Wróciłam cz.II + zakupy z lotniska i nalot na drogerie

Na czym to ja skończyłam? Aha! 
Lecimy dalej.
Wszystkich, którzy przegapili poprzedni post, zapraszam tutaj KLIK.

Powrót do domu okazał się być ciekawy i obfitował w wiele niespodzianek. Pierwszy lot miałam zaplanowany na godzinę 7.00. Na miejscu okazało się, że jest piętnaście minut wcześniej, a ja stałam w ogromneeeeej kolejce do odprawy. Dzięki czemu do samolotu zostałam wpuszczona praktycznie prawie ostatnia. Niestety stało się to, czego się obawiałam. Podróż niestety nie była tak przyjemna, jak tydzień wcześniej. Było mi przez całą godzinę okropnie niedobrze, a stary dziadek, który siedział koło mnie ciągle się wiercił. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok... Na szczęście doleciałam do Oslo i tak jeszcze tylko przejście CAŁEGO, OGROMNEGO lotniska dzieliło mnie od moich marzeń - strefy wolnocłowej. 

Tak w ogóle, to może najpierw Wam powiem, co chciałam kupić. W moich planach był podkład Chanel, kosmetyki Clinique oraz Benefit. Niestety, Benefit okazał się pozostać w strefie marzeń. Napaliłam się niezmiernie na jakiś zestaw z miniaturami produktów i maskarę They're Real. Niestety, mogłam sobie o nich tylko pomyśleć. Oprócz tego, że był straszny tłok i ścisk (gorzej niż na promo w Rossmannie, w Kaskadzie! ), to udało mi się przecisnąć do szafy Clinique. Stoję tam i stoję. Szukam wzrokiem fioletowego słoiczka z napisem Take the day off i nic. Kompletnie nic. Wszystko, tylko nie to. Zrezygnowana zaczęłam kręcić nosem i chyba wyglądałam, jak zgubiony pies, bo podeszła do mnie miła pani z obsługi. Mówię jej, że chcę to i to. Pobiegła do koleżanki "od Clinique" dowiedzieć się, że nie ma



Ale, ale! Kazała mi iść za nią i biegnę tak z moją walizką do szafy Clarins. Niewysoka pani staje na palcach, żeby zdjąć mi wysoki kartonik. Mówi, że sama używa, że to taki "klensing oil", co chciałam, tylko inny. (i droższy ;) ). No wzięłam. Co miałam nie brać ;)
Wierzcie mi, norweskie korony wydaje się bardzo, ale to bardzo łatwo. Wszystkie ceny będę Wam podawać właśnie w koronach i polskich złotych, jak coś.
Wybrany przeze mnie żel, który zmienia się w olejek, do zmywania twarzy, kosztował 179kr (~80zł). Podreptałam już w Polsce porównać jego cenę w Sephorze, ale go w szczecińskiej perfumerii nie znalazłam. Jest za to na stronie. Regularna cena, to 109zł.




Po tym, jak już naprawdę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, bo kolorówki, na którą tak bardzo się nastawiałam nie było, postanowiłam powędrować do szafy Chanel. Oglądając przy okazji każdą napotkaną na mojej drodze markę. Nic szczególnego nie wpadło mi w oko, mimo że zastanawiałam się naprawdę długo nad różem w kształcie gerbery z Clinique.  Gdy dotarłam do francuskiej marki, zaczęłam się rozglądać za podkładami. W grę wchodził Vitalumiere Aqua albo nowość w szafach Chanel, Perfection Lumiere Velvet.
Jak widzicie na zdjęciach, padło na ten drugi. Zapłaciłam za  niego 299kr (~150zł). Nie miałam jaranka na Chanel, dopóki nie zrobiłam moich pierwszych zakupów. No niestety. Przepadłam. Moja recenzja tych dwóch produktów będzie na pewno obszerna, ale też ociekająca miodem :P 



Drugim produktem był róż w kremie Le Blush Creme de Chanel,w kolorze 64 Inspiration. Długo się zastanawiałam, czy nie wybrać różu, który ma w sobie drobinki (pisze o nim Kasia). Koniec końców stwierdziłam, że czas na coś morelowo-brzoskwiniowego. Mam w swojej kolekcji dwa róże (albo różery, jak mówi Kuba ;)), które są shimmerkowe i postanowiłam nie iść tą drogą. Dosyć bycia sroką ;) Za róż zapłaciłam 259kr (~130zł).

Poszłam też na dział męski i tam kupiłam zestaw miniatur Biotherm dla Kuby. Pianka do golenia, żel pod prysznic i krem do twarzy. Niech chłopina ma coś od życia :P Za zestaw zapłaciłam 159kr (~80zł). No i padło też na pół litra irlandzkiej whisky Jameson, którą Kuba chciał spróbować po obejrzeniu serialu True Detective. Miałam zapłacić 99kr, ale w samolocie zorientowałam się, że mnie okantowali na 30kr. Dlatego ostatecznie zapłaciłam 129kr(~65zł). [zdjęć nie ma, bo Kuba już swój zestaw do siebie zajumał, a jak alkohol wygląda, to chyba wie każdy :P ]

Łączna wartość zakupów, to 1025kr. Przeliczanie sobie daruję, bo mnie serce rozboli. 

Niestety kolejny lot z Oslo do Goleniowa przeżyłam tragicznie. Myślałam, że pęknie mi ucho. Miałam porobić zdjęcia z okna samolotu, ale jajo wyszło. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc praktycznie całą drogę spędziłam jęcząc i trzymając się za głowę. Jestem w szoku, bo jeszcze nigdy mi się takie coś nie zdarzyło. Co gorsze, ucho bolało mnie jeszcze co najmniej trzy dni od powrotu do Polski. 

Jak wspominałam, pierwszy lot miałam o 7 rano. Dlatego ubrana byłam w grubszy sweter, żebym nie zmarzła. Co śmieszne, w Szczecinie dostałam delikatnie po policzku. Na kilometr było widać, że jeszcze kilka godzin temu byłam w innym kraju. Wszyscy byli rozebrani do rosołu, szorty, t-shirty i inne odkryte sukienki. I w tym tłumie ja. W szarym swetrze. Joł.


W dniu mojego powrotu rozpoczęła się promo w Rossku. Dlategóż też zakupiłam ten oto korektor. Jeden już mi się skończył, a ja jestem w nim po prostu zakochana. A kupić go prawie o połowę mniej, to już w ogóle. 

Buszowałam też po sklepach, w celu wydania pieniędzy. Kupiłam spodnie (ale nie zmieszczą się pewnie w kadr :P). Kupiłam pokrowiec na telefon, który jest mega, mega. Zwie się S View Cover i wyświetla fajnie powiadomienia. (cena:129zł w Saturnie). 



Napadłam na Douglasa podczas promocji -20% przez całą noc i w końcu kupiłam dwie szminki z MACa. Jak wiecie, w Norwegii zrobiłam deal życia i po tym, jak mojej mamie wypadł cień Naked Lunch z mojej paletki podróżnika (nie, nic wielkiego mu się nie stało), wyhandlowałam dwie szminki w ramach ataku serca. Padło na kultowe kolory, Angel oraz Girl About Town. W obu się zakochałam i oba pokażę Wam na pewno z bliska.




Co dalej? Co dalej? Tak się zastanawiam, czy czegoś nie przeoczyłam. A! No tak. Kupiłam też swoje pierwsze Melissy. Ogromnie mnie zdziwiło, gdy udało mi się na nie wpaść w Szczecinie. Byłam naprawdę pewna, że nie są u nas dostępne. Za swoje czarne, z nowej kolekcji zapłaciłam 159zł. I ogólnie powiem Wam, że noga mi pływa i strasznie obtarłam pięty. Z tym, że kompletnie się do nich nie zrażam i dam im jeszcze parę szans, bo jestem typem człowieka, którego obetrą nawet kapcie. Myślałam o podaniu rodziców do sądu, ze względu na moje niedorobienie, ale nic mi to nie da. I tak każde buty będą mnie obcierać. Całe życie. Najs ;) W każdym razie Melisski pachną ślicznie, są śliczne i oby już mnie więcej ślicznie nie obtarły ;)


W poniedziałek napadłam jeszcze na Rossmanna i Naturę w poszukiwaniu szarego eyelinera. Jeszcze tam wrócę, bo nie znalazłam takiego cudaka. Kupiłam za to dwa cienie z Kobo (Dark Chocolate i Caffe Latte) oraz kultową już maskarę z Lovely. I ja postanowiłam jej dać szansę, po tych wielu pochlebnych opiniach. A że teraz kosztuje dosłownie grosze, to nie będzie mi żal, jak się u mnie nie sprawdzi.




No i teraz już zdradzę Wam tajemnicę, dlaczego z Norwegii nie przywiozłam tobołka ciuchów, mimo że promocje zachęcały. I to nawet bardzo. Otóż, wczoraj wybrałam się na swoją pierwszą wizytę do dietetyka. Tak, te które znają mnie osobiście wiedzą, że od kilku lat jest mnie więcej, niż mniej. Próbowałam kolejny raz schudnąć, ale nie będę ukrywać, że jestem cienki Bolek i nie dałam rady. Dlatego postanowiłam nie katować się kolejną dietą, którą odpuszczę po dwóch miesiącach., tylko przejść się do kogoś, kto się na tym zna. Kto nauczy mnie, jak mądrze jeść, kiedy moje "odchudzanie" się już skończy. Kto będzie mnie motywował na kontrolnych wizytach. I przede wszystkim, potrzebuję dyscypliny. Wiem, że przed samą sobą bym się usprawiedliwiała, że zjadłam kolejną czekoladę. Obcemu człowiekowi będzie mi wstyd powiedzieć, że się obżerałam czekoladą zamiast zjeść marchewkę :)  Będą ciekawe przepisy? Dam znać. Pan dietetyk Piotr zachwyci mnie na tyle, że go Wam polecę - spoko. Zaznaczę jednak, że blog nie zmieni się nagle w "JA I MOJA DIETA". Chcę dzielić się z Wami moim życiem, a myślę, że dawanie Wam znać, ile udało mi się schudnąć w każdym miesiącu, jakoś mnie zmotywuje. Będę miała wszystko czarno na białym. 

I to już chyba byłoby na tyle. Mam nadzieję, że mój tasiemcowaty post(w długości i ilości informacji z mojego życia, rodem z Klanu), Was nie zanudził. Teraz już będą recenzje tego, co nakupowałam i co się u mnie sprawdza/nie sprawdza już od dawna. Dobrego tygodnia Wam życzę!
Ściskam, 
Ala.

POPRZEDNI
NASTĘPNY

39 comments :

  1. Tez mnie obcierają nawet papcie :P To zrozumie tylko druga osoba z taką wadą :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Me too ;) A jak już stopa się oswoi, to za rok od nowa ;)

      Delete
    2. Ja tak samo :) Co sezon to samo. Trzeba się chyba przyzwyczaić :)

      Delete
  2. Trzymam kciuki za dietę! :)
    Nie wiem ale liczę że chociaż w jednym % Cię to zmotywuje - właśnie wcinam marchewkę! Jest pyszna!!! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! :) Kciuki na pewno się przydadzą. Na pewno jest pyszna :) U mnie większym problemem niż jedzenie niezdrowo (chociaż czekoladę lubię bardzo :P), jest zdecydowanie nieregularność. To będzie najtrudniejsze :)

      Delete
  3. wykorzystuję każdą okazję gdy mogę kupić coś taniej więc wcale Ci się nie dziwię, fajne zakupy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ze mnie przyjaciółka się śmieje, że jestem łowcą promocji :P

      Delete
  4. Skąd ja znam tą gonitwę na strefie bezcłowej :D Ale i tak dobre oferty na Chanel trafiłaś, bo w perfumeriach w Norwegii czy Polsce ceny są przecież wyższe. Mnie się właśnie w Norwegii podoba to, że ceny tych wysokopółkowych marek są prawie identyczne co w Polsce.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To była moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia gonitwa ;) Tak widziałam, że Chanel udało mi się upolować 30-40zł taniej niż w Douglasie. Także jestem bardzo zadowolona :)

      Delete
  5. hoho za takie bucioszki to bym takiej sumy nie dała ;D wolę inne " klasyki " :D ♥

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja wiem, wiele osób uważa, że są za drogie. Ja też tak uważam, ale nie mogłam się oprzeć :P

      Delete
  6. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jakby co, to pytałam w Douglasie i na razie nie planują, żeby MACa w Szczecinie otworzyć. Mówili, żeby śledzić fanpage, bo tam na pewno dadzą znać wcześniej ;)

      Delete
  7. Ale szał zakupowy,same super kosmetyki,teraz tylko testować;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Już do testów się zabrałam. Będzie o czym pisać ;)

      Delete
  8. Super zakupy. Mam kremowy róż Chanel w kolorze Revelation i jestem w nim zakochana ;) A strefe bezcłową w Oslo uwielbiam, to chyba najmilszy punkt podróży.

    ReplyDelete
  9. Ależ cudne szaleństwo zakupowe ! same wspaniałości !

    ReplyDelete
  10. Ja wydygałam z MACzkiem i nie kupiłam na promo w Dudku nic. Gdybym widziała wcześniej na żywo kolory to by była inna historia...
    Nie płacze bo pooglądam w Kato, a z kartą Payback promo jakieś w Douglasie jest co chwila :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja się rozpływam nad szminkami, bo nie żałuję mojego zakupu. Do MACa mam daleko, a i nawet w żadnym szczecińskim Douglasie go jeszcze nie ma. Zakup w ciemno, ale w pełni udany ;)

      Delete
  11. I ja skusiłam się na dwa wkłady cieni Kobo i jeden wypiekany

    ReplyDelete
  12. Oszalałam z zzadrości na widok Twoim wspaniałych łupów ;)0 Melisski cudne ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Poszalałam, że aż mi serce rośnie, jak patrzę na swoją toaletkę ;) Dzięki ;)

      Delete
  13. Awwww jaki długaśny post, czytało się jak rozdział książki ale tej dobrej :) O maj gasz, Twoje zakupy są bardzo luksusowe, ja taki budżet na szopping mam na 5-6 mcy. A teraz przy o krok nowym członku rodziny jeszcze bardziej należy zacisnąć pasa :) Ale cieszą mnie nowości razem z Tobą! No i powodzenia z rozpoczętą dietą - tak szczerze :) Joł! Ściskam - Kasia :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiedziałam, że ten post, to tasiemiec :P Ale skoro był spoko, to się cieszę ;) Noooo, rodzice pozwolili mi sobie pofolgować w strefie i po powrocie do Polski. To prawda.
      Dieta zaczyna się dokładnie od 5. maja. Dzisiaj jeszcze napawam się ostatnią kostką czekolady :P
      Joł :*

      Delete
  14. Jestem bardzo ciekawa tego Clarinsa:)

    ReplyDelete
  15. A ja jestem za to tego Chanelka bo jednak dosyć sprzeczne są opinie dotyczące tego podkładu :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niedługo pojawi się jego recenzja ;)

      Delete
  16. Trzymam kciuki, na pewno Ci się uda :) i super łupy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo. I ja mam taką nadzieję ;)

      Delete
  17. Mega zakupy :D Ten róż z Chanel bardzo chętnie bym przygarnęła ;)

    ReplyDelete
  18. Bardzo ciekawe zakupy zrobiłaś Kochana! Koniecznie daj znać jak się sprawdziły! Trzymam kciuki za Twoja dietkę :*

    ReplyDelete

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Cieszę się, że masz ochotę ze mną porozmawiać.
Pamiętaj jednak, że każde treści autopromocyjne, czy obraźliwe, będą przeze mnie sukcesywnie usuwane.

DO GÓRY