Showing posts with label Huda Beauty. Show all posts

MAKEUP MENU: Pierwsze half cut crease

Friday, October 13, 2017 -


Zaczęłam ostatnio eksperymentować przy makijażu. Co prawda, jest to tak naprawdę intensywne eksperymentowanie przy makijażu oka i gwoli ścisłości, jest to mejkap na bloga i social media, ale się liczy. Na co dzień nadal maluję się w moim zestawie obowiązkowym, czyli podkład+puder+brwi+rzęsy+rozświetlacz i coś na usta. Lubię siebie w takim lekkim, naturalnym wydaniu i z tego co widzę po wiadomościach od Was, Wam również się taka wersja mnie podoba. Fajnie! Bardzo mnie to cieszy, ale to nie zmienia faktu, że chcę się rozwijać. 

Nigdy nie nazywałam siebie żadną specjalistką od makijażu, ale bawić się nim lubię. I chciałabym wskoczyć na wyższy level umiejętności. A niby jak inaczej mogę to zrobić, jak nie poprzez metodę prób i błędów? No właśnie! 

Zaczęłam próbować stworzyć cut crease. Nie mam do tego idealnej powieki, więc łatwo nie jest. Nie mam też jeszcze umiejętności, żeby wyglądało to tak, jakie mam wyobrażenie w mojej głowie. Na razie jest po prostu ok i mam nadzieję, że z czasem dojdę do perfekcji. 


Makijaż, który wykonałam do dzisiejszego MAKEUP MENU, to tak naprawdę wykorzystanie w dużej ilości paletki Huda Beauty w wersji Rose Gold Edition. Te wszystkie fioleciki mocno do mnie ostatnio przemawiają, więc nie mogę się od nich odkleić. I choć nie uważam, że jest to paletka bez wad (jej recenzja jeszcze ukaże się na blogu), to jednak niektóre z kolorów są hipnotyzujące. Jako cień rozświetlający, użyłam koloru Rose Gold dostępnego w asortymencie marki Glam Shadows. To piękny cień, prawie że foliowy. 

Na zdjęciach widzę wiele niedociągnięć. Wciąż mam problem z równym pomalowaniem oczu. Gdy robię makijaż wydaje mi się, że oczy tworzą lustrzane odbicie. Podczas robienia zdjęć jednak wychodzi na jaw prawda, jaką jest fakt, że jeszcze długa droga przede mną. Muszę też przyzwyczaić moje oczy do większego gmerania przy nich, ponieważ mam problem podczas mocniejszych makijaży ze łzawieniem. A jak się domyślacie, to może zepsuć wszystko - zwłaszcza eyeliner (nawet Kat von D) w wewnętrznym kąciku. Powolutku też uczę się przyklejać rzęsy - to moja największa bolączka, bo nie ukrywam, że nie jest to dla mnie prosta sprawa. Jednak, jakoś się to ostatnio udaje. Podobno trening czyni mistrza, prawda? ;) W tym makijażu użyłam modelu Monica dostępnego w Visage Shopie. 

Dajcie mi koniecznie znać, co sądzicie o mojej makijażowej zabawie! Czy Wam się podoba, czy też niekoniecznie. No i czekam na Wasze sugestie, co powinnam poprawić, bo - nie ukrywam - słowa krytyki też się przydadzą. W końcu chcę się czegoś nauczyć! ;) 

Czy warto wydać pieniądze na pomadkę HUDA BEAUTY w kolorze MUSE?

Monday, August 14, 2017 -


Dzisiaj kolejna pomadka, w mojej serii już recenzji dotyczących produktów do ust. Czy ktoś się jeszcze ma zamiar ze mną kłócić, że jestem chora na punkcie szminek i innych pomadek? No chyba nie! :)

Marka Huda Beauty szturmem podbiła serca internautek, a jej pojawienie się w polskiej Sephorze sprawiło, że serca miłośniczek makijażu zabiły jeszcze szybciej, niż zazwyczaj. Kupiłam ostatnio paletkę tej marki i leży tak sobie, i czeka na mnie w domu, aż jej zrobię zdjęcia. Jeszcze jej nie macałam i jakoś tak, strasznie mi szkoda :) 


Dzisiaj jednak przybliżę Wam, jak prezentuje się jedna z matowych, płynnych pomadek w odcieniu Muse. Jej cena, to 119zł. Dostępna jest niestety jedynie przy sprzedaży internetowej. Nie słyszałam jeszcze, żeby Huda miała pojawić się u nas stacjonarnie, ale kto wie - być może :)

Jednakże, pomadka sama w sobie to dość wyszukany odcień mocnego nude, który jak to zwykle bywa w takim przypadku - u mnie wyciąga fioletowe tony na wierzch. W związku z tym, mam wrażenie, że z tego ciemnego, aczkolwiek nadal cielistego beżo-brązu, uwidacznia się też całkiem spora nuta fiołku. Kolor ten ożywia moją cerę i dodaje jej blasku. Nie ukrywam też, że dodaje seksapilu i pewności siebie.


Aplikator, to gąbeczka, która doskonale pomaga wyrysowywać usta. I teraz formuła - to jest rzecz niesłychanie dziwna. Przy nakładaniu tego produktu na usta, miałam niewątpliwe wrażenie, że maluję usta wodą. Tak, wodą! Jest to produkt tak lekki, że aż dziw bierze, że to szminka.
Jednak po zastygnięciu, nie jestem niestety powalona konsystencją i tym, jakie zostawia po sobie wrażenie. Jest odrobinę lepka i skleja usta, przez co niestety jest wyczuwalna na ustach.

Co nie zmienia jednak faktu, że jest szalenie trwała. Co prawda, nieprzyjemnie jest nosić matową pomadkę długie, długie godziny, ale jednak - nie mam jej nic do zarzucenia. Daje się też poprawiać w ciągu dnia, bez konieczności zmywania poprzedniej warstwy. 


Konkluzja jest więc taka... nie ma szału. Nadal utrzymuję, że są na rynku tańsze i lepsze produkty do ust, ale coś w niej jest tak urzekającego, że uważam, że warta jest zakupu. Tak, jak pomadki Kat von D, to dla mnie niewypał, tak szminka Huda Beauty mnie do siebie przekonała. Nie jest ideałem, ale bardzo mi się spodobała. Ma superlekką konsystencję, której nie znajdzie nigdzie indziej. I choćby właśnie dlatego warto ją wypróbować. 

Kosmetyki Huda Beauty dostaniecie wyłącznie w perfumerii Sephora. 

A Wy? Używałyście już pomadek Huda Beauty?
DO GÓRY