowna czerwień, którą widzicie właśnie na moich paznokciach, to lakier hybrydowy marki Chiodo. Dopiero się z nimi bliżej zapoznaję, ale już teraz mogę Wam powiedzieć, że niektóre kolory skradły moje serce. Co więcej, producent zarzeka się, że jego produkty są pozbawione alergenów, więc... chyba nie muszę pokazywać palcem, kto właśnie cieszy się, że znalazł produkt, który nie zrobi mu krzywdy :) 

Linia Chiodo Pro Soft, to linia lakierów hybrydowych, które są łatwe w usuwaniu. Kolor 263 Maggots, to bogata czerwień, której nie powstydzi się żadna prawdziwa kobieta. Lakiery mają bardzo lekką konsystencję, łatwo się rozprowadzają i nie robią kłopotów podczas aplikacji oraz utwardzania. Pełne krycie uzyskałam przy nałożeniu dwóch cienkich warstw tego lakieru.  Buteleczka kosztuje 26.90zł, więc cena jest raczej porównywalna do lakierów innych firm dostępnych na rynku. 

czerwone-paznokcie-walentynkowe-hybryda-chiodo

Same z resztą widzicie, jaka ta barwa jest piękna. Zebrałam za nią już całą masę komplementów i u Was na pewno też tak będzie. Czerwone paznokcie zawsze zwracają uwagę! 

Ja już zaplanowałam sobie wieczór z filmem. Będzie babsko :)  A jak Wy spędzicie wtorek?

Burberry Wet&Dry Glow Shadow, Gold Pearl - rozświetlacz ostatnich dni

Monday, February 13, 2017 -


burberry-wet-dry-glow-shadow-gold-pearl

Znacie moją słabość do produktów rozświetlających. Już nie raz wspominałam Wam o tym, że są to kosmetyki, za które autentycznie dam się pociąć. Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia. Teraz lubię świecić się, jak bombka.


Przedstawiam Wam dzisiaj produkt, który autentycznie zdominował mój makeup od momentu, w którym wzięłam go do rąk. Jest to pojedynczy cień marki Burberry, Wet&Dry Glow Shadow. Już od bardzo dawna usycham z tęsknoty (choć nigdy go na oczy nie widziałam) za kolorem Pale Barely, który jest absolutnym bestsellerem marki za granicą. Tym razem jednak, pokazuję Wam z bliska kolor Gold Pearl 001 /120zł/1.8g/

Produkt ten pozbawiony jest talku. Wytłoczony print skradł moje serce i nie ukrywam, że z bólem serca naruszyłam jego strukturę. Design opakowań Burberry wychodzi naprzeciw moim oczekiwaniom. To zdecydowanie moja estetyka. Jest prosto, klasycznie, magnetycznie! Klasyczna krata widoczna znajduje się też na wytłoczeniach zewnętrznych. Wszystkie kosmetyki do makijażu twarzy (prócz produktów płynnych) zapakowane są dodatkowo w welurowe woreczki chroniące przed brudem i zarysowaniami. 

burberry-wet-dry-glow-shadow-gold-pearl

W środku znajduje się malutki, gąbeczkowy aplikator. Nadaje się on według mnie do dwóch czynności. Mianowicie, uwielbiam takim akcesorium nakładać rozświetlający cień w wewnętrzny kącik oka. Świetnie sprawdzi się też podczas aplikacji produktu na mokro.  

Tak! Cienie te można nakładać zarówno na sucho, jak i na mokro. Użyty w pierwszy sposób daje równie piękną warstwę cudownego błysku, choć nieco słabszą, niż mokra tafla złota.

Z racji tego, że aktualnie w asortymencie marki próżno szukać rozświetlaczy, makijażystki marki posiłkują się używaniem w tym celu właśnie tego produktu. Dowiedziałam się jednak, że w kwietniu na polskim rynku pojawić się mają cudowne rozświetlacze. Już nie mogę się doczekać! 

burberry-wet-dry-glow-shadow-gold-pearl

burberry-wet-dry-glow-shadow-gold-pearl

Ja zakochałam się w nim na amen. Fantastycznie wygląda na całej ruchomej powiece. Świetnie sprawdza się, jako rozświetlenie wewnętrznego kącika i wprost fenomenalnie prezentuje się na szczytach kości policzkowych. Błyszczy się bardzo luksusowo, nietandetnie i jest przy okazji niezwykle naturalny. Marzenie!

burberry-wet-dry-glow-shadow-gold-pearl

W swoich zbiorach mam jeszcze kolor 002 Nude i niebawem pokażę go Wam z bliska. Jest tego wart!

Co o nim sądzicie? 
Produkty Burberry dostaniecie na wyłączność w perfumerii Sephora.

Urban Decay, All Nighter Liquid Foundation

Monday, February 6, 2017 -

podklad-all-nighter-liquid-foundation-urban-decay

All Nighter Waterproof Longwear Liquid Foundation (159zł/30ml), to podkład marki Urban Decay, który został zamknięty w przepięknej, "metalowej" buteleczce. Celowo wzięłam to słowo w cudzysłów, ponieważ jest to zabieg, który ma oszukać nasze oczy - opakowanie jest lekkie, jak piórko. Asymetrycznie wycięte kawałki ujawniają produkt znajdujący się w środku. Pompka typu airless wydobywa idealną ilość produktu, która starcza na pokrycie całej twarzy. W ofercie znajduje się aż 29 odcieni, spośród których łatwo wybrać swój idealny "match".


podklad-all-nighter-liquid-foundation-urban-decay

Pragnę Wam nadmienić, że jestem posiadaczką bardzo kapryśnej cery. Co prawda, nie borykam się z większymi zaskórnikami, czy niespodziankami na twarzy. Podkładem muszę wyrównać jedynie jej koloryt. Aczkolwiek, moim największym problemem było i jest nawilżenie. Mam przetłuszczającą się strefę T, ale cała reszta powierzchni twarzy jest sucha. Bardzo sucha. Na wiór. 

podklad-all-nighter-liquid-foundation-urban-decay

Dlatego nigdy nie lubiłam się z podkładami o właściwościach matujących. Zawsze wybieram te o nawilżającej formule, odczuwając to w trwałości takiego produktu. Niestety, coś kosztem czegoś. Liczyłam więc, że tym razem okaże się, że znajdę podkład matujący idealny dla mnie. 
Nie wiem nawet dlaczego tak sądziłam. Nigdzie nie przeczytałam o nim, że jest fantastycznym połączeniem nawilżenia i matu z dodatkowo idealnym, mocnym kryciem. Być może zasugerowałam się opinią Kasi, która ma cerę suchą, a podkład wywarł na niej fenomenalne wrażenie. 

podklad-all-nighter-liquid-foundation-urban-decay
saute

podkład+korektor

pełny makijaż

Ja jednak, muszę szczerze przyznać, że nie stoję po stronie fanek tego podkładu. Dla mnie jest po prostu tragiczny. Wiem, że na przetłuszczającej się cerze może tworzyć ciacho. U mnie jednak ciasto było równomiernie rozłożone na całej powierzchni twarzy. Zarówno na okolicach, gdzie walczę z nadmiarem sebum, jak i tam gdzie mam problem z suchymi skórkami. Co więcej, mimo tego, że zdecydowałam się na kolor 0.5 (najjaśniejszy z oferty), na policzkach zrobiły mi się pomarańczowe placki, które są średnio widoczne na zdjęciu. Na żywo jednak, musicie mi uwierzyć, w lusterku ratowałam to podwójną warstwą jasnego korektora. Dlaczego tak zoksydował mi tamtego razu? Nie wiem. Użyty raz jeszcze, na taką samą bazę (krem nawilżający) nie zrobił takiej niespodzianki. 
Podkład wyglądał u mnie po prostu źle. Kolor marzenie, idealnie stapiał się z moją szyją (tak, jestem "córką młynarza"), ale niestety jego właściwości przerosły możliwości mojej cery. Jest dla mnie za ciężki, zbyt wysuszający, zbyt płasko wyglądający. Pominę już fakt, że gdy się malowałam tego dnia, poniosło mnie już po całej bandzie. Tak, widzę te zdecydowanie za mocne, zbyt czarne brwi :D 

Zalety? Piękne opakowanie, dobra pompka, idealne krycie, wiele kolorów (na pewno każdy znajdzie coś dla siebie), świetnie wychodzi na zdjęciach. Całkiem sporo fajnych cech, jednak dla mnie nie są do przeskoczenia. Z wielką przykrością muszę go objechać. 

podklad-all-nighter-liquid-foundation-urban-decay

Poczytajcie też o innych podkładach: 

A co Wy sądzicie o tym podkładzie? Sprawdził się Wam? Macie swoje ulubione podkłady matujące? 
Dajcie koniecznie znać w komentarzach! Może polecicie coś idealnego dla mnie :)

theBalm Highlite 'n Con Tour - najnowsza paletka do konturowania twarzy

Friday, February 3, 2017 -

paleta-do-konturowania-theBalm

Paletki theBalm z powodzeniem wpisują się w standardy tych, które wybieram w codziennym makijażu. Mają dawać mi możliwość szybkiego i bezproblemowego stworzenia czegoś naturalnego.

paleta-do-konturowania-theBalm

Najnowsza paleta do konturowania, czyli Highlite 'n Con Tour (149zł), to produkt, który ma wychodzić na przeciw oczekiwaniom tych maniaczek kosmetycznych, które chcą mieć cały niezbędny arsenał produktowy w jednym miejscu. Bez upierania się, jest ona świetna na wyjazdy. Bezproblemowo pozwoli na makijaż twarzy, jak i makijaż oka. Jak jest jednak z jej trwałością i jakością?

paleta-do-konturowania-theBalm

Tekturowe opakowanie, to już znak firmowy marki. Kiedyś bardzo mi to przeszkadzało, aczkolwiek teraz bardzo sobie cenię taką formę. Przede wszystkim za wygodę przechowywania. W środku znajdziemy osiem prostokątnych pudrów przeznaczonych do pełnego makijażu twarzy. Na górze palety, znajdują się produkty do rozjaśniania i rozświetlania. Tego w macie i w błysku. Pudry znajdujące się po prawej stronie, nadadzą się do aplikacji pod oczy, na nos, brodę, czoło i pod konturowanie policzków. Te po lewej, to klasyczne rozświetlacze zachowane w tonacji beżowo-złotej.  Drugi rząd paletki nadaje się do wyszczuplania i ożywiania cery. Dwa bronzery o chłodnej tonacji nadają się do imitowania cienia na twarzy, natomiast kolejny przyda się do ocieplenia cery. Ostatni w rządku jest róż, który gra kolorystycznie z całą resztą. 

paleta-do-konturowania-theBalm

Co sądzę o wszystkich produktach? Zawiodły mnie rozświetlacze. Te są niestety bardzo subtelne, lekkie... nie w moim guście, bo jednak lubię się (często przesadnie) błyszczeć. Ich trwałość też niestety nie satysfakcjonuje, ponieważ po kilku godzinach od aplikacji na policzek, mogłam śmiało stwierdzić, że rozświetlacz po prostu wyparował. Lepiej jest jednak w kwestii bronzera, który utrzymał się na swoim miejscu znacznie dłużej.

paleta-do-konturowania-theBalm

Paletka ta się niestety u mnie, jak na pierwszy raz, nie sprawdziła. Nie jestem z niej zadowolona, produkty nie zagrały z podkładem i jakoś tak... brak mi tutaj znakomitych rozświetlaczy. Kiepski pigment, niska trwałość i dziwna suchość. Jednymi pudrami, które mi się tak naprawdę spodobały, są beże przeznaczone w okolicę oczu oraz róż, który trzeba nakładać z umiarem. 

Będę musiała jeszcze sprawdzić tę paletę w kombinacji z innymi podkładami. Jednak, na pierwszy raz, jestem bardzo na nie. I szczerze mnie to zaskoczyło, bo jednak ostatnio wszelkie produkty theBalm, które do mnie trafiają, bardzo mi się podobają. Same dobrze wiecie, że paletki do oczu są super. I pamiętacie pewnie, jak zachwycam się matowymi pomadkami do ust tej marki. 

paleta-do-konturowania-theBalm

Zostawiam Wam też linki do poczytania o innych produktach theBalm:
> najnowsza paletka do makijażu oczu - Eat UR <3 Out

To jak? Podoba się Wam ta paleta do konturowania twarzy?


HERA, Hyaluronic Mask

Saturday, January 28, 2017 -


hera-hyaluronic-mask

Moja przygoda z pielęgnacją jest już na całkiem dobrych torach. Kiedyś, jako nastolatka unikałam wszelkiego rodzaju smarowania się kremem. Teraz nie wyobrażam sobie bez tego życia. Nie umiem też nakreślić alternatywnej wersji rzeczywistości, w której musiałabym zrezygnować ze stosowania maseczek. Tych złuszczających, oczyszczających, czy nawilżających. Jednak, prawdziwie wielką miłość poczułam do maseczek w płachcie. To coś, co mnie autentycznie kręci! 

Podczas przeglądania strony Jolse.com, na której polecam robić azjatyckie zakupy, natrafiłam na markę Hera. Dosyć sporo już o niej słyszałam. Sporo dobrego. Wybierając azjatyckie kosmetyki, staram się kierować dobrymi składami. Nie ulegam słodkim misiom i bananowym kształtom kremów. Te można śmiało wyrzucić do kosza. To, co jest dla mnie istotne, to prawdziwe nawilżenie, a nie doraźny efekt.

Zdecydowałam się więc na zestaw Hera Hyaluronic Mask klik, w skład którego wchodzi 6 sztuk bawełnianej maseczki w płachcie. W tym momencie produkt kosztuje 23$ i został przeceniony z 27$. Każda z maseczek zapakowana jest w osobne opakowanie utrzymane w klasycznym, fioletowym tonie. Żadnych przesadnych fontów, czy nadruków. Produkt ma się obronić sam. 


hera-hyaluronic-mask

Po otwarciu opakowania i wydostaniu płóciennego kawałka materiału na zewnątrz, należy rozwinąć całą płachtę i umieścić ją na twarzy. Powiem szczerze, że okolice oczu powinny być trochę lepiej wycięte, ale w kwestii całej reszty nie mam na co narzekać. Maseczka powinna leżeć na skórze około 15-20 minut. Ja jednak - posiadaczka cery mieszanej, ale bardzo przesuszonej, trzymam ją dłużej, aż cały materiał robi się względnie "suchy". Po jej usunięciu, wmasowuję resztę produktu w skórę twarzy. Jej lekko różany zapach jest przyjemny i bardzo relaksujący.

hera-hyaluronic-mask

Cera po takim zabiegu jest niezwykle nawilżona, gładka i napięta. Wyraźnie jej to służy. Produkt fantastycznie się wchłania, nadając cerze blasku i jędrności. Jestem w tych maseczkach autentycznie zakochana. I mimo że na pewno wypróbuję jeszcze masę innych (z czystej, babskiej ciekawości), to czuję, że do bohatera dzisiejszego wpisu jeszcze na pewno wrócę. 

Powiedzcie mi, czy Wy też używacie takich maseczek w płachcie? Jakie są Wasze ulubione?

Revlon, PhotoReady Insta-Fix Highlighting Stick

Tuesday, January 24, 2017 -


Jako miłośniczka błysku, nie potrafię przejść obojętnie obok żadnego rozświetlacza. Co prawda, zdarza mi się omijać jakiś, ale robię to głównie z powodu słabej pigmentacji. Ostatnio jednak coraz częściej sięgam w moim dziennym makijażu po kremowe produkty. Wiem! To dziwne! Przecież po kremy sięga się częściej latem. No, ale jakoś tak się ostatnio dzieje, że do makijażu twarzy (bronzer, róż i rozświetlacz), to właśnie produkty mokre same wychodzą mi z szafki i wołają do mnie: "mamo!" :)

Revlon PhotoReady Insta-Fix Highlighting Stick /69.90zł/, to rozświetlacz, który dostaniecie w dwóch różnych odcieniach: Pink Light – różowy odcień z białymi/srebrnymi drobinkami, odpowiedni dla jasnych i średnich odcieni skóry oraz Gold Light – brzoskwiniowy odcień ze złotymi drobinkami, odpowiedni dla średnich i ciemnych odcieni skóry. Ten, który prezentuję Wam dzisiaj, jest wersją różową. 



