Showing posts with label jak blogować. Show all posts

5 POWODÓW, DLACZEGO NIE WARTO JEŹDZIĆ NA KONFERENCJE DLA BLOGERÓW

Monday, May 29, 2017 -


Właśnie wróciłam do domu z Blog Conference Poznań. Nawet niespecjalnie chciałam jechać na to wydarzenie, ale ostatecznie namówiła mnie Agnieszka. Dawno razem nigdzie nie wyjeżdżałyśmy i tak sobie pomyślałam, że "EJ, W SUMIE TO SPOKO". Przejrzałyśmy prelegentów, plan, dowiedziałyśmy się, że nie zabulimy za hotel milionów monet, jeśli kupimy go wcześniej niż zazwyczaj, no i pomyślałyśmy, że pewnie będzie spoko. I się czegoś nauczymy. 

Jednak, niektóre rzeczy nie zatrybiły. Wiecie do czego porównałabym BCP? (I generalnie większość konferencji dla blogerów, które mam na swoim koncie) Do maratonu w multipleksie. Myślisz sobie: "Ooo, ten maraton horrorów, to będzie dobry", a potem okazuje się, że pierwszy film to taki ujdzie-ujdzie. Następny przespałaś, na trzecim chciałaś wyjść z kina, ale przekonało Cię tylko to, że premiera jest na samym końcu i w sumie już, i tak zmarnowałaś mnóstwo czasu, więc zostajesz. Oczywiście ten ostatni film okazuje się najlepszy i zaciera ślad psychicznej gangreny, która wdarła Ci się do głowy. Niesmak gdzieś mija.

Mam kilka przemyśleń na temat tego, czego możecie się spodziewać po takich wydarzeniach. Oto one:

W kółko to samo ("do usranej śmierci") 

Nawet sobie nie zdajecie sprawy, jak prelegenci (znani blogerzy) potrafią powtarzać w nieskończoność te same pieprzone banały. Bądźcie regularne! To powtarzane jest niczym mantra. No... WIEMY. Wiemy, mówił to już Kominek i żadna z tego nowość. Tego samego dowiecie się na przykład z mojego posta Najlepsze rady dla blogera. Mam wrażenie, że są ciekawsze, a to nie ja siedziałam po drugiej stronie sali.

I żeby oni chociaż używali innych słów... Nie! Możecie się spodziewać tych samych prezentacji. W kółko. Jak już byliście na jednej konferencji i trafiliście na wykład pana X, to liczcie się z tym, że przeżyjecie w końcu to Deżawu rodem z piosenki Beyonce. Nie wydaje się Wam, że już to kiedyś słyszeliście? Nie, bo po prostu - słyszycie to kolejny raz. 

Nie wiem, czy to efekt lenistwa, czy może twórcy nie zdają sobie sprawy z tego, że ich publiczność często się pojawia na tego typu akcjach. Osobiście nie szanuję pod tym względem Łukasza Jakóbiaka. Wizualizacja była dla mnie definicją trudnego, angielskiego słowa "cringe", ale gdy 4 lata temu pierwszy raz wybrałam się na jego wykład, byłam zachwycona. Dwa lata później byłam na kolejnym i liczyłam na coś ekstra. Dostałam powtórkę. Nie to, żebym nie lubiła powtórek. Kevin sam w domu jest super, mogę oglądać w nieskończoność Harrego Pottera i urozmaicać to bajkami Pixara, no ale - historia życia Łukasza jest zabawna tylko raz. Zaoszczędzę Wam zmarnowanego na niego czasu na takich konferencjach - obejrzyjcie sobie jego wystąpienie na YouTubie, kanał TEDx. To samo usłyszelibyście na konfie.

I ten problem niestety dotyczy wielu "znanych". Pewnie nie chce im się przygotowywać do każdego wystąpienia indywidualnie. I ja to rozumiem. Dodatkowa praca, zmarnowany w Internetach czas, analizowanie rzeczywistości - a nie zawsze mogą oni liczyć na kasę za kilkanaście minut spędzonych przy mikrofonie. Ok, ale... Dla mnie mija się to z celem. Nie dowiaduję się niczego nowego - i ok, często mogą się na takich spotkaniach pojawiać nowe osoby, które wcześniej nie słyszały tych banałów. Ale większość z nas, którzy szukają inspiracji i kopniaka do działania, nie bloguje od wczoraj i takich wydarzeń ma już kilka na koncie. Zwyczajnie mnie to do tych ludzi zraża. I nie tylko mnie. 

