Showing posts with label la roche-posey. Show all posts

Wyskoczył mi pryszcz! Co robić? || Moje SOS dla cery

Monday, January 26, 2015 -


Ten problem dotyczy każdego. Każdego, wierzcie mi. Idę o zakład, że Marilyn Monroe też miewała gorsze dni swojej cery. 

TMI - kilka miesięcy temu odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i mój organizm przechodzi teraz przez hormonalne wzloty i upadki.

Jeszcze rok temu nie pamiętałam czym jest PMS. Zapomniałam też o nieprzyjaciołach na twarzy. Ostatnio jednak regularnie walczę z bolącymi wypryskami, które według mnie są mocno widoczne, ale otoczenie ich nie dostrzega. Podobno kobiety mają tendencję do wyolbrzymiania... Nie zapominam też o sytuacjach, w których dostarczam sobie całe mnóstwo emocji i stresu - to też potrafi się odbić na moim wyglądzie.

Bolące grudki, które jeszcze nie wydostały się na powierzchnię, są chyba najgorszym typem. Paraliżują obszar dookoła. Często wyskakują mi na skroniach i na brodzie. Podbródek z reguły woła wtedy o pomoc. Nieciekawie jednak dzieje się, gdy okazuje się, że nawet rozmowa może boleć. Nie przepadam też za tym, że zostawiają po sobie ślady w postaci przebarwień.

Trudno - trzeba przeczekać.

To prawda. Niestety, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ciężko o to, zwłaszcza jeśli jutro musimy wyglądać bosko, bo... mamy randkę/ważne spotkanie/przeprowadził się koło nas sąsiad, na którym chcemy zrobić wrażenie. 

Podzielę się z Wami moimi złotymi zasadami, które wdrażam za każdym razem, gdy wróg stoi u bram. 

Nadmienię tylko, że jestem posiadaczką cery mieszanej, ze skłonnością do przetłuszczania w strefie T oraz (wiecznie) przesuszającymi się  policzkami. Nie mam problemu z trądzikiem jako-takim. Nigdy nie leczyłam się dermatologicznie i nie widzę u siebie takiej potrzeby. Co ważne, to że dane metody sprawdzają się u mnie, nie znaczy, że zadziałają również u Was.

1. DELIKATNE MYCIE

Nie ma mowy o żadnej muślinowej ściereczce, czy peelingu. Cera jest już wystarczająco podrażniona, więc nie róbmy jej jeszcze większej krzywdy. Używam wtedy do mycia twarzy mydła Aleppo i właściwie na tym koniec. Nie potrzebuję niczego więcej. Nie podrażnia mi skóry, a dobrze oczyszcza.

2. ZŁUSZCZANIE 

W tym celu służy mi płyn złuszczający z Clinique. Naprzeciw może Wam wyjść tutaj każdy tonik z alkoholem. Delikatnie złuszczy obumarły naskórek. Ja cenię sobie go również za uczucie czystości, które przynosi mojej skórze (chociaż nie każdemu się ono spodoba). 

3. KREM Z KWASAMI

Ja używam Effaclar Duo z La Roche-Posay. Słyszałam o nowej, podobno lepszej wersji z plusem na końcu. Nie miałam jeszcze możliwości jej sprawdzenia, ale jakoś nie śpieszy mi się w jej kierunku.Gdybyście jednak chciały dowiedzieć się więcej o nowej wersji, zajrzyjcie tutaj: Effaclar Duo+. Krem nakładam punktowo w miejsce, w którym pojawił mi się wyprysk. Nigdy nie bawię się w takie "specjalne" punktowe kremy, czy plasterki. "Zwykły" złuszczacz działa u mnie świetnie w tej roli, więc nie widzę sensu gromadzenia kolejnych kosmetyków. 

4. SERUM

W momencie, gdy już uporam się z wchłonięciem całej wcześniejszej ferajny, sięgam po serum. Moim rycerzem na białym koniu jest Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate. To po prostu serum-ideał. Nie wiem, co zrobiłabym bez niego. 2-3 krople wystarczają na pokrycie całej twarzy. Rano budzę się z niesamowicie nawilżoną skórą, która jest wyraźnie uspokojona. 

5. PORZĄDNE NAWILŻENIE

Zważywszy na to, że wcześniej użyłam samych kosmetyków, które mają tendencję do wysuszania, zwracam uwagę na to, by potem porządnie nawilżyć swoją cerę. Krem, który dogłębnie nawilży cerę sprawdzi się w tej sytuacji idealnie. Na noc nie żałuję sobie go kompletnie i uznaję, że to inwestycja w przyszłość. To, jak dbam o siebie teraz, będzie miało przełożenie na mój wygląd, gdy będę mieć co roku 27 lat ;) Ja uwielbiam krem Estee Lauder, Revitalizing Supreme. Już mi się kończy, więc muszę zainteresować się nowym opakowaniem lub czymś innym, ale... mogę go z ręką na sercu polecić. Nawilżenie, jaki mi daje, to piękna sprawa. 

6. RANO - DOBRY KOREKTOR

Jeśli jeden wieczór i jedna noc nie wystarczyła mi na to, by poradzić sobie z niespodziankami - zawsze zostaje jeszcze użycie dobrze kryjącego korektora na dzień. Z reguły decyduję się na Pro Longwear z MAC albo Double Wear od Estee Lauder. Wieczorem powtarzam wszystko od początku i w dwa do czterech dni, pozbywam się wszystkiego, co zaskoczyło mnie na twarzy. Staram się nie rozdrapywać krostek, niczego nie wyciskać, ale nie zawsze mi się to udaje. Wiem, jak czasem potrafią świerzbić ręce, by pozbyć się pryszcza. Wyobrażam sobie wtedy, jak będę żałować za 5 minut, że w ogóle go dotykałam i w większości wypadków mi mija.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze metody na radzenie sobie z niespodziankami na twarzy. Co robicie, by pozbyć się ich "na szybko"?

P.S. Dzisiaj pękłam i nie wytrzymałam. Zaczęłam dłubać przy wyprysku. Żałuję. Nie polecam. 

Haul, haul...

Monday, December 2, 2013 -

Obiecałam Wam zakupowe rozliczenie, więc tak dzisiaj na blogu będzie. Wybaczcie mi tę ostatnią nieobecność, ale kompletnie opuściły mnie siły i niestety po tym, jak zasuwałam z nauką na uczelni postanowiłam się rozchorować. Dlatego ostatnimi czasy raczej kicham i śpię, zamiast pisać dla Was notki. Dopadła mnie niemoc i nawet teraz nie bardzo mam wenę, żeby cokolwiek sensownego wyskrobać. 
Dlatego modlę się, że to co napiszę będzie miało ręce i nogi :)

Nie podam Wam dokładnych cen co do grosza niektórych produktów, ponieważ zakupy te nie są z jednego dnia. Dlatego nie bądźcie przerażeni, że nakupowałam na raz tyle dobra. Nie, nie. Te rzeczy pojawiły się u mnie w przeciągu mniej więcej 2 ostatnich miesięcy. Poza tym, część z tych nowości jest prezentami.


Jakoś zawsze, jak jestem w Biedronce, to coś z tych kosmetyków wpadnie mi w oko. Podczas pewnych zakupów wrzuciłam do koszyka lip smackera Coca Cola. I tak, jak byłam zachwycona jego wyglądem, bo taki kapselek jest naprawdę uroczy, tak jeśli chodzi o to, co znajdziemy w środku - porażka. Pięknie pachnie i rzeczywiście smakuje jak Cola, ale żeby cokolwiek wydłubać z opakowania trzeba się namęczyć kilka minut. Jest twardy, kompletnie nie daje ze sobą współpracować. Ja żałuję, że nie wzięłam wersji w sztyfcie. Te wydane 6 złotych uważam za wyrzucone w błoto.


Stałam się też posiadaczką mojego wymarzonego rozświetlacza Mary-Lou Manizer. Niedługo  na pewno podzielę się z Wami moją opinią, w końcu mam tego wszystkiego tyle, że tematy na posty są - gorzej z weną :P Rozświetlacz został zamówiony na stronie Minti-Shop ( 61.50zł) i nie wiem, co mnie podkusiło, żeby kliknąć dostawę paczką biznesową (Poczta Polska), zamiast kurierem. Czas dostawy miał trwać do 2 dni roboczych, ale niestety moja paczka dotarła do mnie po 5(!) dniach. Szlag mnie trafiał i szczerze mówię, że z takich usług już nie skorzystam. Wolę kuriera i nie będę już na nim oszczędzać. Pierwszy i ostatni raz.


W Super-Pharmie skorzystałam z promocji -40% na oczyszczanie twarzy, więc do koszyka wpadła moja ulubiona pianka do mycia twarzy z La Roche Posay. Nie będę się tutaj rozpisywać nad jej cudownością, wystarczy, że klikniecie sobie LINK i poczytacie jej recenzję.



Postanowiłam też zrobić zamówienie na stronie Pierre Rene (około 20zł) i kupiłam najjaśniejszy podkład, który jest nowością i kredkę Miyo (ok. 5zł) w cielistym odcieniu, która jako pierwsza utrzymuje mi się na linii wodnej (jestem płaczkiem!) i bardzo fajnie sprawdza się do rozjaśniania łuku brwiowego.


Moje Rossmannowe zakupy już widziałyście, więc wrzucam tylko zdjęcie i LINK do poprzedniego posta na ten temat.


W Biedronce skusiłam się też na dwa słoiczki soli do kąpieli, na którą wszyscy się rzucili. Kosztowała chyba 2.49 za opakowanie, o ile się nie mylę.


Przy jakichś tam zakupach w Super-Pharmie, kiedy kupowałam prezent dla mojej mamy (którego nie pokażę, może po świętach :P Wiem, że mama tutaj zagląda, więc nie będę jej psuć niespodzianki :) ) kupiłam sobie pomadkę do ust Maybelline, Baby Lips, która jest nowością - ale szczerze, wygooglujcie sobie amerykańskie opakowania, są ładniejsze. Zapłaciłam za nią 9.99zł.


U Blanki z bloga Mój zakupoholizm wypatrzyłam mineralny podkład Amilie. Kolor jak najbardziej mi pasuje, a ja jeszcze minerałków nie używałam, więc jestem ciekawa, jak się spisze. Na pewno opowiem Wam o moich wrażeniach.


I to by było na tyle. Trochę tego kupiłam, ale w sumie nie ma takiej tragedii. Chociaż 3 nowe podkłady, to całkiem sporo :) Używałyście, jakiejś z tych rzeczy? Coś Wam wpadło w oko?

Jestem chora i postanowiłam poprawić sobie humor. Z racji, że dzisiaj jest Dzień Darmowej Dostawy, zrobię jeszcze malutkie zakupy z rzeczami, na które polowałam, a jakoś nie mogłam się zdecydować. Dlatego dzisiaj składam zamówienie i za kilka dni na pewno Wam te rzeczy pokażę:) TUTAJ znajdziecie listę sklepów, która dzisiaj wysyła wszystko za darmo :) Owocnych zakupów! :*

Fizjologiczna pianka oczyszczająca, La Roche Posay

Sunday, September 8, 2013 -

Hej!
Dzisiaj odrobinę więcej o pielęgnacji twarzy. Coś ostatnio mało o tym piszę i zamierzam to zmienić. Będzie parę postów o tym, co robić by cera była idealna. 

Jakiś czas temu, podejrzewam, że był to chyba czerwiec, zaopatrzyłam się w filtr do twarzy z LRP. Wtedy też obowiązywała taka promocja, że gratisowo otrzymywało się zestaw mini produktów tejże firmy.  Tak też stałam się posiadaczką tej pianki. 


To ich najnowszy produkt, który jest skierowany głównie w kierunku osób ze skórą wrażliwą. Moja jakoś najwrażliwsza na świecie nie jest, mimo to jednak sprawdziła się u mnie nieziemsko.


Pianka naprawdę świetnie się sprawdza i używam ją od momentu wyjazdu na wakacje do Wrocławia, czyli ponad miesiąc. A zużycie jest spore, ale jeszcze jej nie skończyłam. Jest bardzo wydajna i nie podrażnia skóry. Zostawia czasem (choć bardzo rzadko) delikatne uczucie ściągnięcia skóry, ale nigdy mi jej nie wysuszyła.
Ma przepiękny zapach. Niby taki neutralny, ale jest niezwykle przyjemny i delikatny. Nawet Kubie zdarza się podkraść mi tę piankę i sam potwierdził, że zapach ma bardzo fajny.


Tyle wynosi jedna pompka tego produktu. Ja z reguły używam dwie takie pompki i starcza mi to na całą twarz. Co ważne - i według mnie jest to NAJWIĘKSZA ZALETA tego produktu - można nią zmywać makijaż oczu. Nie ma mowy o żadnym szczypaniu itp. Pierwszy raz mam do czynienia z produktem, który nie robi mi żadnej krzywdy. Bez problemu radzi sobie z cieniami, kredkami, maskarą, a nawet z wodoodpornym eyelinerem.

Produkt ten ma jednak jeden, w sumie największy minus. To jego cena. Za 150 ml pianki musimy zapłacić od 40 złotych w sklepach/aptekach internetowych, do nawet 60 w aptekach stacjonarnych. Także warto polować na okazje i szukać dobrych cen. Mimo to jednak uważam, że produkt jest wart swojej ceny i na pewno kupię go ponownie, tym razem w pełnowymiarowym opakowaniu. Dla mnie REWELACJA.

Majowy Glossybox

Wednesday, May 15, 2013 -

Witam Was wszystkich baaaardzo serdecznie:)

Mam dzisiaj totalnie zły dzień a właściwie pasmo kilku tragicznych dni. Tak totalnie, totalnie. Gorzej po prostu już być nie może. Mój mężczyzna postanowił spełnić kolejne moje małe marzenie i zamówił mi Tangle Teezera. Niestety dziś otrzymana paczka okazała się być totalną tragedią. Szczotka była połamana i kompletnie nienadająca się do użytku. Bogu dzięki, że sprzedawca okazał się być człowiekiem i szybko zareagował. Niedługo przyjdzie do mnie nowa - mam nadzieję, że już cudowna - szczotka. Ale ile się stresu najadłam, to moje... Pierwszy raz przytrafiła mi taka sytuacja.

Ale do rzeczy, bo post miał być o najnowszym Glossyboxie a nie moich dywagacjach na temat ostatnich ciężkich dni. Pudełeczko przyszło do mnie oczywiście bardzo późno, mój kurier nigdy się do mnie nie spieszy i mam wrażenie, że jestem ostatnia na jego liście.




W tym miesiącu pudełko miało zawierać "perełki Glossyboxa". Wysłane zostały 4 różne wersje pudełeczka. Ja oczywiście nie wytrzymałam ( chociaż bardzo się starałam)  i sprawdziłam u innych, co znalazło się w środku. Na oficjalnym profilu Glossybox ujawniono już dawno, że w środku znajdziemy miniaturę perfum Roberto Cavalli, Acqua.


Buteleczka wygląda prześlicznie i  zawiera 5ml perfum. Z jednej strony to trochę mało i nie ma atomizera (strasznie mnie to wkurza), ale z drugiej strony mamy tego zapachu taką ilość, że śmiało możemy stwierdzić, czy chcemy pełną wersję, czy też nie. Jeśli chodzi o sam zapach, to nie moja bajka. Jest ładny, być może jeszcze się do niego przekonam.
pełny produkt 170zł/30ml (miniatura)


Kolejną rzeczą jest tint do policzków i ust z Model co. Ja tego produktu jeszcze nigdy nie miałam, ale wiem, ze sporo dziewczyn jest wkurzona, ponieważ produkt ten znajdował się już w pudełeczku. Sama bym była złą, że otrzymuję coś ponownie. Jednakże dostałam ten produkt pierwszy raz, to jestem nawet zadowolona. Bardzo ładnie pachnie, ma pasujący mi kolor. Do ust nadaje się super, bo jest farbką, która długo będzie się utrzymywać. Jeśli chodzi o policzki, to będę musiała się nauczyć nim posługiwać.
pełny produkt ok.70zł/10ml


La Roche-Posay, oczyszczający żel Effaclar.
Z jednej strony śmieszy mnie to, że produkt ma tylko 15ml. Nie jest wcale drogi, bo za 200ml płacimy 27zł. Chociaż z drugiej strony, bardzo chciałam go wypróbować, a jakoś nigdy nie było mi po drodze. Niedługo wakacje, przyda się więc takie małe opakowanie w podróży.


Santaverde Aloe Vera Creme Medium
pełny produkt 129zł/30ml
My dostaliśmy zawrotną ilość 5ml tego kremu. Jest stworzony na bazie naturalnych składników, a wodę zastąpiono sokiem aloesowym. Ładnie pachnie, ale nie starczy na długo. A szkoda.


I ostatnią rzeczą jest kokosowy żel pod prysznic z The Body Shopu. Ja jestem z tego zadowolona. Bardzo lubię produkty o kokosowym zapachu i przede wszystkim TBS. Miniatura ma 60ml. Cały produkt kosztuje 43,50 za 750ml. Jest kremowy i jego zapach długo utrzymuje się na skórze.


Dodatkowo otrzymaliśmy kupony rabatowe. Jeden z nich o wartości 40zł do zalando.pl
Mnie jednak cieszy drugi, dzięki któremu kupię dwa duże masła do ciała w TBS w cenie jednego.

Ogólnie jestem jednak średnio zadowolona z pudełeczka.Cieszę się i nie cieszę równocześnie. Myślałam, że te "perełki" będą znacznie lepsze. Zawiodły mnie przede wszystkim pojemności produktów. Chociaż w sumie nie mam też na co narzekać. Wersja bez kuponu do TBS była według mnie o wiele gorsza.

A co Wy myślicie o tej edycji pudełeczka? Jestem ciekawa Waszych opinii.
DO GÓRY