Showing posts with label ala ma kota blog. Show all posts

NIE-DZIENNIK #1: O czarnych scenariuszach, przesadzie w zakupach i konkursie z Kat von D!

Sunday, August 13, 2017 -


Cześć dziewczyny!

Widzę, jak z powodzeniem takie serie odbieracie na innych blogach, więc postanowiłam, że rzucę sobie małe wyzwanie i raz na dwa-trzy tygodnie, będę starała się napisać Wam trochę co u mnie słychać. Jakiś czas temu podejmowałam próbę takich wpisów co tydzień, ale nie wyszło. Dlatego teraz, obiecuję sobie, że dwa razy w miesiącu, to maks jaki jestem w stanie z siebie wykrzesać.

I Was nie zanudzę (mam nadzieję), i u mnie zdąży się coś wydarzyć. Jakby nie patrzeć, życie mam ostatnio dość nudne i monotonne, dlatego mniejsza ilość czasu na dotychczasowe zabawy w Internet sprawia, że staram się podejść do blogowania z dużą dozą samodyscypliny. Wychodzi raz lepiej, raz gorzej, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej a seria NIE-DZIENNIK (ile ja się narozmyślałam nad nazwą!) przypadnie Wam do gustu.

O czarnych scenariuszach


Mam coś ze swoją głową nie tak. Całe życie boję się rzeczy, które okazuje się, że nie mają miejsca. Zawsze zakładam najgorsze, zawsze się nadmiernie przejmuję i zawsze, ale to absolutnie ZAWSZE, gdy ktoś mówi, że chce ze mną porozmawiać, to szukam w mojej głowie momentu, w którym mogłam coś spieprzyć.

W ostatni weekend stresowałam się "rozmową", którą miałam odbyć w poniedziałek. Obawiałam się najgorszego, że coś schrzaniłam, że coś zawaliłam, a ostatecznie okazało się, że była to błahostka, która w żaden sposób nie była negatywna. Jednak, zrąbało mi to weekend, bo oczywiście nie mogłam przestać się zastanawiać, co mnie czeka na początku tygodnia.

I tak oto dochodzę do konkluzji, że po prostu za dużo myślę, za dużo analizuję, za dużo się przejmuję. I nie umiem przestać, choć nie ukrywam, ułatwiłoby mi to życie. Chciałabym, najzwyczajniej w świecie, kiedyś wyluzować. 

O #wakacyjnymBEAUTY

Miniony tydzień spędziliście ze mną dość licznie na blogu. Jak wiecie, jesteśmy z aGwer pomysłodawczyniami wspólnych blogowych akcji, w których piszemy posty o wybranej tematyce, razem z kilkoma wspaniałymi blogerkami. Publikowanie regularne nie jest łatwe, a jak w grę wchodzi codzienne pisanie postów, to już w ogóle jest niemałe wyzwanie :) 

Dziękuję każdej z dziewczyn, które wzięły udział w akcji, bo bez Was nie byłoby całego tego przedsięwzięcia! Dziękuję też Wam, bo z przyjemnością czytało mi się Wasze komentarze i przyznam szczerze, że choć szukałam wolnej chwili, żeby Wam na nie odpisać, to sprawiło mi to niemałą satysfakcję :) 

Co mogłyście poczytać w ciągu tego tygodnia?

O przesadzie w zakupach

Już sądziłam, że mi minęło, ale niestety nie. Nadal mam problem z nadmiernym kupowaniem sobie rzeczy, które tak naprawdę nie do końca są mi potrzebne. Choć, wiele tłumaczę sobie prowadzeniem bloga. W końcu - muszę mieć, o czym Wam tutaj pisać, bo jednak, jakby nie patrzeć, blogowanie o urodzie wiąże się z pokazywaniem nowości i recenzowaniem ich. Dlatego... często traktuję to, jako wymówkę do zakupów. W ten sposób nabyłam drogą kupna (zawsze bawi mnie to wyrażenie), nową paletkę Huda Beauty. Już oczywiście ostrzę swoje pazurki na kolejną, która mam nadzieję, że wejdzie do polskiej Sephory dość szybko, aczkolwiek... no, mogłabym przestać! 

Wydawanie pieniędzy na kolejne pomadki, na kolejne róże do policzków, na kolejne paletki i KOLEJNE rozświetlacze jest chore. Nie zużyję tego, wiele z tych produktów nadawać się więc będzie w niedługim czasie do kosza. A mnie wciąż tak bardzo kręci ta chęć posiadania. 

Powiedzcie mi, jak przeszłyście ( o ile przeszłyście ) na urodowy minimalizm? Jestem ciekawa Waszych rad w tej kwestii, bo może uda mi się w jakiś sposób choć odrobinę zmniejszyć swój zakupoholizm i nauczę się lepiej gospodarować moimi pieniędzmi.

O konkursie z Kat von D

Chciałabym Wam też przypomnieć, a może dopiero poinformować, o konkursie, który ogłosiłam jakiś czas temu na Instagramie. Do wygrania są aż trzy zestawy kosmetyków Kat von D, w skład których wchodzi paletka Shade and Light, Tattoo Liner oraz pomadka Everlasting Liquid Lipstick.

Metody na zdobycie nagrody są dwie:
można zrepostować zdjęcie, do którego link macie na dole lub
można stworzyć makijaż inspirowany "dziewczyną Kat von D"

Co WAŻNE, daję szansę każdej z Was. Nie musicie mieć świetnych jakościowo zdjęć, fenomenalnych umiejętności rodem z amerykańskiego YouTube'a, ani drogich kosmetyków. Liczy się zapał, świetny pomysł i odrobina serca, włożona w wykonanie makijażu. Jest o co powalczyć, więc radzę Wam brać udział!

Na Wasze zgłoszenia i reposty czekam jeszcze przez tydzień :) 

Dziewczyny! Obiecywałam konkurs i jest! Tym razem do zdobycia jest naprawdę fantastyczna pula nagród! 💕 CO MOŻNA WYGRAĆ? 1 z 3 zestawów kosmetyków Kat von D, w skład których wchodzą: •paletka Shade and Light •Eyeliner Tattoo Liner •pomadka Everlasting Liquid Lipstick Szanse na zdobycie nagrody są dwie: 1. Można wrzucić zdjęcie z makijażem na swój profil (2 zestawy do wygrania) 2. Można zrepostować to zdjęcie (1 zestaw do wygrania) CO TRZEBA ZROBIĆ? •stwórz makijaż w stylu dziewczyny Kat von D i wrzuć zdjęcie na swój profil na Instagramie •Oznacz na nim profil @alamakotaa • Użyj hashtagu #konkursalamakotaa ALBO •zrepostuj to zdjęcie •oznacz na nim profil @alamakotaa i @sephorapolska • Użyj hashtagu #konkursalamakotaa Dziewczyny! Nie bójcie się brać udziału! Docenię każde zabawy makijażowe. Nie musicie być profesjonalnymi makijażystami, nie potrzebujecie najdroższego aparatu, idealnego oświetlenia. Wystarczy inwencja twórcza i odrobina odwagi. Chcę zobaczyć Was w wersji Kat von D. Ostre, rockowe, wyzwolone i pełne energii! Czasu jest naprawdę wiele, a szanse ma każdy, więc czekam na Wasze makijaże! 😊 Konkurs jest przeznaczony WYŁĄCZNIE dla obserwatorów profilu @sephorapolska oraz @alamakotaa Zabawa trwa od dzisiaj (7.08) do północy 21.08. Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu. Powodzenia! * w konkursie można wziąć udział na oba sposoby, ale wygrać można tylko raz! * spam-konta konkursowe nie są brane pod uwagę #konkurs #makijaż #konkursy #rozdanie #alamakotaa #best #musthave #katvond #makeup #beauty
Post udostępniony przez Alicja Jarząbek | Ala ma kota (@alamakotaa)


Mam nadzieję, że Was dzisiaj specjalnie nie zanudziłam :)

Dajcie mi znać, czy tak jak ja przejmujecie się wszystkim dookoła i czy potraficie poradzić sobie z nadmiernym zakupoholizmem :)

No i koniecznie bierzcie udział w konkursie! <3

MAKEUP MENU: Sparkly Eye

Friday, August 11, 2017 -



Cześć dziewczyny! Dzisiaj jeden z tych wpisów, które określałabym - NIE RÓBCIE TEGO SAME W DOMU ;) 

Kocham błysk na oku! Doskonale wiecie, jaka ze mnie sroka. Jeśli zobaczę, że jakiś cień się pięknie mieni, to od razu muszę go mieć. Gdy trafiły do mnie nowości z Semilaca, czyli pyłki, które pokazywałam Wam jakiś czas temu tutaj, nie mogłam się oprzeć i MUSIAŁAM władować to sobie na oko. A było blisko, że i do oka, ale o tym za chwilę ;) 


Cały makijaż oka wykonałam przy użyciu dwóch paletek. Burberry Blush Palette oraz Sweet Peach od Too Faced. W rezultacie otrzymałam coś na pograniczu smokey w odcieniach fioletu i czekoladowego złota. Patrzyłam w lustro, patrzyłam i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że idealnie dopełni ten makijaż pyłek Semilac Flash. I mam nadzieję, że się ze mną w tej kwestii zgodzicie. 


Nie radzę jednak urządzać sobie zbyt dużych zabaw z tym produktem, bo jest on jednak przeznaczony do zdobień na paznokciach. Należy więc działać niezwykle ostrożnie, zwłaszcza że bardzo się pyli i łatwo o dostanie się do oka. Uważajcie więc podczas aplikacji. 
Efekt jest jednak tego wart, ponieważ pyłek wygląda bosko na zdjęciach. 

Podoba się Wam efekt?

#wakacyjneBEAUTY

To już ostatni dzień, w którym publikujemy dla Was w naszej akcji #wakacyjneBEAUTY. Zachęcam Was do zajrzenia na blogi dziewczyn! Serdecznie Wam dziękuję za aktywne komentowanie, bycie z nami przez cały tydzień i czytanie naszych postów! <3 Niedługo kolejne akcje! 

Agnieszka: www.agwerblog.pl
Ilona i Milena: www.blessthemess.pl
Małgorzata: www.candykiller.pl

Artdeco Paradise Island - idealny bronzer i nie taka idealna pomadka ombre

Wednesday, July 26, 2017 -



Artdeco, to marka, którą lubię. Nie jestem może jej największą fanką, ale uważam, że zdarzają się im produkty, które są same w sobie fenomenalne. Ukochałam sobie ich bronzery i korektory. Dzisiaj przedstawiam Wam nową kolekcję, w której główny prym wiodą focus na opaleniznę oraz na usta. Jak się sprawdziły? 

W kolekcji Paradise Island znalazł się bronzer. Marka tym razem powtórzyła - jak dla mnie - swój sukces z zeszłorocznej, letniej i słonecznej kolekcji Hello Sunshine. W moim ukochanym bronzerze pisałam Wam już wtedy na blogu, a link do tego wpisu znajdziecie tutaj. 


Tym razem brązowy cukiereczek przewyższa swojego starszego brata rozmiarem. Ja zawsze powtarzam, że rozmiar nie ma znaczenia, liczy się wnętrze oraz technika... nakładania! Bronzing Magnum Powder (112zł), który pokazuję Wam dzisiaj, to odcień o numerze 6 Sunburst. W klimatycznym opakowaniu zamknięta została spora ilość bronzera, który ma w sobie filtr SPF 15. Jest to produkt wodoodporny, o przedłużonej trwałości. Aplikacja przebiega bez zastrzeżeń, a odcień na skórze daje delikatny efekt przybrązowienia. Szkoda oczywiście naruszać pędzlem to idealne, przepiękne tłoczenie, na które mogłabym patrzeć godzinami, ale cóż - to tylko kosmetyk. 

Przechodząc do pomadki, którą pokazuję Wam na zdjęciach - chciałabym wyrazić moją opinię o niej, zdjęciem poniżej. Zapraszam :) 


Muszę cokolwiek dodawać? No wypadałoby coś powiedzieć, jak na blogerkę urodową przystało, ale wiecie - moja mina zdradza wszystko. Nie do końca rozumiem całą koncepcję. To znaczy, rozumiem! Ale chyba nie wyszło. 


Pomadka Finish Ombre Lipstick w kolorze 23, Trouble in Paradise, to prawdziwy Trouble. I choć jej zapach jest uroczy (słodziutki i owocowy), konsystencja jest kremowa i lekko sunie po ustach przez wartościowy olejek liczi i arganowy w składzie, a kolory w sztyfcie wyglądają bosko zarówno na żywo, jak i na zdjęciach, bo jednak jest to wdzięczny produkt do fotografowania. Tak na ustach niestety mam wrażenie, że efekt jest komiczny i nie wygląda to zbyt dobrze. Też się Wam wydaje, że mam fioletowego wąsa? ;) 



Trójkolorowe pomadki jednak nie są dla mnie i chyba się z tym trendem ust ombre nigdy nie polubię. Wyglądam w ten sposób niestety komicznie. A szkoda, bo ombre samo w sobie, to coś co mnie zawsze przyciąga :) Za to bronzer, jak zwykle marzenie. Artdeco mnie jeszcze w tej kwestii nie zawiodło.

Co sądzicie o tych produktach? Podoba Wam się cokolwiek? 

5 POWODÓW, DLACZEGO NIE WARTO JEŹDZIĆ NA KONFERENCJE DLA BLOGERÓW

Monday, May 29, 2017 -


Właśnie wróciłam do domu z Blog Conference Poznań. Nawet niespecjalnie chciałam jechać na to wydarzenie, ale ostatecznie namówiła mnie Agnieszka. Dawno razem nigdzie nie wyjeżdżałyśmy i tak sobie pomyślałam, że "EJ, W SUMIE TO SPOKO". Przejrzałyśmy prelegentów, plan, dowiedziałyśmy się, że nie zabulimy za hotel milionów monet, jeśli kupimy go wcześniej niż zazwyczaj, no i pomyślałyśmy, że pewnie będzie spoko. I się czegoś nauczymy. 

Jednak, niektóre rzeczy nie zatrybiły. Wiecie do czego porównałabym BCP? (I generalnie większość konferencji dla blogerów, które mam na swoim koncie) Do maratonu w multipleksie. Myślisz sobie: "Ooo, ten maraton horrorów, to będzie dobry", a potem okazuje się, że pierwszy film to taki ujdzie-ujdzie. Następny przespałaś, na trzecim chciałaś wyjść z kina, ale przekonało Cię tylko to, że premiera jest na samym końcu i w sumie już, i tak zmarnowałaś mnóstwo czasu, więc zostajesz. Oczywiście ten ostatni film okazuje się najlepszy i zaciera ślad psychicznej gangreny, która wdarła Ci się do głowy. Niesmak gdzieś mija.

Mam kilka przemyśleń na temat tego, czego możecie się spodziewać po takich wydarzeniach. Oto one:

W kółko to samo ("do usranej śmierci") 

Nawet sobie nie zdajecie sprawy, jak prelegenci (znani blogerzy) potrafią powtarzać w nieskończoność te same pieprzone banały. Bądźcie regularne! To powtarzane jest niczym mantra. No... WIEMY. Wiemy, mówił to już Kominek i żadna z tego nowość. Tego samego dowiecie się na przykład z mojego posta Najlepsze rady dla blogera. Mam wrażenie, że są ciekawsze, a to nie ja siedziałam po drugiej stronie sali.

I żeby oni chociaż używali innych słów... Nie! Możecie się spodziewać tych samych prezentacji. W kółko. Jak już byliście na jednej konferencji i trafiliście na wykład pana X, to liczcie się z tym, że przeżyjecie w końcu to Deżawu rodem z piosenki Beyonce. Nie wydaje się Wam, że już to kiedyś słyszeliście? Nie, bo po prostu - słyszycie to kolejny raz. 

Nie wiem, czy to efekt lenistwa, czy może twórcy nie zdają sobie sprawy z tego, że ich publiczność często się pojawia na tego typu akcjach. Osobiście nie szanuję pod tym względem Łukasza Jakóbiaka. Wizualizacja była dla mnie definicją trudnego, angielskiego słowa "cringe", ale gdy 4 lata temu pierwszy raz wybrałam się na jego wykład, byłam zachwycona. Dwa lata później byłam na kolejnym i liczyłam na coś ekstra. Dostałam powtórkę. Nie to, żebym nie lubiła powtórek. Kevin sam w domu jest super, mogę oglądać w nieskończoność Harrego Pottera i urozmaicać to bajkami Pixara, no ale - historia życia Łukasza jest zabawna tylko raz. Zaoszczędzę Wam zmarnowanego na niego czasu na takich konferencjach - obejrzyjcie sobie jego wystąpienie na YouTubie, kanał TEDx. To samo usłyszelibyście na konfie.

I ten problem niestety dotyczy wielu "znanych". Pewnie nie chce im się przygotowywać do każdego wystąpienia indywidualnie. I ja to rozumiem. Dodatkowa praca, zmarnowany w Internetach czas, analizowanie rzeczywistości - a nie zawsze mogą oni liczyć na kasę za kilkanaście minut spędzonych przy mikrofonie. Ok, ale... Dla mnie mija się to z celem. Nie dowiaduję się niczego nowego - i ok, często mogą się na takich spotkaniach pojawiać nowe osoby, które wcześniej nie słyszały tych banałów. Ale większość z nas, którzy szukają inspiracji i kopniaka do działania, nie bloguje od wczoraj i takich wydarzeń ma już kilka na koncie. Zwyczajnie mnie to do tych ludzi zraża. I nie tylko mnie. 

Jesteście ch***wi

Jeden bloger na tegorocznym BCP strzelił sobie w stopę (czy w kolano?). Temat, który poruszał był ważny i myślę, że gdyby zaczął go inaczej, spotkałby się z lepszym odzewem. Jednak, już na wstępie jego ton brzmiał mniej więcej, jak słowa nagłówka. Ogólnie wiecie co? Powinniśmy się cieszyć, że agencja się do nas odezwała! I jak najszybciej jej odpisać, dosłownie w kilka minut. Najlepiej, żeby od razu były to wszystkie statystyki, wszystkie dane, jakie posiadamy i wstępny plan projektu. Macie swoje życie? CO Z TEGO! AGENCJA SIĘ ODEZWAŁA! Rzucamy wszystko w kąt i ODPISUJEMY!
Ok, rozumiem że w takich sprawach należy działać sprawnie, szybko, ale nie popadajmy w jakieś szaleństwo. Wszędzie uczy się nas, żeby:
>zawsze odpisywać jak najszybciej, bo przecież nikt nie będzie na nas czekać osiem lat
>być miłym i najlepiej w ogóle nie próbować nic sugerować - agencja wie lepiej, jaki jest mój czytelnik
>szanować agencję i zawsze odpisywać, nawet jak nie jesteśmy zainteresowani.

Wiecie co? Wkurza mnie to. Wkurza i frustruje. bo gdy ja robię wszystko, żeby współpracowało się ze mną super, często druga strona nie wysila się nawet na to, że  gdy miesiąc wcześniej ktoś zawracał mi cztery litery tym, abym poświęciła czas na wycenę i inne pierdoły, nikt nie odezwie się i nie powie głupiego: "Pani Alu, no niestety, skończyły się nam hajsy i w sumie, to się nam Pani nie podoba, więc nie będzie żadnej współpracy". I wiecie co? Tak, byłoby mi przykro, ale:
> nie czułabym się olana
> nie czekałabym w nieskończoność zastanawiając się, czy to coś ze mną nie tak, czy to klient zmienił zdanie i nic nie będzie
> czułabym, że osoba po drugiej stronie mnie szanuje, tak jak JA SZANUJĘ JĄ POŚWIĘCAJĄC JEJ WCZEŚNIEJ MÓJ CZAS.

Nas uczą jak rozmawiać z agencjami, jakby co najmniej był to upust boży, ale nie oszukujmy się. Nie my, to inni. I nie oni, to inni. Umowa obowiązuje obie strony. Nie bez powodu temat ten oburzył pół sali i blogerzy wspólnie twierdzą, że olewka pojawia się zbyt często. Zwłaszcza w kwestii płatności. 

Jeden rabin powie tak, a drugi nie...

Wszyscy sobie zaprzeczają. Naprawdę! Na jednej prelekcji dowiedziałyśmy się, że wcale nie jest istotne dla marek i dla agencji to, czy rozliczacie się na podstawie faktury, czy umowy o dzieło. Na innym warsztacie okazało się, że jeśli agencja ma do wyboru jedno lub drugie, to wybierze fakturę. 
Jedni mówią, że statystyki kompletnie się nie liczą, że liczba unikalnych użytkowników, to mit i wcale niczego nie daje. Drudzy twierdzą, że tylko rozpoznawalni ludzie są w stanie coś osiągnąć, więc w pierwszy mailu piszcie koniecznie swoje wszystkie zasięgi, żeby marki wiedziały, kogo mają przed sobą. I tak w koło. Wiadomo, można ufać bardziej komuś, kto na co dzień pracuje w agencji i zmaga się z tym w swoim fachu, ale jednak... nie lubię słuchać dyrdymałów, że mityczne UU nie jest ważne, podczas gdy okazuje się, że to bujda na resorach - każda agencja wymaga ode mnie screena, czego się da. No, ale wiecie - to wcale nie jest ważne... 

3 x NIE - ale my tak robimy

To jedna z zabawniejszych rzeczy, jakie mogłam usłyszeć. Nie róbcie treści durnych, klikalnych. Nie chciejcie, żeby lajki sypały się, jak szalone. To bez sensu. Wróżka-lajkuszka (Janina-daily wymyśliła genialną nazwę! <3), to coś co nie powinno Was interesować.

TYLKO SZTUKA.
TYLKO WARTOŚCIOWE TREŚCI.
TYLKO WAŻNE TEMATY.

Wiecie co? I mówiły to osoby, które na swoich blogach, czy fanpage'ach stosują co najmniej jedną z taktyk:
clickbaity - czyli tytuły celowo wprowadzające czytelnika w błąd,
memy - czyli mój ulubiony gatunek sztuki współczesnej,
dialogi - niby z prawdziwego życia, ale jednak stał za tym bajkopisarz,
emocje - często chamskie, kontrowersyjne treści, które są na czasie.

Rośnie nam konkurencja 

Wyobraźcie sobie, że osiągnęliście sukces. Powiecie komuś za darmo, w jaki sposób? Chcielibyście mieć większa konkurencję? Może ktoś będzie robił coś lepiej od Was? A może po prostu za konkretną i merytoryczną wiedzę, trzeba zapłacić?

No cóż. Dla mnie wartościowe okazały się tylko 4 z prelekcji. No, może pięć.
Janina daily, czyli osoba, która rozbawiła mnie do łez, a przy okazji powiedziała coś mądrego. prawiekonkrety od StyleDigger, do której rad na temat wypuszczania swojego produktu mam zamiar się zastosować. Charyzmatyczny Bartek Popiel, który mówił najmądrzej. JasonHunt, który dał mi do zrozumienia, że to, że komuś sprawdza się jakiś sposób na "sławnego bloga" wcale nie znaczy, że to samo zadziała u mnie oraz Tucholski, który niesamowicie mnie zaskoczył. W kilka minut poczułam się bardziej nakręcona, niż przez całe dwa dni zajęć. I wiecie co? Podobno czasami warto zrobić kilka kroków do tyłu, wrócić do tego co działało i zrobić to jeszcze lepsze. Po prostu trzeba działać, a nie trzymać kciuki.

Wracam jednak bogatsza o kopa w tyłek. Dotarło do mnie, że nie ma na co czekać. Ludzie ze statystykami podobnymi do moich zaczynali wtedy konkretne działania. Zatem jeszcze w tym roku ruszam z newsletterem, bezpłatnymi wskazówkami, które będą wstępem do czegoś większego - mojego kursu online. To znaczy, taki mam plan. I będę działać. Najwyżej nie wyjdzie. A jak nie wyjdzie, to spróbuje zrobić to inaczej, naprawić i jeszcze raz, i jeszcze raz. Bo po prostu, zamiast się zastanawiać, jak by to było i co muszę zrobić - trzeba zacząć to robić.


No i bardzo się cieszę, że mogłam w końcu poznać moje dziewczyny z naszych autorskich akcji wspólnych wpisów blogerskich, organizowanych z aGwer, które tak chętnie czytacie. Minimalniee, A piece of Ally, SIMPLISTIC oraz Paulinablog są super! No i Hola Paola też! Nie czuję, żebym zmarnowała weekend, bo oprócz cudownie spędzonego czasu towarzysko - otworzyły mi się oczy na parę spraw. I to tyle.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! I chciałabym się dowiedzieć, czy macie podobne wrażenia po konferencjach dla blogerów. Czekam na Wasze opinie w komentarzach!
DO GÓRY