Idealna cera? Shiseido, Sheer and Perfect Compact




Moje drogie! 
Siedzę właśnie w domu. Chociaż niełatwo nazywa się tak miejsce, oddalone o ponad tysiąc kilometrów od Polski; Ale jak to mówią, dom jest tam, gdzie jest rodzina. 

Dlatego gorąco pozdrawiam Was z Norwegii, w której (przynajmniej tutaj) nie ma śniegu, ani specjalnego mrozu, a dzień JESZCZE nie trwa około 5 godzin. No kurde! Nastawiałam się na śnieg po pas i rzucanie śnieżkami, a tutaj jest praktycznie, jak u nas. Może chociaż w grudniu góry powitają mnie białym puchem.

Zawsze, gdy lecę samolotem nad Norwegią, kontempluję kilka tematów:
* o jaaaaaaaaa, ale ten lodowiec musiał być ogromny, skoro te góry są takie wielkie
* nieee, one chyba się wypiętrzały
* nieważne, i tak są majestatyczne i zapierające dech w piersiach; a człowiek przy nich taki malusi
* <humoregzystencjalny>
* ciekawe, czy walizka doleci... co ja zrobię, jak mi ją zgubią?
* ale te chmury są piękne, aż chce się w nich położyć
* to fascynujące jest, że człowiek w dwie godziny jest w stanie pokonać taki kawał drogi
* wszyscy zginiemy!

I to tylko część, z moich rozmyślań w trakcie lotu. Cieszcie się, że nie postanowiłam podzielić się wszystkimi! ;) 

Jestem już po praktycznie wszystkich zakupach. Moja lista z planem zakupowym, została zrealizowana. Nawet kupiłam kilka rzeczy nad program, których się tutaj nie spodziewałam. Jak np. szampon z TRESemme, czy róż w kremie z MaxFactora. Zrobiłam zamówienie z KICKSa, który jest odpowiednikiem naszego Douglasa. Daj Boże, wszystko dojdzie w ciągu tygodnia i będę się cieszyć z palety Contour Kit, która kosztowała tutaj krocie, Brow Wiz i serum Kiehl'sa. Oczywiście, w domu wszystko zostanie poddane profesjonalnej, przyparapetowej sesji zdjęciowej, na amerykańskim Vogue :D #soPRO
 Czeka mnie teraz tydzień walki ze sobą, żeby niczego nie macać.

A propos macania, trafiłam dzisiaj do takiej malutkiej drogerii w większym mieście. I wyobraźcie sobie, że panowała tam ta sama choroba, która rozprzestrzeniła się wśród Polek. Tak zwane macaństwo. Tylko się zdenerwowałam, bo okropnie mnie wkurza takie dotykanie kosmetyków, które testerami nie są. Chamstwo!

Dowiedziałam się też, że wśród tutejszej młodzieży panuje przekonanie, że ubieranie się w H&Mie jest siarą. Jestem taka niemodnie siarowa, widocznie :)

DOBRA! DOŚĆ! ;) 
Bo to miał być post o znakomitym kosmetyku, a nie o moich przemyśleniach i przygodach. 



Shiseido Sheer and Perfect Compact, w kolorze 020 Natural Light Ochre,to... to po prostu miłość. I tutaj mogłabym urwać, zostawić Was ze zdjęciami i nara :) Naprawdę, dostając pakę nowości Shiseido, myślałam wtedy "jeeenyyy, pewnie będzie coś, co mi kompletnie się nie spodoba, będę musiała objechać, a objeżdżać kosmetyków nie lubię, lubię pisać o tych, które się sprawdzają". 

O, drogie Shiseido! Dlaczego ja Was do tej pory omijałam w drogeriach? Dlaczego byłam taka głupia?

Teraz mam ochotę na sprawdzenie kilku pozycji pielęgnacyjnych z tej marki, na tyle mocno, że nie mogę się doczekać, aż skończy mi się moja aktualna pielęgnacja. To nienormalne, jak na mnie :) 
Jestem niezwykle ciekawa serii Ibuki oraz przeciwzmarszczkowego kremu pod oczy. 

W każdym razie, posiadam podkład w kompakcie, w kolorze 020. Na amerykańskiej stronie Sephory znalazłam informacje, że jest dostępny w jeszcze jaśniejszym tonie (który nomen omen, byłby dla mnie pewnie, jak druga skóra), ale niestety nie jest on dostępny w Polsce. Czy to oznacza, że ten kolor jest nie dla mnie? Nie. 
Odcina mi się... hmm... dosłownie minimalnie. Tak minimalnie, że niezauważalnie dla potencjalnego rozmówcy. Dobrze roztarty, stapia się z moją skórą na tyle, że śmiało mogę powiedzieć, że wyglądam świetnie. 



Za kosmetyk musimy zapłacić 169zł, bez żadnych promocji. Dostajemy w zamian 10g produktu, który jest nieziemsko wydajny. Używam go codziennie, a dna jeszcze nie spotkałam. Jak na 3 miesiące gmerania w nim pędzlem, jest to duży sukces. 

Jego zaletą jest to, że wcale nie potrzeba go wiele nałożyć, by naprawdę wiele zrobił. Jego formuła, to mieszanka białych, niebieskich i zielonych cząsteczek, które grają ze światłem tak, by nasza cera wyglądała na wypoczętą, jednolitą i przede wszystkim naturalną. 



Pudrowe konsystencje nie kojarzyły mi się dobrze. Głównie dlatego, że zawsze obawiałam się, czy nie wysuszą moich i tak już przesuszonych policzków. I czy na pewno są trwałe. To były moje dwa największe pytania, na które nie znałam odpowiedzi, więc unikałam ich "dla zasady". 

To mój pierwszy podkład w kompakcie i już strzał w dziesiątkę. Ma lekką formułę, której praktycznie nie czuć na twarzy. Tak, jak wspomniałam wcześniej, naprawdę niewiele potrzeba, żeby zakrył mi przebarwienia i zaczerwienia. Pięknie wygładza cerę, minimalizując widoczność porów, ale nie zapychając ich. 

Po nałożeniu podkładu, patrzę w lusterko i aż sama mam ochotę się ze sobą umówić ;)


Plus za SPF 15. Zawsze to dodatkowa ochrona przeciwsłoneczna w ciągu dnia. Jeszcze większy plus za bezzapachowość, ale taką prawdziwą. Nie pachnie nieprzyjemnie "bezzapachowo", tylko naprawdę nie jesteśmy w stanie wyczuć czegokolwiek.

Bardzo chciałam go zabrać ze sobą na wycieczkę tutaj, do rodziców, ale uznałam, że skoro musiałabym go włożyć do bagażu nadawanego, to jest bardziej niż prawdopodobne, że będę płakać po wylądowaniu. Pracownicy lotniska nie patyczkują się z walizkami. Dlatego uznałam, że nie będę kusić losu. I nie powiem, bardzo za nim tęsknię. 

Jest niezwykle trwały. Ja, jako posiadaczka cery mieszanej, z przetłuszczającą się strefą T oraz przesuszającymi się bez powodu policzkami, nie muszę go w ciągu dnia poprawiać w ogóle. Tak, nie muszę go w ogóle poprawiać, a wieczorem wygląda tak samo dobrze, jak rano. Oczywiście w ciągu dnia zbieram nadmiar sebum bibułką matującą albo lekko i gwiazdorsko pudruję nosek. Tylko, jeśli mam być szczera, częściej tego nie robię, niż robię. Po prostu, nie widzę potrzeby. 


Do aplikacji używam ściętego wysłużonego pędzla typu flat top z Hakuro. I nim nakłada mi się go najprzyjemniej oraz najbezpieczniej. Mam też ogromną, ale to przeogromną ochotę na sprawdzenie w akcji pędzla Shiseido, dedykowanego podkładom. 