Produkt zamknięty został w plastikowym opakowaniu. Jest niezwykle kremowy i łatwo pozwala na nabranie go na akcesorium do makijażu. Nie ukrywam jednak, że ja najchętniej używam go w połączeniu z moimi palcami. Wklepuję kosmetyk na szczyty kości policzkowych i delikatnie blenduję z podkładem, by uzyskać efekt delikatnej i naturalnej tafli rozświetlenia. Zaskoczyło mnie to, że nie widać w nim żadnych większych drobin, co jednak zdarzało się w mojej poprzedniej historii z rozświetlaczami kremowymi. Albo były napełnione brokatem, albo były na tyle suche, że nie dało się z nimi w ogóle pracować. Ten jest inny! 


Jest kremowy i jego pigmentację określiłabym jako średnią, ale aspirującą do tej pełnej. Daje się dokładać i pozwala na stopniowanie nasycenia błyskiem. Dlatego jeśli przesadzicie z nim za pierwszym razem, polecam chwycić pędzel, czy beautyblender, którym wcześniej nakładałyście podkład. Po przesadzie nie powinno być śladu. Będę z Wami jednak szczera... Nie uważam, żeby produkt ten był warty swojej ceny. Polecam więc polować na niego w promocyjnych akcjach. Inaczej... Inaczej po prostu przepłacicie.

Jaki jest Wasz ulubiony rozświetlacz?

beGlossy Hello 2017!

Friday, January 20, 2017 -


Styczniowe pudełeczko beGlossy mnie naprawdę zaskoczyło. Dopiero co otworzyłam drzwi kurierowi i szczerze mówić, nie spodziewałam się niczego fantastycznego. Podeszłam do edycji z tego miesiąca z czystą kartą. I co? I - według mnie - jest szał! <3 

Przede wszystkim, w pudełeczku beGlossy Hello 2017! znalazło się ujędrniające serum MOKOSH "Pomarańcza". Podczas składania zamówienia na pakiet lub subskrypcję wystarczy wpisać hasło PrezentOdAli i do Waszej przesyłki zostanie dołączony właśnie ten produkt. Świetnie! 


Najwięcej miejsca w pudełku zajmuje zdecydowanie maseczka Moisture + Comfort od Garniera /8,99zł/. Miałam już okazję przetestować niebieską wersję (jest super!), a teraz na pewno z przyjemnością wypróbuję wersję różową, która przeznaczona jest dla cer suchych i wrażliwych. Maski w płachcie to temat nośny i bardzo na czasie. Osobiście bardzo Wam je polecam. Nawilżenia nigdy za wiele! 


W pudełku znalazł się też krem ochronny do rąk od Farmony /7.00zł/. Jest to zimowy kosmetyk przeznaczony do ochrony i pielęgnacji dłoni podczas mrozów i niskiej temperatury. Powiem szczerze, że jestem go bardzo ciekawa. Nie mogę wyjść na prostą z moją skórą, która mocno szaleje przez te temperatury za oknem i ogrzewanie w domu. Także myślę, że ten krem będzie miał niemałe wyzwanie, żeby moje dłonie znów były gładkie. 


W pudełku znalazł się tylko jeden kosmetyk kolorowy. Jest nim miniatura tuszu do rzęs Mascara Infinito od Collistar /99zł/. Producent zapewnia, że jej unikatowa formuła pozwala na jednoczesne pogrubienie, podkręcenie i wydłużenie rzęs, a specjalna szczoteczka, wykonana z delikatnego elastomeru, dokładnie pokrywa rzęsy tuszem i je modeluje. Jestem bardzo ciekawa, czy mi się sprawdzi. Zwłaszcza, że jest to bestseller marki. 


Wracamy jednak do pielęgnacji. W pudełeczku znalazła się kolejna nowość na rynku, czyli Basil Elemnet, maska wzmacniająca Bazylia + Agran /29.99zł/. Powiem szczerze, że jestem jej bardzo ciekawa. Jednym z moich noworocznych i kosmetycznych postanowień było intensywne dbanie o włosy. Dlatego ostatnimi czasy przykładam się do nakładania odżywek, maseczek i wszystkich innych rzeczy. Maska ta jest przeznaczona też do skóry głowy i ma zapobiegać wypadaniu włosów. 


