Jak dorosnę zostanę... kobietą!



Cześć Kobiety! 


Dawno nie było u mnie wpisu luźnego, mniej poświęconego recenzjom kosmetycznym. I dzisiaj, z okazji Dnia Kobiet udało mi się złączyć siły z paroma świetnymi babeczkami. Chciałam razem z aGwer, aby w akcji uczestniczyło kilka dziewczyn, które są dla mnie synonimem GIRL POWER. I chciałam też dowiedzieć się, jak wyobrażały sobie bycie kobietą, gdy były małe, czy po prostu co myślą, gdy mówią kobieta.  Z racji tego, że mój blog jest wciąż bardziej beauty, chciałam Wam dzisiaj przedstawić to, co sobie myślałam będąc dzieckiem. 

I mimo tego, że dziś rano obudziłam się z jakąś totalnie niespodziewaną opuchlizną na twarzy i małym paraliżem oka,  staram się, aby wpis ten pojawił się na czas. Bo oczywiście, zupełnie jak zwykle, zostawiłam sobie ten tekst na sam koniec. Przecież za mało mam stresu na głowie i dodatkowy, to coś czego mi teraz bardzo potrzeba, prawda? ;) Dlatego, jak zwykle, rzutem na taśmę - lecę z tym koksem! Lecę, bo muszę napisać ten post, szybko wziąć prysznic, umalować się, ułożyć włosy i zdążyć na 18 na event, który dziś odbędzie się w Szczecinie. Koniecznie zajrzyjcie na moje Stories, bo na pewno wrzucę Wam kilka snapów z tego, gdzie się wybrałam. A będzie... pięknie! 

Kobiecość pachniała dla mnie Chanel Mademoiselle 


Pamiętam, jak powąchałam je pierwszy raz. Mama mojej koleżanki używała ich namiętnie i nie mogłam się ich "nawąchać" na zapas. Jej mama zawsze była zadbana, pięknie ubrana, idealnie umalowana (jak na tamte czasy, żeby nie było ;) ). Wiecie, taka kobieta od stóp do głów. Nie było mężczyzny (ani kobiety), która by się za nią nie obejrzała. Zapach był dla mnie taką wisienką na torcie i wtedy pierwszy raz zwróciłam uwagę na to, że chciałabym tak jak ona, zostawiać po sobie woal zapachu, ciągnąć go jak ogon i przyciągać ludzkie spojrzenia. 


Do Chanel Mademoiselle mam sentyment do dziś. Noszę je oczywiście od lat i jeśli mam być szczera, jest to mój zapach numer jeden. Wydaje mi się, że nigdy nim być nie przestanie. Wiem, że jest sporo zwolenniczek Chanel no5 i że to on kojarzy się niektórym z Was z kobiecością. Mnie jednak ten zapach odpycha. Wolę słodką i figlarną Mademoiselle.

Miłość do zapachów zrodziła się w dzieciństwie, a ja po dziś dzień uważam, że pięknie pachnąca kobieta ma w sobie dwa razy więcej siły, niż zazwyczaj. Dlatego codziennie używam perfum i mam ich naprawdę niemałą kolekcję. Lubię je mieszać, łączyć, bawić się kompozycjami. A bez nich? Czuję się naga.


Czerwona szminka, to krok nie do ominięcia 



Pamiętam też, jak czerwone ślady po szmince na filiżankach kawy sprawiały, że nie mogłam się doczekać tego momentu, gdy będę mogła użyć jej po raz pierwszy i odcisnąć swoje wargi na kawałku porcelany. Zawsze mi się to ogromnie marzyło, a teraz, gdy właściwie każde wyjście na kawę wiąże się z zostawianiem śladu szminki na kubeczku, ta ekscytacja jakość zniknęła. Bardziej dociera do mnie wtedy, że szminka którą mam na ustach albo już przestała na nich być, albo ma naprawdę kiepską formułę i szybko się transferuje ;) Ot, tyle by było z tej magii. 

Mocno wytuszowane rzęsy były must have 


Zawsze też zachwycały mnie kobiece spojrzenia. Już nie chodziło nawet o to, że starsze koleżanki mogły się malować milionami kolorów. Ważne dla mnie były rzęsy. Mocno podkręcone, długie, węglowo czarne. A trzepoczące nimi kobiety zawsze wydawały mi się być pewne siebie. Używały ich przecież do przyciągania wzroku, koncentrowania go na ich spojrzeniu, więc musiały lubić ten ogrom uwagi.
Kultowe aktorki znane były z mocnych makijaży, wyrazistych oczu i marzyłam o tym, jak pewnego dnia będę mogła pomalować się podobnie.
Wiele lat musiało minąć, żebym zrozumiała, że jednak makijaż ma być podkreślaniem urody, a nie malowaniem sobie nowej twarzy, ale cieszę się, że teraz umiem mimo tego braku przesady stworzyć coś, co zadowala mnie w stu procentach (no, czasami w 80 ;) ) 


Wiedziałam, że kobieta może wszystko

Teraz, gdy na karku mam już trochę lat, a mityczna trzydziestka jest naprawdę coraz bliżej, wiem że kobiecość to coś zupełnie innego, niż wyobrażałam sobie będąc dzieckiem. Kobiecość, to siła. Możliwość połączenia pasji i ciężkiej pracy, czerpanie z życia garściami i umiejętność tworzenia wokół siebie ciepłej atmosfery - nieważne gdzie się znajdujemy.

I bycie naturalną, w dobie tego wszystkiego co retuszowane w sieci, naturalność była, jest i będzie dla mnie największą wartością! Wydawało mi się też zawsze, że jako kobieta jestem w stanie zrobić wszystko. Skoro dajemy radę przejść przez ciążę i poród, a potem jeszcze wiele lat ogarniamy dom, rodzinę i tak dalej... no, chyba nie ma takiej rzeczy, której nie dałaby rady zrobić kobieta. Dlatego zawsze wkurzało mnie określenie rzucane komuś, kto jest słaby, że robi coś, jak... baba. Hmm... Całkiem sporo znosimy co miesiąc, hormony nam naprawdę nie odpuszczają, jesteśmy stworzone do tego, aby móc nosić pod sercem nowe życie, często pracujemy na etat i ogarniamy rodzinne sprawy, pniemy się w edukacji, awansujemy w pracy, jesteśmy bardziej zaangażowane emocjonalnie... Robić coś, jak baba, to dla mnie bardziej określenie celujące w fakt, że mamy w sobie naprawdę wiele siły. 



Kochane! Z okazji Dnia Kobiet życzę Wam, abyście zawsze były sobą!

Zajrzyjcie też koniecznie do dziewczyn, które wzięły udział w naszej zabawie! Dziewczyny, bardzo serdecznie dziękuję Wam za udział w dzisiejszej akcji. Stworzyłyście piękne wpisy <3 

Jestem bardzo ciekawa, jak Wy wyobrażałyście sobie kiedyś kobiecość? Czy pamiętacie z dzieciństwa, jakieś konkretne sytuacje/przedmioty, które automatycznie kojarzyłyście z dorosłymi kobietami? Dajcie znać! 


POPRZEDNI

No comments :

Post a Comment

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY