Showing posts with label matowa pomadka. Show all posts

Czy warto wydać pieniądze na pomadkę HUDA BEAUTY w kolorze MUSE?

Monday, August 14, 2017 -


Dzisiaj kolejna pomadka, w mojej serii już recenzji dotyczących produktów do ust. Czy ktoś się jeszcze ma zamiar ze mną kłócić, że jestem chora na punkcie szminek i innych pomadek? No chyba nie! :)

Marka Huda Beauty szturmem podbiła serca internautek, a jej pojawienie się w polskiej Sephorze sprawiło, że serca miłośniczek makijażu zabiły jeszcze szybciej, niż zazwyczaj. Kupiłam ostatnio paletkę tej marki i leży tak sobie, i czeka na mnie w domu, aż jej zrobię zdjęcia. Jeszcze jej nie macałam i jakoś tak, strasznie mi szkoda :) 


Dzisiaj jednak przybliżę Wam, jak prezentuje się jedna z matowych, płynnych pomadek w odcieniu Muse. Jej cena, to 119zł. Dostępna jest niestety jedynie przy sprzedaży internetowej. Nie słyszałam jeszcze, żeby Huda miała pojawić się u nas stacjonarnie, ale kto wie - być może :)

Jednakże, pomadka sama w sobie to dość wyszukany odcień mocnego nude, który jak to zwykle bywa w takim przypadku - u mnie wyciąga fioletowe tony na wierzch. W związku z tym, mam wrażenie, że z tego ciemnego, aczkolwiek nadal cielistego beżo-brązu, uwidacznia się też całkiem spora nuta fiołku. Kolor ten ożywia moją cerę i dodaje jej blasku. Nie ukrywam też, że dodaje seksapilu i pewności siebie.


Aplikator, to gąbeczka, która doskonale pomaga wyrysowywać usta. I teraz formuła - to jest rzecz niesłychanie dziwna. Przy nakładaniu tego produktu na usta, miałam niewątpliwe wrażenie, że maluję usta wodą. Tak, wodą! Jest to produkt tak lekki, że aż dziw bierze, że to szminka.
Jednak po zastygnięciu, nie jestem niestety powalona konsystencją i tym, jakie zostawia po sobie wrażenie. Jest odrobinę lepka i skleja usta, przez co niestety jest wyczuwalna na ustach.

Co nie zmienia jednak faktu, że jest szalenie trwała. Co prawda, nieprzyjemnie jest nosić matową pomadkę długie, długie godziny, ale jednak - nie mam jej nic do zarzucenia. Daje się też poprawiać w ciągu dnia, bez konieczności zmywania poprzedniej warstwy. 


Konkluzja jest więc taka... nie ma szału. Nadal utrzymuję, że są na rynku tańsze i lepsze produkty do ust, ale coś w niej jest tak urzekającego, że uważam, że warta jest zakupu. Tak, jak pomadki Kat von D, to dla mnie niewypał, tak szminka Huda Beauty mnie do siebie przekonała. Nie jest ideałem, ale bardzo mi się spodobała. Ma superlekką konsystencję, której nie znajdzie nigdzie indziej. I choćby właśnie dlatego warto ją wypróbować. 

Kosmetyki Huda Beauty dostaniecie wyłącznie w perfumerii Sephora. 

A Wy? Używałyście już pomadek Huda Beauty?

Anastasia Beverly Hills || Veronica, Pure Hollywood oraz Dusty Rose

Sunday, September 25, 2016 -


Dzisiaj o trzech pomadkach Anastasia Beverly Hills. Chyba trzech najbardziej znanych i trzech, które są najczęściej kupowane. Mowa oczywiście o Dusty Rose, Pure Hollywood oraz Veronice. 

Każda pomadka ABH kosztuje około 130zł. Oczywiście, marka nadal nie jest dostępna w Polsce (może już niedługo) i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby coś sobie kupić. Zwłaszcza pomadki w tych odcieniach są najtrudniejszejsze do zdobycia. Co nie oznacza, że jest to niemożliwe! 

Jest to jedna z przyjemniejszych formuł pomadek, jakie miałam okazję nosić. Są supertrwałe, mocno napigmentowane oraz fenomenalnie lekkie. Tak, można ich formułę porównać do wody. Kompletnie nie czuć ich na ustach. Aplikator jest precyzyjny i pozwala na wyrysowanie ust na tyle, na ile chcemy sobie pozwolić. Jedyny zarzut, to niestety opakowanie, z którego prędzej, czy później znika z niego złote tłoczenie. Troszkę szkoda. 


Pure Hollywood, to kolor, który można opisać, jako nude z dawnych lat. Właśnie kojarzący się z Hollywood. Trochę różu, trochę beżu, trochę brązu. Kompletnie nieoczywista barwa. Jest bardzo elegancki, stonowany, dodaje klasy. 


Dusty Rose, to jeden z trudniejszych do uchwycenia kolorów. Jest to typowy brudny róż, który świetnie będzie wyglądał u większości dziewczyn. Taki z niego uniwersalny typ. To idealny kolor do powiększa optycznego ust. Mnie przypomina odrobinę Posie K, o której mogłyście przeczytać tutaj!


Veronica natomiast jest chyba najodważniejsza z całej gromadki, którą Wam dziś pokazuję. Jest to chłodny brąz, który jak widzicie ma w sobie odrobinę różu, może nawet fioletu. Z mojej cery wyciąga niebieskie tony i ją rozjaśnia. 

Podsumowując, pomadki ABH, to pozycja obowiązkowa u każdej maniaczki szminek. U KAŻDEJ ;) 

Dzisiaj już ostatni dzień naszego wyzwania #loveyourlipsweek
Wpadajcie do dziewczyn!


Bardzo dziękuję każdej z dziewczyn, która entuzjastycznie zareagowała na pomysł mój i Agnieszki, i zgodziła się dołączyć do naszego grona. Tydzień codziennych publikacji był i łatwy, i trudny. Trudny pod względem logistycznym, ale łatwy pod względem pisania. Powiem Wam, że na nowo znalazłam przyjemność w blogowaniu. To na pewno nie będzie ostatnia taka akcja, którą organizujemy z aGwer! Atmosfera w urodowej blogosferze stała się zbyt gęsta i nieprzyjemna. A my chciałybyśmy, żeby ta, jaka panowała wśród blogerek, gdy my zaczynałyśmy - wróciła :) 

Dziewczyny, raz jeszcze Wam dziękuję za udział! <3
A Wam za obecność podczas tego tygodnia pod znakiem ust.
Na koniec dajcie mi znać w komentarzach, jak się Wam podobało! Czy poznałyście jakieś nowe blogi? No i, przede wszystkim, co sądzicie o dzisiejszych kolorach szminek! 

Sephora, Wonderful Cushion

Saturday, August 20, 2016 -


Pomadki, to mój konik. Dobrze o tym wiecie, że moja kolekcja wiecznie się powiększa i raczej nie wydaje się, że kiedykolwiek przestała to robić. 

Podczas jednych z zakupów w Sephorze, postanowiłam skorzystać z promocji na produkty własne perfumerii. W trzy za dwa capnęłam jeszcze kilka rzeczy, ale dzisiaj opowiem tylko o jednej. Całe niedawne zakupy możecie zobaczyć TUTAJ. 

Lubię intensywne kolory na ustach i to po nie najcześciej sięgam. Odcienie nude oczywiście mają miejsce w moim sercu, jednak jeśli mam być szczera, to zdecydowanie częściej zobaczycie mnie z konkretnymi ustami, zwracających na siebie uwagę. 


Podobno psychologiczny trik dotyczący ust polega na tym, że jeśli pomalujemy je intensywnie, rozmówcy będą nas słuchać. 

Nowa seria pomadek Sephory, która nosi nazwę Wonderful Cushion, to produkty inspirowane wschodnim trendem w kosmetyce. Wszelkie poduszeczki i gąbeczki są teraz bardzo na czasie, a producenci prześcigają się w tworzeniu nowych, zaskakujących produktów. Kolor, na który się zdecydowałam, to numer 04 Wonderful Fuschia. 

Śmieszny aplikator, to sprężysta gąbeczka, która pozwala na uzyskanie efektu rozmytych ust. Jeśli znajomy Wam jest blur na zdjęciach, to możecie go teraz uzyskać na żywo. Intensywny kolor fuksji, która ożywia makijaż, dodaje także świeżości całemu lookowi. Tubka jest bardzo łatwa w obsłudze i nie sprawia problemów przy wyciskaniu odpowiedniej dozy produktu. W środku znajduje się 9ml produktu, za który w regularnej cenie trzeba zapłacić 39zł. 



Podoba mi się taki efekt, będzie idealny na imprezy lub większe wyjścia, jeśli nie chcemy bawić się w idealne wyrysowywanie ust, a mimo to nie chcemy rezygnować z pięknego i intensywnego koloru warg. 

Zakochałam się w niej na tyle, że już wiem, że na jednej się nie skończy. Zjada się równomiernie, nie transferuje się z ust i ma przyzwoitą trwałość. Rozmycie przy matowym kolorze daje naprawdę przyjemny efekt. 

Macie już swoją Wonderful Cushion?

theBalm, Meet Matt(e) Hughes w kolorze Charming

Saturday, August 13, 2016 -



Kolejna pomadka w moich zbiorach i kolejny mat. Upodobałam sobie właśnie takie pomadki i nie ma zmiłuj, nikt mi nie powie, że jest coś lepszego. Tym razem, za namowami Agnieszki zdecydowałam się na produkt marki theBalm. 



Nie ukrywam, że dopiero rozpoczynam zabawę z tą marką i nie czuję się ekspertem. Jednak, jak na posiadanie dwóch palet z theBalm, jestem zadowolona 2/2. O In the Balm of your hand możecie poczytać TUTAJ. Na blogu znajdziecie też recenzję paletki Meet Matt(e) Trimony (KLIK).


Pomadki theBalm dostaniecie stacjonarnie w perfumerii Douglas. W opakowaniu mieści się 7,4 ml produktu, za który trzeba zapłacić 64.90zł. Dodatek miętowego aromatu sprawia, że dają naprawdę przyjemny efekt na ustach, zwłaszcza latem, gdy odrobina świeżości jest w cenie. Nie mylcie jednak tego aromatu z mentolem, którego nienawidzę i naprawdę, ciarki mnie przechodzą, jak sobie pomyślę, że dziewczyny używają Carmexu zimą. Przecież to nienormalne! 





W każdym razie, pomadka zaopatrzona jest w standardowy aplikator, który pozwala na ładne wyrysowanie warg, nawet jeśli nie zaaplikowałyście wcześniej konturówki.  Kolor Charming, który Wam dzisiaj prezentuję, to neutralny kolor, który jest mieszaniną brązu, beżu, różu i odrobiny fioletu. Spisze się idealnie przy każdym typie urody.

Pomadki są trwałe, ale nie jest to mistrzostwo świata. Jednak, bardzo mi się ten odcień podoba i uważam, że jest mi w nim do twarzy. Kolor Charming jest chyba jednym z najchętniej wybieranych podczas zakupów. Nie bez powodu - w końcu jest śliczny!

O tej i kilku innych nowych pomadkach możecie przeczytać w nowościach kosmetycznych!
Przepiękna, słoneczna kolekcja Artdeco i cudowna czerwona pomadka!
Rozczarowanie z "matową" pomadką Maybelline!

Znacie pomadki theBalm? Jak podoba się Wam ten kolor na moich ustach?



DO GÓRY