Nowości w mojej kosmetyczce, które ostatnio intensywnie testuję




Cześć! 
Sporo u mnie ostatnio nowości i postanowiłam przybliżyć Wam odrobinę moje makijażowe, i pielęgnacyjne podboje. Spośród zbiorów, które ostatnio zdołałam zgromadzić wybrałam garstkę, która została napoczęta i cieszę się teraz ich właściwościami. Wszystkie z tych produktów, to dla mnie nowości (niektóre również na rynku), więc żal by było nie wrzucić Wam tutaj kilku słów na ich temat. 

Zacznę może od pielęgnacji, bo tutaj nastąpiła mała rewolucja i przetasowanie. 



Dr Jart+ Peptidin Radiance Serum, czyli serum rozświetlające, które składa się z ośmiu kompleksów peptydów. Jest lekkie, szybko się wchłania i pozostawia przyjemnie nawilżoną skórę, gotową na kolejny krok pielęgnacyjny. Wygaja też wszelakiego rodzaju zmiany skórne. 
Youth To The People, Superberry Hydrate+Glow Dream Mask Całonocna maska nawilżająca z kwasem hialuronowym, jagodami maqui (czyt. maki), skwalanem oraz witaminą C.
Od dłuższego czasu twarz myję żelem oczyszczającym marki Fresh, Soy Face Cleanser. Fresh szturmem podbił Sephorę i nie ukrywam, że premiera tej marki naprawdę mnie podnieciła. Czasy się zmieniają, a ja się starzeję i coraz chętniej spoglądam w kierunku dobrej pielęgnacji, niż nowości makijażowych. Sojowy żel, to wybawienie dla mojej skóry twarzy - przyjemnie oczyszcza, nie pozostawiając skóry suchą i napiętą. Doskonale domywa każdy makijaż. 
W kwestiach peelingu do twarzy postawiłam ostatnio na Pixi, Peel & Polish. To dość ciekawy produkt, bowiem łączy w sobie równocześnie właściwości peelingu mechanicznego, jak i enzymatycznego. W dni, gdy mogę sobie pozwolić na odrobinę więcej czasu spędzonego w łazience, pozostawiam go na twarzy na kilka minut i cieszę się jego enzymatycznych właściwości. Dobrze działa też, jako doraźny peeling mechaniczny. 
Zanim nałożę krem pod oczy, szybko przejeżdżam po tej okolicy serum Sepai, Light Circles, które ma za zadanie rozjaśniać i odświeżać tę okolicę. To dość ciekawy, specyficzny produkt w formie rollera.
Neostrata, Intensive Eye Treatment, to kuracja pod oczy, którą ostatnio testuję. Zaobserwowałam u siebie coraz więcej zmarszczek w tej okolicy i wizja starości oraz pomarszczonej skóry nieco mnie przeraża. Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że bliżej mi już powoli do 3 z przodu. Kuracja, to ukojenie mojej wyjątkowo cienkiej i suchej okolicy pod oczami, która wymaga intensywnej pielęgnacji, a zwykłe kremy niestety sobie tutaj nie radzą na tyle, abym była zachwycona ich działaniem dłużej niż przez około miesiąc do dwóch. Dlatego teraz intensywnie testuję tę nowość i mam niezmiernie wielką nadzieję, że stanie się ona remedium na moje problemy. 


Makijaż

W makijażu praktycznie same rynkowe nowości, za to przy okazji hity od pierwszego użycia, które ogromnie mi przypasowały. Zacznijmy od królowej - paletki NABLA Secret Palette, która stosunkowo niedawno miała swoją premierę. Ma w sobie wszystko to, czego mogę chcieć i pragnąć w makijażu dziennym oraz wieczorowym. Cieszy mnie, że nie jest kolejną ciepłą paletką, że ma niezłe spektrum odcieni, które są neutralne. Dużo w niej złota, w różnych wariantach nie tylko kolorystycznych, ale też wykończeniach. Folie, błyski, brokaty - do wyboru jest naprawdę wiele. Uwielbiam ją w połączeniu z NABLA Major Pleasure Mascara. Mogę ją śmiało porównać do wysokopółkowych tuszy do rzęs, które miałam okazję używać. Daje ultraczarne wykończenie, dodaje rzęsom objętości, pięknie je podkręca i ich nie obciąża. Jest naprawdę super! A to duże zaskoczenie, bo szczerze mówiąc, spodziewałam się rozczarowania. Maskara potrzebowała około tygodnia na przeschnięcie, bo wcześniej była zdecydowanie zbyt mokra. Po tym czasie była już super.
Deborah Milano Formula Pura naturalny róż do policzków w kolorze 01. Jestem zachwycona jego odcieniem, ponieważ bardzo lubię takie kolory, które nie wyglądają na twarzy sztucznie. W codziennym makijażu sięgam po barwy, które imitują to, jak wygląda prawdziwa skóra. 
Catrice, Glow Illusion Loose Powder, to produkt, który podejrzewam, że powstał w ramach wysokopółkowego odpowiednika w szafach w Douglasie. Pewnie doskonale wiecie, że mam na myśli puder sypki w Laury Mercier. Nie mam niestety porównania, bo kosmetyku z LM w rękach nigdy nie miałam, ale mogę śmiało powiedzieć, że z pudrem z Catrice bardzo się polubiliśmy. Daje piękne wykończenie skórze, nie sprawiając, że wygląda ona na przetłuszczoną. Całe szczęście! Daje za to przepiękne wykończenie nawet dojrzałej cerze (przetestowałam, wiem!).
NYX, #thisiseverything Lip Oil, to nowość w asortymencie marki. Przyjemny, treściwy olejek do ust z leciutkim zabarwieniem. Idealny do makijażu w stylu makeup no makeup. Nie polecam przy rozpuszczonych włosach, ale to chyba każda z nas zdaje sobie z tego sprawę. Ma przyjemny aplikator i właściwie dzięki swojemu wykończeniu można go schować do torebki i robić poprawki w ciągu dnia nie zwracając uwagi na to, czy w pobliżu jest lusterko. 