Jako prezent dodano tym razem próbkę produktu  Perfect Me od Wella Professionals EIMI. Jest to lekki lotion nadający włosom efekt wygładzenia. 


Trzecią i ostatnią już nowością w pudełku jest żel micelarny z Garniera. Jeśli śledzicie uważnie mój Instagram, wiecie że wczoraj pytałam Was, na jaki micel powinnam się teraz zdecydować. beGlossy przyszło do mnie z pomocą i teraz będę testować ten delikatny żel micelarny, który przeznaczony jest do demakijażu całej twarzy, ale też do standardowej pielęgnacji. Jestem go baaaaaaaardzo ciekawa! Żel micelarny z Sephory bardzo mi się podoba, wiec mam nadzieję, że właśnie patrzę na narodziny idealnej i tańszej alternatywy w tym temacie!


Osobiście uważam to pudełko za bardzo, ale to bardzo udane. Wszystkie produkty mnie ciekawią i znalazłam w nim kilka kosmetyków, które naprawdę mają szansę okazać się fantastyczne. Oby tak było! ;)


Co sądzicie o całym pudełku? Dajcie znać w komentarzach! 

Jedna szminka - trzy zastosowania

Sunday, January 15, 2017 -


Znacie to pytanie, które często zadaje się dziewczynom, które kochają makijaż?
Jeśli trafiłabyś na bezludną wyspę i mogłabyś zabrać ze sobą tylko dwa kosmetyki, co by to było?
Wertując moje kosmetyczne zbiory doszłam do jednego wniosku, jednym z nich byłaby na pewno szminka.

1. SZMINKA

To akurat jest oczywiste. Szminka służy przede wszystkim do tego, żeby używać jej na ustach. Nie odkryłam tutaj żadnej Ameryki, dlatego myślę, że nie będę się zbytnio rozwijać w tym temacie oprócz tego, że nie zawsze trzeba używać szminki o pełnym kryciu z jej producenckim przeznaczeniem. Czasami, takie intensywne barwy lubię nakładać na usta wklepując je czy to palcem, czy prosto ze sztyftu, a następnie odbijać nadmiar produktu w chusteczkę, co sprawia, że na ustach pojawia się naturalnie i bardzo seksownie wyglądający tint.

2. RÓŻ

Dobra pomadka może służyć, jako kremowy róż do podkreślania policzków. Wygląda w ten sposób niezwykle naturalnie, ponieważ (jeśli jest nawilżająca), odbija pięknie światło i daje wrażenie bardzo zdrowej, nawilżonej cery nastolatki. Taka kombinacja, czyli pomadka plus róż do policzków sprawia, że nie musimy się martwić o to, czy kolor ust pasuje do koloru różu i odwrotnie. Dlatego wszystkim tym z Was, które na co dzień borykają się z problemem tego typu i jeśli nie potraficie dobrać odpowiednich barw, które zaaplikujecie w te dwa miejsca, oto moja złota rada. Jedna pomadka rozwiąże Wasze wszelkie problemy w tej kwestii.


3. CIEŃ DO POWIEK!

I tutaj wirtualnie widzę Wasze skrzywienie twarzy! Tak, dobra pomadka może być też stosowana jako cień do powiek Te różowe znakomicie sprawdzą się dla niebieskookich, które chciałyby bardziej podkreślić swoje spojrzenie i dać światu do zrozumienia, że ich kolor oczu jest naprawdę intensywny. Śliwki fajnie sprawdzą się u zielonookich. A klasyczne cielistości są neutralne na każdej powiece. Dlatego, jeśli bardzo się Wam spieszy, wystarczy szybciutko wklepać odrobinę pomadki palcami i dokładnie ją rozetrzeć. W przypadku tych mniej napigmentowanych pomadek, nie musicie się martwić o żadne plamy. Polecam też delikatnie przypudrować powieki odrobiną transparentnego pudru już po aplikacji.


Istotne byłoby na pewno dobranie odpowiedniego koloru. Jednak, jeśli ten sam odcień trafiłby na moje usta, policzki oraz powieki, na pewno sprawiłby, że makijaż wyglądałby bardzo spójnie. Dlatego, bez dwóch zdań, myślę że postawiłabym na jakiś lekki, ciepły róż.

A jaki byłby Wasz wybór? Co zabrałybyście ze sobą na bezludną wyspę, gdybyście musiały się ograniczyć do dwóch produktów?

Chanel, Chance Eau de Perfume

Thursday, January 12, 2017 -


W tym roku otrzymałam swój pierwszy prezent świąteczny od Chanel. Współpracę z tą marką uważam za spełnienie marzeń i ogromny sukces. Nie wiem, jaki rok 2016 był dla Was, bo dla mnie był naprawdę... dziwny, ale mimo tego, że 2017 witam z radością i nadzieją, że w końcu będzie dobrze, to kończący się rok przyniósł parę znaczących zmian w moim życiu, kilka przełomowych chwil i wartościowych rozwojowo sytuacji. 

Przesyłki od Chanel, to zawsze klasa sama w sobie. Znakomicie zapakowane tekturowe torebki z uroczą, czarną wstążeczką z logo marki. Tym razem, w świątecznej przesyłce otrzymałam uroczy prezent, który znakomicie wpasował się w moje gusta zapachowe. 




Zapach określany jest przez producenta, jako drzewno-orientalny. Zamknięty został w okrągłym flakonie, który ozdobiony jest metalowym wykończeniem. Wygląda bardzo elegancko i powiem szczerze, że klasyka opakowań Chanel trafia w moje serce kosmetycznej snobki. 

Chance to zapach radosny, pełen energii. W jego składzie wyraźnie wyczuwalny jest jaśmin (mój ukochany kwiat i składnik perfum), różowy pieprz i ambrowa paczula. Kompozycję dopełnia nuta wanilii i białego piżma, które sprawiają, że zapach pięknie układa się na skórze, tworząc swoisty woal miłej woni. 

Woda perfumowana jest jedną z najtrwalszych i powiem Wam szczerze, że na mojej skórze utrzymuje się niezwykle długo. Zapach znakomicie rozwija się w ciągu dnia, nabierając głębi i ciepła. 


Linia Chance trafia idealnie w olfaktoryczne doznania kobiet młodszych oraz starszych, silnych, niezależnych, które uwielbiają czuć się kobieco i czasami chcą zaszaleć. Zapach ten poprawia mi nastrój i bardzo lubię go używać w dni, w których czuję, że wszystko będzie szło po mojej myśli. To taki zapach sukcesu. Lub właśnie szansy na ów sukces.

Chanel Chance występuje we flakonie o trzech pojemnościach. 35ml/319zł  50ml/439zł oraz 100ml/599zł. 


Jest to zapach, którym pachnę nieprzerwanie od początku tego roku. Nawet teraz, podczas krótkiego, kilkudniowego wyjazdu do Warszawy z Agnieszką, jedynym zapachem jaki miałam ochotę zabrać do swojej torebki, było właśnie Chance. Nawiasem mówiąc, jeśli macie ochotę śledzić naszą wycieczkę, to wpadajcie na nasze InstaStory >> aGwer >> Ala ma kota 

Poczytajcie też  o: 
>> Chanel, N°5 L'Eau

Jaki jest Wasz ulubiony zapach od Chanel?

Najnowsza paletka cieni The Balm, Appetite

Thursday, January 5, 2017 -


paletka-cieni-the-balm-appetite

W moje ręce trafiła niedawno najnowsza paletka marki The Balm o nazwie Appetite.  Jeśli kiedyś zapytałybyście mnie, czy lubię tę markę, odpowiedziałabym, że nawet, nawet, ale nie ma szału. Jednakże, na przestrzeni lat, okazało się, że bardzo odpowiada mi jakość cieni, które oferuje marka. Chociaż kiedyś uważałam Mary-Lou za rozświetlacz idealny (poczytacie o nim tutaj), tak teraz wszystkie doskonale wiemy, że błysk Mary jest za słaby. Na rynku jest znacznie więcej, ciekawszych propozycji. 

W każdym razie, w swoich zbiorach dotychczas miałam dwie paletki The Balm i byłam z nich równie zadowolona. Chociaż Meet Matt(e) Trimony podoba mi się zdecydowanie bardziej. Oczywiście, z racji tego, że ma więcej kolorów, które można używać na co dzień. Brakowało mi w niej jednak odrobiny błysku. Tak, wiem. Zdaję sobie sprawę, że jeśli paletka cieni stworzona jest, jako matowa, to próżno szukać tam błyszczących drobinek. Jednak, moje srocze serce, nie mogło w związku z tym nazwać jej paletką idealną. 

paletka-cieni-the-balm-appetite

paletka-cieni-the-balm-appetite

paletka-cieni-the-balm-appetite

Czy Appetite będzie idealna - nie wiem. Na razie nie mogę się wypowiedzieć w tej kwestii, chociaż już widzę, że ostatni rząd cieni będzie bardzo rzadko przeze mnie wykorzystywany. Nie widzę siebie do końca w tych kolorach, aczkolwiek są one ciekawe. Moimi typami z paletki są natomiast:  Bruce Schetta, Mac Encheese (na co dzień) oraz Tate R. Tots, Rocky Road-Icecream i Chris P. Bacon, jako element błysku i szaleństwa na wieczór. 

Ale najpierw sprawy techniczne. W paletce znajduje się dziewięć cieni o różnym wykończeniu. Pierwszym rzędem rządzą maty, środkowym - metaliczne odcienie, a ostatnim - lżej połyskujące drobinki. Ich nazwy są przezabawne, jak zawsze z resztą. The Balm słynie już z zabaw słowem, dlatego nie obyło się bez tego i tym razem. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Chris P. Bacon, zarówno fonetycznie, jak i w rzeczywistości :D 

paletka-cieni-the-balm-appetite

Wszystkie cienie bardzo dobrze ze sobą grają i "trójkami" jesteśmy w stanie stworzyć makijaż kompletny. Oczywiście, nikt nie zabrania nam eksperymentować, więc nie bójcie się sięgać po różne kombinacje. Jednakże, znajdziecie tutaj praktycznie wszystko: cielistą, matową barwę do podkreślenia łuku brwiowego, średni brąz w chłodnej tonacji do załamania powieki i błyszczącą taflę do powieki ruchomej oraz wewnętrznego kącika. 

paletka-cieni-the-balm-appetite

Jestem bardzo zadowolona z jej jakości. Cienie są fantastycznie napigmentowane, pięknie się blendują i nie tracą przy nakładaniu pędzlem. Te "metaliczne" ze środka radzę jednak wklepywać palcem na ruchomą powiekę. Wtedy efekt jest najpiękniejszy i najbardziej przypomina taflę (zwłaszcza przy odcieniu Tate R. Tots). Chociaż, jeśli mam być szczera, to zaskakuje mnie, że na palcu pozostaje bardzo dużo cienia. On oczywiście przykleja się do powieki, ale wydaje mi się, że mógłby to robić bardziej. Nie znalazłam jednak jeszcze sposobu by uzyskać taki efekt, jaki satysfakcjonowałby moje srocze oko w stu procentach. Cienie będą idealne zarówno dla profesjonalistek (które cenią sobie mocną pigmentację), jak i dla początkujących dziewczyn (które nie do końca wiedzą, jak bawić się kolorami a chcą uzyskać dobre efekty). Co prawda, cienie są suche i lubią się pylić, ale nakładane na powiekę nigdy mi się nie osypują. Znakomicie wyglądają przez cały dzień. A ja ostatnio zrezygnowałam z bazy pod cienie (nakładam tylko cieniutką warstwę korektora do wyrównania kolorytu).

paletka-cieni-the-balm-appetite

paletka-cieni-the-balm-appetite

Paletka jest mała i poręczna. Znakomita na wyjazdy. W środku znajduje się lusterko, którym spokojnie można się wspomóc podczas robienia całego makijażu. Nie bądźcie jednak zaskoczone tym, że napis EAT UR <3 OUT, to tylko nakładka. Cienie nie są w kształcie literek, chociaż sam pomysł z nakładką uważam za bardzo fajny. Nie ukrywam też, że to właśnie tym ta paletka zwróciła moją uwagę. Dostaniecie ją w każdym Douglasie w cenie 185zł oraz taniej w drogeriach internetowych (tutaj jednak nie dam sobie ręki uciąć, że kupujecie oryginał. The Balm bardzo często lubi być podrabiany). 

Poczytajcie też o: 

No i jak? Podoba się Wam ta paletka? 

DO GÓRY