Showing posts with label wypryski. Show all posts

Moi nocni pomocnicy, czyli ulubiona pielęgnacja || Kiehl's, Shiseido, Mario Badescu

Monday, October 9, 2017 -



Moja wieczorna rutyna, to nie zawsze skupianie się na "zwykłym" nawilżeniu. Im jestem starsza i im bardziej zmienia się moje podejście do życia, tym większą uwagę zwracam na fakt, że jeśli nie zadbam o cerę teraz, to mogę się obudzić z ręką w nocniku. A tego bym bardzo nie chciała. 

Wiecie doskonale, bo już nie raz mówiłam na ten temat, że mam cerę mieszaną, ale wiecznie odwodnioną. Moja skóra pije każdą dodatkową porcję nawilżenia, jak gąbka, więc aby spłycić zmarszczki mimiczne, które już zaczynają mi się pojawiać, staram się ją nawilżać podwójnie mocno w porach wieczornych. 

Nie miewam większych problemów skórnych. Moje największe to przesuszenie i od czasu do czasu, hormonalne zmiany na twarzy w okolicach okresu. Nie oszukujmy się jednak, najwięcej tutaj do powiedzenia ma u mnie nadal sposób życia, dieta i wciąż nieuregulowane sprawy w Centralnym Urzędzie Hormonalnym. Gdy się już jednak przytrafi jakiś nieprzyjemny gagatek, walczę z nim dwoma krokami. Pierwszym z nich jest Mario Badescu, Drying Lotion, o którym już Wam kiedyś pisałam na blogu tutaj.  To punktowy produkt, który ma niszczyć pryszcz, gdy ten jeszcze do końca nie pojawił się na powierzchni skóry. Działa, ale zdecydowanie szybciej potrafi uporać się z małymi zmianami. Te większe zajmują mu więcej czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście wycisza je dużo szybciej, niż gdybym pozostawiła je same sobie. 

Gdy na twarzy wyskakuje mi pryszcz, atakuję go jeszcze jednym kosmetykiem. Co prawda, w trakcie hormonalnych zmian, moja cera ogólnie wymaga współczucia i pomocy z zewnątrz, więc nocna kuracja Kiehl's Midnight Recovery Concentrate, to strzał w dziesiątkę. Nie przeszkadza mi jego zapach, choć wiem, że są osoby, które nie przepadają za wonią lawendy. Ja jednak nie narzekam. Skóra po użyciu zawsze dziękuje mi porannym błyskiem wypoczęcia. 

W normalnych dniach miesiąca, gdy moja cera po prostu jest sucha, co kilka dni stosuję Kiehls Over-Night Biological Peel, który znajdziecie w serii dermatologicznej tej marki. To skuteczny produkt, który przez noc sprawia, że cera rano jest wypoczęta, jednolita i bardziej błyszcząca. Pozbywa się przesuszeń, które likwiduje w delikatny sposób i mimo że jest tak naprawdę czymś na zasadzie serum złuszczającego. I rzeczywiście, jest to kosmetyk, który działa na tyle mocno, że widzę różnicę, ale też na tyle delikatnie, że nie przesusza mojej skóry jeszcze bardziej - wręcz przeciwnie! 


Ostatnim krokiem jest oczywiście krem pod oczy. W tej kwestii wierna jestem moim dwóm ideałom, które kocham bez dwóch zdań i choć wciąż mam ochotę wypróbować krem pod oczy od Bobbi Brown, tak na razie zostaję przy moich perełkach. W momentach, gdy wiem, że moje okolice oka są zmęczone, napuchnięte i nie wyglądają zbyt zachęcająco, sięgam po Shiseido Bio-Performance Lift Dynamic Eye Treatment. Ta wygodna tubka sprawdza mi się zarówno w domu, jak i na wyjazdach. Jest intensywnie nawilżający i treściwy, ale lekki w swej konsystencji. Stosuję go na zmianę z Kiehl's Rosa Arctica Eye Cream, na którego właściwości nawilżające również nie mogę narzekać. Jestem zadowolona z ich działania i choć zmarszczek wokół oczu coraz więcej (no nie przeskoczę już tego :/ ), to ta doza nawilżenia, jaką gwarantują, jest wystarczająca dla osoby w moim wieku. 

Znacie któryś z kosmetyków, o których wspomniałam? Jakie są Wasze wieczorne perełki? 

Mario Badescu, Drying Lotion - sposób gwiazd na pryszcze!

Tuesday, August 16, 2016 -


Mario Badescu nie postanowił jeszcze pokazać się na polskim rynku, nad czym szczerze ubolewam. Nie ukrywam, że dobrze by było, gdyby marka ta była u nas szeroko dostępna. Dla mnie znana jest głównie z produktu, który Wam dziś przedstawię, czyli Drying Lotion. 

Kosmetyk ten ma za zadanie działać na budujące się pryszcze. Jeśli dotyka Was problem bolących, hormonalnych grudek, które paraliżują pół twarzy lub po prostu nie przepadacie za każdym jednym pryszczem, który rujnuje Wam dzień - to produkt dla Was. 


Szklana buteleczka mieści w sobie 29ml produktu, który jest ważny 24 miesiące. Kosztował mnie około 60zł. Podzielony jest na dwie części. Jedną z nich jest płyn, a drugą różowy proszek, który musi znajdować się na dnie buteleczki. W pionie, właśnie w ten sposób należy przechowywać Drying Lotion. Nie należy nim wstrząsać przed użyciem, ponieważ idea produktu jest prosta. Patyczek kosmetyczny (taki, który na co dzień wykorzystujecie do czyszczenia uszu lub poprawek w makijażu) wkładamy pionowo do buteleczki tak, aby końcówką dotknąć różowego proszku. Wyciągamy go i automatycznie aplikujemy na wyprysk. W ten sposób przenosimy proszek na pryszcza. 


Teoretycznie powinno się tego produktu używać na noc, tak aby dać mu czas do działania. Rano natomiast należy zmyć resztki proszku z twarzy. Nie miejcie jednak złudzeń. Nie zdarza się to zbyt często - jeśli lubicie się kręcić w łóżku przez sen, do rana na pewno nie zostanie zbyt wiele produktu. 
Jeśli mam być szczera, to w dni, w które nie zaprzątam sobie niczym głowy i nie noszę makijażu, nakładam produkt na tak długi czas, na jaki jestem w stanie sobie pozwolić. 

Zaognione zmiany są uspokojone, a bolące, hormonalne grudki, które paraliżują mi pół twarzy znikają w ciągu maksymalnie dwóch dni. Kosmetyk często najpierw "wyciąga" na wierzch pryszcza (i trzeba się tutaj powstrzymać, żeby przypadkiem nie bawić się w wyciskanie), który się budował, ale przy okazji sprawia, że zmiana znacznie mniej boli. Dzięki temu nie męczę się tygodniami ze zmianami skórnymi i pozbywam się ich w ciągu kilku dni. Zauważyłam też, że przy okazji zmian hormonalnych, gdy wchłaniały mi się same tygodniami, miałam gwarancję przebarwienia na ich miejscu. Dzięki Drying Lotion - problem zniknął. 


Skład: Isopropyl Alcohol, Water, Calamine, Camphor, Sulfur, Zinc, Oxide Titanium Dioxide, Talc, Glycerin, Salicylic Acid

Produkt ten ma za zadanie działać antybakteryjnie i wysuszająco. Jak wspomniałam na początku, nie jest dostępny w Polsce. Mnie udało się go kupić za pośrednictwem norweskiej strony. Mama przywiozła mi go po jakimś czasie od zamówienia. Z resztą, pokazywałam go w moim ogromnym i  w znakomitej większości luksusowym haulu zakupowym TUTAJ. 

Mario Badescu, Drying Lotion, to produkt, który jest używany przez wielu celebrytów. Ja dowiedziałam się o jego istnieniu ze Snapa Youtuberki Desi Perkins. Potem zobaczyłam go u Kylie Jenner. Obie panie cieszą się nienaganną cerą i wyglądają, jakby problem niespodzianek na twarzy ich nie dotyczył. Dlatego postanowiłam spróbować tego specyfiku. Ostatecznie jestem z niego bardzo zadowolona i mam cichą nadzieję, że prędzej czy później marka pojawi się i u nas.


A czym Wy ratujecie się w obronie przed wypryskami?
DO GÓRY