Muszę się tylko przyczepić do opakowania. Jest czarne, eleganckie, bardzo mi się podoba, ale ciężko się fotografuje. I w ten sposób widzicie, jak się w nim odbija budynek nanotechnologii szczecińskiego ZUTu. I moja ręka. I aparat. Kurde :D Dobrze, że nie odbiło się, że na dole miałam piżamę :D


Jest fenomenalny. I ja wiem, że jest to podkład, który zostaje na stałe w mojej kosmetyczce. Wyjechałam na tydzień za granicę, to powiem nawet, że trafia do all-time favourites ;) 
Nie zapycha, pięknie wyrównuje koloryt, długo się utrzymuje, wygląda naturalnie. Czego chcieć więcej? 
Wiecie może, czy jego płynny brat jest równie dobry? 
Zachorowałam też na trio bronzera, różu i rozświetlacza. Jest tutaj jakaś szczęśliwa posiadaczka tego cuda, która chciałaby się podzielić opinią? 

Tak, ta recenzja to same ochy i achy, ale nie ukrywam, że kosmetyk ten wart jest uwagi. Spośród sześciu dostępnych w Polsce kolorów, na pewno dobierzecie sobie jakiś odpowiedni dla siebie. A jego cena, jest proporcjonalna do jakości i wydajności. Wychodzę z założenia, że czasem opłaca się wydać więcej, ale naprawdę dobrze czuć się i wyglądać w makijażu. 

Co o nim sądzicie? Zainteresował Was? 





POPRZEDNI
NASTĘPNY

20 comments :

  1. Kocham kolorówkę Shiseido a ten puder jest na mojej liście! Polecam podkład z tej serii bo jest genialny!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Właśnie ciekawi mnie ta płynna wersja i chyba w końcu ją wypróbuję :)

      Delete
    2. próbuj ja też mam i polecam !

      Delete
  2. nawet nie wiesz jaką narobiłaś mi na niego ochotę, ale na razie ze względu na cenę się na niego nie skuszę

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przepraszam i nie przepraszam równocześnie. Jak już go sobie sprawisz, to na pewno nie pożałujesz :)

      Delete
  3. Jak on pięknie wygląda! :) To macaństwo jest chyba wszędzie. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślałam, że tutaj to nie ma miejsca, ale jednak wszędzie są durne babska :P

      Delete
  4. Też mam na niego ochotę:) Mam to trio w odcieniu Lychee: delikatnie rozjaśnia. Jako róż dla mnie za jasny ale uzywam wszystkich trzech (po otrzepaniu pędzla) jako puder wykonczeniowy i wolę ten efekt niz po meteorytach. Też powiedziałam Wow po pierwszym użyciu:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie strasznie kusi! Trio wygląda przepięknie, a ja mam obsesję na punkcie róży do policzków :(

      Delete
  5. Nie no jaka skromna, sama chciałabym się ze sobą umówić. Trochę pokory jeżeli o to chodzi! xD

    Ej boże, kusisz. Wygląda bosssko :)

    ReplyDelete
  6. brakuje mi podkładu w kompakcie właśnie jak jestem na wyjeździe a z marki shiseido dawno nic nie miałam :O

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to polecam się w niego zaopatrzyć. Mnie zachwycił i słyszę o nim same dobre rzeczy :)

      Delete
  7. Już kilka razy robiłam do niego podchody, więc sądzę, że wkrótce u mnue zagości ;) Lubię mieć pod ręką podkład w kompakcie, to ogromna wygoda podczas szybkich makijaży.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak! Ja wcześniej je omijałam i naprawdę wiele straciłam :)

      Delete
  8. Kupiłabym, ale mnie nie stać na razie:(.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to polecam poprosić o niego Mikołaja :)

      Delete
  9. Skusilas mnie na niego :-) jak tylko będą następne dni vip w sephorze, to będzie mój :-) tylko ciekawe kiedy znów będą :-)

    ReplyDelete

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY