Showing posts with label matowe pomadki. Show all posts

Maybelline SuperStay Matte Ink: Dreamer, Lover, Pioneer, Ruler || Czy warto wydać na nie pieniądze?

Tuesday, April 24, 2018 -


Miłośniczki trwałych pomadek do ust zadrżały, gdy w sieci pojawiły się informacje, że superprodukt znajdzie się  w szafach szeroko dostępnej marki makijażowej z drogerii. Do tej pory bowiem faktem było, że trwała pomadka równała się drogiej pomadce. Czy to lip kity od Kylie,  o których już kiedyś Wam pisałam, czy to pomadki Huda Beauty, a nawet Kat von D.

Poczytaj:

Maybelline SuperStay Matte Ink, to nowość na rynku, która powoli wkracza do polskich drogerii. Do tej pory sądziłam, że pojawi się w nich w okolicach maja, ale "donosicie" mi na Instagramie, że widziałyście je już w Drogerii Natura oraz w SuperPharm. Pewnie niebawem wszędzie znajdziecie całą gamę kolorystyczną. Na razie w rzutach pojawiają się wybrane kolory.
Jeśli jeszcze mnie nie śledzicie na Insta, to warto to zmienić!



Pamiętajcie jednak, że niezależnie od tego, ile warta jest pomadka, którą macie zamiar nałożyć na usta, nigdy nie będzie wyglądać dobrze, jeśli ich odpowiednio nie wypielęgnujecie. Zwłaszcza w wersjach szminek matowych, należy odpowiednio zadbać o pozbycie się wszystkich suchych skórek, które ujrzą światło dzienne, jeśli nałożycie na nie taki zastygający produkt. Dlatego pielęgnacja, to podstawa. Tutaj pisałam Wam, jak zadbać o usta, aby były idealne. 

Pomadki SuperStay Matte Ink zostały zamknięte w klasycznym opakowaniu. Zakrętka jest w tym wypadku biała, a reszta opakowania zostaje utrzymana w kolorystyce nawiązującej do tego, czego możecie spodziewać się w środku. Każda z pomadek ma na sobie naklejoną dość mocno trzymającą się nalepkę z nazwą. 


Aplikator, z którym mamy do czynienia jest zaprojektowany wręcz idealnie. Mam tutaj na myśli fakt, że jego ścięta końcówka pozwala na precyzyjne wyrysowanie ust. Możecie śmiało zapomnieć o konturówce, nawet w przypadku czerwieni. Jestem tym faktem niezwykle oczarowana! Jak widzicie na zdjęciu, aplikator ma po środku wycięcie, taki jakby "zbiorniczek" na nadmiar produktu, dzięki czemu uchroni on Was przed katastrofą i nie nałożycie go zbyt wiele na wargi. Cena pomadki w Polsce wynosić będzie około 33zł.


KOLORY
Maybelline SuperStay Matte Ink, 10 dreamer - to jeden z jaśniejszych odcieni w gamie kolorystycznej, którą możecie dostać w tej serii. To pudrowy odcień różu, który ma w sobie odrobinę pomarańczowych tonów. Nie będzie się więc nadawać każdej z Was. Zęby wydają się być przy nim trochę żółtawe.
Maybelline SuperStay Matte Ink,  15 lover - to kolor, który dla niektórych będzie idealnym, dziennym nude. Ma w sobie całkiem sporo tonów fiołkoworóżowych, więc na moim typie urody wypada dość ciemno i powiedziałabym, że w kierunku fioletu. Jest chłodny i mocno przypomina mi pomadkę z Kat von D w odcieniu Lovesick.
Maybelline SuperStay Matte Ink, 20 pioneer - to intensywna, bogata i nieziemska czerwień! Idealny odcień, który będzie pasować dosłownie każdemu. Jest mocna, wyrazista i posiada niebieskie tony, dzięki czemu oczywiście odświeża spojrzenie, rozjaśnia cerę, ale przede wszystkim - wybiela zęby! Niezwykle seksowna, przepiękna. Mój ulubieniec.
Maybelline SuperStay Matte Ink, 80 ruler - to jeden z ciemniejszych odcieni w gamie kolorystycznej. Jest neutralny, ale bardzo jagodowy według mnie. To tak, jakbyście zjadły właśnie kubek jagód leśnych (wymieszanych borówek, malin, poziomek i jagód). Usta zabarwiłyby się Wam na podobny kolor. Trochę w nim fioletu, trochę różu, trochę brudnej, brązowej czerwieni.


A teraz najważniejsze, czyli ich trwałość, formuła oraz zmywanie. Otóż, przede wszystkim, muszę Wam powiedzieć o tym, że jest to pomadka matowa, ale nie jest to mat, do którego przyzwyczaiły nas inne marki kosmetyczne. SuperStay Matte Ink niestety trochę się klei i efekt ten nie znika w ciągu dnia. Wydawać by się mogło, że nie będzie to problem, ale jeśli mam być szczera, to nie jest to najbardziej komfortowa formuła, z jaką miałam do czynienia. Lepi się, czuć ją na ustach w ciągu dnia i nie da się o niej zapomnieć. 

Można jednak zapomnieć o poprawkach! Jest praktycznie nie do zdarcia. Jej wytrzymałość na ustach przebija wszystkie pomadki matowe z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Nawet czerwienie pięknie trzymają się na ustach, zarówno po kilkugodzinnym noszeniu, jak i tłustym posiłku, czy długich rozmowach. Zjada się bardzo równomiernie i ładnie. Należy ją jedynie doklepać w środku ust, ale to wydaje się być totalnie normalne. 

Nie jestem jednak zadowolona z tego, co robi z moimi ustami. Nie nazwę tego ani przesuszeniem, ani zniszczeniem. Ona po prostu te usta obciąża. Po zmyciu pomadki wieczorem (przy użyciu płynu dwufazowego i sporej ilości cierpliwości) mam wrażenie, że moje usta są podrażnione, jakbym była chora. Nie obejdzie się więc bez porządnego peelingu po oraz mocnego nawilżenia. Tutaj przyda się coś gęstszego i treściwszego od zwykłej pomadki nawilżającej. 

Czy warto wydać na nie pieniądze? 

Myślę, że tak. Za tę cenę zyskujemy naprawdę fajny produkt do ust. Nie jest on pozbawiony wad, ale niewątpliwie jego trwałość zyska niemało fanek. Dla mnie to produkt, którego nie będę chciała używać codziennie przez to zbytnie obciążenie moich ust, ale myślę, że nie raz postawię na czerwień Pioneer na randkę, czy wieczorne wyjście.


Jednak, gdy już jesteśmy w temacie nowości do ust, to wpadnijcie też przeczytać niedawny post o pomadkach matowych Semilac Matt Lips. 

Dajcie mi koniecznie znać, czy któryś kolor wpadł Wam szczególnie w oko oraz czy planujecie zakupy. A może macie już swój egzemplarz?
Czekam na Wasze komentarze! 

Revlon, Ultra HD Matte Lip Color

Saturday, November 5, 2016 -


Nowa szminka? Tego nie trzeba mi dwa razy powtarzać. Dobrze mnie znacie i doskonale wiecie, że uwielbiam produkty do ust. Dzisiaj mam zamiar pokazać Wam z bliska trzy spośród siedmiu nowych odcieni najnowszej pomadki marki Revlon, Ultra HD  Matte Lip Color. 


Matowe usta, to mój konik. Tej jesieni zdecydowanie wracamy do mocnych, intensywnych barw oraz długotrwałych formuł. Uwielbiam wszelkie matowe pomadki i cieszę się, jak dziecko na każdą nowość. Jednak, tym razem jestem odrobinę skołowana.


Niby produkt jest dobry, niby trochę z niego matowa szminka, ale jednak nie do końca. Przede wszystkim, daje bardziej satynowe wykończenie, nie zapewnia idealnego matu. W związku z tym formuła nie zastyga i potrafi migrować poza kontur ust, zwłaszcza w przypadku ciemniejszych kolorów. Jednak, aplikator jest na tyle precyzyjny, że pozwala na wyrysowanie kształtu ust.


Trzy kolory, które posiadam i które pokazuję Wam na zdjęciach poniżej, to w kolejności Seduction, Devotion oraz Obsession. I moim ulubieńcem, jak się możecie domyślać, jest Obsession. Piękny, fuksjowy róż, który nadaje twarzy blasku i koloru. Kocham takie intensywne barwy, ale to nie oznacza, że rezygnuję z tych przygaszonych dzienniaków. W kategorii "makijaż codzienny" wygrałby według mnie kolor Seduction. To idealny, beżowo-brązowy nude, który nienachalnie podkreśla urodę. Jednak najbardziej dziewczęcy wydaje się być kolor Devotion, który swoją przygaszoną barwą nie zwraca uwagi, a mimo to znakomicie wpisuje się w makijaż, komplementując urodę. 




Każdą z tych pomadek dostaniecie w drogeriach, w których znajdują się szafy Revlonu (czyli w Rossmannie oraz Hebe) oraz w perfumerii Douglas, Koszt takiego cudaka, to 54.90zł. 

Ostatecznie, będę z Wami szczera, nie jestem zachwycona tymi pomadkami na tyle, żeby powiedzieć: "bierzcie wszystkie kolory!". Mimo wszystko jednak, uważam że te zgaszone róże oraz odcienie nude zasługują na uwagę. Formuła nie powala na kolana, ale kolor odrobinę wgryza się w usta, dzięki czemu nie wygląda kiepsko podczas ścierania się. Zapomniałabym wspomnieć o ich absolutnie uzależniającym zapachu! Pachną bitą śmietaną i masłem mango. Obłędnie! 

Podobają się Wam te pomadki? W którym kolorze wyglądam według Was najlepiej? 

Najlepsza pielęgnacja ust w 3 krokach

Friday, September 23, 2016 -


Podczas naszego wyzwania #LOVEYOURLIPSWEEK noszę same mocne pomadki. Praktycznie codziennie, z jednym małym wyjątkiem, pokazywałam Wam matowe szminki płynne, które wysuszają usta. Nie ma się co oszukiwać. Jeśli chcemy cieszyć się długotrwałym kolorem na wargach, trzeba liczyć się z faktem, że usta mogą dzięki temu zostać wysuszone na wiór.

Mam na to jednak sposób! Dzisiaj pokażę Wam, jak sprawić, że usta będą piękne, zadbane i maksymalnie nawilżone!

Krok pierwszy - zmywanie. 

Nie ma się co bawić w lekki płyny micelarne. Owszem, uda się Wam dzięki nim zmyć makijaż ust, ale potrwa to niewspółmiernie długo. Dlatego uważam, że warto zainwestować w specjalny remover. Najlepiej sprawdzi się w tej kwestii też zmywacz do makijażu wodoodpornego oczu. Dlaczego? Bo ma w swoim składzie oleje, które znakomicie rozpuszczają matowe pomadki i nie wysuszają przy okazji delikatnych ust.

Krok drugi - złuszczanie. 

Peeling. Uważam, że żadna z nas nie powinna tego kroku pomijać. Co prawda, wiadomo, możecie przygotować go w domu same. Wystarczy zmieszać cukier z olejem kokosowym i domowy peeling gotowy. Ja jednak w większości przypadków posiłkuję się takim gotowym. W tej kwestii sprawdza mi się ostatnio peeling Satin Lips od Mary Kay. Jednak, nie przywiązuję się do tego typu produktów. Używam, co akurat napatoczy mi się w ręce. Lubię też pomadkę peelingującą z Sylveco. Ją również mogę Wam polecić. A jeśli nie chce Wam się używać specjalnych kosmetyków lub kręcić własnych, to warto wydłużyć mycie zębów o 30 sekund i zwilżoną szczoteczką wymasować wargi tak, aby pozbyć się suchych skórek.

Krok trzeci - nawilżanie. 

Nawilżać usta powinnyście codziennie. Nie ma że boli, że się Wam nie chce, że zapomniałyście. Nie. Co wieczór, grubsza warstwa ulubionej pomadki nawilżającej, balsamu, czy maski  powinna wędrować na Wasze usta. Koniec kropka. Zwłaszcza, jeśli codziennie używacie matowych pomadek. Zrobi to naprawdę ogromną różnicę. Rano obudzicie się z prawdziwie miękkimi gąbeczkami.
Ja najchętniej sięgam po maseczkę z BiteBeauty, Agave Lip Mask. Żałuję, że nie jest dostępna w Polsce. To naprawdę superprodukt, który w ciągu godziny potrafi uratować moje usta z największych tarapatów. A używany systematycznie sprawia, że usta wyglądają bosko!  Z produktów dostępnych w Polsce mogę Wam polecić maseczkę dla kobiet karmiących Ziaja, Lano maść. To bardzo podobny produkt, chociaż uboższy w składzie.

Zostawiam oczywiście z porcją linków. Zapoznajcie się z tym, o czym tego dnia miały ochotę napisać dziewczyny :)


Dajcie znać w komentarzach oczywiście o Waszych sposobach na pielęgnację ust! 

Golden Rose, LONGSTAY Liquid Matte Lipstick

Wednesday, September 21, 2016 -


Dobrze wiecie o tym, że mam problem. Szminkowy problem. Problem, który jest niezwykle przyjemny, ale jednak powoli zaczyna się robić zbyt wielki, ponieważ już nie mam gdzie te wszystkie szminki trzymać. NAPRAWDĘ. A szkoda, bo wszystkie kocham tak samo mocno. 
Matowe pomadki, to mój konik. Kocham, w jaki sposób można sobie łatwo powiększyć usta różnymi odcieniami nude. Uwielbiam idealnie wyrysowane wargi i fakt, że kolor potrafi trzymać się długimi godzinami. Bardzo to lubię i niezwykle satysfakcjonuje mnie moment, w którym kończę nakładać pomadkę i jestem dumna z tego, jak ją nałożyłam. 

O produktach do ust z Golden Rose możesz poczytać też tutaj:
Najlepsze konturówki do ust! 

Longstay Liquid Matte Lipstick, to pomadka, która łączy w sobie właściwości płynnego matu i intensywnego koloru.  Za 5,5ml produktu trzeba zapłacić 19,90zł. Producent twierdzi, że wzbogacona formuła o Witaminę E oraz olej z awokado, sprawia że usta są nawilżone i gładkie. Bujda na resorach. NIE MA JESZCZE NA RYNKU MATOWEJ POMADKI, KTÓRA W OGÓLE NIE WYSUSZYŁABY UST. Jest jedna, która bardzo się do tego wyniku zbliżyła, ale nadal odrobinkę wysusza. Możecie o niej poczytać TUTAJ.  


Aplikator, to miękka gąbeczka, która łatwo daje sobą manipulować i pozwala na przyzwoite wyrysowanie ust. Jednak, jak w przypadku każdej matowej pomadki, radziłabym wcześniej użyć konturówki. W tej sposób będzie Wam znacznie łatwiej uzyskać kształt, który będzie Was w stu procentach satysfakcjonować. Jej wytrzymałość, to jakieś cztery godziny, jeśli nie będziecie nic jeść i pić. Próba jedzeniowa niestety nie jest zdana i wypada średnio. Jednak, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Właśnie dzięki temu, nie ma większych problemów ze zmyciem produktu z ust podczas demakijażu. 

Warto przy okazji wspomnieć, że są wyczuwalne na ustach. Nie nazwałabym ich do końca matowymi. Nie zastygają na sto procent i dają uczucie, jakby były trochę satynowe. Jako posiadaczka wielu, naprawdę wielu matowych pomadek w płynie, jestem w stanie z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że coś je minimalnie różni od ich koleżanek po fachu. I broń Boże, nie jest to na minus. Myślę, że takie maty z domieszką satyny wyglądają naprawdę ciekawie. 


03, to piękny neutralny fiołkoworóżowy. Tak zwany mauve. Dzięki temu, że każdy typ urody może spodziewać się innego wykończenia (u niektórych bardziej różowy, u innych więcej w nim fioletu), nadaje się świetnie do makijażu codziennego, jeśli nie boicie się mocniej zaznaczyć ust. Serdecznie polecam, bo to chyba mój ulubiony kolor z całej serii. 


Numer 04, to odcień, który niezwykle trudno jest oddać na zdjęciach. I tak nie udało mi się uchwycić jego prawdziwej warstwy, ale postanowiłam się w nim pokazać, mimo to. Na żywo jest zdecydowanie bardziej różowy, cieplejszy. Na zdjęciu, jak z resztą możecie zobaczyć, wydaje się być lekko pomarańczowy, z pomidorowym akcentem. No... przykro mi, ale nie dałam rady go oddać na fotce. Musicie go sobie zmacać na żywo.


Odcień 05, to śliwka, która znakomicie spisze się jesienią. Już widzę ją w połączeniu z szarymi, grubymi swetrami. Fajnie będzie wyglądać też u dziewczyn, które na co dzień są nieco chłopczycami, lubią skórzane ramoneski, spodnie motocyklisty i sztyblety. To odzwierciedlenie takiej osobowości w kolorze pomadki! 


Nie muszę chyba się Wam tłumaczyć z tego, że to właśnie 09 jest według mnie najpiękniejszy z całej gamy kolorystycznej. Kocham czerwienie, nieważne jakie są. Ta tutaj jest odrobinę ciepła, ale tak minimalnie. Nie wybiela więc zębów na tyle, co jej koleżanki z niebieskimi tonami. Mimo wszystko, jest intensywna i rzuca się w oczy. A o to chodzi! 


Kolor 10, to jeden z najczęściej kupowanych odcieni. Nie bez powodu. Jest jednym z bardziej kontrowersyjnych i zdaje się, że najmniej pasującym ogółowi. Szarawy odcień może wyglądać trupio na wielu typach urody. U mnie ewidentnie wychodzą na wierz te szare tony i wyglądam w niej, jakby coś mi dolegało. U innych potrafi wyglądać na bardziej fioletową, siną wręcz. Nie podoba mi się, ale spokojnie, przyjdzie jesień i oszaleję na jej punkcie. Boże, jak wiele jest w stanie zmienić pogoda za oknem! 


Kolor 11, to dla mnie dziwak. Niby brzydal, ale w sumie fajny. Takie z niego trochę brązowe błotko, zmieszane z odrobiną złotej, rudawej barwy. Kolor jesiennych liści. Myślę, że nawet trochę mi pasuje. Całkiem ciekawy i odważny kolor. 


Dzisiaj mija kolejny dzień z naszej blogerskiej akcji #LOVEYOURLIPSWEEK!
Wpadajcie poczytać u dziewczyn, o czym mają do powiedzenia dzisiaj!

Macie swoją pomadkę Longstay Liquid Matte Lipstick? Dajcie znać w komentarzach, co o nich sądzicie! 

Pomadki Kylie Cosmetics - czy warto?

Tuesday, September 20, 2016 -



Produkt jest wart tyle, ile jesteś w stanie za niego zapłacić. Dlatego właśnie cena produktów zagranicznych, sygnowanych nazwiskiem gwiazd, czy celebrytów rośnie wprost proporcjonalnie do ilości informacji dostępnych na temat tej osoby w mediach. Im ciekawsze nazwisko, tym wyższa cena. Prawda stara, jak świat. 

O tym, że znani i bogaci lubują się w procesie dywersyfikacji wiadomo nie od dziś. I chwała im za to, należą się nawet pokłony. Dlaczego? Głównie dlatego, że znakomicie zdają sobie oni sprawę z faktu, że nic nie trwa wiecznie, nawet ich sława. I właśnie w tym momencie, gdy uroda przeminie, a popularność zmaleje, na ratunek budżetowi przyjdą mniejsze lub większe biznesy. 

Sprzedaż własnego wizerunku kiedyś się przeje. Przyjdzie taki czas, że nie będzie już czego wymyślać i czym przyciągać uwagę. Warto zainwestować w firmę, która będzie przynosić dochody długofalowo. 

Znakomitym posunięciem ze strony Kylie Jenner było podjęcie próby wejścia na rynek kosmetyczny. Z perspektywy "marketingowca" uważam, że jest to naprawdę wyśmienity przykład tego, jak sprawić, że plotki dadzą na sobie zarobić. Wszyscy znamy "tajemnicę" jej ponętnych i coraz większych ust. Magia chirurgii plastycznej okraszona dobrą konturówką znakomicie napędzała tabloidy do publikacji o najmłodszej z klanu. 

Marka, którą założyła, a która nosi nazwę Kylie Cosmetics specjalizuje się głównie w produkowaniu produktów do ust. Na Snapie właścicielki marki nie raz znalazły się jednak informacje, że do linii wprowadzone zostaną również kosmetyki do całego makijażu twarzy. Ta kura znosi złote jajka, a skoro jest popyt, to szkoda by było nie wykorzystać tej dobrej passy. W końcu, produkty do oczu już się znalazły, czekam na resztę. 

W szeregach marki znajdują się: mocno napigmentowane błyszczyki, pomadki metaliczne oraz tak zwane Lip Kity, które zawierają w sobie matowe pomadki oraz specjalnie dedykowane im konturówki. 

Ja w swoim zakupie zdecydowałam się na trzy produkty. Był to przede wszystkim Lip Kit w kolorze Koko K, pojedyncza pomadka w odcieniu Mary Jo K oraz błyszczyk So Cute. Jak się później okazało, dostałam zły odcień i zamiast Koko K przyleciała do mnie Posie K. Nic straconego, dzisiaj pokażę Wam wszystkie trzy odcienie matowych pomadek, jakie posiadam :)

Historia Lip Kitu Koko K jest długa i zawiła, jednak postaram się Wam ją streścić w kilku słowach. Przede wszystkim, zamawiając opakowanie zawierające pomadkę oraz konturówkę, nie spodziewałam się, że mogę zostać omyłkowo "oszukana". Na pomadce normalnie widnieje naklejka z napisem Koko K, ale po przejrzeniu "całego" Internetu, porównaniu kolorów na różnych typach urody, doszłam do wniosku, że zostałam posiadaczką koloru Posie K. I dam sobie za to rękę uciąć. W przeciwieństwie do bohatera pewnego polskiego filmu, nie stracę tej ręki. Sprawa jest już wyjaśniona z serwisem konsumenta, paczka do mnie szybko dotarła i mam teraz oba odcienie. Prawidłowe. 


/Posie K/

W każdym razie, Lip Kit kosztuje 29$ i dostajemy w zamian genialnie sunącą po ustach konturówkę, której naturalna i ciepła barwa różu sprawia, że pięknie można nią sobie powiększyć usta.  Jest neutralna i bardzo dziewczęca. Lubię ją nosić samodzielnie, bez warstwy matowej pomadki. Dzięki czemu osiągam idealny efekt na co dzień. To taki typowy kolor "my lips but better". Nie jestem w stanie porównać jej do żadnej innej konturówki dostępnej na rynku. Czegoś tak masełkowatego nie zaznałam jeszcze nigdy. Przyzwoicie się trzyma i naprawdę ją polubiłam. 

/Posie K/


/Koko K/

Matowa pomadka jest jedną z przyjemniejszych formuł dostępnych na rynku. Zaopatrzona w sprężysty aplikator pomaga dokładnie wyrysować usta i nie sprawia problemów. Jest mocno napigmentowana i jedna aplikacja w zupełności wystarcza by równomiernie, i bez prześwitów pokryć całe usta. Jej barwa, to lekko jagodowy róż zmieszany z odcieniami nazywanymi mauve (w przypadku Posie), czyli fiołkoworóżowym pigmentem oraz pudrowy, cielisty róż (w przypadku Koko). Jest bardzo komfortowa na ustach, praktycznie jej nie czuć i wytrzymuje na nich bardzo, naprawdę bardzo długo. Jestem zaskoczona, że potrafi wytrzymać jeden do dwóch posiłków. Zjada się tylko w kąciakach i robi to dyskretnie. Jej trwałość mnie zaskoczyła, bardzo pozytywnie. Oczywiście wysusza usta, jak każda matowa formuła, ale robi to znacznie mniej inwazyjnie, niż jej koleżanki po fachu. Bałam się zakochać w tych pomadkach, ale niestety tak się stało - są genialne! 

                                                                                   /Mary Jo K/

Kolor Mary Jo K (17$), który został nazwany na cześć babci Kylie Jenner, to intensywna i bardzo kobieca czerwień. Barwa ta idealnie wpisuje się w moje gusta. Czerwień jest mocna, z niebieskimi tonami, które wybielają zęby, skórę oraz podbijają kolor mojej tęczówki. Dodaje seksapilu i pewności siebie. Pozycja obowiązkowa w kosmetyczce każdej maniaczki czerwonych szminek. Ale wiecie co? Tylko ze względu na kolor. Formuła tutaj różni się od Posie K i Koko K. Jest jakby, gorsza, po prostu. Znacząco wpływa na trwałość pomadki, która robi się skorupką i jest wyczuwalna na wargach. Nawet odpada w małych płatkach w tej wewnętrznej części ust. Polecam więc używać naprawdę cieniutką warstwę i kontrolować podczas noszenia. Jednakże, ja jestem zawiedziona formułą. Kolor super, ale reszta meeh. 


Na sam koniec zostawiłam błyszczyk w odcieniu So Cute (15$), którego zakupu trochę żałuję. Nie ze względu na formułę, ponieważ ta jest naprawdę genialna. Błyszczyk ma tak mocny pigment, że wystarczy tylko jedna aplikacja by pokryć nim całe wargi. Co lepsze, kompletnie się nie klei. Naprawdę, nie ma z nim mowy o tych obrzydliwych ciągnących się z wargi do wargi błyszczykowych sklejeniach, które przywołują na myśl problemy ze ślinotokiem. Żałuję troszkę, że zdecydowałam się właśnie na ten kolor. Jest bardzo beżowy i jasny, przez co mam wrażenie, że wyglądam trochę, jakbym nie miała ust. W przyszłości na pewno zdecyduję się na kolor Literally, ale teraz moim sposobem na ten kosmetyk jest po prostu używanie mniejszej ilości produktu i odpowiednie blendowanie koloru na ustach, dzięki czemu uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt. Formuła jest bardzo przyjemna dla ust, wręcz nawilżająca. To idealny kosmetyk dla dziewczyn, które chcą podkreślić swój uśmiech, ale mają problem z suchymi skórkami. 


O moich innych ulubieńcach możecie poczytać tutaj:
> Najlepsza czerwona pomadka z drogerii! 
Pomadki Laura Mercier, Velour Lovers 
TOP 5 pomadek marki MAC

To kolejny dzień z serii #LOVEYOURLIPSWEEK
Dzisiaj odsyłam Was też do dziewczyn!

Co powiecie o tych produktach? Macie ochotę na swoje własne pomadki od Kylie Jenner? Czy nie ulegacie tej modzie? 

DO GÓRY