NABLA Close Up Foundation, to najnowsza propozycja marki, która jest dla mnie dość nietypowa. Po pierwsze, spodziewałam się po nim bardziej wykończenia w stylu next to skin. Po drugie, jego formuła nie będzie grała z każdym typem cery. Mam wrażenie, że dobrze wygląda tylko na porządnie wypielęgnowanej, nawilżonej skórze. W innym przypadku łatwo o podkreślenie zmarszczek, suchych skórek itp. 
Charlotte Tilbury Hollywood Flawless Filter, to zakup planowany od bardzo, bardzo dawna. W końcu zdecydowałam się na kolor 02 Light. Charlotte Tilbury Hollywood Flawless Filter, to produkt dość nietuzinkowy, niespotykany i wyjątkowy w swoim rodzaju. Równocześnie jest to baza oraz rozświetlacz w jednym. Możemy ją stosować pod podkład, na podkład i solo. Na całą twarz, jak i wybiórczo, tylko na szczyty kości policzkowych. Daje naprawdę niespotykany efekt, szklanej skóry, zupełnie jakbyśmy zerwały się z wybiegu dla modelek Victoria's Secret.
Wielki powrót do mojego ulubieńca sprzed i od lat, Yves Saint Laurent, Le Touche Eclat Foundation. Mam nadzieję, że nie sprawdzi mi się tak samo dobrze, jak lata temu. Swego czasu byłam jego ogromną fanką i zużyłam dobrych kilka buteleczek. W międzyczasie marka zrobiła małe ulepszenie formuły i nie powiem, nie narzekałam na jego trwałość po tych zmianach. Jednak, nie mam już tej samej cery, którą miałam 5 lat temu. Trochę więcej na mej twarzy zmarszczek mimicznych i jestem zwyczajnie ciekawa, czy moje wspomnienia będą się pokrywać z aktualną rzeczywistością. 


Zapachy

Coach, Floral Blush - to nowość w asortymencie marki, której dotychczasowe zapachy bardzo przypadły mi do gustu. Z tą odsłoną jest jednak mały zgrzyt. Niewielki, ale jednak. I choć baza wciąż mi się podoba, to nie jestem jeszcze stuprocentowo pewna, czy polubimy się na tyle, bym z chęcią sięgała po niego latem. Możecie się za to po nim spodziewać bogatej, kwiatowej woni peonii. 
Lanvin, A Girl in Capri - pisałam o nim nawet na blogu, przed tą moją planowaną-nieplanową dość długą przerwą. Odsyłam Was więc do posta, w którym jest o nim zdecydowanie więcej. 
s.Oliver, Friendship - seria dwóch zapachów dedykowanych przyjaciółkom. Dwie kompletne skrajności. Niebieska jest bardziej orzeźwiająca i rześka, fuksjowa natomiast słodka i figlarna. Obie ładne, ale jednak chętniej sięgam po niebieską. Latem lubię czuć się świeżo i lekko, dlatego takie zapachy wrzucam do mojej torebki bardzo chętnie. Mała pojemność też na plus - nie zajmuje zbyt wiele miejsca w mojej już i tak do granic możliwości wypchanej torebeczce. 


Zainteresował Was jakiś kosmetyk z moich nowości? Na co ostatnio wydałyście pieniądze i nikomu się do tego nie przyznałyście? ;) 

POPRZEDNI

No comments :

Post a Comment

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY