Showing posts with label Kerastase. Show all posts

Ala, a jak Ty robisz takie loki?

Friday, October 20, 2017 -



Za każdym razem, jak pokazuję się Wam na InstaStories, dostaję mnóstwo pytań o to, gdzie, jak, czym, kiedy i za ile. Dlatego dzisiaj postanowiłam zebrać w kupę kilka moich ostatnich patentów na to, jak układam włosy i jak sobie z nimi radzę.

Może na początek krótka ich historia i specyfikacja. Mam mnóstwo włosów. Rosną, jak szalone, niczym się nie wspomagam a ich i tak jest wiele. Są względnie grube i mocne, niestraszne im zabawy w suszarkę i prostownicę. Regularnie je farbuję, ale i podcinam, bo jednak - co jak co, ale tak długie włosy nie wytrzymają żyjąc sobie na własny rachunek.

Od kilku lat mam cudownego fryzjera, który z moją głową zrobił totalny porządek. Nie wyobrażam sobie zdradzić Maćka z kimkolwiek innym. To jest właśnie ta osoba, u której siadam na fotelu i nie boję się, że coś zrąbie. Odmienił mnie ogromnie i wszystko wymyślił sam. Nie musiałam mówić, czego chcę - on wiedział, że najlepiej będzie, jeśli sprawi, że będę mieć swoją, lepszą wersję siebie.
Z resztą, co tu dużo mówić - zerknijcie sobie na moje zdjęcie sprzed lat (np. tutaj), gdy jeszcze bawiłam się w samodzielne farbowanie albo bywanie u przypadkowych "fryzjerek" i po, gdy w moim życiu pojawił się fryzjer-cudotwórca :) Prawda, że dwie kompletnie inne osoby?

Na co dzień katuję moje włosy dość intensywnie. Nie bawię się w nadmierne chuchanie i dmuchanie, ale jednak przywiązuję znacznie większą wagę do tego, co się dzieje na mojej głowie. Dlatego regularnie używam maseczki i odżywki. Nie ruszam się też z domu bez olejku do włosów.

> odżywka Aussie

Przypadkowo trafiła do mojej kosmetyczki i jakoś tak bardzo się polubiłyśmy, że zostaje na stałe. Jest gęsta i treściwa, ale nie obciąża moich włosów. Czasami zdarzało się, że zwykłe odżywki sklejały moje włosy i mimo porządnego spłukania, po kilku godzinach miałam wrażenie, że włosy myłam tydzień temu. Ta tego nie czyni, dlatego chwała jej za to! Z mojej perspektywy, jest to produkt godny polecenia, aczkolwiek nadal szukam czegoś, co mi zrewolucjonizuje  :)


>Maseczka Amika

Kocham ją za cudowny skład i piękne działanie. I choć nie nakładam jej na zbyt długo, to zawsze moje włosy są po niej miękkie i lejące. A właśnie taki efekt kocham najbardziej. Moje średnioporowane włosy nie są z natury błyszczące i gładkie, dlatego muszę im pomagać przy pomocy takich właśnie specyfików. Jednak, ostatnio mam wielką ochotę na maseczkę od Anwen, którą w najbliższym czasie na pewno zakupię.

> Olejek Kerastase i olejek byNature

Olejek z Kerastase stosuję już od bardzo dawna, ale buteleczka dąży do denka. Dlatego szukałam powoli jakiegoś zamiennika i zastanawiałam się wciąż, na co się w tej kwestii zdecydować. Chciałam, żeby olejek ładnie pachniał, bo jednak - kocham, gdy moje pukle noszą jakiś zapach. Zdecydowałam się na produkt marki byNature. Jego wadą jest na pewno opakowanie, które ma pipetę - strasznie to niewygodne i nie jestem zachwycona.  Wolę pompki, jak w przypadku olejku Kerastase, który to z "olejkiem" z prawdziwego zdarzenia ma niewiele wspólnego.


> Oczyszczanie

Szampon, to u mnie kwestia wyboru. Czasami używam Bumble and Bumble, czasami decyduję się na Syoss, czy inny, tańszy. Nigdy nie zostałam przy żadnym przez więcej, niż jedną butelkę. Zmieniam je, jak faceci zmieniają dziewczyny, więc nie wiem, czy kiedyś trafię na taki, który będzie ze mną całe życie. Pokochałam ten z B&B, ale nie widzi mi się wydawać ponad 100zł za butelkę szamponu i szczerze powiedziawszy, to nie do końca wiem, co z tym fantem zrobić :) Chyba trzeba po prostu więcej wydać, skoro tak bardzo mi się podobał. Mam też ochotę na ich oczyszczający szampon w wersji Sunday, który podobno pozbywa się WSZELKICH zanieczyszczeń ze skóry głowy. A to by mi się przydało.
Ostatnio używam szamponu marki ALBA, który dorwałam w TK Maxxxie. Skusiła mnie duża pojemność (litr), dobra cena (ok. 60zł), pompka i fakt, że jest to szampon naturalny. Rzeczywiście dobrze oczyszcza moje włosy, ale niestety efekt utrzymuje się u mnie max na 2 dni, przy czym drugiego dnia, pod wieczór, mogłabym już używać suchego szamponu. Nie polecam, ale też nie odradzam, bo mimo faktu, że nie włosy nie są po nim świeże przez najbliższe pół roku, to dzięki niemu pozbyłam się suchego, swędzącego skalpu. Olej kokosowy robi mi dobrze! 

> LOKI

I teraz temat, o który zawsze mam najwięcej pytań. Ala, jak Ty układasz te włosy? A no... normalnie :) Chwytam za prostownicę Remingtona, którą kupiłam lata temu, za jakieś małe pieniądze w Realu. Dałam za nią może jakieś 60zł, więc nie są to krocie, ale jestem bardzo zadowolona z jej działania.
Chwytam niewielkie pasma moich włosów i mniej więcej na wysokości ucha, wywijam je prostownicą o 180, a czasem nawet i 360 stopni. Potem zjeżdżam nią powoli w dół. Powtarzam na każdym pasemku, po czym przeczesuję włosy szczotką o grubych ząbkach. Trochę sprayu utrwalającego fryzurę i gotowe!
Naprawdę, taka fryzura trwa jakieś 5-10 minut a efekt jest szałowy. Nie myślcie więc, że spędzam przed lustrem długie godziny w tym temacie.

Podoba się Wam efekt końcowy?
Dbacie o swoje włosy na co dzień?

Moje sposoby na pielęgnację włosów || Kerastase, L'biotica, Amika oraz Bumble and Bumble

Wednesday, May 24, 2017 -

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

O tym, że żadna ze mnie włosomaniaczka, doskonale wiecie. Temat "przesadnego" dbania o moje włosy jest mi obcy, aczkolwiek... zaczynam się chyba w to wszystko wkręcać. Powoli, bo powoli, ale zaczynam. 

Chcę w najbliższym czasie na pewno wypróbować maseczkę do włosów od Anwen, bo skutecznie zachęcają mnie do tego opinie koleżanek-blogerek. Między innymi Balbiny we wpisie o trzech maskach do włosów.

Dzisiaj jednak  chcę Wam przedstawić odrobinę historię tego, jak udało mi się osiągnąć efekt, z którego jestem niesamowicie dumna. Mam na myśli suche siano, zmienione w lśniące i błyszczące włosy. 

Nigdy na swoje włosy nie narzekałam. Nie mogłam tego robić, bo jestem przez naturę obdarzona dość fajną opcją: są grube, mocne, ciężkie i jest ich mnóstwo. Rosną też szybko. Przy okazji muszę wspomnieć, że są średnioporowate lub wysokoporowate - jeszcze w stu procentach tego nie odkryłam.  Moim jedynym problemem przez lata była nieodpowiednia fryzura. Na szczęście znalazłam już cudotwórcę, który sprawił, że w końcu wyglądam, jak człowiek, a moje włosy skupiają wiele uwagi. Ponownie je zapuściłam ( i nadal to robię), bo teraz już wiem, że krótkie fryzury mi zwyczajnie nie pasują. Cieszę się długimi pasmami, których kolor jest czymś na pograniczu blondu i miodowej rudości, czasami zahaczającym o brąz. Kolor jest niezwykle naturalny i piękny. I nie, jeszcze się w sobie nie zakochałam :) 

W każdym razie, rozjaśniane włosy niestety cierpią. Choćby nie wiem, jak mocne były. Dodając do tego regularny brak używania odżywki, czy maski i olejku, możecie sobie tylko wyobrazić to, że moje końcówki w końcu zaczęły się łamać, a włosy postanowiły przypominać suche siano. Wdrożyłam jednak w końcu w życie kilka produktów, które pozwalają mi na cieszenie się cudownie gładkimi pasmami. Co prawda, nie znalazłam lepszego sposobu na rozdwojone końcówki, niż nożyczki, ale te produkty, o których Wam za chwilę opowiem, są dla mnie najlepsze z możliwych. 

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Szamponów używam różnych. Co prawda, nie skupiam się na nich szczególnie, ale czasami są takie, do których z przyjemnością będę wracać. I jednym z takich jest właśnie Bumble and bumble, Thickening Shampoo /250ml/125zł/. Jest to szampon, który bardzo dobrze oczyszcza mi skórę głowy. W sumie, nadal mam ochotę na wersję Sunday, która jest podobno niesamowicie mocno oczyszczająca, ale  takich produktów nie powinno się nadużywać. W każdym razie, szampon który Wam dzisiaj pokazuję ma na celu zwiększenie objętości włosów. I rzeczywiście to robi. Jestem bardzo zadowolona z jego działania. Włosy znacznie dłużej są uniesione, a ich wredny i niekontrolowany oklap nie zdarza się tak szybko, jak w przypadku zwykłego szamponu. Poza tym, to po prostu szampon - nie ma się co nad nim dłużej rozwodzić. 

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Do mojej pielęgnacji na stałe włączyłam też maskę do włosów marki Amika, Nourishing Mask z rokitnikiem /28$/250ml/. Marka te jeszcze nie jest dostępna w Polsce, ale już wkrótce powinna pojawić się w perfumerii Sephora. Było mi dane przetestować dwa produkty z linii włosowej wcześniej i śmiało mogę Wam polecić tę pozycję (drugą również, ale dotyczy stylizacji włosów i na pewno Wam ją jeszcze pokażę). Maska jest gęsta i treściwa. Używam jej raz w tygodniu, czyli tak naprawdę co 2. mycie. Zdarza mi się stosować ją na noc, ale raczej staram się jej nie zostawiać na tyle godzin bez potrzeby. Nie ukrywam jednak, że jest to jeden z przyjemniejszych produktów, jakie dane mi było testować. Przepięknie pachnie, zupełnie jak dobry zabieg u fryzjera. I właśnie taki efekt pozostawia po sobie. Nawilża moje pasma i sprawia, że są sypkie, i gładkie. Lśnią i widać, jak poprawia się ich kondycja. Rokitnik ma w tym przypadku dogłębnie odżywiać i rzeczywiście to robi.

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Dołączyłam też olejek Kerastase Elixir Ultime do włosów koloryzowanych /ok. 139zł/100ml/. Ogólnie, jest to dla mnie przereklamowany produkt. Co prawda, lubię jego właściwości. Rzeczywiście, fantastycznie nabłyszcza moje włosy, pięknie wyglądają dzięki niemu nie tylko proste pasma, ale też loki, ale... taki sam efekt można uzyskać milionem innych olejków do włosów. Dlatego sądzę, że nie skuszę się na ponowny zakup, gdy wykończę tę buteleczkę. Starcza mi na dość długo, zważywszy, że używam go prawie codziennie. Zabezpieczam w ten sposób końcówki przed nadmiernym rozdwojeniem. W ciągu pół roku, zużyłam pół buteleczki. Wydajność w związku z tym jest na plus. Jednak, to co mnie skusiło do zakupu, to zapach. Kocham, gdy moje włosy pięknie pachną i gdy dotarło do mnie, że jego woń przypomina perfumy Chanel, Mademoiselle, wiedziałam że muszę go mieć. Jakież było moje zdziwienie, gdy zapach zniknął po kilku miesiącach używania. Olejek nadal pachnie, ale to już nie to samo. Zapach zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach i bardzo mi się to nie podoba.

pielegnacja-wlosow-wysokoporowatych-nawilzajace-maski-i-olejki-do-wlosow

Na koniec zostawiłam nowość w mojej pielęgnacji, czyli L'biotica Biowax Gold, Oleo krem, oleje afrykańskie arganowy i z baobabu /ok. 17zł/125ml/,  czyli krem nawilżający do włosów, który swoją konsystencją przypomina coś pomiędzy serum do włosów a lekką odżywką. Bardzo szybko się wchłania i może być stosowany zarówno na sucho, jak i na mokro. Niewielką ilość wgniatam we włosy (wielość ziarenka grochu na połowę włosów) na mokro i suszę je letnim strumieniem powietrza. Niestety, nie umiem żyć bez suszarki i rezygnacja z tego urządzenia w moim życiu nigdy nie nastąpi. Nie ma takiej opcji, bo... serio, moje włosy wyglądają fatalnie, gdy pozwalam ich wyschnąć samodzielnie. Czasami używam też oleo kremu na suche pasma, a następnie wciskam w nie jeszcze odrobinę olejku Kerastase. Taka mieszanka nie obciąża mi włosów i działa na nie bardzo dobrze. Są odżywione i przyjemnie gładkie.


To wszystkie produkty, których aktualnie używam do pielęgnacji moich włosów. Dajcie mi koniecznie znać, czy znacie któryś z przedstawionych kosmetyków. I polećcie mi koniecznie Wasze ulubione maski i odżywki! 
Czekam na Wasze komentarze.

Ulubieńcy sierpnia

Wednesday, August 31, 2016 -

Twarz

Jako podkładu i pudru używałam dwóch produktów z marki Shiseido. Ostatnio, na nowo zakochałam się w pudrze Sheer &Perfect Powder Foundation. Jak sama nazwa wskazuje, można go używać samodzielnie, jako podkładu na co dzień. I w tej kwestii sprawdza się idealnie. Zapewnia wyjątkowo piękne wykończenie, bardzo naturalne i minimalnie pudrowe. Stapia się z moją cerą i lubię go w pojedynkę, ale ostatnio zaczęłam go używać, jako pudru wykończeniowego w połączeniu z podkładem Synchro Skin, który jest nowością marki na ten rok. Wyjątkowo lekka formuła (zupełnie, jak woda) i efekt drugiej skóry, to rzeczy które działają na jego plus. Dodatkowo, jego kolor jest wyjątkowo jasny i neutralny. Uważam, że to ogromna zaleta marki. Coraz częściej można zobaczyć, że wychodzi na przeciw oczekiwaniom kobietom, które zmagają się z bardzo jasnym typem karnacji i nawet "najjaśniejszy" podkład, czy to drogeryjny, czy wysokopółkowy, okazuje się być nadal za ciemny. W Shiseido tego problemu nie ma. Po prostu.

Korektor, to kosmetyk, którego nie mogę pominąć w swoim makijażu. Czy robię makeup no makeup, czy coś konkretniejszego - jest koniecznością. W tym miesiącu założyłam sobie powolne, ale skuteczne denkowanie korektorów. Posiadam zdecydowanie zbyt przytłaczającą ilość tych produktów, więc powolutku, powolutku, chcę zostawić tylko te, które naprawdę mi się podobają i spełniają moje oczekiwania. Rimmel Match Perfection, to kosmetyk, który na pewno zostanie przeze mnie kupiony ponownie. Znakomicie stapia się z moją cerą, fajnie zakrywa cienie, a ja już pogodziłam się z faktem, że nie będę nigdy w stanie zrobić tego idealnie i na tyle naturalnie, żeby wyglądało to dobrze. Dlatego postanowiłam używać produktów, które pod oczami wyglądają dobrze i dają mi tyle krycia, z którym czuję się pewnie. 

Róż z urodzinowej edycji Sephora. Nie wiem, czy będziecie w stanie go dostać poza opcją urodzinową, ale wydaje mi się, że są to kolory normalnie dostępne w ofercie perfumerii. Ja wyjątkowo polubiłam mieszankę soczystego pomarańczu i mocnego różu, które znajdziemy w środku. Razem dają efekt naturalnego, dziewczęcego rumieńca. 

Puder brązujący Artdeco z kolekcji Hello Sunshine, to mój ulubieniec praktycznie całych wakacji. I pomyśleć, że kiedyś nawet nie tknęłam bronzera. Uważałam, że wyglądam w nim "brudno", a wystarczyło po prostu znaleźć swój odcień. I na szczęście udało mi się taki znaleźć. Nadaje się do lekkiego, dziennego makijażu i z przyjemnością używam go właśnie w tym celu. A czasami, z lenistwa - ląduje też na moich powiekach. Szybko i skutecznie fundując mi spójny makijaż. 

Usta

Konturówka Kylie Cosmetics w kolorze Koko K, to jedna z moich ulubienic. I boję się, co to będzie, gdy mi się skończy. Jednak, trochę szkoda mi wydać 18$ (plus wysyłka) na konturówkę. Powiem Wam jednak bardzo szczerze, że jest to najlepsza konturówka, jaką miałam do tej pory. Nie ma lepszej. Niektórym jej konsystencja może nie odpowiadać, ale dla mnie jest wszystkim, czego szukam w tego typu produkcie. Wyjątkowo miękka, ale nie na tyle by się łamać. Sunie po ustach niczym masełko i pozwala na precyzyjne wyrysowanie ust. Produkt-marzenie!  Dodatkowo kolor, który jest moim "my lips but better". Polecam z ręką na sercu.

Oczy

Chanel, Stylo Eyeshadow w kolorze Beige Dore skradł moje serce od samego początku. Jest przepięknie napigmentowany. To trzeba zobaczyć na żywo. Idealnie odbija światło i wygląda dobrze nie tylko w wewnętrznych kącikach oczu, ale też naniesiony na szczyty kości policzkowych. Miłośniczki mocnego błysku będą nim oczarowane. Jest świetny! 

theBalm, maskara Mad Lash, to moje zaskoczenie. Nie sądziłam, że się polubimy, ale jakoś tak się stało, że całkiem dobrze mi się sprawdza. Utrzymuje podkręcenie przez cały dzień, nie osypuje się i przede wszystkim - jest ultraczarna. Teraz moje oczy już nie giną w tłumie.

Na koniec brwi i parę słów o cieniu przeznaczonym do ich zaznaczania od marki Anastasia Beverly Hills. Chyba każda szanująca się urodomaniaczka wie, że to największa specjalistka w branży brwiowej. Nie bez powodu zdecydowałam się tym razem na cień w kolorze Taupe. Po wcześniejszym długim romansie z kredką Brow Wiz, szukając czegoś nowego, chciałam postawić na pewność, że będę zadowolona z jakości produktu. I tak jest. 

Pielęgnacja 

Kerastase to marka, do której mam sporą rezerwę zaufania. Jest droga, nie oszukujmy się. Właśnie z tego względu, ciężko mi się do niej przekonać. Głównie dlatego, że jakoś szkoda mi pieniędzy na produkty do włosów. Jednak, z tego względu, że ostatnio bawiłam się (i nadal bawię) w rozjaśnianie włosów, byłam zmuszona zadbać o moje pasma. I uważam inwestycję w olejek Elixir Ultime, za bardzo udaną. Jego przyjemny zapach, którego dużą inspiracją były perfumy Chanel, Mademoiselle, otula moje włosy i pozostaje na nich do momentu kolejnego mycia. Wygładza moje kosmyki, dyscyplinuje je i przede wszystkim, nie obciąża ich. Jest super!

Maseczka Peter Thomas Roth, Pumpkin Enzyme Mask, to mój ulubieniec pielęgnacyjny. Pisałam już o niej na blogu i nadal nie mogę wyjść z podziwu tego, co jest w stanie zrobić z moją cerą. Pozbywa się każdej, nawet najmniejszej suchej skórki i odświeża moją skórę. Jest wyjątkowo dobra i niezwykle wydajna. Za każdym razem, gdy potrzebuję wyprowadzić moją cerę na prostą, sięgam właśnie po nią. 

A jacy są Wasi ulubieńcy w tym miesiącu?

Kosmetyczne nowości

Saturday, July 16, 2016 -



Moje kochane! Dawno nie było żadnych nowości, prawda? Tak się cieszę, że w końcu mogę podzielić się z Wami moimi łupami z ostatnich tygodni, że sobie tego nawet nie wyobrażacie. Głównie dzieje się tak dlatego, że najzwyczajniej w świecie - jak każda kobieta - bywam próżna. I lubię wydawać pieniądze. Na nowe kosmetyki, to już w ogóle.

Zacznę od pielęgnacji, bo tej jest u mnie najwięcej. Kto by się tego spodziewał jeszcze kilka lat temu, gdy wszelkiego rodzaju kremy do twarzy omijałam szerokim łukiem? Teraz jednak poszłam po rozum do głowy i wiem, że kolagen, to sprawa indywidualna, a moje coraz większe zmarszczki mimiczne może i są urocze, i mówią o tym, że jestem ekspresyjną i dużo uśmiechającą się osobą, ale... nie oszukujmy się. Każda z nas chce cery niczym pupa niemowlaka. A do tego potrzebna jest niemała artyleria.



Krem Estee Lauder, Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Supreme, to tak naprawdę zakup dla mojej mamy. Przydał jej się nowy krem, a okazja do jego zakupu była naprawdę wyjątkowa. Jego regularna cena, to 389zł/50ml, ale nie powiem Wam za ile udało mi się go kupić, bo mnie zwyczajnie znienawidzicie i wydrapiecie mi oczy na mieście. Poprzestanę więc na informacji, że bardzo się opłacało. Sama kiedyś wypróbowałam ten krem, dlatego z przyjemnością poleciłam go mamie. I liczę, że będzie z niego tak samo zadowolona, jak kiedyś byłam ja. Spod skrzydeł koncernu Estee Lauder wyszedł jeszcze jeden produkt, dla którego - mam nadzieję - stracę głowę. Mowa bowiem o serum Advanced Night Repair. Jego cena jest jeszcze bardziej zatrważająca, niż poprzednika. Za 50ml tego cudotwórcy pani Lauder liczy sobie całe 439zł. To również była okazja nie do przegapienia, ale nie chcę, żebyście znienawidziły mnie jeszcze bardziej :) Wspominałam Wam już, że boję się zmarszczek. Dlatego wszystko co przeciwdziała oznakom starzenia i spłyca zmarszczki jest teraz bardzo w "moim stylu". Skończone 25 lat, to nie przelewki...


Maseczka do twarzy Peter Thomas Roth, Pumpkin Enzyme Mask, to moje kosmetyczne odkrycie życia. Nie warto inwestować w GlamGlow, takie jest moje zdanie, niestety. Mam dwie maseczki spod ich skrzydeł i prawda jest taka, że nie są w niczym nadzwyczajne. Obiecałam Wam o tym wpis i na pewno się jeszcze pojawi. Niedobra ja. Wracając do dyniowej maseczki - musicie ją mieć. Polecam poprosić o próbkę w Sephorze, bo zakochacie się w niej, tak jak ja. Pachnie pierniczkami, jesienią i ciepłą herbatą. Jej zapach potrafi przenieść w zacisze ciepłej kawiarni, gdzie siedzimy w wygodnym fotelu, popijamy korzenną kawę z przyjaciółką i patrzymy, jak za oknami mokną ludzie. Enzymy z dyni złuszczają martwy naskórek, a maseczka pozostawia skórę gładką i świeżą. Poza tym, jej zakup opłaca się o wiele bardziej, niż jej osławione koleżanki z gwiazdką, za które trzeba zapłacić (już!) 229zł/50ml. Pumpkin Enzyme Mask kosztuje 199zł za 150ml. Prawda, że lepiej?




Nie dalej, jak miesiąc temu rozjaśniłam włosy. Robię to regularnie od dłuższego czasu, ale mój fryzjer-magik dobrze wie, że o włosy trzeba dbać. Dlatego mój blond bardzo kontrolujemy i docieramy do niego powoli, małymi kroczkami. Muszę się Wam jednak przyznać do pewnej rzeczy: ŻADNA ZE MNIE WŁOSOMANIACZKA. Nie dbam (a właściwie nie dbałam) o moje włosy. Mam wysokoporowate, grube, gęste i niezniszczalne pasma. W dodatku jest ich dużo. aGwer mnie nienawidzi i wiecznie powtarza, że gdybym tylko o nie zadbała, to byłyby piękne. Dlatego zaczęłam przechodzić na dobrą stronę mocy. Co prawda, w dużej mierze spowodowane jest to rozjaśnianiem, które bez pytania wysusza włosy. Dlatego uzbroiłam się w kilka lepszej jakości szamponów (nie zrezygnuję z SLS-ów, inaczej mam wrażenie, że głowa jest niedomyta). Schowane głęboko w szafce maski do włosów wykorzystam, jako odżywki. A te dwa nowe produkty, które widzicie dzisiaj w nowościach, to rzeczy, na które się czaiłam i postanowiłam wypróbować. Kerastase mnie mocno intryguje. Głównie dlatego, że jest drogie, jak zboże. Kiedyś u Sylwii użyłam sobie olejku, który kupiłam niedawno i pamiętałam, że byłam nim oczarowana. Piękna woń inspirowana zapachem Chanel, Mademoiselle oraz kilkudniowe nawilżenie włosów - to właśnie przekonało mnie do zakupu. Elixir Ultime Oleo-Complexe kupiłam na stronie Friser.pl za 96.90zł (w każdej innej drogerii internetowej cena waha się od 115zł do 150zł). Do zamówienia dorzuciłam jeszcze kąpiel do włosów z tej samej serii Oleo-Complexe, Elixir Ultime. Głównie dlatego, że chciałam spróbować, a mniejsze opakowanie zawierające 80ml wydawało się być idealną ilością do dowiedzenia się, czy warto inwestować w tak drogi szampon. Moimi spostrzeżeniami na pewno podzielę się na łamach strony. 

Przyszła też odpowiednia pora na zakup nowego zapachu, dlatego zdecydowałam się na J'adore Eau de Toilette (499zł/100ml). Dawno nie zdecydowałam się na lekką i zwiewną nutę, dlatego tym razem wybór padł właśnie na takie świeże i "czyste" perfumy. Ich świeża, ale i kwiatowa woń jest przyjemną odskocznią od słodkich i ciężkich zapachów, z których jestem znana. Swoją drogą... chyba muszę Wam pokazać moją kolekcję perfum. Trochę się ich nazbierało.




Strasznie marzy mi się rozświetlacz Cushion z Sephory, ale... niestety, jest wiecznie niedostępny, dlatego nie mogłam kupić sobie nic ciekawego podczas promocji 3 za 2. Byłam wtedy w perfumerii z Agnieszką (aGwer) i w ten sposób obie skusiłyśmy się na pomadkę w gąbeczce Wonderful Cushion. Mój chwyciłam w kolorze 04 Wonderful Fuschia (39zł). Złapałam też miniaturę żelu micelarnego, bo od dawna byłam go ciekawa, a nie chciałam od razu decydować się na duży rozmiar (nie to, żebym dużych rozmiarów nie lubiła ;)). Z okazji urodzin w czerwcu dostałam też prezencik od Sephory, którym jest duo różów do policzków. Urocze i fajnie napigmentowane. 


Przyjechała do mnie też mama, która przywiozła mi dwie nowości. Kiedyś zagorzale obstawałam przy podkreślaniu brwi kredką. Teraz coraz chętniej sięgam po cień. Po długim czasie namysłu, doboru koloru i szukaniu odpowiedniej trwałości, zdecydowałam się na podwójny cień do brwi w odcieniu Taupe od Anastasia Beverly Hills. Wystarczy delikatnie oprzeć włosie pędzelka w pudrze by móc cieszyć się pigmentacją, której inne produkty mogą mu tylko pozazdrościć. 


U Marleny  wyczytałam gdzie dorwę Drying Lotion od Mario Badescu. (Dziękuję! <3) Polowałam na niego na jednej z norweskich stron przez kilka tygodni i się udało. To taki specyfik, którym bezpośrednio atakuje się zmiany skórne. Wszelkie "bomby" hormonalne, pryszcze, które paraliżują pół twarzy przy jego pomocy idą w zapomnienie. I Bóg zapłać! Wyobraźcie sobie, że wystarczyło jedno zdanie i moja mama była już kupiona. Chciała ten produkt tak samo, jak ja. Zaraz po niej wytłumaczyłam Agnieszce (tak, tak, to znowu aGwer), że też potrzebuje go w życiu i... nie mylicie się. Zamówiłam trzy buteleczki :)



Będąc podczas jednych zakupów w Biedronce, natrafiłam na kosmetyki marki Lirene. Prawdę mówiąc, z ich kolorówką nie miałam zbyt wiele do czynienia, dlatego postanowiłam skusić się na dwa produkty do makijażu twarzy. Padło na rozświetlacz oraz różo-bronzer. Oba w cenie 15.99zł. 

A na koniec creme de la creme. Oto one, pomadki Kylie Jenner we własnej osobie. Albo we własnym uosobieniu. Zdecydowałam się na jeden Lip Kit, czyli pomadkę matową z dedykowaną do niej konturówką (Koko K/29$), jedną pojedynczą pomadkę matową (Mary Jo K/17$) oraz błyszczyk (So Cute/15$). Najbardziej bolesną była cena przesyłki. Wartość jednego błyszczyka, to całkiem sporo i mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni, bo jedno wiem na pewno - chcę ich więcej. Pachną, jak waniliowe ciastko, utrzymują się fenomenalnie, czerwień jest niezwykle piękna, a na dodatek nigdy nie kochałam tak błyszczyka, jak teraz. 



I to by było na tyle moich kosmetycznych nowości. Powiedzcie mi, czy miałyście do czynienia z tymi produktami i czy coś szczególnie wpadło Wam w oko. Dajcie znać w komentarzach!
DO GÓRY