L'Oreal, Infallible Sculpt



Konturowanie na mokro, to dla mnie temat dość kontrowersyjny. Według mnie dobrze wygląda tylko w świetle studyjnym, na zdjęciach, na filmach. Nie oszukujmy się, konturowanie na mokro bardzo często wiąże się z pogłębieniem i zagruntowaniem konturu pudrami. Nierzadko z pomocą przychodzą tutaj pudry do konturowania. I tak zbiera się: baza, podkład, konturowanie na mokro, puder, konturowanie na sucho... I wszystko zapiekane przez 30 minut w 180 stopniach. 

Gdy dotarła do mnie paczka z produktem do konturowania od L'Oreala, byłam jej szczerze ciekawa. Akcje testerskie tej marki są bardzo dobrze zaplanowane i trafiają do mojego serca. Jako blogerka, miałam z tym styczność pierwszy raz. Pudełko, które świeciło się po otwarciu od razu przykuło moją uwagę. Widziałam już od początku, że na pewno wykorzystam LEDy do czegoś fajnego. I nawet mi wyszło - stworzyłam oryginalne pudełko na biżuterię, do którego wykorzystałam mechanizm podświetlenia. Ale dziś nie o tym. 



Produkt, którego dotyczy dzisiejsza recenzja, to Infallible Sculpt (73.99). Do dostania w kazdej drogerii z szafą L'Oreal. Kosmetyk występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: Light/Medium oraz Medium/Dark. Podzielony został na pół, tak by stanowić całość w procesie konturowania i rozświetlania. Formuła cream to powder była sporym zaskoczeniem przy pierwszym kontakcie z produktem. Jest ciekawa i przyjemna, ale wydaje mi się, że efekt byłby lepszy, gdyby produkt nie tracił swojej kremowości. I mówię to głównie przez fakt, że świnkowaty  w kolorze rozświetlacz nie nadaje się - według mnie - do niczego. Jest zwyczajnie przesadnie różowy i pudrowy, przez co pod oczami robi efekt Play Doh.


Produkt do tworzenia cienia na twarzy jest zgoła lepszy. Ma odpowiednio ciemny kolor i dla mnie, bladolicej (ale bez przesady), jest bardzo dobrym kolorem. Daje mi bowiem odrobine ocieplenia cery a neutralny cień, ktory tworzy, nie idzie w szarości. Dzięki czemu nie wyglądam, jakbym chorowała lub ubiegała się o rolę w The Walking Dead. 




Podoba mi się formuła cream to powder i brak konieczności późniejszego przypudrowywania produktu. Jeśli jednak mam być szczera, nie używam go zbyt często i nie jestem z niego na tyle zadowolona by móc go Wam z czystym sumieniem polecić. Warto go dorwać na promocji i dowiedzieć się, czy konturowanie "na mokro", to Wasza bajka. Jednak regularnej (przesadzonej) ceny  ten produkt wart nie jest. Byłabym bardziej ukontentowana, gdyby kolory były dostępne osobno, za połowę ceny. Wtedy z przyjemnością poleciłabym Wam ten do konturowania. Ten do rozświetlania można sobie spokojnie odpuścić. 

Miałyście z nim już do czynienia? Jakie są Wasze odczucia?




POPRZEDNI
NASTĘPNY

No comments :

Post a Comment

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY