Showing posts with label Laura Mercier. Show all posts

MAKEUP MENU: PINK is LIFE

Friday, May 5, 2017 -


Przygotowuję dla Was całe mnóstwo postów na najbliższe tygodnie i tak sobie pomyślałam, że w związku z tym, że powstał już wpis o samych różowych kosmetykach, którego możecie spodziewać się w najbliższym czasie, fajnie by było stworzyć przy ich użyciu makijaż. 

Mam ostatnio świra w głowie na punkcie różu. Lubię z nim przesadzać, z premedytacją. Podoba mi się ten efekt i nie mam zamiaru udawać, że przechodzę koło tego koloru obojętnie. 

Dzisiaj przepis na look ze zdjęcia! 


Do makijażu twarzy użyłam próbki kremu BB Lioele, Triple The Solution BB Cream. Starczył mi na kilka użyć i już wiem, że się zakochałam. Ma lekką konsystencję, przyjemne krycie i wygląda na mojej buzi fenomenalnie przez cały dzień. Na pewno skuszę się na pełne opakowanie.  

Pod oczami korektor z Artdeco , do którego wracam od czasu do czasu i wciąż twierdzę, że jest całkiem spoko. Przypudrowałam wszystko sypkim pudrem z Laura Mercier, który na pewno jeszcze doczeka się recenzji. 


Na policzki powędrowała duża ilość różu NARS, w kolorze Bumpy Ride. Zachwycałam się nim już wiele razy i zrobię to ponownie. Jest prześliczny i wygląda fenomenalnie na policzkach. Same z resztą widzicie, że jest jasny i pięknie odbija światło. Daje lekki woal koloru, bardzo dziewczęcego. Jestem nim oczarowana. 

Na powieki nałożyłam mieszankę cieni z paletki Sweet Peach. Na ruchomej powiece wylądował cień brzoskwiniowym kolorze Peaches 'n Cream, a na środek powieki i wewnętrzny kącik nałożyłam na mokro odrobinę Nectar. W załamaniu powieki roztarłam cień Candied Peach i rozblendowałam nim też brązowy cień Puree na dolnej powiece. Na linii wodnej nałożyłam kredkę Brownie od Marca Jacobsa, która jest moim ulubieńcem. Pisałam Wam o niej już kiedyś tutaj.
Na górnej linii rzęs roztarłam lekką chmurkę Puree, by pogłębić efekt pełniejszych rzęs. Wytuszowałam je solidnie jedną warstwą mojego ulubieńca, czyli maskary Cat Lashes od Burberry. 

Na usta nałożyłam cienką warstwę pomadki z L'Oreala, Color Riche w kolorze 103 Blush in a rush, ale nie spodobał mi się matowy efekt, więc wklepałam w nią jeszcze odrobinę pomadki z Sephory, Rouge Shine w kolorze 51, która dała mi trochę błyszczące wykończenie. 




Już kilka makijaży z serii MAKEUP MENU pojawiło się na blogu i możecie je obejrzeć tutaj:
> O czerwonych ustach z najnowszą pomadką Smashbox, Always on liquid lipstick 
> O naturalnym makijażu z wykorzystaniem paletki Affect, Naturally Matt
> O odważnym makijażu w kolorze wina

Jak Wam się podoba taka propozycja?

Laura Mercier, Candleglow Soft Luminous Foundation

Thursday, June 30, 2016 -



Laura Mercier, tak jak większość marek w tym sezonie, na wiosnę wypuściła nowy podkład, który ma zrewolucjonizować codzienny makijaż. Jego obietnicą jest przede wszystkim naturalne, świetliste wykończenie, którego każda miłośniczka minimal make up pożąda. 

Candleglow,  Soft Luminous Foundation, to podkład, który posiada długotrwałą, nawilżającą formułę. Producent poetycko zwraca uwagę na fakt, że jego wykończenie przypomina efekt światła świec o każdej porze dnia i nocy.



Jest lekki i daje naturalne wykończenie. Jednak, w moim przypadku, osoby z cerą mieszaną (przetłuszczająca się strefa T oraz przesuszone policzki) podkład ten zdecydowanie lepiej prezentuje się na zdjęciach, niż na żywo. 

Niestety u mnie przyzwoicie sprawdza się w strefie T, ale podkreśla wszelkie suche skórki, nawet jeśli sądziłam, że podczas porannej pielęgnacji się ich pozbyłam oraz wyciąga w ciągu dnia na wierzch te, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Dlatego obietnica dodatkowego, podwójnego nawilżenia jest dla mnie nieprawdą. Poza tym, ciągle czułam go na twarzy. Jakby na niej nieprzyjemnie "siedział". Ten podkład najlepiej będzie wyglądać u cer normalnych, mieszanych (ale nie w kierunku suchych) i tłustych. Próbowałam różnych kombinacji. Na suchą skórę, na nawilżoną kremem skórę, na trzy różne primery (w tym jeden LM) i niestety, ale dla mnie ten podkład, to niewypał. 

Jego ogromnym plusem okazuje się być jednak fakt, że nie oksyduje. Moja cera latem szaleje i potrafi spłatać figla z niektórymi podkładami. Ten się nie daje. Odcień, który prezentuję Wam na dłoni, to Creme, a jego regularna cena w Douglasie, to 215zł za 30ml (jest u nas dostępny w 7 kolorach). 


Sam podkład zamknięty jest w szklanej, matowej buteleczce. Też zauważyłyście ten trend w sezonie? Tylko spójrzcie: nowy podkład Chanel, nowy podkład Shiseido i teraz nowy podkład Laura Mercier.


Według producenta ma lekki stopień krycia i daje się łatwo stopniować. Według mnie stopień ten jest jednak niski, ale to prawda, nie ma problemu z dołożeniem kolejnej warstwy. Dla kręcących nosów, to  coś w sam raz, ponieważ jest kompletnie bezzapachowy. Nie polecam nakładania go pędzlem. U mnie przez to smuży i nie wygląda zbyt pięknie. Dlatego najlepszą formą aplikacji okazuje się być tutaj beautyblender.

Ostatecznie, jeśli jesteście posiadaczkami cery podobnej do mnie - unikajcie go, jak ognia. Każda inna, która nie ma problemu z nawilżeniem i suchymi skórkami powinna go przynajmniej wypróbować. U mnie za każdym razem kończy się zmyciem go z twarzy i nałożeniem makijażu raz jeszcze. 

Miałyście go w swoich zbiorach? Jaki jest Wasz ulubiony podkład?

Laura Mercier, Foundation Primer Blemish-Less

Saturday, June 18, 2016 -


Temat baz pod makijaż poruszałam już niedawno na blogu. W związku z tym, że już wiecie, jaki mam do nich stosunek, postanowiłam dzisiaj przybliżyć Wam kolejne dwie pozycje. Poprzedni post dotyczył bazy Smashbox, Photo Finish Primer Oil i recenzję tego produktu znajdziecie tutaj.

Baza Foundation Primer Blemish-less od Laury Mercier, to koszt 194 zł za 100ml. Jej lekka, żelowa formuła, jest oparta o bazę wody. Dzięki czemu nie wysusza skóry oraz pozostawia ją gładką i świeżą. Jej zadaniem jest zminimalizowanie porów oraz kontrolowanie wydzielania sebum w ciągu dnia - w tej kwestii sprawdza się rewelacyjnie. 

Nie jestem posiadaczką najbardziej doświadczonej niedoskonałościami cery świata, ale zdarzają mi się przykre niespodzianki. Zwłaszcza w okolicach brody. Dzieje się tak nie tylko ze względu na zmiany hormonalne w ciągu miesiąca, ale także... przez fakt, że nie potrafię się powstrzymać i często dotykam się po twarzy. W ten sposób na pewno przenoszę bakterie. 

W każdym razie, w skład produktu wchodzą:
  • połączenie kwasu salicylowego, ksylitolu oraz drobinek odbijających światło: poprawiają wygląd cery, zmniejszają widoczność niedoskonałości oraz kontrolują przetłuszczanie się skóry 
  •  krzemionka oraz cząsteczki silikonu nie zatykające porów: zmniejszają widoczność porów oraz poprawiają stan skóry 
  •  witamina E: odżywia skórę oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych 
  • aloes: łagodzi podrażnioną skórę oraz zmniejsza zaczerwienienia 

Baza doskonale przygotowuje skórę do nałożenia podkładu. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego śladu. Jest bezzapachowa - to spodoba się "kręcącym nosom". Wchodzi we wszystkie zakamarki i załamania skóry, niwelując widoczność porów. Łagodzi podrażnienia i zmniejsza zaczerwienienia. Jest beztłuszczowa.


I mimo że jest naprawdę fajnym produktem, nie nadaje się według mnie na większe wyjścia. W takich sytuacjach sięgam po bazę ze Smashboxa, Laura sprawdza mi się na co dzień. Głównie przez fakt, że jest beztłuszczowa i na bazie wody. Nie kłóci się też z moimi podkładami, które również są na bazie wody. 

Dlatego, polecam ją tym, które na co dzień potrzebują pomocy bazy pod makijaż, a nie chcą obciążać cery dodatkowymi zapychaczami. Zwłaszcza, że świetnie niweluje niedoskonałości. 

Jaki jest Wasz ulubiony produkt Laura Mercier?

Laura Mercier, Velour Lovers

Friday, February 12, 2016 -


Moja kolekcja pomadek jest naprawdę duża. Tak duża, że przestałam już liczyć, ale szczerze się zastanawiam, czy nie powinnam pokazać jej tutaj na blogu. Może wtedy bym się opamiętała przed kupnem kolejnej. I kolejnej. I kolejnej. 
Nie, sama w to nie wierzę ;) Wy pewnie też! 

Pomadki Laura Mercier, to totalna nowość w moich zbiorach. Nowa kolekcja, która nosi nazwę Velour Lovers, właśnie trafiła do perfumerii Douglas. Nowych kolorów jest aż dziewięć /154zł/. Oprócz French Kiss oraz Boudoir, która pokazuję Wam w dzisiejszym wpisie, możecie znaleźć Sensual, Fantasy, Infatuation, Foreplay, Coquette, Temptation oraz Mon Cheri. 

Ja zdecydowałam się na dwa kolory, które zdecydowanie ożywiają moją cerę i podkreślają moją urodę. Dla mnie wiosna jest już za pasem, więc nie ma się co dziwić, że sięgnęłam po takie żywsze barwy.

Zacznę jednak od opakowania, które nienachalnie zdradza nazwę marki. Jest bardzo eleganckie i solidnie wykonane. Pomadki zamykają się na tak zwany klik. Osobiście, bardzo mi się to podoba. Jestem dość nawiedzona na tym punkcie, a takie maksymalne domknięcie skuwki przynosi mi niemałą satysfakcję.


French Kiss, to ciepły róż, który jest niezwykle dziewczęcy i bardzo kojarzy mi się z wiosną. Boudoir, to odcień dla odważniejszych z Was, które nie boją się soczystej fuksji, z domieszką fioletu.





Matowa pomadka daje efekt - powiedziałabym - satynowych ust. Nie wysusza ich, wręcz przeciwnie, przyjemnie je nawilża. Jej rewolucyjna formuła, która ma w sobie delikatne pudry matujące, łączy się z nawilżającymi właściwościami masła mango. Dzięki czemu usta pozostają gładkie, a efekt jest przyjemnie kremowy. Jej aksamitna konsystencja z przyjemnością sunie po ustach. Mocny pigment przyczepia się do warg już przy pierwszym pociągnięciu, a odpowiednio ścięty kształt, pozwala na precyzyjne wyrysowanie konturu ust. Ja mimo wszystko i tak wolę wspomagać się konturówką lub precyzyjnym pędzelkiem. Mieszanka wosków i olejku jojoba, a także kwas hialuronowy zapewniają wyjątkowy komfort noszenia.


Co ważne, pomadka nie migruje poza kontur ust i nie blaknie zbyt szybko. Śmiało utrzymuje się na wargach kilka godzin, a gdy znika, pozostawia po sobie delikatny pigment oraz nawilżenie.

Spodobały się Wam?

OGROMNY HAUL ZAKUPOWY VOL.2

Wednesday, April 1, 2015 -


DO GÓRY