Pomarańczowy peeling do ust Pat&Rub

Wielbicielką peelingów jestem chyba największą na świecie. Tych do ciała mam całe mnóstwo i ciągle mi mało. Ciągle bym chciała nowy, pachnący inaczej niż moje, mający fajne opakowanie, co ściera mniej, co ściera bardziej, na zimę, na lato... To uzależnienie, ale jakże przyjemne! 


Chodził więc za mną peeling do ust. Marzy mi się bubblegum z Lush'a, ale na razie do Anglii się nie wybieram. Dlatego tylko wzdycham, że "fajnie by było mieć coś z Lush'a". Spontanicznie wręcz "przypomniało mi się", że w Sephorze jest Put&Rub. A ja akurat przypadkowo byłam w Sephorze. Podbiegłam do szafy i zaczęłam wąchać. Na początku chciałam różany, ale bałam się, że będzie mnie wkurzać. I miałam rację, dwa "niuchy" i mówię dziękuję. Kompletnie nie dla mnie. Kwiatki na cmentarzu, to moje porównanie. Oczywiście innym może on się podobać, to kwestia indywidualna. Dla mnie odpada. 

Kawowy nie miał testera, więc nie powąchałam, ale podejrzewam, że i tak bym się nie skusiła. Mimo że uwielbiam zapach świeżej kawy, tak kosmetyki o tym zapachu, jakoś nie podbijają mojego serca. Wybór więc padł na peeling pomarańczowy. I z góry powiem, nie będę Was oszukiwać, bo i po co? Zapachem nie powala. Jest jednak dla mnie najbardziej znośny i nie drażni mnie. Chociaż mówiąc "znośny" przylepiam mu łatkę nie najlepszego. Chodzi mi o to, że nie mam problemu z tym zapachem, nie przeszkadza mi, nie drażni nosa. Taki wiecie, nawet nawet. Po prostu nie ma się co nastawiać na zapachy eko-pomarańczy. 



Pojemniczek jest dość duży i zawiera 25ml produktu. Mnie zaskoczył wielkością, bo myślałam, że słoiczek i zawartość jest mniejsza. Wizualnie jednak sprawia wrażenie sporego. Kosztuje też niemało, bo 49zł. Myślę jednak, że taki zakup mi się zwróci. Nie lubię machać sobie szczoteczką po ustach, więc osobny "gadżet" kosmetyczny, który wcale nie jest niezbędny, to coś co urozmaici mi tę czynność i przy okazji będzie przyjemny w użytkowaniu.


Jest w 100% naturalny, same olejki, cukier z brzozy i inne cuda, co działają przeciwpróchniczo. Można go śmiało wszamać z ust, jak już skończymy, to co robimy. Jedni powiedzą "fuj! jak można jeść swój martwy naskórek!?". Ja jednak mówię "można, bo jem swój i w dodatku jest pycha" :)  Gorsze rzeczy się jadło za dzieciaka, prawda? Smakuje cytrusowo, ma taki lekko odświeżający smak, przyjemnie wygładza usta i zostawia je wypielęgnowane, nawilżone. A wydajność to jego mocna strona. Używam 2-3 razy w tygodniu. Kilka kryształków cukru i po wszystkim! Radzi sobie z moją "wredną skórką", którą mam ciągle i ciągle odrasta. Nie wiem, skąd ona jest, ale no kurde pozbyć się jej nie mogę. A tak, na trochę mam chociaż spokój. I szminki wyglądają zdecydowanie lepiej na takich ustach. Konsystencję ma mokrą i jest to zaleta. Podobno Lush jest bardziej suchy i w związku z tym ten z P&R jest skuteczniejszy. (Tak, nadal chcę wypróbować Lush'a:))


Jestem z niego zadowolona i pewnie starczy mi na bardzo długo. Najlepsza jest jednak recenzja mojego chłopaka, która zawarła się w kilku chaotycznych zdaniach :) "To można zjeść łyżeczką?"; "Trochę cukru za 50zł? Sam bym zrobił lepszy", ale po spróbowaniu na własnych ustach "hmmm... fajne to". Widzicie? Nawet facet docenił. Zdaję sobie jednak sprawę, że to gadżet, żaden tam must have. Jak ktoś chce i może sobie pozwolić, to śmiało zachęcam do zakupu. Ja na pewno kupię ponownie.




POPRZEDNI
NASTĘPNY

23 comments :

  1. robi wrażenie czegoś do jedzenia, lubię takie kosmetyki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. jest apetyczny, no i można śmiało zjeść :)

      Delete
  2. "Można zjeść łyżeczką" padłam ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja też :) A tych "smaczków" jest ciągle coraz więcej :) Chyba zacznę zapisywać :D

      Delete
  3. Mam zamiarw niego zainwestowac ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Konkretnie w pomarańczowy, czy w jakiś inny wariant smakowy? :)

      Delete
  4. Bardzo bym go chciała , ale nie wiem czy sie skusze ze względu na cene ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, cena to troszkę problem, bo to niemały wydatek, ale myślę, że warto :)

      Delete
  5. nie miałam jeszcze nic z tej firmy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. To mój pierwszy kosmetyk Pat&Rub, kupiony za swoje, a nie "dostany" w Glossyboxie. Ten olejek, to był bubel, ale peeling - bardzo dobry kosmetyk.

      Delete
  6. nigdy nie miałam peelingu do ust;p ale czas jakiś kupić.:)

    ReplyDelete
  7. Nie lubię pomarańczowych kosmetyków ;P

    ReplyDelete
    Replies
    1. tak, jak ja nie przepadam za różami :)

      Delete
  8. kwiatki na cmentarzu nie brzmią zachęcająco :P

    ReplyDelete
  9. Wygląda ciekawie :) ja też uwielbiam peelingi :) ale wiesz co, nigdy nie miałam żadnego do ust! Chyba czas to zmienić :) jeśli chodzi o ciało mój ulubiony to naturalny z kawy sypanej oraz z oriflame Swedish SPA z olejkiem imbirowym :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czas to zmienić, koniecznie! :) Ja akurat jeszcze nigdy nie próbowałam sama robić peelingu, ale może kiedyś mnie natchnie :)

      Delete
  10. Nabrałam na niego chęci:) Wygląda bardzo apetycznie:)

    ReplyDelete
  11. mialam tak samo jak ty, z jedna roznica - zakochalam sie tez w jego zapachu ;-)

    ReplyDelete

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY