Showing posts with label vita liberata. Show all posts

Wielki konkurs!

Sunday, March 20, 2016 -


Moje kochane!

Dzisiejszy post jest oczywiście przede wszystkim konkursem. Mimo wszystko, jest związany z faktem, że w tym roku, na początku marca, strona obchodziła swoje trzecie urodziny. To już tyle czasu odkąd pierwszy raz zalogowałam się na platformę bloggera i postanowiłam, że zacznę blogować.

Jak sobie przypomnę, jak złe robiłam zdjęcia, jak popełniałam masę błędów, które nie były mile widziane w środowisku blogerskim, to się zastanawiam, czemu w ogóle tak robiłam. Dlaczego zdjęcia z telefonu mnie satysfakcjonowały i byłam z nich dumna. Dlaczego nie przeszkadzało mi, że kompozycja zdjęcia jest do bani. Nie wiem, ale powiem Wam też przy okazji, że mimo tych cholernych błędów, blogowanie sprawiało mi wtedy mnóstwo radości. I tak jest do dziś.

Co prawda, w tym czasie sporo się zmieniło. Zmianom uległo nie tylko to, ile teraz wiem o kosmetykach, ale też to, jaki mam pogląd na świat. Gdyby nie blogowanie, nie odnalazłabym prawdziwej przyjaźni. Nie zaczęłabym zwiedzać Polski. Nie zaczęłabym prestiżowych współprac z markami, o których kiedyś nawet bym nie pomyślała, o tym, że będą chciały, bym była ich ambasadorką. Temat współprac jeszcze kiedyś na pewno poruszę, ale prawda jest jedna. Jeśli człowiek jest szczery (a za takiego się uważam), to nie wpływa to niekorzystnie na jakość proponowanych publikacji. Dzięki temu często mam okazję podzielić się z Wami opiniami o produktach, jeszcze zanim trafią one na sklepowe półki. Polecam, gdy są warte uwagi i odradzam, gdy uważam, że nie warto w nie inwestować. I również dzięki tym współpracom, mogę się dzielić z Wami kosmetycznymi smakołykami. Tak, jak dzisiaj!

Gdyby nie blog, nigdy nie sięgnęłabym po aparat, który teraz, mimo że nadal jestem amatorem, sprawia mi sporo przyjemności. Może kiedyś będę robić zdjęcia, jak z okładek magazynów, ale szczerze powiedziawszy, te moje, czasami za żółte, czasami za niebieskie, z nieidealnymi kompozycjami, są w moich oczach świetne i jestem dumna z każdego z nich. Nawet, gdy po czasie patrzę na nie i łapię się za głowę, jak mogłam nie dostrzegać błędu, to twierdzę, że bez popełniania ich, nie nauczyłabym się niczego. To one sprawiają, że się rozwijam.

I powiem Wam szczerze, że starałam się Wam odwdzięczyć, jak tylko się dało, za to że jesteście. Że tutaj zaglądacie, że lubicie mnie czytać i pytacie o rady. Dziękuję Wam za każdy komentarz. Za każdą  pozytywną opinię, za każdą krytykę, która daje mi znać, że to co robię, nie jest Wam obojętne. Po prostu Wam dziękuję.


A teraz to, co lubicie najbardziej. Konkurs!

Do wygrania są dwa zestawy kosmetyków, które sama lubię i bardzo polecam. Myślę, że zestawy są skomponowane świetnie. Kolory lakierów, jakie są do wygrania, to oczywiście bestsellery, ale ich nazwy pozostawiam, jako niespodziankę. Jedno jest pewne - nie będziecie zawiedzione! 


Zestaw pierwszy:

-Szczoteczka do oczyszczania twarzy Skinvigorate Mary Kay-Zestaw do paznokci hybrydowych Semilac: baza witaminowa, baza i top w jednym, 2 lakiery kolorowe w przepięknych odcieniach-Shiseido, mascara Full Lash Volume-Vita Liberata, Fabolous Self Tan Mousse z rękawicą Tanning Mitt


Zestaw drugi:

-Mary Kay, odżywka do rzęs i brwi-Zestaw do paznokci hybrydowych Semilac: baza witaminowa, baza i top w jednym, 2 lakiery kolorowe w przepięknych odcieniach-Shiseido, pomadka Lacquer Rouge w kolorze Ophelia-Vita Liberata, Fabolous Self Tan Mousse z rękawicą Tanning Mitt

Co należy zrobić, żeby wziąć udział w zabawie?

- Lubić mój fanpage na Facebooku TUTAJ oraz być obserwatorem bloga
- w dowolny sposób udostępnić informację na temat konkursu (np. ten post)
- odpowiedzieć na pytanie konkursowe


 

A na koniec dodam tylko, że jeszcze dzisiaj opublikuję zdjęcie na moim koncie Instagram (klik) na którym będzie do zdobycia jeszcze jeden, podobny zestaw kosmetyków. To dopiero gratka!

REGULAMIN KONKURSU
1.Organizatorem konkursu jest blog www.kotmaale.pl
2.Fundatorem nagród są firmy Shiseido Polska, Vita Liberata Polska, Semilac oraz Mary Kay Polska
3.Czas trwania konkursu: 20. marca 2016r. - 10. kwietnia 2016r,do godz. 23.59;
4.Nagrodą są dwa zestawy kosmetyków, skład których podany jest na grafikach konkursowych;
5.Wygrywają 2 osoby;
6.Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu max. 5 dni od zakończenia konkursu i pojawią się na blogu Ala ma kota, jako edycja tego wpisu;
7.Wysyłka odbywa się na terenie Polski - a nagrody rozsyła organizator;
8.Aby wziąć udział w rozdaniu należy być publicznym obserwatorem bloga Ala ma kota na platformie blogger, lubić fanpage oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe.
9.Biorąc udział w rozdaniu zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy danych do wysyłki).
10.Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

EDIT
Podaję Wam wyniki konkursu. Posłużyłam się początkiem adresów e-mailowych. Dziewczyny! Maile już do Was poszły - czekam na odpowiedź :)

karolina.micardisa@
magda.tre33@

Macie tydzień na wysłanie mi swoich adresów mailowych. Po tym czasie, wybiorę nowych zwycięzców.

Gratuluję! 

Już się nie boję samoopalacza! Vita Liberata!

Monday, July 13, 2015 -



Cześć! 

Ale była cisza na blogu, no nie? Trochę ostatnio mi ciężko wygospodarować czas na to, żeby spokojnie dla Was popisać. Obiecuję jednak poprawę. W każdym razie, zapraszam Was na mój fanpage i Instagram. Tam jestem aktywna i możecie mnie śledzić na bieżąco. 

Dzisiaj jednak o produkcie, który zmienił moje postrzeganie samoopalaczy. Nie powiem, zawsze miałam z nimi problem. Bałam się, że porobię sobie nieestetyczne zacieki, że będzie potem wszystko źle wyglądać, że będę pomarańczowa albo że samoopalacz opali mnie na heban. 


Vita Liberata! 


Do Vita Liberata, pHenomenal 2-3 week tan mousse podchodziłam, jak pies do jeża. Było mi dość ciężko wyobrazić sobie fakt, że moje nogi w końcu nie będą blade, a ja nie będę latem wyglądać, jak córka młynarza. Mam niestety ten problem, że moje nogi są białe, jak mąka. Wiecznie białe. Tak, nawet po godzinach spędzonych na słońcu i długich prób opalenia się, one nadal są białe. 

Pianka, bo taką formę ma ten samoopalacz, pozwala na równomierne nałożenie za pomocą specjalnej rękawicy Tanning Mitt. I powiem Wam szczerze, że w niej leży ogromna część sukcesu. Na jedną nogę potrzebuję około 7 pompek produktu. Dzięki rękawicy mogę uzyskać taki efekt, na jakim mi zależy. Wierzcie mi, jeśli do tej pory używałyście do aplikacji samoopalacza tylko rąk, to pora to zmienić. I właśnie ta rękawica zrewolucjonizuje ten aspekt życia. Jest po prostu najlepsza. I można zapomnieć o tym, że po wszystkim trzeba starannie zmyć resztki produktu z dłoni, czy - nie daj Boże! - zza paznokci.


Jak nakładam samoopalacz?


Szybko wpracowuję produkt w ciało, za pomocą kolistych ruchów rozsmarowuję piankę i mogę być pewna, że nie będzie żadnych zacieków, brzydkich plam, czy czegoś podobnego. Nie, pianka rozprowadza się idealnie. Co ważne, wysycha! Więc nie ma się czego bać. Wystarczy zarzucić na siebie jakieś lekkie spodenki i robić przez około 3-4 godziny to, na co mamy ochotę. Nie brudzi otoczenia, nie musicie się bać, że najbliższe 4 godziny spędzicie na stojąco ;) 

Po wszystkim wskakujecie pod prysznic i zmywacie produkt z ciała. Szybko się to robi, nie ma większych problemów. Taka opalenizna utrzyma się od 4 do 7 dni. Jeśli jednak chcecie by efekt utrzymał się dłużej, bo nawet do trzech tygodni, to wystarczy powtórzyć zabieg raz lub dwa razy w ciągu doby. Opalenizna naprawdę pięknie się trzyma i schodzi równomiernie. Używam tego produktu już dość długo i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jest wydajny. 

Na plus też działa piękny i w 80% organiczny skład tego kosmetyku. Zapomnijcie też o jakichkolwiek obawach o nieprzyjemny zapach. Ten samoopalacz obala wszelkie stereotypy na temat tego typu produktów. Zero brzydkiego zapachu, ani w trakcie aplikacji, ani po. Nie czuć go na skórze. 


Za ile?


Pianka kosztuje 169zł za 150ml. Rękawica 29zł. Drogo, ale warto. Naprawdę warto wydać na to wszystko każdą złotówkę. To inwestycja w przepiękną, naturalnie wyglądającą opaleniznę. W komfort jej noszenia oraz przyjemną aplikację. Dla mnie nie do zastąpienia. I wiem, że w moich kosmetycznych zbiorach pojawi się na stałe. Nie wyobrażam sobie już lata bez tych produktów.


Brąz! 

Tak, teraz mogę pochwalić się przepiękną opalenizną. To najbardziej naturalny efekt, o jakim można marzyć! Kolor opalenizny jest idealnym odcieniem, lekko słoneczny, czekoladowo-brązowy, marzenie każdej kobiety. Wybrałam sobie kolor medium, który uważam za najlepszy dla większości z nas. Jest nie za mocny, ale daje satysfakcjonujący efekt. 

W Polsce produkty Vita Liberata dostaniecie w perfumerii Sephora, która ma na nie wyłączność. Klik!

No i co powiecie? Czujecie się zainteresowane? Zmieniłyście swoje zdanie na temat samoopalaczy? Ja się w końcu przekonałam! W każdym razie, czekam tylko, żeby do Polski wkroczyło jeszcze płynne światło tej samej marki i będę szczęśliwym człowiekiem ;) 
DO GÓRY