Jesteście ch***wi

Jeden bloger na tegorocznym BCP strzelił sobie w stopę (czy w kolano?). Temat, który poruszał był ważny i myślę, że gdyby zaczął go inaczej, spotkałby się z lepszym odzewem. Jednak, już na wstępie jego ton brzmiał mniej więcej, jak słowa nagłówka. Ogólnie wiecie co? Powinniśmy się cieszyć, że agencja się do nas odezwała! I jak najszybciej jej odpisać, dosłownie w kilka minut. Najlepiej, żeby od razu były to wszystkie statystyki, wszystkie dane, jakie posiadamy i wstępny plan projektu. Macie swoje życie? CO Z TEGO! AGENCJA SIĘ ODEZWAŁA! Rzucamy wszystko w kąt i ODPISUJEMY!
Ok, rozumiem że w takich sprawach należy działać sprawnie, szybko, ale nie popadajmy w jakieś szaleństwo. Wszędzie uczy się nas, żeby:
>zawsze odpisywać jak najszybciej, bo przecież nikt nie będzie na nas czekać osiem lat
>być miłym i najlepiej w ogóle nie próbować nic sugerować - agencja wie lepiej, jaki jest mój czytelnik
>szanować agencję i zawsze odpisywać, nawet jak nie jesteśmy zainteresowani.

Wiecie co? Wkurza mnie to. Wkurza i frustruje. bo gdy ja robię wszystko, żeby współpracowało się ze mną super, często druga strona nie wysila się nawet na to, że  gdy miesiąc wcześniej ktoś zawracał mi cztery litery tym, abym poświęciła czas na wycenę i inne pierdoły, nikt nie odezwie się i nie powie głupiego: "Pani Alu, no niestety, skończyły się nam hajsy i w sumie, to się nam Pani nie podoba, więc nie będzie żadnej współpracy". I wiecie co? Tak, byłoby mi przykro, ale:
> nie czułabym się olana
> nie czekałabym w nieskończoność zastanawiając się, czy to coś ze mną nie tak, czy to klient zmienił zdanie i nic nie będzie
> czułabym, że osoba po drugiej stronie mnie szanuje, tak jak JA SZANUJĘ JĄ POŚWIĘCAJĄC JEJ WCZEŚNIEJ MÓJ CZAS.

Nas uczą jak rozmawiać z agencjami, jakby co najmniej był to upust boży, ale nie oszukujmy się. Nie my, to inni. I nie oni, to inni. Umowa obowiązuje obie strony. Nie bez powodu temat ten oburzył pół sali i blogerzy wspólnie twierdzą, że olewka pojawia się zbyt często. Zwłaszcza w kwestii płatności. 

Jeden rabin powie tak, a drugi nie...

Wszyscy sobie zaprzeczają. Naprawdę! Na jednej prelekcji dowiedziałyśmy się, że wcale nie jest istotne dla marek i dla agencji to, czy rozliczacie się na podstawie faktury, czy umowy o dzieło. Na innym warsztacie okazało się, że jeśli agencja ma do wyboru jedno lub drugie, to wybierze fakturę. 
Jedni mówią, że statystyki kompletnie się nie liczą, że liczba unikalnych użytkowników, to mit i wcale niczego nie daje. Drudzy twierdzą, że tylko rozpoznawalni ludzie są w stanie coś osiągnąć, więc w pierwszy mailu piszcie koniecznie swoje wszystkie zasięgi, żeby marki wiedziały, kogo mają przed sobą. I tak w koło. Wiadomo, można ufać bardziej komuś, kto na co dzień pracuje w agencji i zmaga się z tym w swoim fachu, ale jednak... nie lubię słuchać dyrdymałów, że mityczne UU nie jest ważne, podczas gdy okazuje się, że to bujda na resorach - każda agencja wymaga ode mnie screena, czego się da. No, ale wiecie - to wcale nie jest ważne... 

3 x NIE - ale my tak robimy

To jedna z zabawniejszych rzeczy, jakie mogłam usłyszeć. Nie róbcie treści durnych, klikalnych. Nie chciejcie, żeby lajki sypały się, jak szalone. To bez sensu. Wróżka-lajkuszka (Janina-daily wymyśliła genialną nazwę! <3), to coś co nie powinno Was interesować.

TYLKO SZTUKA.
TYLKO WARTOŚCIOWE TREŚCI.
TYLKO WAŻNE TEMATY.

Wiecie co? I mówiły to osoby, które na swoich blogach, czy fanpage'ach stosują co najmniej jedną z taktyk:
clickbaity - czyli tytuły celowo wprowadzające czytelnika w błąd,
memy - czyli mój ulubiony gatunek sztuki współczesnej,
dialogi - niby z prawdziwego życia, ale jednak stał za tym bajkopisarz,
emocje - często chamskie, kontrowersyjne treści, które są na czasie.

Rośnie nam konkurencja 

Wyobraźcie sobie, że osiągnęliście sukces. Powiecie komuś za darmo, w jaki sposób? Chcielibyście mieć większa konkurencję? Może ktoś będzie robił coś lepiej od Was? A może po prostu za konkretną i merytoryczną wiedzę, trzeba zapłacić?

No cóż. Dla mnie wartościowe okazały się tylko 4 z prelekcji. No, może pięć.
Janina daily, czyli osoba, która rozbawiła mnie do łez, a przy okazji powiedziała coś mądrego. prawiekonkrety od StyleDigger, do której rad na temat wypuszczania swojego produktu mam zamiar się zastosować. Charyzmatyczny Bartek Popiel, który mówił najmądrzej. JasonHunt, który dał mi do zrozumienia, że to, że komuś sprawdza się jakiś sposób na "sławnego bloga" wcale nie znaczy, że to samo zadziała u mnie oraz Tucholski, który niesamowicie mnie zaskoczył. W kilka minut poczułam się bardziej nakręcona, niż przez całe dwa dni zajęć. I wiecie co? Podobno czasami warto zrobić kilka kroków do tyłu, wrócić do tego co działało i zrobić to jeszcze lepsze. Po prostu trzeba działać, a nie trzymać kciuki.

Wracam jednak bogatsza o kopa w tyłek. Dotarło do mnie, że nie ma na co czekać. Ludzie ze statystykami podobnymi do moich zaczynali wtedy konkretne działania. Zatem jeszcze w tym roku ruszam z newsletterem, bezpłatnymi wskazówkami, które będą wstępem do czegoś większego - mojego kursu online. To znaczy, taki mam plan. I będę działać. Najwyżej nie wyjdzie. A jak nie wyjdzie, to spróbuje zrobić to inaczej, naprawić i jeszcze raz, i jeszcze raz. Bo po prostu, zamiast się zastanawiać, jak by to było i co muszę zrobić - trzeba zacząć to robić.


No i bardzo się cieszę, że mogłam w końcu poznać moje dziewczyny z naszych autorskich akcji wspólnych wpisów blogerskich, organizowanych z aGwer, które tak chętnie czytacie. Minimalniee, A piece of Ally, SIMPLISTIC oraz Paulinablog są super! No i Hola Paola też! Nie czuję, żebym zmarnowała weekend, bo oprócz cudownie spędzonego czasu towarzysko - otworzyły mi się oczy na parę spraw. I to tyle.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! I chciałabym się dowiedzieć, czy macie podobne wrażenia po konferencjach dla blogerów. Czekam na Wasze opinie w komentarzach!

Najlepsze rady dla blogera, który dopiero zaczyna || O tym, jak cofnąć się w czasie i zapobiec katastrofie #blogujemyrazem

Wednesday, May 10, 2017 -



Hej! To znowu ja! :) Tym razem zapraszam Was na wpis, który powstaje w ramach kolaboracji z dziewczynami, które z przyjemnością biorą udział w naszych wspólnych działaniach, wymyślonych razem z aGwer. Jesteśmy szczęśliwe, że stało się to już czymś regularnym, a dziewczyny i ich blogi, to miejsca-perełki, więc zajrzycie koniecznie do nich. Linki znajdziecie na końcu wpisu. A teraz opowiem Wam trochę na temat tego, co bym sobie powiedziała, gdybym mogła się cofnąć w czasie i poinstruować siebie samą w tym, jak blogować, żeby było dobrze od samego początku. 

Bądź regularna

Nuda, nie? I choć na początku prowadzenia bloga pisałam często, to brak w tym było regularności. Raz pisałam w poniedziałek i środę, raz we wtorek i piątek. Teraz, w momencie, gdy na nowo wypracowuję sobie metody pracy nad blogiem wiem, że zarówno dla mnie (biorąc pod uwagę czynnik planowania), jak i dla czytelnika, jest ważne, aby treści na blogu pojawiały się w określonym czasie. W moim przypadku jest to poniedziałek-środa-piątek plus czasami, gdy mam na to ochotę, dodatkowy post w niedzielę. 
Regularność, to klucz do sukcesu. Nie ukrywam, że do teraz jest to dla mnie coś trudnego. Nauczyłam się jednak, że gdy odpowiednio zaplanuję moją pracę, usiądę do plannera i kalendarza, zrobię research w sieci i włączę metodę Pomodoro - jestem w stanie naprawdę wiele zaplanować na zapas. Nie ukrywam, że nie siedzę każdego dnia przy komputerze po to, żeby napisać coś na bloga. Jednak, odrobina chęci, wolnego czasu i samozaparcia, a na pewno i Wy będziecie w stanie sprawić, że na Waszych stronach posty pojawiać się będą, jak w zegarku :) 

Naprawdę uważasz, że zdjęcia robione telefonem są lepsze od tych robionych aparatem?


O mamo... To jest najgorsze... Wiecie co? Przejrzyjcie sobie moje stare wpisy. Postaram się Wam za chwilę kilka podlinkować, ale obiecajcie mi - nie będziecie się śmiać :D 
Ja sama parskam śmiechem, jak widzę niektóre z moich wcześniejszych zdjęć. Nie czuję się w tej kwestii ekspertem, ale uważam że powoli, bo powoli wypracowuję sobie moje metody na pstrykanie fotek. Kiedyś byłam niezwykle uparta i nawet, jak coś wyglądało źle, to ja twierdziłam odwrotnie. 

Poowiedziałabym sobie, że warto wywalić na śmietnik lampę pierścieniową. Działam tylko przy świetle dziennym, z blendą i RAWami w roli głównej. 
Na początku blogowania, miałam w domu coś na kształt pół-profesjonalnego aparatu, i cyfrówkę. I wiecie czym robiłam zdjęcia? Samsungiem S3. YHY. Wydawało mi się wtedy, że to jest taka zajebista jakość! O mamo, jakie świetne kadry! Te zbliżenia... Te zdjęcia makijaży od dołu! Te supersmaczne fotki swatchy, gdzie moja ręka wyglądała, jakby mi ktoś ją odrąbał. I te produktowe fotki na gazetach albo parapecie... DLACZEGO?! Dlaczego nikt mi nie powiedział: "Ala, weź ogarnij, jak to źle wygląda!"...
Gdzie ja miałam głowę? Trzeba było od razu, zamiast wydawać na pierdoły, odłożyć na porządnego Canona i tyle! 

Same popatrzcie!
> Królowa swatchy <3  (makijaż też w dechę...) 

Nie kupuj, jak szalona


Ogranicz się z tym wydawaniem pieniędzy na prawo i lewo, i kupuj tylko to, czego naprawdę potrzebujesz. Kiedyś byłam cholernie pieprznięta, powiem Wam... Naprawdę, nie znałam umiaru. Ciągle sobie coś kupowałam. POTRZEBOWAŁAM w życiu nowych kosmetyków, przecież jest ich całe mnóstwo. Teraz już wiem, że przeginałam pałę. Osiem korektorów kupionych podczas promocji w Rossmannie, to... no, nawet teraz nie mam na to wytłumaczenia! Mówiłam wtedy sobie, że "to na bloga". Post oczywiście, jak się możecie domyślić, nigdy nie powstał. Taka była moja wymówka dla świata i dla siebie. "Na bloga, na bloga" - powtarzałam to, jak mantrę. A teraz? Teraz wiem, że nie potrzebuję miliona kosmetyków, a do szczęścia przydają się tak naprawdę tylko te sprawdzone. Fakt, gdybym przez ten etap nigdy nie przeszła, to pewnie bym się o tym nie dowiedziała, ale - jeśli mogłabym się cofnąć w czasie, to na pewno potrząsnęłabym sobą i powiedziała, że przesadzam. 
I żebym zmieniła też ten paskudny czarny kolor włosów, bo wcale mi nie pasuje :D 



Przestań się wkurzać

Dawniej bardzo przejmowałam się tym, co mówili o mnie inni. Chciałam, żeby każdy mnie lubił, nie tylko w życiu, ale i w sieci. Założenie bloga dało mi do zrozumienia, że w tym miejscu są tacy sami ludzie, jak w rzeczywistości. Część będzie ci przyklaskiwać i pomagać, wspierając dobrym słowem, a część będzie wbijać szpile w każdej możliwej okazji. I mimo tego, że jakaś część cieszy się z porażek, warto jest znaleźć ludzi, który pomogą Ci się rozwijać i będą dla Ciebie wsparciem.
Dla mnie kimś takim jest Aga, z którą chyba widać, że jesteśmy papużkami-nierozłączkami. To osoba, która czasami powie mi coś niemiłego, ale w dobrej wierze. I ja robię to samo. Informujemy się nawzajem, że "Ej, to źle, tamto źle, popraw". I obie wiemy, że nie ma się co na siebie obrażać, bo to nie tylko nasza pasja, ale i praca. Dlatego staramy się podchodzić do tego profesjonalnie. 
Pamiętam, jak jakiś czas temu mocno się irytowałam, że laski, które kupują lajki, czy obserwacje, mają takie a takie współprace. Albo mają fatalne zdjęcia i jeszcze gorsze blogi, a marki i tak się z nimi kontaktują. Że jest im łatwiej, że podkładają mi kłody pod nogi. W KOŃCU jednak dotarło do mnie, że to sobie psuję krew. Nie im. I uznałam, że zdecydowanie lepiej będzie przestać koncentrować się na negatywnych emocjach, nie szukać problemu w innych i po prostu przekuć to w zaangażowanie w swoją stronę. I dziś, moja rośnie, a ich stoją w miejscu. To chyba najlepszy argument. Uczciwością i pracą ludzie się bogacą! ;) 

Wciąż się rozwijaj

Nie tylko Twoja strona powinna się rozwijać, ale też Ty. Wiadomo, podstawą jest już w dzisiejszych czasach, że każda z nas ma swoją domenę, czasami hosting, a do tego jeszcze profesjonalny szablon. Inwestujemy w profesjonalny sprzęt fotograficzny, w dodatki do zdjęć, ale często zapominamy też o sobie. Nie bójcie się spędzać czasu na czytaniu poradników dla blogerów, czy ludzi tworzących w sieci. Znajomość SEO, to teraz sprawa, dzięki której nikt nie nabije Was w butelkę. Przykładajcie się też w kwestiach social mediów. Regularnie publikujcie na swoich kanałach i... niestety, ale inwestujcie w reklamę. Choćby nie wiem, jak chciało się od tego uciec - nie da się. Współczesny Facebook jest mocno pro w stosunku do pieniędzy i przeciwko poszerzaniu zasięgów bez powodu. Dlatego, warto w to inwestować, zwłaszcza jeśli tworzycie wartościowe treści, które modą spodobać się sporej rzeszy czytelników. 

I to tyle! Nic więcej bym sobie chyba nie powiedziała. No i szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy jeśli miałabym realną możliwość cofnięcia się w czasie, to w ogóle bym to zrobiła. Jestem bogatsza w wiele doświadczeń, bo gdyby nie te błędy i porażki, to teraz nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem. Czyli w TOP 20 blogów urodowych w Polsce, z fotkami które coraz częściej mnie zadowalają i tą radością blogowania, którą odzyskałam i poznaję na nowo. 

Wpadajcie też do dziewczyn, bo stworzyły superposty o blogowaniu! 

Agnieszka: www.agwerblog.pl
Agnieszka: www.agnieszkabloguje.pl
Klaudyna: www.ekstrawagancko.com
Paulina: www.simplistic.pl
Małgosia: www.candykiller.pl
Justyna: www.hushaaabye.pl
Paulina: www.paulinablog.pl
Justyna: www.okiemjustyny.blogspot.com
Olga: www.apieceofally.pl
Kasia: www.minimalniee.pl
Milena i Ilona: www.blessthemess.pl

A Wy? Macie jakieś rady dla siebie sprzed lat? :)


DO GÓRY